Czy to jest wrażenie „mocno rozrywkowe” jak twierdzi publicysta „Polityki” Tomasz Zalewski, dodając, że „oto najpopularniejsza gospodyni telewizyjnych talk-shows nie dementuje – na razie? – spekulacji o swoim kandydowaniu, a jej znajomi twierdzą, że jest ono całkiem prawdopodobne”.
Ten sam publicysta snuje swoje dywagacje zestawiając Winfrey z obecnym prezydentem i stwierdza, że w sumie wyraźnie go dystansuje: „Ma ona podobne atuty, co Trump, ale jest postacią o niebo sympatyczniejszą. Też posiada kilkumiliardowy majątek, co daje finansową niezależność od sponsorów, a także charyzmatyczną osobowość i zdolność empatii”. W sumie jednak swój felieton Zaleski kończy akcentem zniechęcającym: „Oprah Winfrey jest czarnoskórą kobietą. Startując do prezydenckiego wyścigu, mimo swej popularności, natrafi na bariery uprzedzeń. Więc chyba da sobie spokój”.
Czy ma rację? Pewnie czas pokaże. Przecież nim Donald Trump został prezydentem nikt przy zdrowych zmysłach nie dawał mu najmniejszych szans, bo już w czasie kampanii prezydenckiej dał się poznać z tych wszystkich „przymiotów”, które w tej chwili uczyniły i z niego i z urzędu prezydenckiego światowe pośmiewisko.
Przypomnijmy więc skąd nagła wrzawa wokół możliwej kandydatury Oprah’y Winfrey.
Otóż podczas 75. gali rozdania Złotych Globów honorową nagrodę odebrała właśnie Oprah Winfrey. Jest ona pierwszą czarnoskórą laureatką tej nagrody. Dziękując za statuetkę, Oprah wygłosiła poruszające przemówienie, w którym nawiązała do historycznych wydarzeń z czasów segregacji rasowej i przeciwstawiła się niesprawiedliwości, podziałom i zakłamaniu. Nawiązała też do najważniejszych wydarzeń minionego roku związanych z Hollywood: „Zbyt długo kobiet nie słuchano, nie wierzono, gdy mówiły o przemocy, której doświadczają ze strony mężczyzn. Ale czas tych mężczyzn minął”. To oczywiście nawiązanie do zmowy milczenia wobec aktów przemocy wobec kobiet w show biznesie.
Jednak nie o tym chcę pisać, bo to sprawy już szeroko opisane i skomentowane.
Interesują mnie inne skojarzenia. Przede wszystkim z Martinem Lutherem Kingiem i jego słynnym przemówieniem o marzeniu o innej, odrzucającej rasowe uprzedzenia Ameryce. Sądzę, że dla każdego są one oczywiste – a fakt, że już jeden czarnoskóry obywatel USA był prezydentem dla wielu Amerykanów oznacza, że kolor skóry nie jest żadną przeszkodą. Zresztą w kampanię prezydencką Obamy Oprah Winfrey czynnie się włączyła od samego początku. Niektórzy wręcz twierdzą, że to ona właśnie przyczyniła się do wystartowania Baraka Obamy w wyścigu do Białego Domu, stwierdzając w innym programie telewizyjnym w 2006 roku, że widziałaby go na tym stanowisku.
Skąd więc tak upór wobec tej, hipotetycznej przecież ciągle kandydatce?
Muszę przyznać, że gdy zacząłem bywać w USA w latach 90., to wiele słyszałem o słynnym programie The Oprah Winfrey Show, ale nigdy nie skusiłem się by go zobaczyć. To oczywiście żaden argument, bo ja w ogóle rzadko oglądam telewizyjne programy, a szczególnie różnego rodzaju show omijam szerokim łukiem.
Nawet wtedy gdy jej program obok zwyczajnych ludzkich historii zaczął również kusić prezentacją książek. Jednak konwencja była zawsze ta sama – ludzka poruszająca historia wzbudzająca współczucie. W chwili obecnej gwiazda jest już tak rozpoznawalna, że jej program nazywa się po prostu Oprah. A poza wszystkim stał się on źródłem olbrzymiej fortuny dla jej bohaterki (wtajemniczeni twierdzą, że przekracza ona wielokrotnie fortunę Trumpa).
Jednak znacznie ważniejszy jest jej wpływ na opinię publiczną. Warto przypomnieć, że to ona właśnie jako jedna z pierwszych na zwróciła uwagę na ukrywane przez hierarchię katolicką przestępstwa pedofilskie księży katolickich. Jednak najważniejsze są jej akcje charytatywne i inicjatywy, których celem jest pomoc biednym i to w różnych zakątkach świata. Na pewno jej wrażliwość społeczna byłaby poważnym atutem w walce z nierównościami społecznymi, które obecny prezydent raczej powiększa.
