Zbigniew Szczypiński: Rząd RP, spółka z o. o.6 min czytania

()

 

2018-03-14.

Zamęt na poziomie wartości, polityka historyczna rządu „dobrej zmiany”, trauma związana z 50. rocznicą Marca ‘68 – to nadal główne tematy publicystki i debat publicznych. To zrozumiałe. To problemy bardzo poważne, od rozwiązania których zależeć będzie bardzo wiele.

Zgadzając się w pełni z tym co wyżej, chciałbym jednak zająć się sprawą chyba mniejszego kalibru, nie z tamtej górnej półki – kłopotami wizerunkowymi Mateusza Morawieckiego.

Premier Morawiecki powołany został na urząd przez partię rządząca w celu poprawy odbioru rządu, kierowanego przez Beatę Szydło. Mającą twarz kobiety-Polki — burmistrza małego miasteczka, opierającej swój wizerunek o swojskość, o „naszość”. Takim premierem była Beata Szydło – i taka Beata Szydło podobała się elektoratowi PiS-u.

Jarosław Kaczyński – prezes Polski – doszedł jednak do wniosku, że potrzebna jest zmiana. Przede wszystkim dla świata, dla Unii Europejskiej i jej brukselskiej centrali. Morawiecki, wprawdzie siermiężny historyk z wykształcenia, ale z doświadczeniem kierowniczym, zdobytym w pracy w sektorze bankowym, sprawujący przez kilka lat funkcję prezesa jednego z niepolskich banków komercyjnych – wydawał się tym człowiekiem, który poprawi wizerunek rządu.

Właśnie mija 100 dni nowego rządu – są jakieś rezultaty?

Odpowiedzi warto poszukać w najnowszej „Polityce”, w artykule Wojciecha Szackiego. Jest tam analiza  i opis zmiennych decyzyjnych procesu powoływania, wyniki badań opinii społecznej i wielkości wskaźników poparcia samego premiera – wszystko, co trzeba, aby wyrobić sobie pogląd na rezultaty tej zmiany na najważniejszym stanowisku rządowym.

Do tego zestawu chciałbym dodać jeszcze coś innego: ocenę predyspozycji Morawieckiego do pełnienia funkcji. Powołanie na nią, to niewątpliwie decyzja polityczna. Nie ma co do tego żadnych wątpliwości. W naszym systemie politycznym prawem i przywilejem partii, mającej większość parlamentarną,  jest desygnowanie swojego przedstawiciela na stanowisko szefa rządu. Nie zmniejsza to jednak wagi kryterium kwalifikacji, jakie powinien mieć kandydat, kwalifikacji politycznych i merytorycznych. Premier to najwyższy urzędnik państwowy. Jego kwalifikacje powinny być też najwyższe.

No to popatrzmy pod tym kątem chłodnym okiem na pana Morawieckiego.

Kwalifikacje formalne, obejmujące wykształcenie i doświadczenie zawodowe, nie są jego mocną stroną. Jasne, nie ma przecież szkoły uczącej premierów (przypomina mi się riposta Lecha Wałęsy, który na pytanie jakiegoś dziennikarza jak jego wykształcenie ma się do tego, że chce być prezydentem odpowiedział pytaniem – czy jest gdzieś szkoła ucząca bycia prezydentem?). Mateusz Morawiecki mógłby powtórzyć tę ciętą ripostę Lecha Wałęsy – ale pewnie by nie powtórzył, a na pewno nie powołałby się na tego autora…

Studia historyczne na polskim uniwersytecie to dobra uniwersalna formuła, na której można budować kariery. Przypomnę, że i Donald Tusk i Bronisław Komorowski to też absolwenci studiów historycznych. Studia uniwersyteckie to bardzo dobra baza do budowania kompetencji. Jako ciekawostkę podam, że bardzo wielu prezesów największych światowych banków i organizacji to absolwenci filozofii – a więc jeszcze bardziej „nieżyciowego” kierunku niż historia.

Kierunek studiów – to jedno, a poziom studiów i ranga uczelni, to drugie.

Doświadczenie zawodowe Mateusza Morawieckiego, to praca w banku po ukończeniu podyplomowych studiów MBA na Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu i studiów z prawa europejskiego i integracji gospodarczej na Uniwersytecie w Hamburgu.

Czy w działaniach premiera Morawieckiego te atuty są widoczne? Czy wykształcenie i formalne tytuły oraz praktyka kierowania  jest widoczna? Czy mamy wrażenie, że na czele rządu polskiego stoi człowiek doświadczony i wykształcony?

