Bardzo możliwe, że dziewiątego stycznia skończył się okres burzy i naporu, a zaczyna okres stabilizacji systemu. Czyli quasi-autorytarnej formacji PiS.
Niewiele wiedząc o kulisach wydarzeń i nie uważając, że to jest bardzo istotne, mogę sobie pozwolić na dywagacje historyczno-wspomnieniowe. Czegoś się człowiek uczył i coś z przeżytego pamięta.
Otóż kojarzy mi się to z rokiem 1956 w wersji light. Z mechaniką pewnego typu rewolucji. Trochę to może naciągane – zastrzegam się z góry – ale może jest coś na rzeczy…
Marks odnosił to do rewolucji angielskiej i francuskiej. Obie doszły do swego apogeum; dyktatury lorda-protektora Cromwella i dyktatury Jakobinów. Po ich burzliwych upadkach okazywało się, iż ancien regime był zdruzgotany tak, że już nie było do niego powrotu. Po ścięciu absolutnych monarchów z bożej łaski, próba restauracji, pozbawionych charyzmy, Stuartów i Burbonów jakoś nie mogła się udać.
W Rosji, w XX wieku było trochę podobnie, ale na krótko. Siła by mówić… odpuszczamy. W Polsce narzucony przez wojnę system miał swoje apogeum od roku 1948 po sfałszowanych wyborach w roku poprzednim, do roku 1954. W rok po śmierci Stalina zaczęła się coraz bardziej odczuwalna „odwilż”, ale „lody ruszyły” w roku 1956, po demaskatorskim referacie Chruszczowa na XX Zjeździe KPZR, po buncie robotniczym w Poznaniu, po groźbie interwencji sowieckiej i w trakcie eksplozji wystąpień społecznych.
To był przełom; w ramach tamtejszego ustroju odczuwalny pod pewnymi względami bardziej niż zmiana systemów w roku 1989.
Dorośli ludzie, ci powyżej trzydziestu pięciu lat, byli wówczas przedwojenni, ukształtowani w innych realiach ekonomicznych i kulturowych, a zupełnie nie czuło się ciągu, nie zauważało się żadnych pomysłów na powrót do II RP. Wpierw wojna, z dwiema okupacjami, zdruzgotała dotychczasowy ład, jego instytucje, elity, reguły, a na osłabione i zdezorganizowane społeczeństwo nałożyła się bezwzględna przemoc dyktatury, kształtującej nowe porządki. W 1956 system był już gotowy. Nadal totalitarny, lecz nie wytrzymywał już napięcia, wściekłości, strachu. I pofolgował, nie naruszając zasad. Z drugim wcieleniem Gomułki zaczynał się okres nazywany małą stabilizacją.
Jeśli teraz w mechanice wydarzeń, wyrażonej w rekonstrukcji rządu PiS znajdziemy podobieństwo z przełomem Października ’56, to potwierdzi się nam powiedzenie Marksa, że w historii dramat powtarza się jako farsa.
Kiedy się początki świadomości wyprowadza z czasów wojny i okupacji, jeśli się pamięta cały okres tzw. władzy ludowej, z jej przełomami i ze stanem wojennym, to w porównaniu z tym bagażem wszystko, co dzieje się od roku 2015, wygląda na mało poważne. Może na farsę. Tym się czasem pocieszam, ale nie czuję się pocieszony w wystarczającym stopniu. Mamy inne standardy i inne oczekiwania niż w latach 1945 i 1956. Tamte dramaty były na miarę tamtych czasów. A farsa, jeśli to farsa, w której uczestniczymy w XXI wieku, jest próbą wystawienia sztuki napisanej w XIX wieku. Zdobycia takiej władzy, która stawała się anachronizmem między kongresami Wiedeńskim i Wersalskim.
Populizm?
Jest narzędziem do zdobycia i utrzymania tej władzy.
Po dywagacjach historycznych, przerwa na bieżące komentarze. Czytam, słucham, oglądam. Wszyscy wszystko. Mogę i ja.
Przełom (?) jest w dużym stopniu wizerunkowy. Ale odeszli główni psuje: Macierewicz i Szyszko. I dwaj ministrowie wyposażeni wyłącznie w lewe ręce: Waszczykowski i Radziwiłł. Jest szansa, że rząd będzie pracował lepiej. Jeśli się nie jest zwolennikiem radykalnej opozycyjnej tezy, że im gorzej tym lepiej, bo prędzej „to wszystko” upadnie, to można wyrazić umiarkowane zadowolenie. Waszczykowski tak wielu ludzi nie obchodził, lecz Radziwiłł, Szyszko, Macierewicz – drażnili; i trudno by było wygrać z nimi wybory w roku 2019. Czy też chowając ich przed samymi wyborami. Taki numer z 2015 roku za drugim razem mógłby nie wypalić.
Zresztą usunięcie ich już teraz może być przydatne. Choćby przez to, że opozycja przez jakiś czas nie będzie zawracała głowy żądaniami ich usunięcia.
A władza PiS będzie wyglądała stateczniej.
