2018-02-15.
Przygotowuję jubileuszowy tekst na temat stosunku chłopów do katolicyzmu w minionym stuleciu (1918-2018). Jestem zanurzony po uszy w chłopskich pamiętnikach, wspomnieniach, literackich zapisach.
Proszę mi wierzyć: problematyka bogata i fascynująca. W miarę lektur przeróżnych zmienia mi się koncepcja tego eseju, który ma być częścią książki, przygotowywanej przez szacowną placówkę naukową, która mnie do współpracy doprosiła.
Rzecz mi się nie tylko zmienia – ale i nieprzyzwoicie rozrasta. Niebawem trzeba będzie podjąć bolesną decyzję cięcia i odchudzania o rzeczy zbędne i nie pasujące do całości. Pomyślałem sobie, że może Czytelników SO zaciekawi jeden cytat, który sobie wynotowałem. Odwołując się do sympatycznego konkursu programu II PR (którego ciągle da się słuchać w przeciwieństwie do innych programów) „dwójka na piątkę” pozwolę sobie zapytać: a kto to w swoich wspomnieniach zanotował takie oto spostrzeżenie?
Jednych i drugich [pochodzenia szlacheckiego i mieszczańskiego] wyparli po latach synowie chłopscy, fabrykowani gwałtownie przez seminarium duchowne w Tarnowie, będące okiem w głowie księdza biskupa Wałęgi. Spodziewać się należało, że oni, znając nędzę i upośledzenie swoich ojców i współbraci na wsi, przyjdą do nich z miłością i chrześcijańskim zaparciem siebie. Stało się inaczej. Poza ślepym, bezkrytycznym wykonywaniem każdego polecenia swej władzy, zaczęli się odznaczać najdalej posuniętą gorliwością i zaciętością w walce, nienawiścią i pogardą dla przeszłości, lekceważeniem chłopów i forsownym zbieraniem groszy na różne cele, nie zapominając także o sobie.
Dla ułatwienia dodam, że był to bardzo ważny działacz chłopski. Mnie te jego obserwacje przypomniały anegdotę, opowiadaną przez polskich dominikanów w Krakowie. Otóż gdy ojcu Joachimowi Badeniemu (1912-2010) – tak, z tych Badenich, co to dzielnie jako hrabiowie Austriakom służyli – pokazano zdjęcie polskiego episkopatu miał westchnąć i powiedzieć ależ to wszystko chłopstwo!
A no właśnie, chłopstwo to, panie. Nie tylko biskupi wszak, ale i regularny kler. A wszyscy o swoich chłopskich korzeniach zapomnieli, jak i poprzednicy na początku XX wieku. I mamy co mamy. Dla jasności dodam, że ja też z chłopów i też przez wiele lat (och Boże, prawie 30!) też do kasty kapłańskiej należałem, więc poniekąd i o sobie piszę, co piszę.
Ale, dla sprawiedliwości zdarzają się i dziś wyjątki, jak wtedy ks. Stanisław Stojałowski, który choć ze szlachty sam się wywodził, to był obrońcą chłopów. Jego to właśnie hr. Badeni niemiłosiernie prześladował. Tu znowu cytat, ze wspomnianych zapisków działacza chłopskiego, który może ułatwi jego identyfikację:
Najbardziej wyrafinowane metody, nieludzkie prześladowanie i szykany, oskarżenia, sądy i więzienia stały się jego chlebem codziennym. Ze szczególną zaciętością znęcał się nad nim hr. Kazimierz Badeni, ówczesny namiestnik galicyjski, a późniejszy austriacki prezydent ministrów, posługując się przy tym całą potęgą aparatu sądowego, jakim wówczas rozporządzał. Na jego rozkaz ruszyli się wszędzie starostowie, żandarmi, urządzając nieraz na ks. Stojałowskiego nagonkę, jak na dzikie zwierzę.
Głównym sojusznikiem hrabiego był tarnowski bp Wałęga, o którym mój autor tak pisze:
Pracując w diecezji tarnowskiej przez lat kilkadziesiąt z rzadko spotykaną wytrwałością, doczekał się ks. biskup Wałęga nie tylko upadku popieranego przez siebie stronnictwa i wzrostu siły ludowców, ale widocznego oziębienia w stosunku do niego i całego niemal kleru wielkiej części ludności, a nierzadko także i do Kościoła.
Jako nagrodę proponuję publikację najbardziej trafnych komentarzy pod tym tekstem. Oczywiście skojarzenia z sytuacją dzisiejszego Kościoła katolickiego w Polsce mile widziane. Na przykład: kto dzisiaj jest spadkobiercą ks. Stojałowskiego (mam kilku kandydatów) a kto bp Wałęgi (tutaj prawie cały episkopat wchodzi) lub hr. Badeniego (tu obecni rządzący jak najbardziej pasują)?
Stanisław Obirek

Mój wujek rocznik 1903 kiedy rozmawialiśmy o zaletach socjalizmu w stylu PRL, powiedział…
wiesz złociutki, ten nowy ustrój ma jedną zaletę.
Czarnych sprowadził na ziemię i przestali być pomazańcami bożymi a my bydełkiem do wypasu..
„…zaczęli się odznaczać najdalej posuniętą gorliwością i zaciętością w walce, nienawiścią i pogardą dla przeszłości, lekceważeniem chłopów…”— z całkiem podobnym spostrzeżeniem zetknęłam się niedawno: Kiedy awansowano chłopów w ramach PZPR również nie było mowy o działaniu na rzecz wsi. Awansowani poczuli się panami i słyszeć nie chcieli o swoich pobratymcach.