Tak czy inaczej warto wiedzieć, że w USA istnieje również Oprah Winfrey, która do wielkich pieniędzy doszła dzięki własnej charyzmie i talentowi, a co ważniejsze potrafi się swoją fortuną dzielić z tymi, którzy w życiu mieli mniej szczęścia od niej.
[responsivevoice_button voice=”Polish Female” buttontext=”Czytaj na głos”]Stanisław Obirek


>Tak czy inaczej warto wiedzieć, że w USA istnieje również Oprah Winfrey, która do wielkich pieniędzy doszła dzięki własnej charyzmie i talentowi, a co ważniejsze potrafi się swoją fortuną dzielić z tymi, którzy w życiu mieli mniej szczęścia od niej.<
SŁODKIE …..
Tu nie o słodkość chodzi, ale o bardzo konkretne (i wysokie sumy) na cele edukacyjne i charytatywne (do 2012 było tego 400 mln $!). Polska wikipedia tych danych nie podaje bo widać polskich użytkowników tego źródła informacji takie rzeczy nie interesują:-), ale angielska wersja i owszem. Widocznie dla Amerykanów to ważne i być może zaraźliwe, choć jak przykład obecnego prezydenta USA wskazuje nie dla wszystkich.
Profesorze……
>Tu nie o słodkość chodzi, ale o bardzo konkretne (i wysokie sumy) na cele edukacyjne i charytatywne (do 2012 było tego 400 mln $!)<
Zawrotu głowy można dostać od tych sum charytatywnych..
Od tych też…
http://natemat.pl/526,najdrozsza-armia-swiata-ile-usa-wydaje-na-swoja-armie
No wie Pan ja nie jestem zwolennikiem Oprahy, o czym zresztą napisałem i w pełni zgadzam się z tym, co napisał mój kolega z USA, co pozwolę sobie zacytować: „Wiesz, mozna by dodać, że fakt, że USA mają już za prezydenta bardzo kiepskiego błazna, nie jest jeszcze powodem, aby należało wystawiać do wyborów następnego (bardzo dobrego). To jest mniej więcej to co powiedział o tej kandydaturze Steven Colbert, który jest świetnym błaznem. Wszystko to świadczy o upadku amerykańskiej demokracji: to, że efektywnym sposobem walki z populizmem może być jedynie inny populism, to że polityka może się rozgrywać już tylko w tele-rzeczywistości”.
Od kilku dziesiątków lat się tak składa, że jak chłopy już wszystko dokładnie sp******ą, a sami dalej są beznadziejnie wgryzieni wzajemnie w pysk, dopuszczają do władzy babę. Wyniki są zgrubsza – fifty-fifty, ze wskazaniem na kobiety. Oprah jest z pewnością o klasę inteligentniejsza od sześciu poprzedzających ją prezydentów USA. Jej talk shows niewątpliwie udowodniły, że umie rozmawiać z ludźmi. Ponadto ma tę „harybzdę”. I pieniądze, prawdziwsze niż Trumpa. W sumie, jeśli ma tyle patriotyzmu, aby objąć tę niewdzięczną posadę, rokuję jak najlepiej dla Stanów. A szanse ? W Niemczech mamy postać co mogłaby zostać bez trudu prezydentem Niemiec. Szkoda, że nigdy nie zechce (obym się mylił). To Günter Jauch, co jest tylko moderatorem mojego ulubionego Quizu. Dał się poznać przez lata milionom Niemców jako Osobowość, którą z chęcią zaakceptowaliby na tym stanowisku. A pamiętam jeszcze, jak startował jako… dziennikarz sportowy. Ale uprzytomnijmy sobie : kto z nas nie wolałby w miejsce D**y niezapomnianego Henryka Tomaszewskiego ?
Andrzeju: chyba Bohdana… Henio, choć artysta wielki i człek arcydowcipny. to jednak artysta…
Znajomi piszą, że ma na swoim koncie popieranie pseudonauki. Może ją więc więcej łączyć z Trumpem, niżbym sobie życzył…
Szanowny Panie, profesorze…
W felietonie się pan wstrzymał, lecz w komentarzu zapisał już pan zdanie, że Oprah Winfrey jest błaznem („w pełni zgadzam się z tym co napisał mój kolega”).
Znam wielu profesorów, którzy cierpią na wydawałoby się im niezmywalne poczucie wyższości (po części ze względów tak trywialnych jak przynależność środowiskowa, de iure…), znam takich którzy stają się nieuważni i znam także kilku mądrych.
Żałuję, że w czasach kiedy mieszkałem w Stanach Zjednoczonych nie oglądałem Oprah Winfrey Show zajmując się wtedy tzw. pracą naukową z polskimi współpracownikami – okazali się na tyle zajmujący.. , no że nie starczyło czasu.
