2018-03-13.
Gdy jesteś daleko udawaj, że jesteś blisko.
Gdy jesteś blisko, udawaj, ze jesteś daleko.
Wprowadź zamieszanie w szeregi wroga i uderz.
Sun Tsu „Sztuka wojny”
Od około trzech lat, mniej więcej od początku agresji Rosji na Ukrainie, obserwuję stałe, choć powolne, narastanie zagrożenia militarnego w Europie ze strony Rosji. Odnoszę wrażenie, że coraz bardziej agresywna Federacja Rosyjska postępuje dokładnie według przytoczonej powyżej starożytnej nauki mistrza Sun. Niby nic się nie dzieje, ale w pobliżu naszych granic jest coraz więcej wojska i coraz bardziej widać, że dowództwo NATO zaczyna traktować zagrożenie poważnie. Jednocześnie Rosja czyni cały czas uspokajające gesty, a militarnie jest coraz bliżej.
Tym czasem nasz kraj zachowuje się tak, jakby zewnętrzni dywersanci wprowadzali zamieszanie w nasze szeregi. Wszystko to zaczyna już wyglądać groźnie, przy pozorach, że właściwie to nic się nie dzieje.
Polska w coraz szybszym tempie wyobcowuje się ze świata i coraz mi trudniej uwierzyć, że jest to tylko nieudolność i polityczna niekompetencja, a nie świadomy plan wyprowadzenia nas z Unii Europejskiej (a może i z NATO), by móc w nieskrępowany sposób sprawować dyktatorskie rządy.
Szczególnie niepokojące jest ostatnie skłócenie naszego kraju z najważniejszymi sojusznikami w sferze militarnej, przede wszystkim z USA.
Wyjście z Unii Europejskiej (o ile taki plan jest brany pod uwagę), ze względu na potencjał militarny i gospodarczy Polski, a także jej położenie geopolityczne, naraziłoby nasz kraj na poważne niebezpieczeństwo. Zagrożona byłaby niezależność ekonomiczna, energetyczna, a w konsekwencji również polityczna Polski. Groziłby nam los Ukrainy – państwa osamotnionego, destabilizowanego od wewnątrz i z zewnątrz, z ogromnymi problemami ekonomicznymi, niestabilnym systemem politycznym i otwartym konfliktem zbrojnym na części jej obszaru. Poczucie zagrożenia to najbardziej dotkliwa, powszechna i nieunikniona konsekwencja opuszczenia Wspólnoty, uderzająca w podstawowe potrzeby każdego polskiego obywatela, w bezpieczeństwo narodowe i indywidualne.
Z kolei jedynie formalne pozostanie w Unii (co oznacza automarginalizację) także nie jest dobrym rozwiązaniem z punktu widzenia bezpieczeństwa. W obliczu postępującej integracji strefy euro i powstania w jej wyniku „Europy dwóch prędkości”, Polska dryfuje na peryferia cywilizacji europejskiej. Lansowanie wielokrotnie już w historii zweryfikowanego negatywnie projektu „Międzymorza” osłabia także naszą pozycję w Europie Środkowowschodniej.
Pamiętajmy, jakie przyczyny legły u podstaw powstania wspólnoty europejskiej. Podpisany w roku 1948 przez państwa Beneluksu, Francję i Wielką Brytanię Traktat Brukselski był reakcją na stałą obawę przed możliwością odrodzenia się militaryzmu niemieckiego oraz rosnącym w siłę blokiem wschodnim i jego liderem Związkiem Sowieckim. Jego celem było przede wszystkim zapewnienie bezpieczeństwa i stabilizacji w Europie Zachodniej wraz z tworzeniem warunków do rozwoju gospodarczego i społecznego. Rojenia polityków obecnej władzy i ich sojuszników o, z jednej strony, korzyściach wynikających z integracji gospodarczej, a z drugiej strony, o zagrożeniach płynących z integracji politycznej, świadczą o ich kompletnym braku rozumienia problemu i idei Unii. Wygląda to tak, jakbyśmy chcieli uczestniczyć w korzyściach gospodarczych wynikających z bycia w Unii, a jednocześnie rezygnowali ze wspólnej polityki zagranicznej i obronnej, rojąc sobie, że dla bezpieczeństwa wystarczy nam członkostwo w NATO.
Należy w tym miejscu zadać obecnie rządzącym dwa podstawowe pytania:
- Jak wyobrażają sobie nasz udział w integracji gospodarczej Unii bez obecności Polski w strefie euro?