Historia zazwyczaj jest pasjonująca niosąc swoje smaki i smaczki. Chłopi jako warstwa społeczna byli przez wieki tak degradowani, ciemiężeni i wyzyskiwani, że większość z nich awansując w KK zachowuje się w sposób bizantyjski. Dzisiejszy episkopat i kapłani w terenie są wierną kopią małych cesarzy bizancjum; może lepiej powiedzieć – kieszonkowych. Coraz bardziej sprawdza się obserwacja tischnerowska, że o dechrystianizacji najszybciej zdecydują kapłani.
Wartwa chłopska tak bardzo nie akceptowała samej siebie, że w komunie i obecnie sama zarzuciła swoja kulturę i przekształciła się w grupę zawodową rolników wyzutą z kultury chłopskiej a nie wprowadzona w żadną inną tradycję kulturową. Wiem coś o tym bo mieszkam na wsi i ta sytuacja pwoduje, że mamy do czynienia z najbardziej wyalienowaną grupą społeczną.
Nie o tym miałem jednak pisać – zabrałem głos z powodu pewnego zdarzenia, z początku lat 70-tych, które miało charakter anegdotyczny. Mój kolega ze studiów załatwił urlop dziekański i pojechał d pracy do Londynu. Po znajomości dostał zaproszenie od polskiej rodziny, przy której miał mieszkać prawie rok. W słotny, listopadowy wieczór zapukał do eleganckiego domu w Chelsea. Otworzyła mu piękna, elegancka kobieta, dama koło 60tki, ale jeszcze całkiem „pod kozik”, jak się potem okazało żona pułkownika z PSZ z II WŚ na Zachodzie. Kolega grzecznie sie ukłonił i przedstawił: „Nazywam się Andrzej Kłys i ….” nie dokończył. Pani przyjrzała mu sie uważnie i stwierdziła: „Kłyś…, Kłyś…., to jakieś chłopskie nazwisko, no ale wejdź pan”. To jeden z nielicznych kolegów, który nie wyrzekł się korzeni kulturowych i podkreśla z dumą swoje chłopskie pochodzenie, opowiadając zawsze chętnie tę anegdotkę.
Jest taka pięciotomowa praca Thomasa i Znanieckiego o chłopach w Polsce i Ameryce, w której o kościele i stosunku do kościoła całkiem sporo. Sam fenomen ofiary zmieniającej się w prześladowcę jest znany i opisany. Do najtragiczniejszych należy Liberia, republika byłych niewolników amerykańskich w Afryce. W latach 60. znajomy socjolog (mocno partyjny) postanowił zbadać obraz dyrektorów, którzy awansowali z pozycji robotnika, w oczach załogi. Obraz był tak koszmarny, że nie wiedział jak się z tego projektu wycofać, nie mówiąc zbyt głośno, że są znienawidzeni. Wojciech Lemański jest dziś najbardziej znanym księdzem, który swoje chłopskie korzenie przerobił na most do bliźniego. Teraz już tego nie obserwuję, pamiętam jak na samym początku transformacji znalazłem gdzieś notkę o księdzu na Podhalu, który rzucił hasło „bogaćmy się razem, a nie jeden kosztem drugiego”. Namawiałem krajowych dziennikarzy na solidny reportaż, ale nic mi z tego nie wyszło. Tych księży wrażliwych na los ludzi (tu na Ziemi) całkiem sporo było w ruchu spółdzielczym. Ci społecznicy nie byli zbyt życzliwie traktowani przez hierarchię.
Ciekawym aspektem tego problemu jest tu etos inteligencji. Czytając „Genealogię inteligencji polskiej” Chałasińskiego zastanawiałem się nad pytaniem, jak ten etos pogardy przenika do nowej inteligencji, która jest z ludu, ale aspiruje do salonu.
Genius loci?
Anegdoty są najlepsze bo zwykle prawdziwe. U jezuitów to też ciekawie wyglądało, przynajmniej w prowincji krakowskiej: dwóch hrabiów (Popiel i Kontkowski) a większość to przefarbowane chłopstwo (zmiana nazwisk dość powszechna (Skórka – Darowski, Kapłon-Ziemiański itd.) i niudolne próby maskowania przeszłości. Jeden z wykładowców zwykłe pytać, a czy carissime (to taka forma zwracania się przez ojców do kleryków) ma rodzinę w USA (a to oznaczało, że chłop), jeśli miał to wszystko było jasne, choć ja nie miałem rodziny w USA, to też jestem z chłopów. Więc ten test nie miał wartości absolutnej.
Poznałem kiedyś Młodego Człowieka-Holendra, który pracował w firmie high-tech’owej Philips Analytical (byłem tam przez 10 lat konsultantem). Zaprzyjaźniliśmy się, i po pewnym czasie mi wyjaśnił dlaczego w tej firmie pracuje. Otóż jest synem właściciela prawie połowy statków rybackich w Holandii. Za kilkanaście lat obejmie schedę po ojcu, i do tej roli się przygotowuje, m.in., poznając nowe technologie, a także specyfikę pracy na niskim szczeblu, mając różnych szefów nad sobą. Jak widzimy teraz wójta Pcimia na pozycji szefa Orlenu, to można pojąć różnicę. Podobnie jest ze wszystkimi, którzy zbyt szybko przeskakują pozycje społeczne- elitą człowiek nie zostanie w ciągu roku- to wymaga wielu lat mądrej pracy.
Bardzo dobra analiza polskiego Kosciola…. : http://weekend.gazeta.pl/weekend/1,152121,22800121,prof-tadeusz-bartos-polski-katolicyzm-atakuje-kazdego-kto.html#MT