O tym, że ziszczają się scenariusze czarniejsze niż najbardziej pesymistyczne przewidywania nie trzeba pisać.
Dwa lata temu, gdy wychodziliśmy bronić Trybunału Konstytucyjnego, funkcjonariusze PiS demolowali Trybunał chętnie sięgając po argument symetryzmu. Trzeba przyznać że dany im do ręki przez ekipę Platformy.
Wtedy – w porównaniu z tym co dzieje się dzisiaj –PiS działał ostrożnie i w białych rękawiczkach. Gdy patrzy się na to z perspektywy, widać premedytację. Wtedy nie było pewności, czy wszystko się uda i czy nie trzeba będzie odpowiedzieć za swoje działania.
Dziś gołym okiem widać, że funkcjonariusze PiS uwierzyli, że nigdy nie zostaną rozliczeni za swoje działania. Sądzę że to, co widzimy na komisjach w wykonaniu komunistycznego prokuratora, to dopiero początek siłowego forsowania swoich rozwiązań.
To, co dziś robi ekipa rządząca wespół z prezydentem – to nie siłowy, lecz prawdziwy ZAMACH STANU i jako taki będzie opisywany kiedyś w podręcznikach.
Zamachu stanu nie trzeba wykonywać przy użyciu czołgów. Jak się okazuje, przy biernym społeczeństwie nie potrzeba nawet pałek i większych działań policyjnych.
Do zamachu stanu trzeba zblatowania przestępców politycznych, którzy zamiast stać na straży Konstytucji, na którą przysięgali, dzielą się politycznym łupem, wpływami i kasą w wyniku „konsultacji”. Między sobą.
Do zamachu stanu trzeba człowieka , który ma poczucie misji, uszczęśliwienia ludzi według swojego widzimisie, swoich frustracji, kainowego poczucia winy i Bóg wie jeszcze jakich demonów. I posłusznych wykonawców. Goebbelsów, Papenów, Fricków, Goeringów i Blombergów.
Do zamachu stanu potrzeba wyselekcjonowanych posłów głosujących bez czytania, policjantów i prokuratorów gotowych na prostytucję, strażników leśnych, oficerów i generałów gotowych służyć owemu panu, a nie krajowi.
Do zamachu stanu potrzeba jeszcze społeczeństwa, któremu się nie chce. I kościoła, który stoi w milczeniu wobec łamaniu praw ludzkich i boskich.
Wracając do naszej sytuacji. Zamach stanu dopiero się rozpoczął. Przekonani o swojej bezkarności funkcjonariusze aparatu będą się radykalizować na wyścigi, chcąc pokazać tzw. Naczelnikowi swoją bezkompromisowość w tępieniu lewactwa, liberalizmu, ateizmu i braku polskości.
Łamanie prawa zasad i Konstytucji nabierze rozpędu. Zasada „nie mam pańskiego płaszcza i co mi pan zrobisz” już wchodzi do debaty sejmowej, a za chwilę zapewne ją zdominuje. Bo skoro nie ma kary, to nie ma już hamulców, a wyścig do łask Prezesa jest morderczy i pełen podstępnej konkurencji.
Nic nie wskazuje, by bliski był wybuch społeczny. Społeczeństwo obywatelskie, które dość szybko zorganizowało się w KOD, dziś jest zatomizowane i zmęczone. Partie polityczne, które miały czas, by się pozbierać i przeorganizować po klęsce – co dzień udowadniają, że mają jeszcze wiele do zrobienia i niekoniecznie maszerują w dobrą stronę w tych działaniach.
Jedyna nadzieja w PiS. Każda zorganizowana struktura wcześniej czy później podlega erozji, wywołanej podziałem wpływów, łupów politycznych i finansowych, ludzkich słabości i ambicji. Te wszystkie siły działają też na PiS. Konflikt na linii prezydent- Nowogrodzka nigdy nie będzie miał tendencji do wygasania, a jedna iskra może rozpalić go na nowo. Punktów zapalnych jest kilka i każdy może rozsadzić jedność formacji. Inne konflikty, może mniej widoczne, potencjalnie jutro mogą spowodować kryzys.
