Wiosna idzie, kleszcze atakują… wstrzykują, wysysają, zarażają… już nie tylko w lasach, ale także na miejskich trawnikach. Rzeczywiście inwazja!
Z domu do lasu mam ok 30 metrów, a granicą jest łąka, której nigdy nie koszę… bo pięknie kwitnie a to mnie pobudza fotograficznie, filmowo.
Zielska rosną bez skrępowania i teoretycznie kleszczy powinno tam być zatrzęsienie. Kilka kroków dalej, w podmokłym lesie (znowu teoretycznie) jeszcze więcej. Co roku łapałem ich na sobie co najmniej kilka. Kilka razy korzystałem z gabinetów chirurgicznych, bo nigdy nie wiadomo, gdzie ten pajączek się wciśnie.
Mam grupę krwi B+ i podobno, a nawet najpewniej, jestem ulubionym sortem dla komarów. To akurat mi się sprawdzało.
Po dermatologach łażę od wczesnego dzieciństwa, bo mnie dopadło chroniczne, atopowe zapalenie skóry, potwierdzone przez lekarzy.
Po wielu latach stałych kontaktów nie mam zaufania do dermatologów. Eksperymentuję na sobie i mimo braku medycznych szkół. na sobie wdrażam wyniki własnych badań.
Wyniki moich badań są takie:
- od dwóch lat nie złapałem ani jednego kleszcza.
- komary mnie nie ruszają w ogóle
- nie używam żadnych sprayów ani antykleszczowych wynalazków,
- dolegliwości atopowego czegoś tam nadal mnie gnębią, ale bardzo delikatnie
Sposobem na osiągnięcie takich wyników jest prysznic poranny przed wyjściem w krzaki polne, leśne, leśno-polne. Pod prysznicem nie używam mydła, tylko płynu do higieny intymnej o jak najniższym pH, poniżej 5.0. Jak nie ma poniżej, to do normalnego płynu czy żelu trzeba dodać nieco octu.
Skóra się zakwasza… kleszcze tego nie lubią!
- nie widzą,
- nie łażą
- nie skubią
- nie zarażają
Więc jeśli idzie o moją opinię w Studioopinii na temat kleszczy, to nie bać się porannej kąpieli!
Piotr Topiński


Kleszcze nieodłącznie kojarzą mi się z pedofilią. Media informują o tym zagrożeniu cały rok, nawet w środku zimy: „Kleszcze nie poszły spać! Mogą być śmiertelnie groźne! Zwłaszcza w parkach! Chrońcie dzieci!”. W porównaniu z uzbrojonymi w meczety kibolami kleszcze wydają mi się jednak dość zrównoważone psychicznie. Prawdą jest, że kiedyś było ich zdecydowanie mniej. Zapewne z powodu mroźnych, śnieżnych i długich zim. Podobnie jak Autor jestem ulubieńcem kleszczy. Jako entuzjasta danych statystycznych sprawdzałem kiedyś ile ludzi umiera rocznie w Polsce na odkleszczowe zapalenie mózgu. Wyszło mi, że około 100 osób. Intensywnie choruje może koło 300 – z 38 milionów! Z boreliozą jest większy problem. Wiadomo, że jest ale testy na boreliozę są mało wiarygodne. Dane są szacunkowe.
Skąd więc ta cała panika ?
Żeby potwierdzić wyniki swoich badań Autor powinien udać się z butelką octu na kilka dni gdzieś w rosyjską tajgę. Kto nie spał w tajdze nie wie co to są komary!
Zakażonego kleszcza przestaje się lekceważyć, kiedy podstępnie wejdzie do naszej rodziny. Dwa lata temu naszemu nastolatkowi kleszcz zainstalował się w okolicach intymnych i został zauważony dopiero po dwóch dniach. Konieczna była interwencja chirurga i obserwacja, która w tamtym czasie nie wykazała niczego niepokojącego. Incydent poszedł w zapomnienie, aż do teraz. Kilka miesięcy temu chłopaka dopadły silne bóle głowy i wysoka gorączka, których przyczyny lekarze nie potrafili zidentyfikować. Dokładne badania wykazały obecność przeciwciał boreliozy, zaistniało więc podejrzenie neuroboreliozy … a więc szpital zakaźny, badanie płynu mózgowo – rdzeniowego itd. Odpukać, najgorsze się nie potwierdziło, ale co przeżyliśmy, to przeżyliśmy …zwłaszcza że to cholerstwo może się odezwać po kilku latach. Przy okazji dowiedzieliśmy się, że ok. 30 % kleszczy jest zakażona, więc możliwość „trafienia” jest spora, zatem już dwa lata temu, skoro od ukąszenia minęło więcej niż 24 godziny, chłopak powinien dostać leki…Ale nie dostał. Tak więc zalecam czujność.
Dzięki Panie Pioterku za praktyczne porady. Przypomina mi się w tym kontekście, jak jadąc do Indii nie wiedziałem nic o zwyczajach anofelesa (widliszek) i o tym że nie muszę koniecznie melona polewać spirytusem i zapalać, żeby nie przenieść w miąższ ameby, co ona na wierzchu tylko czeka. Bo wystarczy właśnie omyć octem. Na komary najskuteczniejszym sposobem był dla mnie szwajcarski środek pod nazwą KIK (jak ten Klub Inteligencji Katolickiej, co jak wiadomo nie mógł przecież istnieć w morderczym peerelu). Używałem go w Bagdadzie 30 lat temu i mogłem spać na dachu bez żadnej moskitiery. Ale w Europie nie udało mi się go kupić nigdzie. A był lepszy nawet od tego specyfiku armii izraelskiej, co go kiedyś dostałem od Simony w Białowieży. I nie miał żadnego, odczuwalnego dla mnie zapachu ! Ne me moleste pas moustique, retournez chez toi ! Ta francuska piosenka też podobno pomaga.