Ma już opanowane sądownictwo i mechanizm wyborczy, wojsko i wszystkie liczne policje, właściwie to cały aparat państwowy, media publiczne, spółki skarbu państwa. Zostają jeszcze do poskromienia media prywatne, ale reakcje na restrykcje nałożone na TVN każą postępować ostrożniej. Zdobywanie samorządów to proces nie na jedne wybory.
Jeśli przy sprawniejszym rządzie PiS będzie kolejne pozycje zdobywał wolniej i oględniej, w sumie zauważy się, że nie taki on straszny; w każdym razie łagodnieje, plusów dodatnich robi się więcej. Przy takiej opozycji jaka jest dziś, może nawet wygrać uczciwe wybory. Ale nie wiemy jaka ona będzie za dwa lata i czy sprawy potoczą się tak, jak to dzisiaj się zapowiada.
Gospodarka może mieć dobra passę jeszcze przez najbliższe dwa lata. A rząd zawsze ma narzędzia, bo zrobić ludziom dobrze przez jakiś czas. Kosztem czasu przyszłego, lecz w kluczowych momentach to się nie liczy.
Kluczowym obszarem staje się ochrona zdrowia, po wymianie ministrów. Niezależnie od zmian systemowych, które zapewne są przewidziane, nie może się obejść bez dosypania grosza. Kolejki w przychodniach widzą wszyscy, wzrost deficytu dostrzegają nieliczni.
Bruksela, w której w tym momencie premier zasiada do kolacji? Dobrze skrojony garnitur i sprawny angielski nie robią tam na nikim wrażenia. Chyba, że przez porównanie z garsonką i broszką. Ale istota sprawy polega na tym, że UE nie może nie reagować na łamanie praworządności w Polsce, a jednocześnie bardzo nie chce pomagać Kaczyńskiemu w izolowaniu Polski. Zaś Angela Merkel nie chce tego bardziej od innych.
Może więc Morawiecki poleciał do Budapesztu nie tylko by utwierdzić Orbana w zamiarze bronienia Polski przed artykułem 7. , lecz może chciał się nauczyć jak lawirować w Unii, by robić swoje i nie doprowadzać do skrajności.
Białoczerwona drużyna funkcjonuje już tylko na zdjęciu w Pałacu Prezydenckim. Andrzej Duda wygrał z Macierewiczem, ale nie z Ziobrą, bo sądy są dla prezesa ważniejsze niż to, co się dzieje w wojsku. Ta wygrana jest zapłatą za podpisanie ustaw o sądownictwie. Idylla?
Nikt już tam nikomu nie wierzy i to jest sytuacja normalna w wielu ekipach rządowych na świecie. U nas już się tego nie skrywa. A jeśli władza traci władzę w sposób polityczny, to prawie zawsze odbywa się to przy udziale, czy zgodzie jakiejś jej części. Otwarty podział jest bardzo jeszcze wstępnym warunkiem czegoś takiego.
A teraz: co ja bym zrobił będąc na miejscu Jarosława Kaczyńskiego i mając takie zamiary jakie – sądzimy – ma on?
Otóż dałbym Morawieckiemu porządzić w sposób spektakularny i sprawić by wygrał wybory w roku 2019, zostając ponownie premierem. Sam bym się nie eksponował. W referendum konstytucyjnym poparłbym projekt republiki prezydenckiej, takiej jak we Francji. Ale bałbym się przegranej i nie startowałbym na takiego prezydenta w roku 2020. Doprowadziłbym do tego, żeby taki twór powstał dopiero po wyborach 2025 roku. A w roku 2020 poparłbym wybór … Morawieckiego, dając mu szansę zostania prezydentem rządzącym, ale dopiero w następnej kadencji.
Zaś na jego miejsce, już bez żadnych niepewnych wyborów, sam bym wtedy został premierem, czyli faktycznym numerem pierwszym we władzy, pozostając prezesem partii rządzącej. I w ten sposób zapewniłbym sobie pozycję emerytowanego zbawcy ojczyzny, co zawsze było moim marzeniem, opowiedzianym dawno temu w wywiadzie Teresie Torańskiej.”
Już się dalej w prezesa nie wcielam i mam nadzieję, że nie dotrze do niego ten tekst. Bo by może jeszcze z niego skorzystał.
[responsivevoice_button voice=”Polish Female” buttontext=”Czytaj na głos”]Ernest Skalski


Moja perspektywa czasowa jest znacznie krótsza i tak sobie myślę, że niezależnie od mniej czy bardziej misternych intryg Jarosława K. to jednak w tej chwili Andrzej D. i Mateusz M. mogą się dogadać ponad jego głową i wyeliminować go z gry. Wiem, że to pobożne życzenie, ale czyż nie wolno takowych żywić? Spieszę dodać, że wspomniani Andrzej D. i Mateusz M. nie są bohaterami z mojej bajki, ale wydają się być przewidywalni czego nie sposób powiedzieć o Jarosławie K. Z nimi warto spróbować wygrać. Problem tylko kto miałby się tej wygrany podjąć.