Wszystkim pozostającym w poczuciu bezkarności funkcjonariuszom PiS, wszystkim posłom, urzędnikom, funkcjonariuszom policji – słowem, wszystkim, którym wydaje się że PiS będzie trwał wiecznie i nigdy władzy nie odda, chciałbym coś przypomnieć.
Jacek Parol


Rozbraja mnie to szukanie pocieszenia w upadku jedenastoletniej III Rzeszy. Przypomnę, że komunizm w Rosji trwał dłużej, niewiele mniej trwał PRL, że o czasach niewolnictwa i feudalizmu nie wspomnę. Przez te 11 lat kilkadziesiąt milionów ludzi poszło do piachu i tyle mieli z zakończenia wojny. Wielkie mi mecyje, kłótnie w obozie władzy. Ziobro zamiast Himmlera albo Jeżow zamiast Błaszczaka, albo Freisler zamiast Brudzińskiego czy niejakiego Jakiego, albo Kiszczak zamiast Moczara. Mamy do czynienia z przemianą kulturową i dlatego nie możemy sobie poradzić. Bo wracamy do jądra polskości: anarchii, katolicyzmu, ksenofobii, megalomanii. To, co proponowaliśmy, zostało odrzucone.
Niemcy mieli to szczęście, że przetrwali jako państwo, co prawda w dwóch kawałkach ale przeżyli. Co do Polski takiej pewności mieć już nie można.
Trzeba sobie zdać wreszcie sprawę z faktu, że spora część społeczeństwa jest zachowawcza, podległa klerowi i panicznie boi się nowego. Mamy teraz historyczny krok do tyłu. Zamiast walić z grubej rury z tą Norymbergą, lepiej zastanowić się jak dotrzeć do tej ksenofobicznej i bogobojnej części społeczeństwa. Ona szybko nie zniknie.
I nie ma co biadolić nad długimi rządami Pisowskich troglodytów. Nie przetrwają bez Kaczyńskiego. A ten nie jest wieczny. Pomysł z erozją przekonujący. Ale chyba ważniejsze jest podjęcie dialogu w samym społeczeństwie, zamiast je dalej polaryzować. Potrzeba charyzmatycznych liderów. Gdzie są tacy? Czy polskie piekło ch wycina?
Dialog ? Jaki dialog ? Nie da się. Mały przykład z najbliższego otoczenia. Od wczesnych lat ( szkoła podstawowa, liceum, studia i cały ciąg dalszy) ja + 5 dziewczyn stanowimy grupę przyjaciółek, takich „aż po grób”. Przeżyłyśmy niezliczone, życiowe perypetie, zawsze stanowiąc dla siebie oparcie, żeby nie wiem co… Aż do czasu, kiedy dwie z nas zostały…ukąszone przez PiS. Nie wdając się w szczegóły, jedna została przez nas definitywnie wyeliminowana z grupy już kilka lat temu, bo słuchanie tego, co wygadywała (stacja przekaźnikowa Radia Maryja) przekroczyło naszą odporność. Druga stanowi przypadek lżejszy, do tolerowania, ale tylko dlatego, że ceniąc starą przyjaźń na temat polityki po prostu nie rozmawiamy, co wcale nie jest łatwe, zważywszy sekwencję zdarzeń. Szczęśliwie chociaż w rodzinie znajdujemy się po jednej stronie , dzięki czemu można spokojnie spędzać „imieniny u cioci”.
Pęknięcie w społeczeństwie jest tak wielkie, że nie sądzę, aby dało się je jakoś zasypać, tym bardziej, że takie zasypywanie wcale nie leży w interesie przewodniej siły narodu. Wręcz przeciwnie.
Łzy same cisną się do oczu.
@Bejka: mozna po prostu mieć większy dystans. Wtedy nawiedzona katarynka może się sama zatrzymać i pomyśleć. Ja mam bliskich krewnych, którzy tez uważają PiS za nie najgorsze zło. Nie mam zamiaru z tego powodu ich zwalczać. Pamiętajmy, że nikt tu jest bez winy. Czas zacząć współżyć zamiast nawzajem się wykluczać. Tu trzeba wiele cierpliwości. I zmiany warty w opozycji…
Ależ my tę „katarynkę” tolerowałyśmy dość długo, problem w tym, że poczuła ona misję niesienia wiadomej PRAWDY i zamęczyła nas niemal na śmierć…Szkoda czasu na przelewanie z pustego w próżne.