- Jakie zagrożenia mogą wynikać dla Polski z integracji politycznej, która realizowania jest w ramach wspólnej unijnej polityki zagranicznej i bezpieczeństwa?
Wprawdzie pozostajemy w NATO i formalnie mamy zagwarantowaną pomoc sojuszników w razie zewnętrznej agresji wynikającą z art. 5 Traktatu Północnoatlantyckiego. Jednak sprawy zaczynają się komplikować w razie tzw. wojny hybrydowej, podczas której trudno zdefiniować, gdzie kończy się incydent, lub seria incydentów, a zaczyna jednoznaczna agresja. Problemy te są dostrzegane w państwach NATO i organizacja ta prowadzi właśnie poważny dialog wewnętrzny na temat koniecznej redefinicji wspomnianego artykułu 5. O realności takiego zagrożenia świadczy konflikt w Ukrainie, gdzie pojawili się rosyjscy żołnierze, ale bez żadnych oznak pozwalających zidentyfikować jednostkę, a nawet kraj pochodzenia. Tak zwane „zielone ludziki” początkowo nic nie robiły, tylko stały z bronią. W dodatku używały tego samego języka, co ludność miejscowa. Tak naprawdę wszyscy wiedzieli, że są to rosyjscy komandosi, którzy wtargnęli na teren innego kraju, ale trudno było to udowodnić. Taka sytuacja dawała też alibi politykom, którzy zwlekali z podjęciem konkretnych decyzji, a nikt z zagranicy nie pospieszył z pomocą osłabionej i źle uzbrojonej ukraińskiej armii.
W podobnej sytuacji może znaleźć się Polska, a mrzonki o tym, że bardzo słabo wyszkolona obrona terytorialna powstrzyma zawodowych komandosów Federacji Rosyjskiej, mających za sobą doświadczenia kilkukrotnego udziału w realnej walce, nie powinny być poważnie traktowane.
Jest to jedna z takich sytuacji, gdy realizacja traktatowego zobowiązania udzielenia pomocy napadniętemu zaczyna zależeć od interpretacji faktów i od chęci udzielania pomocy, a ta z kolei zależy w dużym stopniu od opinii o kraju, który pomocy potrzebuje. Co więcej, każdy kraj realizuje zobowiązania traktatowe chętniej, gdy uważa, że leży to w jego własnym interesie. A jaki interes mogą mieć w obronie Polski kraje, których politycy, a nawet narody, są bezustannie przez obecnie rządzących obrażane, do których marginalizująca się na własne życzenie Polska ma stosunek coraz bardziej nieprzyjazny, z którymi zrywa umowy lub wysuwa absurdalne roszczenia? Jak możemy oczekiwać solidarności ze strony naszych europejskich partnerów i sojuszników, jeśli nie potrafimy okazać naszej solidarności w obliczu kryzysu związanego z uchodźcami w Europie?
Trzeba też pamiętać, że odpowiedzialny polityk nie podejmuje pochopnych decyzji, mogących mieć poważne skutki. Niejasna sytuacja pozwala mu zwlekać z podjęciem działań. Widzimy to na przykładzie konfliktu USA i Korei Południowej z Koreą Północną. Korea Północna wielokrotnie wysyłała na terytorium sąsiada uzbrojonych żołnierzy, ostrzeliwała z armat cywilne osiedla, atakowała kutry patrolowe lub cywilnych rybaków z Południa. Teoretycznie w każdej z tych sytuacji Korea Południowa i USA powinny rozpocząć działania wojenne, ale… ale Korea Północna ma potężną armię, bardzo trudny teren i broń atomową. W dodatku prowadzi politykę sinusoidy. Doprowadza napięcie do zenitu, grożąc światu niemal wojna atomową, a później nagle łagodnieje, proponuje rozmowy, pozwala na odwiedziny podzielonych rodzin, wysyła na olimpiadę na południu swoją drużynę i proponuje wspólny start… Takich ociepleń było już sporo i wszystkie kończyły się niczym. Po każdym z nich KRL-D wznawiała program nuklearny i jeszcze bardziej powiększała swój militarny potencjał. Można zapytać, dlaczego świat się ciągle na to nabiera.
Politycy, którzy mają podjąć decyzję, stoją przed dylematem: czy z powodu incydentu rozpocząć wojnę, w której zginą tysiące żołnierzy i cywilów i która pochłonie gigantyczne koszty, czy też incydent zignorować, licząc ciągle na rozwiązanie polityczne? Przypomnijmy sobie z historii, że agresja hitlerowskich Niemiec nie zaczęła się od Polski. Wcześniej była interwencja w Hiszpanii, zajęcie Austrii i Czechosłowacji i świat demokratyczny nie reagował, bo właśnie agresor dawał mu alibi do zwlekania z decyzją.