Serial jak z kiepskiej, brazylijskiej telenoweli pod nazwą „rekonstrukcja rządu” na razie dobiegł końca. Nie wiadomo co to zapowiada, oprócz dążenia do poprawy realacji z UE i sojusznikami z NATO. Wbrew pozorom takie zmiany to prezent dla opozycji, ponieważ nie zapowiadają rozwiązania żadnego z problemów:
–słabniecia wzrostu gospodarczego i niskiego poziomu inwestycji,
– osłabienia praworządności a wraz z nia ochrony praw człowieka w Polsce,
– zapóźnienia w modernizacji wojska i bałagan kadrowy,
– brak reform usporawniających ochrone zdrowia,
– fatalnego systemu edukacji po deformie,
– rozwalenie niezaleznego sądownictwa,
– niefunkcjonalnej eskalacji konfliktu społecznego.
*
Te problemy trzeba rozwiązywać a nie zamiatać pod dywan. I nie pomoże scenariusz tryumfu zaprojektowany przez Redaktora Skalskiego dla JK. Takiego scenariusza nie sposób zbudować przeciw społeczeństwu, a kandydat na zbawcę był, jest i będzie…. zwykłym emerytem i niech raczej się modli aby niekaranym.
Przełom październikowy? A skąd. Zamiana Piotra Jaroszewicza na Edwarda Babiucha.
Ta zmiana to z pewnością zamiana „złej policjantki” na „dobrego policjanta”. To jednak w niczym nie przybliż rozwiązania dwóch podstawowych problemów Kaczyńskiego. Pierwszy, to relacje z UE. Tu można grać tylko na czas, bo UE nie może tolerować oczywistego złamania podstawowych zasad praworządności, a Kaczyński nie może się cofnąć: przywrócenie reguł demokracji musiałoby pociągnąć za sobą postawienie przed sądem tych, którzy te reguły złamali, czyli praktycznie całego kierownictwa PiS i samego Kaczyńskiego. Unia będzie działała ostrożnie, ale stopniowo walec jej procedur będzie prowadził do degradacji pozycji Polski w Unii i dotkliwych konsekwencji ekonomicznych (nawet jeśli nie będzie oficjalnych sankcji, to w nadchodzącej perspektywie finansowej Polska może być dramatycznie gorzej potraktowana niż dotychczas, co może zostać dostrzeżone przez wyborców jeszcze przed wyborami). Problemy z UE wiążą się z drugim głównym problemem PiS. Polega on na tym, że w gospodarce nie ma już takich rezerw do wykorzystania jak w 2016 r. PiS nie ma już pieniędzy na tak spektakularne działania, jak 500+ i obniżenie wieku emerytalnego. Będą natomiast coraz bardziej odczuwalne negatywne konsekwencje wspomnianych dwóch szlagierów polityki PiS. Bo ich sfinansowanie oznaczało jednak zabranie pieniędzy z innych miejsc. Poza różnymi drobniejszymi cięciami wydatków socjalnych, zabrano emerytury mundurowych, co może być dla PiS groźne, gdyby doszło do jakichś naprawdę dramatycznych demonstracji – zawody mundurowe są w znacznym stopniu dziedziczone. Sytuacja w opiece zdrowotnej już jest jak balon, który lada chwila może pęknąć – zmiana ministra nic nie da, bo PiS nie ma przygotowanej żadnej rewelacyjnej reformy służby zdrowia, a bez takiej reformy zażegnanie kryzysowi będzie bardzo kosztowne. Załamanie inwestycji publicznych będzie wpływało bezpośrednio na oceny wyborców (muszą zauważyć, że jednak buduje się mniej), a bliska zeru dynamika inwestycji prywatnych w połączeniu ze spadkiem podaży siły roboczej musi poważnie spowolnić wzrost. Przy niskim bezrobociu to nie będzie dramat, ale brak poprawy, po tak dobrym dla gospodarstw domowych 2017 r., na pewno bardzo schłodzi entuzjazm zwolenników PiS. Jeśli dojdzie do jakiegoś zasadniczego konfliktu z UE, także inwestorzy zagraniczni mogą gwałtownie zareagować. Wtedy wszyscy zobaczą, jak to jest, gdy gospodarka jakoby zyskuje na silnym osłabieniu złotego. Skokowy wzrost inflacji z nawiązką pochłonie całe 500+, a bezrobocie – mimo spadającej podaży pracy – może ponownie zacząć rosnąć. Wszystko, o co może grać Kaczyński to takie przeciąganie negocjacji z UE by konsekwencje ich fiaska pojawiły się dopiero po wyborach parlamentarnych. Nawet jeśli mu się to uda, powtórzenie wyniku z 2015 r. nie będzie jednak łatwe, mimo pogubienia się opozycji i mimo możliwości, delikatnie mówiąc, naciągania wyników. Stabilizacja może więc być tylko chwilowa, ale i to nie jest pewne – słabnące wyniki gospodarcze mogą bardzo szybko skłonić Kaczyńskiego do ponownego stosowania strategii rządzenia poprzez konflikt. Powodzenie takiej strategii też jest ograniczone czasowo.