2018-03-11
„Niedziela ma być dla boga i rodziny”. Pamiętacie, kto to powiedział – i czego to miało być uzasadnieniem?
Prosty i jasny przekaz. Nic dodać, nic ująć – jesteśmy oto na froncie wojny religijnej, wojny kulturowej. Z jednej strony my – prawdziwi Polacy (a prawdziwy Polak to zawsze i tylko katolik) a z drugiej oni: poganie, lewacy i europejscy cykliści, co zamiast do kościoła walą do galerii handlowej.
Nie pozwolimy na takie bałwochwalstwo, mamy władze i zrobimy, co chcemy. A zwłaszcza co Kościół – matka nasza – nam podpowiada.
Jak mówili, tak zrobili. Dzisiaj pierwsza niedziela z zakazem handlu. W teren wyszli pracownicy państwowych instytucji kontrolnych. NSZZ „Solidarność” wzywa obywateli do czujności i meldowania odpowiednim służbom o wszystkich przypadkach naruszania obowiązującego prawa.
Prawdziwy chichot historii – związek zawodowy „Solidarność” wzywa obywateli do donoszenia do organów ścigania! Formalnie rzecz biorąc, takie wezwania winny być kierowane do członków związku… ale to mała społeczność, zaledwie kilkaset tysięcy. Lepiej więc do wszystkich obywateli, to kilkadziesiąt milionów, a to znacząca różnica.
Przyglądałem się z zainteresowaniem procesowi legislacyjnemu. Poseł Prawa i Sprawiedliwości Janusz Śniadek, były przewodniczący związku zawodowego o historycznej nazwie, wraz z jeszcze jednym funkcyjnym działaczem centrali związkowej mieli usta pełne słów, mówiących o ich trosce o pracowników handlu. O tych biednych kobietach, co to nie mają wolnej niedzieli, którą chciałyby poświęcić rodzinie, dzieciom…
Głównym argumentem, naturalnym w ustach działaczy związkowych, była troska o poprawę warunków pracy ludzi zatrudnionych w placówkach handlowych. To zrozumiale. Związek zawodowy jest od tego by walczyć o poprawę warunków pracy. Mamy jednak pewien kłopot – walka o poprawę warunków pracy w przyjętej ustawie sejmowej koncentruje się jedynie na zakazie handlu w niedzielę. O żadnych innych problemach i trudnościach pracowników placówek handlowych – małych, średnich, wielkich, będących własnością polskich przedsiębiorców, czy należących do wielkich potentatów światowego handlu – ustawa milczy. Nie ma w niej ani słowa o pracy ponad siły, o naruszeniu już obowiązującego prawa, o umowach, w których naruszane są podstawowe prawa pracownika, o szykanowaniu za każdą próbę założenia związku zawodowego w placówce handlowej, o wielu jeszcze innych problemach.
Niedziela ma być wolna od handlu, galerie i centra usługowo handlowe mają być zamknięte. Jako argument „za”, autorzy przytaczali przykład Niemiec, gdzie taki zakaz obowiązuje.
To prawda, tak jest w Niemczech i kilku innych krajach europejskich. Ta argumentacja ma jednak kilka słabych punktów, zarówno merytorycznych jak i symbolicznych. W „twardej” sferze trzeba by jednak powiedzieć, że średnio Polacy pracują rocznie o 30% więcej godzin niż Niemcy (odpowiednio Niemcy – 1363 godziny Polacy – 1928 godzin średnio w roku). To musi oznaczać inne możliwości zaspokajania potrzeb, w tym robienia zakupów.
To „twarda” rzeczywistość, a jak w tej symbolicznej?
Powoływanie się na przykład z tego „zgniłego”, wszak lewackiego i kosmopolitycznego Zachodu, gdy my tu walczymy o „niedzielę dla boga i rodziny” – nie pasuje, coś tu nie tak, Panowie, nie wypada.
Pełniejszy obraz „krajobrazu po bitwie” będziemy mieli za kilka miesięcy, gdy ta kolejna „dobra zmiana”. do wszystkich dotrze
Już teraz jednak możemy i powinniśmy krzyczeć, że państwo, działające pod dyktat panującego w Polsce kościoła katolickiego, ogranicza naszą wolność. Nigdy nie chodziłem do galerii handlowych w niedzielę, ale nie zgadzam się, aby Piotr Duda i poseł Śniadek mówili mi, co mam robić w wolnym czasie. Jeżeli oni nie chcą chodzić w niedzielę do galerii handlowych, tak jak ja – to niech nie chodzą. Jeżeli chcą chodzić w niedzielę do kościoła (ja nie chodzę), to niech chodzą. Nikt im tego nie zabrania – tak jak mnie nikt, jak dotychczas, nie nakazuje. To jest wolny kraj. I niech tak zostanie.
Związek zawodowy „Solidarność” – mój dawny związek który był nawet moim miejscem pracy – zaprzecza wszystkim wartościom, które legły u jego podstaw założycielskich. Piotr Duda – tak obecny na scenie publicznej czas jakiś temu, gdy prasa opisywała sposoby i warunki jego wypoczynku w związkowym domu wypoczynkowym – znikł, gdy jego przedstawiciele przeprowadzali przez sejmową maszynkę ustawę, ingerującą w wolości obywatelskie milionów. W imię nieprawdziwie zdefiniowanej poprawy warunków pracy tysięcy.