Nikt nie jest bez winy ? A i owszem, ale to nie do nas należy rozsądzanie, kto, czemu i w jakim stopniu jest winny, a jednak staliśmy się zakładnikami odbywającej się na górze brutalnej dintojry.
@Bejka: jesteśmy nacją pozbawioną tolerancji. Ja miałem szczęście wychowywać się w domu, gdzie sznowano poglądy prywatne członków rodziny i nie zmuszano albo nie komentowano złych wyborów. Dzięki temu sam dochodziłem do tego co jest złe czy dobre dla mnie, choć czasem zajmowało to sporo czasu. To nie jest często spotykane i obce znacznej części polskiej społeczności. Lubimy zaglądać innym za kołnierz i kochamy to nie tylko komentować w swoim gronie ale także z obiektami naszego niepotrzebnego zainteresowania. To jeden z naszych narodowych grzechów głównych. Bez okazywania wzajemnego szacunku do niczego nie dojdziemy. Żyj i daj żyć innym jest niestety obce naszej tradycji.
A w tej chwili społeczeństwo się radykalizuje właśnie z tego powodu. Tacy byliśmy sto lat temu, ofiarą ksenofobii i nietolerancji padł prezydent Narutowicz, tacy jesteśmy dzisiaj. A rządząca partia wydaje się podsycać te niezdrowe cechy i może w końcu dojść do kolejnych zamachów ze strony radykalizujących się faszystowskich bojówek. Czas to zmienić. Czas wreszcie zrozumieć, że musimy ze sobą rozmawiać jako społeczeństwo zamiast okopywać się w jedynych swoich racjach.
Proszę do tego przekonać partię rządzącą. Jak tylko powróci z imprezy w Toruniu …
>>Trzeba sobie zdać wreszcie sprawę z faktu, że spora część społeczeństwa jest zachowawcza, podległa klerowi i panicznie boi się nowego. <>panicznie boi się nowego<<
Dziwi to Pana?
To poddanie klerowi w dzisiejszych czasach przechodzi do czystych sofizmatów.
Dziwi Pana że starzy ludzie są zachowawczy?
A jacy mają być? Przekonali się jak w rzeczywistości wygląda to "nowe"
Dostali w d…. aż miło, ci co pływali w PRL po powierzchni tej rzęgawy
dalej pływają całkiem wprawnie choć znam takich to utonęli.
Co to jest to "nowe "?
To nowe przychodzi pod różnymi postaciami i nie pozwala spokojnie żyć bo wyzwala paniczny lęk wynikający z pokoleniowych doświadczeń.
Straszą nas obecnie wszystkim, ekonomią, ociepleniem, wojną, upadkiem państwa, zniewoleniem, emigrantami, piekłem i cholera wie co jeszcze wymyślą.
Polecam ten zapis okraszony zdjęciami jest nad czym podumać..
http://www.academia.edu/33127659/S._Wilga_Smutna_Dola_Wiosky_Jednorożec_oprac._M.W._Kmoch_Krasnosielcki_Zeszyt_Historyczny_27_2016_s._3-44
Pozdrawiam.
ps.
Teoretycznie powinienem nie bać się niczego, jako że żydowskiego Boga przestałem się bać pół wieku temu, a jednak pozostał lęk-obawa o przyszłość najbliższych mi ludzi.
@Magog Wydaje mi się pewnym uproszczeniem twierdzenie, że „starzy ludzie są zachowawczy”. Sądząc po chodzących na protesty, to raczej dominują tam bardzie starzy niż bardziej młodzi. Z kolei na listopadowym zjeździe faszystów widziałem bardziej młodych niż bardziej starych. Podział w społeczeństwie nie przebiega chyba wg wieku Polaków. Ja, oscylując wokół sześćdziesiątki, przebywając w towarzystwie 30- i 40-latków, jestem postrzegany jako liberał, libertyn, przeciwnik tradycji i Pamboga, antyklerykał, euroentuzjasta, miłośnik filmów Andrzeja Wajdy i poezji Szymborskiej itd. A te młodziaki na to wszystko plują. Więc jest różnie.
