W ostatnią niedzielę, 12 listopada, w dzień po obchodach Święta Niepodległości odbyła się w Gdańsku, w Europejskim Centrum Solidarności debata publiczna pod nazwą Arena idei.
Zacne było grono dyskutujących : profesorowie Ewa Łętowska, Jerzy Bralczyk, Andrzej Zybertowicz oraz ksiądz Adam Boniecki. Dyskusja dotyczyła pytania-tezy postawionej w tytule debaty: „Czy Polacy to jeden naród a dwa plemiona”. Rolę moderatora pełniła redaktor Katarzyna Kolenda-Zalewska.
Debata – jak debata. Każdy może ją sobie obejrzeć w Internecie, o ile nie obejrzał jej na żywo w niedzielny wieczór.
To, że postanowiłem poświęcić jej ten tekst – wynika z tego, że jeden z uczestników głosił tam takie tezy, takie „prawdy”, formułował takie sądy dotyczące nas wszystkich, obywateli RP, że nie mogę się powstrzymać aby nie zabrać głosu.
Przez przypadek nie byłem obecny na tej debacie ale i wtedy przyjęte reguły nie pozwoliłby mi powiedzieć tego co zniesie pulpit komputera. Dodatkową motywacją jest to, że profesor Zybertowicz jest socjologiem, pełniącym aktualnie funkcję doradcy Prezydenta RP.
W trakcie debaty profesor Zybertowicz trzykrotnie wyartykułował swoją definicje patriotyzmu. Po raz pierwszy w autorskiej wypowiedzi, od której zaczynała się debata. Dwukrotnie miał okazję ją powtórzyć na wyraźne życzenie pozostałych panelistów i słuchaczy.
Owa definicja składa się z trzech części, wyznaczających minimum, którego niespełnienie czy niezaakceptowanie wyklucza – zdaniem prof. Zybertowicza – człowieka ze wspólnoty narodowej. Taki człowiek nie może być traktowany jako Polak.
Ostro i jednoznacznie.
Jakie to są te trzy składowe, tej, jak sam to profesor określił, kulturowej a nie etnicznej definicji patriotyzmu ?
- Po pierwsze: Polakom potrzebne jest państwo narodowe, sprawne i silne, a nie mgławica jakiejś ponadnarodowej Unii czy innych bytów organizacyjnych.
- Po drugie: każdy, niezależnie od tego czy jest wierzący czy nie, lub gdy nie ma wyrobionego sądu na ten temat, musi uznać wiodącą rolę kościoła rzymskokatolickiego w formowaniu się polskiego narodu i polskiej państwowości.
- Po trzecie: historię Polski można krytykować, ale nie można jej fałszować, nie można się od niej odwracać.
Krótko, zwięźle i jasno. Kto tego nie akceptuje, kto choć w jednym z tych trzech kryteriów patriotyzmu według Zybertowicza się nie odnajduje, nie zgadza się z nim, nie jest członkiem wspólnoty narodowej, nie jest Polakiem.
Na pytanie: kto będzie oceniał, kto stworzy miarę spełniania tak definiowanego patriotyzmu, profesor miał prostą odpowiedź – to ma być ustalane w debacie społecznej i wyrażać się w wyniku wyborczym.
Padła jeszcze jedna odpowiedź na pytanie jednego z dyskutantów: jak mają się czuć, jak będą się czuli, ci wszyscy, którzy nie spełnią tego minimum – profesor Zybertowicz, doradca prezydenta Andrzeja Dudy – wypalił – mają się czuć paskudnie!
Gdybym był obecny na debacie, to domagałbym się doprecyzowania: co to znaczy paskudnie? Kto miałby te paskudne warunki nie-patriotom stwarzać, czy będzie to sankcjonowane wyrokiem sądu, czy wystarczy decyzja komendanta policji, czy będą obozy i internowania?
Można tak bez końca…
To nie są żarty, to program polityczny rządzącego obozu Zjednoczonej Prawicy. Profesor Zybertowicz znany jest jako twórca teorii „rozwibrowania” – potrzeby doprowadzenia instytucji państwa do stanu równowagi chwiejnej, do stanu napięcia, w którym ośrodek prezentujący „wolę polityczną” rządzi bez oglądania się na ograniczenia prawne przełamując imposybilizm prawny, którym władca czuje się spętany, gdy cel jest wielki i jest na wyciągniecie ręki.
Przyjmijmy na chwilę, tak na użytek ćwiczenia intelektualnego, że stało się, że obowiązują te kryteria, rządzi takie prawo, a państwo i jego instytucje wdrażają tak określony model patriotyzmu.
Pierwsze co przychodzi mi do głowy to to, że maszerujący narodowcy świetnie mieszczą się w tej definicji, to doskonale wykształceni i wychowani młodzi ludzie idący pod hasłem – „My chcemy Boga”. Przepełnieni ewangeliczną miłością bliźniego, wznoszący okrzyki o swojej sile i mający bardzo sprecyzowany pogląd na polską historię. Prawdziwi Polacy, prawdziwi patrioci .