Dla zmarginalizowanej Polski, pokłóconej ze wszystkim sąsiadami i potencjalnymi sojusznikami, najbardziej niebezpieczna jest taka miękka agresja, za pomocą drobnych incydentów, drobnych faktów dokonanych, dywersantów, sabotaży i nowego narzędzia walki – Internetu.
Rosja na coraz większą skalę prowadzi wojnę informacyjną, w ramach której stosuje postprawdę oraz tzw. fake news, czyli informacje kłamliwe. Ocenia się, że w Internecie funkcjonuje obecnie 35% takich właśnie informacji. Ich adresatami są główne środowiska skrajnie prawicowe – nacjonalistyczne (70% informacji o tym charakterze) oraz lewackie (30%). Pomysł jest dwojaki:
- po pierwsze za pomocą wpływania na opinię publiczną osłabić maksymalnie kraj (za pomocą fałszywych informacji, wzmacniania propagandy środowisk skrajnych, wspierania destrukcyjnych koncepcji politycznych i gospodarczych, powodować podejmowanie błędnych decyzji wyborczych obywateli oraz błędnych decyzji politycznych i gospodarczych przez rządzących);
- po drugie: szkodzić instytucjom i infrastrukturze za pomocą ataków hackerskich.
Główne cele takiej polityki są dwa: destabilizowanie sytuacji w Unii Europejskiej oraz ułatwianie przejmowania w jej państwach władzy przez partie populistyczne, które najczęściej działają w interesie długofalowej i neorealistycznej polityki Kremla. Jak dotąd jednak, silne społeczeństwa obywatelskie demokracji zachodnich są odporne na tę retorykę, choć agresorowi udało się pewne cele osiągnąć, a przynajmniej im sprzyjać. Coraz więcej wskazuje na to, że działania Rosji miały wpływ na wybory w USA oraz na referendum dotyczące ‘brexitu’ w Wielkiej Brytanii. Nie można wykluczyć, że wpływano także na wybory w Polsce (szereg poszlak i śladów dotyczących afery podsłuchowej prowadzi do Rosji).
Bardzo niepokojące są ataki hakerskie na sieci energetyczne państw bałtyckich oraz ataki na sieci rządowe w tych państwach. Jest to prawdopodobnie ćwiczenie, test możliwości, a przecież wiemy, że odcięcie prądu skuteczniej obezwładnia kraj niż naloty dywanowe. Staje przemysł, handel, komunikacja, łączność, nie działa radio i telewizja, ludzie nie mają dostępu do pieniędzy na kontach bankowych.
A jaki to ma związek z marginalizacją naszego kraju? Bardzo istotny, i to z dwóch powodów. Po pierwsze: bez współpracy z państwami bardziej zaawansowanymi technologicznie w obszarze cyberbezpieczeństwa i cyberobrony mamy małe szanse na rozwijanie własnych możliwości. Po drugie: w ramach działań doraźnych nie możemy liczyć na pomoc ze strony tych państw. Kto udostępni tak wrażliwe technologie krajowi, do którego nie ma się całkowitego zaufania?
Zaufanie między sojusznikami jest kwestią podstawową. Od zaufania uzależnia się udostępnianie najnowszych technologii (nie tylko wojskowych), informacji wywiadowczych, najnowocześniejszego uzbrojenia. Bez zaufania ze strony sojuszników modernizacja polskiego wojska będzie bardzo trudna, bo w tej chwili prawie żaden kraj nie jest w stanie produkować wszystkiego, czego armia potrzebuje, w dodatku na odpowiednio wysokim poziomie.
W dodatku, po dwóch latach ministrowania Antoniego Macierewicza, polskie wojsko nie ma śmigłowców wielozadaniowych dla wojsk operacyjnych, skutecznej obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej, ma starzejące się wojska pancerne, za to rozwija ogromnym kosztem obronę terytorialną, formację o drugorzędnym znaczeniu.