Nadrobiłem jednak na you.tubie przeczytawszy pański felieton, co i szczerze Panu profesorowi i innym czytelnikom pańskiego felietonu polecam:
https://youtu.be/SskrmHCoiRc
Kandydatów było wielu..
Ameryka „is big country ….”
Pewien obywatel USA dał ogłoszenie na kraj …
„Powiem Ci jak stać sie bogatym w kilka tygodni!
Przyślij mi jednego dolara z kopertą zwrotną abym udzielił ci osobiście odpowiedzi!”
– po kilku tygodniach miał zgromadzone kilkaset tysięcy dolarów i odpowiadać zaczął na listy.
Do każdej zwrotnej koperty wkładał karteczkę z własnoręcznym podpisem i odpowiedzią.
„Zrób to co ja!”
Szanowny Panie,też profesorze…
Bo ja to jestem taki tradycyjny, politycy do polityki, a prezenterzy do telewizji, niestety pomieszało się to wszystko i politycy lepiej się czują w telewizji, a prezenterzy w polityce. Napisałem felieton bo mnie poruszyło to powszechne wołanie „Oprah na prezydenta”, ale jednak wołałbym by jak ongiś bywało to jednak politycy (przeciw polityczkom naturalnie nic nie mam) na nowo zaczęli określać standardy w polityce. Podczytuję sobie różne mowy prezydencki z przeszłości i łza się w oku kręci gdy nieustannie bombardowany jestem „tweetami” obecnego prezydenta, który używa zaledwie kilkunastu słów… Opraha będzie ich używać będzie więcej, ale jednak o mowach prezydenckich to chyba próżno marzyć…
W komentarzu do The Washington Post sprzed kilku dni Anne Applebaum pisze, że jeżeli Oprah myśli poważnie (o polityce) powinna startować do Senatu – słusznie; że w amerykańskiej demokracji rolą prezydenta jest nie tyle być narodowym symbolem co częścią procesu politycznego – słusznie; że społecznie manifestowana potrzeba znachodzenia natychmiastowego rozwiązania problemów jest nie tylko nie demokratyczna w swojej istocie lecz także nie jest racjonalną – słusznie.
Tezą przewodnią artykułu są jednak nie tyle plany polityczne Oprah Winfrey co w takim właśnie sensie diagnoza amerykańskiej demokracji konstytucyjnej – słusznie.
Przy okazji jednych z poprzednich amerykańskich wyborów prezydenckich przeczytałem o ciekawych badaniach statystycznych porównujących względną ilość początkowo niezdecydowanych (w kampanii wyborczej) wyborców po obu stronach amerykańskiej sceny – od czasów Johna Fitzgeralda Kennedy’ego ilości te określone są zależnościami liniowymi stosunkowo szybko malejącymi w czasie. Taka postępująca
polaryzacja społeczna zmierzona w całkiem sporym zakresie około czterdziestu lat progresywnie wyznacza cechy kampanii prezydenckich, które powinny przecież pozostawać skuteczne – z punktu widzenia kandydata lecz przede wszystkim z punktu widzenia partii która taką osobę desygnuje.
Mam więc wrażenie, że Anne Applebaum chciałaby odwrócić lub przynajmniej wyhamować taki właśnie proces polaryzacji społecznej. Lecz nie da rady tego uczynić perswazją. Wyborcy wczytujący się w programy społeczno-gospodarcze i prerogatywy amerykańskiej polityki zagranicznej – wyznaczając w taki sposób nieprzekraczalne standardy partiom politycznym ? partie opierające się po prostu na wewnętrznym przekonaniu o wyższości amerykańskiej racji stanu nad „posiadaniem” prezydenta” OK.. przy czym rzecz o demokracji w której istnieje jednoznaczna korelacja pomiędzy poziomem
finansowania kampanii wyborczych a ich rezultatem.
Trzeba więc by zacząć właśnie tak jak Anne Applebaum radzi Oprah Winfrey – rozpoznać proces polityczny i dopiero go zmieniać – aby wyborcy nawet niespecjalnie wczytując się w programy kandydatów mieli możliwość wyboru najlepszych a przy okazji tych których właśnie dlatego zaczną promować ich partie polityczne.
Przemówienie Oprah Winfrey (rozumiem, że komentujemy to wygłoszone przy okazji otrzymania nagrody Złotych Globów im.Cecile B. DeMille) może być odczytywane jako „funkcjonalne” politycznie lecz wcale nie musi być jako takie odczytane – odnosi się do poczucia nierówności i charakterystyk społecznych,
poprzez drastyczne przykłady lecz wydaje się, że ma do tego prawo. Oprah Winfrey opowiada się za częścią społeczeństwa z którą stowarzysza poczucie krzywdy i jednocześnie za rolą kobiet w społeczeństwie. Wielu odniesie do amerykańskiej specyfiki, że przemawiała w w Beverly Hilton, chociaż z drugiej strony – po prostu ją zaprosili.
