Czytając o kampanii prezydenckiej Trumpa, o jego działaniach i wypowiedziach – także już jako prezydenta, człowiek ma ochotę się uszczypnąć, żeby przekonać się, że to tylko sen. Niestety, rzeczywistość przerasta nasze wyobrażenia. Ciągle czytamy o jego niekompetencji, niechęci do zapoznawania się z ważnymi dokumentami, uleganiu opinii ostatniej osoby z którą rozmawiał, tweetowaniu, telefonach do znajomych, i ciągłym zmianom decyzji.
W książce „Ogień i furia. Biały Dom Trumpa” Michael Wolff opisuje zdarzenia które doprowadziły do wyboru Trumpa, a także jego działania już jako prezydenta. Można uwierzyć w to, co pisze autor, że Trump w ogóle nie planował wygranej, chciał tylko poszpanować, ale niestety został prezydentem i nie bardzo wie co dalej robić.
Przytoczę tylko fragment książki, gdzie prezydent Trump postanowił spotkać się z pracownikami CIA w Langley i naprawić nadszarpnięte w czasie kampanii wyborczej stosunki. Wygłosił następujące przemówienie:
Sporo wiem o West Point. Osobiście mocno wierzę w tradycję akademicką. Opowiadam czasem, że miałem wujka, który przez trzydzieści pięć lat był wybitnym profesorem na MIT i miał niesamowite osiągnięcia akademickie, był wręcz akademickim geniuszem. Wtedy ludzie pytają: czy Donald Trump jest intelektualistą? Zapewniam, jestem bystrym człowiekiem.
Miała to być swoista pochwała dla nowego dyrektora CIA, który wkrótce obejmie stanowisko. Mike Pompeo, absolwent West Point, przyjechał na miejsce wraz z Trumpem i stał teraz pośród zgromadzonych – równie skonfundowany jak wszyscy. Trump tymczasem ciągnął:
Powiem wam, że gdy byłem młody… Oczywiście nadal czuję się młodo – czuję się jakbym miał trzydzieści… trzydzieści pięć… trzydzieści dziewięć lat… Ktoś zapytał: Czy jest pan młody? A ja powiedziałem, że moim zdaniem jestem młody. W ostatnich miesiącach kampanii robiliśmy po cztery, pięć, nawet siedem przystanków. Przemowy, wystąpienia przed 25, 30 tysiącami ludzi, 15 tysiącami, 19 tysiącami. Czuję się młodo, wydaje mi się, że wszyscy jesteśmy bardzo młodzi. Gdy byłem młody, to w tym kraju zawsze wszystko się wygrywało. Wygrywaliśmy w handlu, wygrywaliśmy wojny. Nie pamiętam, ile miałem lat, jak jeden z moich wychowawców powiedział mi, że Stany Zjednoczone nigdy nie przegrały wojny. A potem, później, jest tak, jakbyśmy niczego nie wygrywali. Znacie to stare powiedzenie, że zwycięzca bierze wszystko. Pamiętacie, że ja zawsze mówię, żeby zatrzymać ropę.
„Kto ma zatrzymać ropę?”. Zdezorientowany pracownik CIA gdzieś na tyłach sali odwrócił się do kolegi obok.
Nie byłem fanem Iraku, nie chciałem iść do Iraku. Ale powiem wam, że jak już weszliśmy, to wyszliśmy źle, a ja zawsze dodatkowo mówiłem, żeby zatrzymać ropę. Miałem na myśli względy gospodarcze, Ale gdyby się nad tym zastanowić, Mike (tu Trump spojrzał w głąb sali, zwracając się do przyszłego dyrektora), gdybyśmy zatrzymali ropę, to nie byłoby ISIS, bo oni na tym zarabiają. I dlatego należało zatrzymać ropę. Ale w porządku, może jeszcze będzie okazja. Tylko że prawda jest taka, że trzeba było zatrzymać ropę.
Prezydent przerwał i uśmiechnął się z nieskrywaną satysfakcją.
Wybrałem was na mój pierwszy przystanek, ponieważ jak wiecie, toczę właśnie wojnę z mediami, a to najbardziej nieuczciwe istoty na Ziemi, i zdają się sugerować, że popadłem w konflikt ze wspólnotą wywiadów. Chciałbym dać wam do zrozumienia, że wybrałem was na mój pierwszy przystanek dokładnie dlatego, że jest wprost przeciwnie, co oni doskonale wiedzą.