Gdyby tak się stało (a wiele jest przesłanek za tym, że tak się stanie) że PiS przejmie sądy, wejdzie w życie ustawa Mariusza Kamińskiego i otworzy powszechne donosicielstwo sąsiad na sąsiada, kolega na kolegę, bo zawisną oświadczenia majątkowe ponad półtora miliona ludzi – wzrośnie atrakcyjność bycia w obozie zwycięzców. Partia kadrowa zacznie przekształcać się w partię masową. Gorących patriotów będą miliony.
Piękna perspektywa, piękny rezultat socjologicznej konstrukcji profesora socjologii.
Za profesorem Bralczykiem chciałbym podnieść problem następujący – skoro te trzy kryteria, to minimum to jaki będzie poziom maksimum?
Już widzę te teleturnieje, konkursy, zawody o puchar największego patrioty miesiąca, roku…
I na koniec proste pytanie – gdzie jest kres tego szaleństwa i obłędu, zna ktoś odpowiedź?
Zbigniew Szczypiński
Gdańsk


Andrzej Zybertowicz powinien się wstydzić! On jest doktorem habilitowanym i takie tezy głosi, że wstyd. Tego sie obronić nie da. Byle jaki szary człowiek z odrobina pomyślunku zapędzi tego dr hab. do kąta. A ponadto nie mówmy o narodzie. Mówmy o Obywatelach i prawach obywatelskich dla wszystkich jednakowe. OBYWATELE bez żadnych warunków a nie naród wg jakichś durnowatych kryteriów
Na podstawie rozlicznych kontaktów z naukowym środowiskiem socjologów tak sobie myślę, że byłoby doskonale, gdyby w programie studiów magisterskich (a już doktoranckich z pewnością) mieli porządny roczny kursowy wykład wstępu do matematyki (czyli zaawansowanej teorii mnogości i logiki formalnej), następnie roczny wykład rachunku różniczkowego i całkowego i wreszcie co najmniej semestralny wykład teorii prawdopodobieństwa i statystki; wszystko z obowiązkowymi ćwiczeniami po 2 h tygodniowo, z surowym egzaminem pisemnym i ustnym. Do tego co semestr obowiązek napisania eseju na minimum 40 stron maszynopisu, do którego trzeba by było przeczytać tak z 10 książek, także beletrystyki. Ala ja tak tylko… Chodzi mi o to tylko, że to świetnie robi na myślenie i precyzję wypowiedzi. Z dedykacją dla prof. AZ, natuerlich.
Pan Zybertowicz zawsze celnie oceniał przeciwników politycznych
Na wstępie, prowadząca wspomniała Grzegorza Miecugowa, który stworzył Arenę Ideii, potem już było słabo. Rola moderatora jest bardzo trudna i odpowiedzialna. Bardzo brakuje nam mądrych indywidualności umiejących tę rolę pełnić. Kto wie, jak by się historia po 1989 roku potoczyła, gdybyśmy mogli przebierać w takich akuszerach dyskusji, prawdziwych „docieraczy” do prawdy. To tu mamy prawdziwy deficyt.
Najciekawsze były próby określenia pojęć zaproponowanych do debaty. Prof. Bralczyk zdefiniował pojęcie plemienia wytykając nieprecyzyjność głównemu pojęciu tematu rozmowy. Potem wątki rozpadły się, zgodnie z technologią „rozwibrowiania”, skutecznie, ku bezsilności moderatorki, zaimplementowanej przez prof. Zybertowicza. I tak erystyka (?) wygrała z meritum. Profesor Łętowska delikatnie próbowała nazwać metodę, ale było to nieskutecznie, szkoda. Ksiądz Boniecki miał gorszy dzień, myślami był gdzieś indziej. Dyskutanci spośród słuchaczy, był też Stefan Chwin nazwany Szczepanem przez redaktorkę Kolendę, próbowali zachwiać pewnością siebie jedynego słusznego patrioty, ale bez pomocy moderatorki ich istotne pytania padały w próżnię. Szkoła tvn24.
I tak upłynęło półtorej godziny zredukowane do jednej kwestii prof. Bralczyka, pozostającej bez rezonansu.
Dzięki profesorowi (a jakże ) Zybertowiczowi już wiem, dlaczego w pisowskim kraju czuję się paskudnie.
W trzech odniesieniach.
1.Nikt z uczestników nie pojął próby przedstawienia odmiennej definicji patriotyzmu. Zastanawiające. Nie mieli własnych przemyśleń na ten temat? Można przecież to różnie ujmować. Przykładowo postawę patriotyczną można definiować przez wszelkie działania sprzyjające rozwojowi kraju: dbanie o dobrosąsiedzkie stosunki międzynarodowe; pobudzanie kreatywności i innowacyjności poprzez kształcenie młodzieży ze szczególnym naciskiem na samodzielne (krytyczne) myślenie; poszanowanie prawa stanowionego , w tym przede wszystkim Konstytucji; bezwzględny rozdział państwa od Kościoła, z poszanowaniem prywatności obywateli i ich prawa do indywidualnych poglądów, … itd.