Ja nie mam takiego wrażenia. Wręcz przeciwnie, wydarzenia ostatnich tygodni dostarczają aż nadto dowodów, że szef polskiego rządu ma małą wiedzę historyczną. Że nad wiedzę o faktach przedkłada oceny ideologiczne, będące pochodną doświadczeń młodości i zaangażowania w walkę polityczną toczoną w tamtych czasach. Walkę z systemem, którego już nie ma, który stał się historią.

A sprawność managera – jak tam z realizacją funkcji sprawczych, jak funkcjonuje rząd jako sztab, kierujący gospodarką i wszystkimi innymi dziedzinami życia obywateli ? Sukcesów brak; chyba, że za takie uznać likwidację przerostów etatowych rządu, który był/jest najliczniejszy w UE. Premier nie powiedział, czym kieruje się w likwidacji funkcji rządowych, na powołanie których miał wpływ istotny, a wielu przypadkach decydujący.

Przypomnę, że to w jego resorcie (gdy był ministrem w rządzie Beaty Szydło) było najwięcej wiceministrów.

Zmiany w rządzie są raczej zabiegiem wizerunkowym, mającym przykryć wpadkę z przyznaniem wysokich nagród finansowych przez poprzedniczkę. Nagród przyznanych wszystkim – nawet tym członkom rządu, którzy za chwilę byli odwoływani, a ich następcy odrzucali wszystkie decyzje poprzedników jako złe i szkodliwe.

Problemy wizerunkowe to zresztą jeden z głównych problemów tych rządów. Najnowszą wpadką jest sprawa, dotycząca samego Morawieckiego, związana z kuglarskim wykazywaniem majątku w oficjalnych oświadczeniach. Premier wszedł do polityki jako człowiek bogaty; pracując w banku zarobił kilkadziesiąt milionów złotych. Propaganda PiS-u robiła z tego atut, argument „za”. Popatrzcie – zrezygnował z takich pieniędzy, a poszedł „służyć krajowi”!

Nie chce mi się opisywać wszystkich posunięć premiera z przepisywaniem na żonę części majątku. To zabiegi niełamiące obowiązującego prawa. Mamy całe legiony kancelarii prawnych, zajmujących się prowadzeniem takich spraw. Jest inny problem, nad którym wszyscy komentatorzy, obojętnie z której strony sceny politycznej w Polsce patrzą, przechodzą do porządku dziennego lekko, łatwo i przyjemnie.

Czy pracując jako prezes banku Mateusz Morawiecki otrzymywał słusznie takie pieniądze za pracę najemną? Czy jest sprawiedliwe, aby prezes instytucji, w której średnia wysokość uposażenia pracowników wynosi na przykład 10 tysięcy otrzymywał 200 tysięcy? Jaką świadomość wynosi człowiek, pracujący w instytucjach, w których funkcjonują takie zasady? Jak przełoży się to na jego decyzje jako premiera, któremu podlegają państwowe instytucje i urzędy?

Gdyby w banku, którym zarządzał Morawiecki, były takie płace, że jego pensja prezesa byłaby 4- czy 5-krotnością tej średniej, to mielibyśmy szanse na taką samą wrażliwość w odniesieniu do zasad w całej gospodarce kraju. Prezes banku, który pobiera kilkadziesiąt razy większą płacę niż średnia jego pracowników, to zwykły „bankster”; a to jest ostatni rodzaj kwalifikacji pożądanych na jakiekolwiek stanowisko w administracji publicznej.

Oto zmiana: od Beaty Szydło, której horyzont wyznaczało doświadczenie bycia burmistrzem małego miasteczka i duma z syna, który uzyskał świecenia kapłańskie – do Morawieckiego, uznającego sprawstwo w zagładzie narodu żydowskiego w czasie drugiej wojny zarówno Polaków jak i Żydów, składającego kwiaty na płycie. upamiętniającej żołnierzy Brygady Świętokrzyskiej w Monachium.

Czy może być jeszcze gorzej?

Odpowiadam z pełnym przekonaniem – może! Poczekajcie tylko jeszcze dłużej z taką samą cierpliwością.

[responsivevoice_button voice=”Polish Female” buttontext=”Czytaj na głos”]

Zbigniew Szczypiński

Gdańsk

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

6 komentarzy

  1. slawek 14.03.2018
  2. PK 15.03.2018
  3. slawek 15.03.2018
  4. PK 16.03.2018
  5. Bejka_2015 16.03.2018
  6. Stefankubow 18.03.2018