Więc jest różnie….. ano jest.
W dalszym ciągu mam żywy kontakt od lat 5ciu do 105ciu.
Jest tylko jedno ale, poruszam się w określonym środowisku które z racji zainteresowań muzycznych dokonuje samo-filtracji.
Ludzie którzy są poza tą grupą to inny świat.
Myślą inaczej, postępują inaczej, mówią inaczej.
Mają inną percepcję odbioru otaczającego nas świata a przekonanie ich abyśmy znaleźli wspólny język wydaje się być niewykonalne.
W pewnych sprawach zgadzamy się w innych nie.
Jednak ci inaczej postrzegający są liczni, bardzo liczni.
Mają przewagę ilościową, tak było i będzie zawsze.
Żyjemy w jakimś tam systemie politycznym, mniejszość musi zabiegać o głosy tych licznych i schlebiać im co czyniono przez 45 lat PRLu.
Czy coś się zmieniło w tym względzie? Ta większość po latach buntuje się a każda próba okiełznania ich nazywana jest faszyzmem, dyktaturą itp.
Zjawisko to jest obecnie powszechne na całym świecie, mniejszość musi trzymać większość na smyczy bo zginie.
Już nie czytam o nierespektowaniu praw człowieka w Chinach czy Białorusi,
jest już lepiej?
A może rozwój ekonomiczny tych społeczeństw daje coś do myślenia?
Białoruś nie jest zadłużona, Chiny też. Więc?
Faszyzm? Komunizm? Rasizm? Demokracja? A może korporacjonizm?
który toleruje a nawet wspiera każdy system społeczny jeśli ten pozwala zarobić pieniądze. Ja mówię na to zamordyzm oparty na ekonomicznym bacie.
Międzynarodowym chłopcem do bicia została KRLD, i biedni, i komuniści, i z bombą atomową na podorędziu.. bez dotacji zewnętrznych!
Czasem oglądam w sieci prywatne filmy z tego kraju, jakoś nie widziałem łachmaniarzy leżących pod ścianami domów. Rozumiem, propaganda.
Jak jest demokracja to łachmaniarzy pokazuje się bo muszą być i już.
Nie jest Korejcom słodko, ale gdzie jest taki kraj szczęśliwości na świecie?
Dziwny ten świat, jak śpiewał Czesław Niemen.
ps.
Zawsze interesowało mnie czy JP II był „zachowawczy” z racji wieku też.
Przecież osobiście nie posiadał żadnego prywatnego majątku a serwis życiowy miał znakomity.
Prezes działa w mniejszej skali ale na podobnej zasadzie.
Władza? Specjaliści mówią, że to cudowny afrodyzjak.
A może egoizm i dbanie o wyłącznie własne interesy nie jest zły?
Słownik łacińsko-polski: occupātiō (od: occupare) – objęcie w posiadanie, obsadzenie. Encyklopedia powszechna: „Zajęcie jakiegoś miejsca w celu zmuszenia jego właściciela do określonych ustępstw”.
Objęcie w posiadanie jest stanem naturalnym po wybranych wyborach. Czy jednak – gdy zwycięzca robi to łamiąc obowiązujące dotąd demokratyczne reguły – nie staje się okupantem w takim sensie, w jakim określa okupację encyklopedia?
Czy można już mówić o władzy okupacyjnej? Zatem i o kolaboracji (choćby nawet kolaborowało 40% Polaków)?
Naprawdę, ciemne myśli przychodzą człowiekowi do głowy…
Byla dyktatura ciemniaków, teraz jest dyktatura buraków. Nowe słowo na określenie tego samego.
Światełko w tunelu PiS…. ROTACJA!
Mają z głowy kolejne dwa lata i zyskali czas na skuteczniejsze ogłupianie ludzi.
Wybory mają w kieszeni..
I co, dalej piszemy, zakładamy komitety, łazimy z transparentami?
Krzywaaaaaa!