Kończąc, należy podkreślić z całą mocą, że obecna polityka wewnętrzna i zagraniczna spycha nasz kraj na margines cywilizacyjny obszaru europejskiego i euroatlantyckiego. Polska racja stanu wymaga, aby nasze uczestnictwo w Unii Europejskiej i NATO miało charakter podmiotowy, co jest możliwe tylko wtedy, jeśli będziemy respektować przyjęte w tych organizacjach zasady i wartości oraz łączyć prawa, jakie nam z tego tytułu przysługują, z zaciągniętymi zobowiązaniami. Stanowi to naszą historyczną szansę na rozwój cywilizacyjny Polski oparty na owych wartościach, w tym przede wszystkim na wartościach ujętych w Karcie Praw Podstawowych Unii Europejskiej.
Kontynuacja natomiast obecnej polityki wyższości godności nad rozsądkiem coraz bardziej zagraża bezpieczeństwu kraju. Zaczyna już zagrażać naszej niepodległości.
Krzysztof Łoziński
Konsultacja:
Ppłk rez. Tadeusz Korablin, doktor nauk społecznych w dziedzinie nauk o bezpieczeństwie. Specjalizuje się w problematyce strategii NATO i polityki bezpieczeństwa UE. W latach 1998 – 2004 I Sekretarz w Stałym Przedstawicielstwie RP przy NATO i UZE w Brukseli. Uczestniczył w pracach Grupy Koordynacji Polityki (Policy Coordination Group) oraz Rady Północnoatlantyckiej (NAC) W latach 2003 – 2004 Przedstawiciel Polski w Radzie Administracyjnego Centrum Satelitarnego UE.
Artykuł napisany na bazie fragmentu (mojego autorstwa) powstającej w bólach wiekszej publikacji o skutkach ew. “polexitu”.

Dobra analiza… wiarygodna bo konsultant wiarygodny.
Nigdy ruskim nie ufałem ale by zabezpieczyć się na przyszłość podjąłem decyzję w młodości.
Nauczę się ich języka,. historii, literatury, kultury, bajek i wszystkiego co się da aby w oryginale czytać Gogola,
Dostojewskiego, Puszkina, Babela i Makarenkę o innych zachwycających rzeczach nie wspomnę. Słuchałem ich okropnej rosyjskiej muzyki co nawet moim kolego z ZMP łzy z oczu wyciskała i polskich pieśni nie znali bo były nic nie warte.
Przy wódeczce śpiewaliśmy pieśni; Katiusza, Brodiaga, Bajkał i Kazaczok do konkursu tańca itd.
Przydał się rosyjski kiedy piłem na obczyźnie zachodnie dobre piwko i pojadałem pielmieni czy inne lepioszki w ruskim klubie za sensowne dolary.
Byłem wszak między swoimi! Okazało się, że też sa biedni, chcą nosić Wranglery i liczą na cud.
Stało się, Solidarność i reakcja łańcuchowa. Cuda się zdarzają!
Ale Rosja to Rosja nawet jak miała ksywę CCCP!
Wiemy, że o niczym nie myślą tylko jak połknąć Polszu, na wsjegda.
Nie damy się!
Zachodni friends nas obronią, ale musimy przez tydzień stawiać opór aby mogli dogadać się w temacie z Rosją.
Zawsze sie dogadywali i chyba źle nie jest?
Jestem optymistą i poczytam w oryginale Strugackich, tego nie przewidywali.
ps.
A swoją drogą, jak oni to robią, że jest to duszeszczypatielnoje…
https://www.youtube.com/watch?v=AxAGLXom3uI
Nie wierzę w wojnę między Rosją i Polską. Zresztą – po cholerę im by to było? Korzyści żadne, a straty wywołane reakcją świata (nawet nie militarną) – ogromne. To tylko nasi politycy lansują tezę iż Rosjanie o niczym tak nie marzą jak o zniszczeniu Polski.
Natomiast osłabianie Polski to co innego. I nie potrzeba do tego wielkich nakładów. W kraju, gdzie tak łatwo wylansować teorię „zamachu smoleńskiego”, gdzie 25% ludzi wierzy w to że Żydzi dodają do macy krew chrześcijańskich dzieci, gdzie obchodzi się „miesięcznice” – nie trzeba nic specjalnie robić. PiS zdemoluje Polskę samo, a ludzie nawet tego nie zauważą.
Nie trzeba będzie się uczyć rosyjskiego. Będziemy mieli naszych drani, ale przecież najważniejsze że nie będą to obcy.