Jeżeli rządzący sądzą, że taka ręczna regulacja zachowań spodoba się „suwerenowi”, to są w błędzie. Jeżeli rządzący myślą, że ich żelazny elektorat żyje przede wszystkim tam, gdzie nie ma galerii i centrów handlowych i jego ta zmiana nie dotknie, to są w jeszcze większym błędzie.
Zapowiedziana przez Klub Parlamentarny Platformy Obywatelskiej inicjatywa zmierzająca do zmiany ustawy o zakazie handlu w niedzielę trafi pewnie, decyzją Marszałka Który Może Wszystko, do sejmowej „zamrażarki,” na bardzo długo. Ale to będzie granat pod fotelem Marszałka Sejmu, a siedzenie na granacie, to więcej niż sport ekstremalny
Zbigniew Szczypiński
Gdańsk

kontrowersyjna ustawa, rzeczywiście wielu mieszkańców mniejszych miejscowości wykorzystuje niedziele na zakupy w miejskich centrach, jest jednak strona pozytywna – właścicielskie sklepy prywatne pozostają otwarte i ustawa może prowadzić do rozwoju drobnego handlu w miastach.
G… uzik prawda. Nie jesteśmy jedynym krajem na tej planecie (może niektórych to zdziwi). Inni to już przerabiali i okazało się, że wręcz przeciwnie – nie doprowadziło to do żadnego „rozwoju”. Sieci handlowe już znalazły stosowane gdzie indziej remedium – tzw. tanie soboty pozwalające zaopatrzyć się klientom „na zaś” po cenach, jakich drobny handel nigdy nie osiągnie. U nas już Lidl tak zaczął, potem pójdą inni. W Austrii i na Węgrzech okazało się, że takie (dozwolone przecież) sztuczki zwyczajnie wykańczają drobny handel i o żadnym „rozwoju” nie ma mowy, a często wręcz przeciwnie.
Trzeba koniecznie uczyć się tylko na własnych błędach? Powielać to co już inni przerobili?
Co zaś do „bożych” niedziel i innych świąt, to z Niemcami nie do końca jest tak jak się u nas mówi.
Po pierwsze decyzje co do dnia zamkniętych sklepów pozostawiono tam temu wymysłowi szatana czyli samorządowi lokalnemu, nie steruje tym rząd federalny. Po drugie bywając w bawarskim Guenzburgu widziałem jak w wolne od handlu niedziele mieszkańcy jeździli na zakupy do odległego o 28 km Ulm w Szwabii, gdzie zakaz nie obowiązywał.
Nasz drobny handel przygraniczny rozwijał się właśnie dzięki takim „turystom” z Niemiec, teraz zdechnie.
Dziwi mnie mała dbałość o „Boga i rodzinę” w przypadku tych tysięcy inspektorów sprawdzających egzekucję zakazu i solidarnościowych kapusiów biegających po ulicach i „sygnalizujących” zauważone nieprawidłowości.
@Autor, suwerenowi spodoba się już chyba wszystko.
Ostatnio czytałem o procesie Dubienieckiego, oszusta i złodzieja. I co było w komentarzach? „A za PO to …” plus wyzwiska pod adresem każdego kto potępiał PRZESTĘPCĘ.
Nasz – może robić wszystko, „bo PO to …”
Tak wygląda dziś rozumowanie zidiociałego „narodu”.
Zgadzając się z @J.Luk dodam od siebie, że walka z zagranicznymi sieciami handlowymi to klasyczny przypadek kopania się z koniem. Kapitał jakim dysponują zagraniczne sieci handlowe jest po wielokroć większy, niż nasz rodzimy. Tę walkę przegraliśmy już w ubiegłym stuleciu, kiedy to wyposzczeni po PRLu wpuściliśmy zagraniczne sieci do Polski; kiedy to pozwoliliśmy im całkowicie zdominować handel w Polsce. Powtarzamy schemat rodem z XVIw. Zagraniczne sieci sprzedają produkty spożywcze produkowane w Polsce, zaś zyski idą do nich. Umacnia się więc rolniczy, kolonialny, model gospodarki. Tak w dużym skrócie.
Pozdrawiam
Najważniejsze, że „ojcowie” Wielkiego Osiągnięcia są zadowoleni, dając temu wyraz na prawo i lewo. Na czoło wysuwa się błyskotliwy Alfred Bujara, który oznajmił, że w czasie niedzieli bez handlu było dobrze, a będzie jeszcze lepiej, cokolwiek to znaczy.
O raportujących do prokuratury trójkach parafialnych z księdzem w środku nie pomyślał szef tzw. Solidarności. Boi się zaprzątać głów zawodowym pośrednikom w zbawianiu i zmuszać ich do pracy – tylko dosicieli-amatorów chce werbować?
Ale już były szef, Janusz Śniadek, pomyślał. Słyszałam dziś w radio jego apel do OBYWATELI, aby raportowali odnośnym władzom, kto dokonuje gwałtu na zdrowej tkance Narodu, czyli pokątnie handluje. Teraz czekam na okazałe banery z wąsatym facetem i grubym paluchem skierowanym w stronę widza oraz wytłuszczonym hasłem : „I Ty możesz zostać sygnalistą ! „
Proszsz …
O, to to , Panie Jerzy, pięknie dziękuję ! :)))