Profesorem nie byłem (dla porządku jedynie dodam – z wyjątkiem kiedyś amerykańskiej uczelni, kiedy popełniła taką uprzejmość) i jako człek prosty, by nie powiedzieć o mnie tak jak pani Magdalena mówić nie lubi, pozwolę sobie jedynie zasugerować, że ewolucja sposobu finansowania kampanii prezydenckich najprawdopodobniej nie pozostanie w Stanach bez znaczenia dla funkcjonowania tamtejszej demokracji.
Mogę się jeszcze podzielić intuicją, że Anne Aplebaum istotnie dobrze zna się na Waszyngtonie, ja wprawdzie wpadłem kiedyś na obrady do budynku amerykańskiego Kongresu lecz jedynie na galeryjkę widzów (to tak jak z tym profesorem), co także zapewnia amerykańska demokracja.
Przepraszam, że przywołam moja korespondencję z prof. Marthą Nussbaum, której książki są przedmiotem moich wykładów. Bardzo ją cenię i dlatego pozwoliłem sobie ją zapytać o szansę w hipotetycznych wyborach. Oto, co mi odpowiedziała I(to Obirek) She (to Nussbaum):
I: In my class „History of American Philosophy” in this moment I’m dealing with yours „Political Emotions” and I wonder what do you think about the emotions connected with the possible run for presidecy of Oprha Winfrey. After all after Trump all is possible. I will appreciate very much your comment on this.
She:
Obviously Oprah embodies some valuable emotions: compassion, respect for agency. But a President also has to have policies and knowledge of the world. So I am not sure it makes sense. My favorite candidate is John Hickenlooper of Colorado, who has humor, self-knowledge, compassion, and also a track record of smart policies and of unifying people.
I: Thank you so much for your answer, I will keep my fingers crossed for John Hickenlooper!
If asked by students I will have a good alternative.
She: Read his autobiography: The Opposite of Woe: My Life in Beer and Politics. (He is a Ph.D. In chemical engineering but made his money as a craft brewer.). He rescued Denver from bankruptcy and created the nation’s most dynamic economy while also standing strongly for economic equality and the rights of immigrants
Martha Nussbaum odpisuje panu o potrzebie umiejętności przeprowadzania i posiadania strategii, Anne Aplebaum pisze o potrzebie znajomości procesu politycznego u którego końca dopiero znajduje się efektywny udział w stanowieniu prawa, to oczywiście zawiera umiejętność strategii.
Czytając biografię Richarda Pipesa zwróciła moją uwagę przedstawiona w niej strukturalizacja władzy w Waszyngtonie (z racji zainteresowań autora przede wszystkim w odniesieniu do stosunków międzynarodowych). Prezydent powinien na pewno zdawać sobie sprawę ze złożoności procesów prowadzących do określenia treści i zakresu przedstawianych mu informacji i opinii.
W przypadku Johna Hickenloopera otwartym pozostaje pytanie, czy zostanie on częścią strategii partii Republikańskiej kiedy John Kasich zaproponuje mu wspólne kandydowanie w wyborach w 2020 – świadczyłoby to na pewno o istotnej słabości partii Demokratycznej. No i do tego zaakceptować poparcie wprawdzie dwóm gubernatorom, lecz przecież jednocześnie wiceprezydenturę od dawnego reportera Fox News – Oprah miała rację: na horyzoncie nowe czasy…
To na użytek naszych rozmów na łamach SO darumy więc sobie tytuły wszelkie i pozwólmy mówić argumentom. Ja tylko dla porządku dodam, że nie jestem ani politologiem, ani tym bardziej znawcą zawiłości amerykańskich mechanizmów wyborczych. Ot interesuje mnie ten kraj jako ciekawe laboratorium demokracji, którego rozwiązania mogą być i dla nas nad Wisłą przydatne. W każdym razie wydaje mi się, że warto przywoływać opinie ludzie rozsądnych takich jak Anne Applebaum czy Martha Nussbaum bo to pozwala nam oderwać się od płytkiego traktowania polityki i umożliwiają powrót do namysłu nad polityką jako sztuką służenia społeczności.
mogą być w takim razie interesujące dla Pana informacje dotyczące ewolucji amerykańskiego systemu wyborczego, w ramach którego od ok. 2011 roku tzw. niezależne organizacje mogą otrzymywać w zasadzie nielimitowane dotacje od korporacji, doprowadziło to do powstawania tzw. SuperPACów (od ang. PAC – Political Action Committee) mających znaczny wpływ na finansowanie kampanii, przy czym analizy pokazały, że relatywnie większe finansowanie kampanii pochodzi z relatywnie mniej popularnych gałęzi gospodarki.