Szanowny Panie,
stwierdzil Pan powyzej, iz „Polska w coraz szybszym tempie wyobcowuje się ze świata i coraz mi trudniej uwierzyć, że jest to tylko nieudolność i polityczna niekompetencja, a nie świadomy plan wyprowadzenia nas z Unii Europejskiej (a może i z NATO), by móc w nieskrępowany sposób sprawować dyktatorskie rządy.” I wlasnie o to chodzi, ze powyzsze wyglada na swiadomy plan wyprowadzenia Polski z demokracji, oraz z Unii Europejskiej.
Nie jest dzielem przypadku, ze propisiaccy klero-faszysci bardzo chetnie wrabiaja opozycji Targowice. Nie zauwazajac, ze juz dosc dawno tem zostali rozszyfrowani jako etuzjasci projekcji – wrabiajacy swym przeciwnikom brud ktory akurat sami maja za uszami.
W przeszlosci doszlo do zawiazania Konfederacji Targowickiej w celu uniemozliwienia zwyciestwa ruchom, ugrupowaniom i pradom postepowym. Organizujacy Konfederacje biskupi uznali, ze lepsza dla kk bedzie podleglosc chrzescijanskiej przeciez, oraz tradycjonalistycznej, carskiej Rosji anizeli zgoda na wystawienie jej na zgubne wplywy jakobinskiej sekularnej zgnilizny moralnej. Co musialoby sie takze przelozyc na pozycje kleru w owczesnej Polsce, wlacznie z zachowaniem jego wplywow i bogactwa, ktorym zachodnie prady oswieceniowe bez watpienia musialy zagrazac. Sprzedano tez Polske w trosce o Misje i jej cele, czyli w trosce o bozy lud.
Aktualnie mamy do czynienia z identyczna sytuacja. Z jednej strony Putin wprawdzie, ale chrzescijanski i pobozny, podczas gdy z drugiej wplywy tego zgnilego i bezboznego Zachodu. No i zatrwazajace zkutki tych zgubnych wplywow.
Kler katolicki, na czele z biskupami, wspieral PiS, formowal jego szeregi, inspirowal, oraz prowadzil do zwyciestwa od samych poczatkow istnienia tej narodowo-socjalistycznej partii. Na sam koniec bez reszty zaangazowal sie w kampanie wyborcza na rzecz swoich podopiecznych. Ktorym mogl powierzyc zadanie obalenia polskiej demokracji i wyprowadzenia Polski z Unii Europejskiej. By samemu moc w koncu usunac sie w cien (od wyborow kleru praktycznie nie widac), czyli tam gdzie czuje sie najbardziej komfortowo. Swoje osiagnal, i na dodatek co i rusz obdarowywany jest prezentami w gotowce lub/i w naturze.
Dyktatorskie rzady, cos w rodzaju np. salazarowskiego korporacjonizmu sa dla kleru istnym zbawieniem przed zgubnymi wplywami zdemoralizowanego Zachodu. A, ze przyjdzie im pelnic swa chrzescijanska misje w objeciach Putina… No coz, Putin nie gorszy od Katarzyny, przy czym takze bojacy sie Boga chrzescijanin.
A w przyszlosci, gdy dyktatura upadnie, ale w miedzyczasie powymieraja tez biskupi odpowiedzialni za dzisiejsze jej wylansowanie, w przyszlosci ich nastepcy publicznie wetkna glowy w popielnik, choc w imieniu tych co zawinili i odeszli. Po czym przystapia do odwiecznego krecenia koscielnych lodow. Czysci jak lza, oczywiscie.
Az do kolejnej okazji zatrzymania czasu w miejscu – na jakis czas.
Szanowny p.Magog/u/.Ośmielony Pana wpisem, też się przyznam.Nauczyłem się rosyjskiego z własnej i nieprzymuszonej woli.Głównie czytając rosyjskie gazety i magazyny /Tiochnika mołodioży/. Biegłym tłumaczem nie będę, ale będąc w Rosji, Pana wzorem też śpiewałem/przy wódeczce/ ale dla odmiany był to „Wariag”.Kiedyś w towarzystwie kolegów pochwaliłem się, na co oni wybuchnęli śmiechem.Jeden nie śmiał się,ale skomentował „Jak nas wszystkich Ruscy zapędzą do łagru, to on jeden przeżyje,bo zrobią go naszym nadzorcą”.Śmiech umilkł, i wypiliśmy jeszcze po jednym.
W inwazję „Ruskich” też nie wierzę,prędzej doczekamy abramsów i bradleyów.
Strugackich nie czytałem, ale wyszukuję w necie,i namiętnie oglądam stare radziecki filmy.Najlepiej czarno-białe i wojenne.
Pozdrawiam.