2.Zybertowicz zaprezentował definicję patriotyzmu jako kryterium uprawniające do korzystania z pełni praw w powiązaniu z przynależnością do wspólnoty. Konstytucja ujmuje to całkiem inaczej. To są poglądy jawnie sprzeczne z zapisami konstytucyjnymi. Naród Polski to wszyscy obywatele, których prawa są niezależne od indywidualnie wyznawanych poglądów. Jeżeli Przezydent stoi na straży Konstytucji to takiego konsultanta powinien natychmiast zwolnić.
3.Traktując wypowiedź Zybertwicza jako jego osobisty pogląd, bez pretensji narzucania go innym, skłonny byłbym nawet z pewnym zrozumieniem przyjąć poszczególne jego postulaty.
Tak, jestem za silnym rządem, który nie zapomina o interesie Polski w relacjach międzynarodowych; dostrzegam historyczną rolę Kościoła w kształtowaniu kultury ( nie zawsze jednak bezkrytycznie ją akceptując ); trzeci postulat nawet kupuję w pełnym brzmieniu: ”
historię Polski można krytykować, ale nie można jej fałszować, nie można się od niej odwracać” – problem jedynie w tym, że powinien ten postulat kierować głównie do obecnie rządzących.
Ja mam taką definicję. Patriotą można być tylko w odniesieniu do kraju, w którym się żyje. I w którym należy: a) uczciwie płacić podatki, b) nie parkować na trawnikach. I to jest jedyne kryterium. Koniec dyskusji, kropka. A jak słyszę o „oddawaniu życia w potrzebie” (w szczególności), to chętnie bym taką potrzebę mówiącemu brednie sprokurował specjalnie skonstruowana pałeczką.
@BM
Lapidarnie i transparentnie.
Bardzo dobra (o uniwersalnym przekazie) metafora patriotyzmu : PŁACIĆ PODATKI,, NIE PARKOWAĆ NA TRAWNIKU – odpowiednia do przekazu medialnego, jak i doskonały kontrapunkt do „dyskusji” z Zybertowiczem.
W pierwszym przypadku unikałbym kropki, w drugim zaś jak najbardziej, nawet z DUŻĄ kropką.
W końcu to była Arena (Idei), nie Aeropag, na co zwrócił uwagę na samym początku prof. Bralczyk.
Wprawdzie nikt mnie nie pyta, ale ja bym zaproponowany temat nieco zmodyfikował. Zamiast dywagować „Czy Polacy to jeden naród a dwa plemiona” postawił bym pytanie czy Polacy to jedno plemię stanowiące wiele narodów. Ciekaw jestem jak odniósł by się do niego ekspert od permanentnej wibracji. A tak serio to kiedyś słuchałem prof. Andrzej Zybertowicz na panelu dyskutującym na temat wiary i niewiary. Jako niewierzący mówił z ogniem człowieka mocno wierzącego. Widać tak już ma, niezależnie od tego co mówi, mocno w to wierzy i nie bardzo go interesuje, co inni mają do powiedzenia.
Zapomniany a jakże aktualny tekst Jana Józefa Lipskiego „Dwie ojczyzny, dwa patriotyzmy” http://otwarta.org/wp-content/uploads/2011/11/J-Lipski-Dwie-ojczyzny-dwa-patriotyzmy-lekkie3.pdf
Do BM – nie wiem jak teraz ale w moich latach na Warszawskim Uniwersytecie socjologowie przechodzili ostry kurs logiki u prof Kotarbińskiej i jeszcze bardziej ostry kurs (wykład + ćwiczenia) z rachunku prawdopodobieństwa i opartej nań statystyce u prof Klemensa Szaniawskiego.
To nie ta droga eliminacji takich przypadków jak prof Zybertowicz, tu nie o podstawy kształcenia socjologów chodzi, tu chodzi o to jak zachowują się ludzie nauki gdy stają się ludźmi władzy, patrz prof Gliński specjalista od społeczeństwa obywatelskiego w poprzedniej, naukowej roli i obecnej roli wicepremiera i ministra kultury w rządzie „dobrej zmiany” To dwaj zupełnie różni ludzie, podejrzewam, że z Zybertowiczem jest podobnie.
I jeszcze aby dosypać do pieca – wiele mówi się teraz o ludziach nauki i kultury wprzęgniętych w poprzedni system władzy, mówi się o „ukąszeniu heglowskim” Kołakowskiego, Baumana i wielu, wielu innych. Ukąszenie heglowskie, fascynacja marksizmem to jednak było coś co miało poważnych filozofów w podstawie, był to syndrom światowej kultury i nauki. A co „ukąsiło” profesora Zybertowicza i profesora Glińskiego ? Jarosław Kaczyński ? Nie sadzę !
Posługując się socjologiczną wyobraźnią, czymś czego nauczał nas prof Ossowski, myślę, że to żądza władzy starzejących się mężczyzn…albo coś jeszcze gorszego.