Sprawę liczb już wyjaśniałem. Osiągnęliśmy coś wczoraj w czasie przemówienia. Wszystkim się podobało przemówienie? Musiało się podobać. Mieliśmy tam rzeszę ludzi. Widzieliście ich. Było gęsto. Dzisiaj rano wstaję, włączam wiadomości, a oni pokazują puste pola. No to mówię: chwileczkę! Wygłaszałem to przemówienie. Patrzyłem przed siebie, na to pole. Wyglądało mi to na milion, półtora miliona ludzi. A oni pokazali pole, na którym prawie nikogo nie było. I powiedzieli, że Donald Trump nie potrafi skutecznie porwać ludzi. A ja mówię, że zbierało się na deszcz, a deszcz powinien ich odstraszyć, a tu Bóg spojrzał w dół i powiedział, że nie pozwoli, żeby padało w trakcie mojej przemowy. No i ja na samym początku powiedziałem: o nie, bo na pierwszą linijkę spadło kilka kropli. Powiedziałem: no szkoda, ale jakoś przetrwamy. Prawda jest taka, że zaraz przestało padać…
„Nie, nie przestało”, rzuciła odruchowo kobieta z kancelarii. Szybko się jednak zreflektowała i z niepokojem na twarzy zaczęła się rozglądać, czy aby nikt tego nie usłyszał.
A potem zrobiło się naprawdę słonecznie, a potem, jak już zszedłem, to zaraz się rozpadało. Lał deszcz, ale udało nam się coś niesamowitego. To naprawdę wyglądało na milion, półtora miliona ludzi. Ile ich było, tyle było, ale ciągnęli się aż do Mauzoleum Waszyngtona. A tu przez przypadek włączam tę stację i ona pokazuje puste pole i mówi, że udało nam się przyciągnąć 250 tysięcy ludzi. To oczywiście też niezły wynik, ale to kłamstwo…
Jeszcze inny ciekawy przypadek wczoraj. W Gabinecie Owalnym stoi piękny pomnik doktora Martina Luthera Kinga, a tak się składa, że ja lubię Churchilla, Winstona Churchilla. Myślę, że większość z nas lubi Churchilla. On nie pochodzi z naszego kraju, ale ma z nim wiele wspólnego. Pomógł nam, to nasz prawdziwy sojusznik, a jak wiecie, jego pomnik został wyniesiony… No więc reporter z magazynu „Time”, a ja byłem na okładce ze czternaście czy piętnaście razy i chyba do mnie należy historyczny rekord magazynu „Time”. No bo jak Tom Brady pojawia się na okładce, to jednorazowo, bo wygrał Super Bowl czy coś. Ja byłem w tym roku na piętnastu. Mike, takiego rekordu to chyba nikt nie pobije, chyba się zgodzisz… Co myślisz?
„Nie”, odparł Pompeo z lekkim przerażeniem.
Powiem wam, że oni potem mówią, że to ciekawe, że Donald Trump zlikwidował popiersie, pomnik Martina Luthera Kinga. A on tam stał, kamerzysta przy nim stał. Więc Zeke… Zeke… ten z magazynu „Time”… pisze artykuł o tym, jak to ja go zlikwidowałem. Ja bym tego nigdy nie zrobił. Mam wielki szacunek do doktora Martina Luthera Kinga. Ale takie właśnie nieuczciwe są media. Robi się z tego wielka historia, a potem sprostowanie jest o, takie (wykonał palcami gest wskazujący na małe rozmiary). Ledwo linijka albo może w ogóle nic nie napisali? Chciałbym po prostu powiedzieć, że bardzo cenię uczciwość, lubię uczciwą reporterską pracę. Powiem wam raz jeszcze, choć powiem to dopiero wtedy, gdy wpuścicie tu tysiące innych ludzi, którzy próbowali wejść… Bo ja tu wrócę i może wtedy spotkamy się w większej sali, może trzeba będzie znaleźć większą salę i może, może, to będzie sala wybudowana przez kogoś, kto się zna na budowaniu, i nie będzie w niej kolumn. Rozumiecie? Pozbędziemy się kolumn. W każdym razie chciałem wam po prostu powiedzieć, że was kocham, że szanuję was jak nikogo innego. Robicie fantastyczną robotę i znów będziemy zwyciężać, a wy będziecie prowadzić tę szarżę, więc bardzo wam dziękuję.
PIRS


Właściwie jego bieżące działania nawet przebijają to co robił w trakcie kampanii wyborczej. Nie ma problemu dla niego zwolnienie wysokiego urzędnika, zasłużonego i uczciwego, 2 dni (!!) przed emeryturą, co pozbawia tego człowieka prawa do pełnej emerytury. Dlaczego? Bo wybrał ów człowiek lojalność wobec państwa nad lojalność wobec prezydenta. To ma być ostrzeżenie dla innych urzędników państwowych. W domyśle tych prowadzących śledztwo w sprawie rosyjskich wpływów na wyniki wyborów prezydenckich. To tylko najnowszy przykład działań tego „perfect asshole” jak go nazywają krytycy. Niemal każdego dnia robi lub mówi coś skandalicznego, a nie ma on problemu z bezczelnym kłamaniem „prosto w oczy”. Trump ma do tego bardzo wiele do ukrycia. Mówi się, że Rosjanie też mają ciekawe materiały z czasów wizyt Trumpa w Rosji. Rosjanie tak w ogóle tryumfują. Chcieli zdestabilizować wewnętrznie USA i to im się udało bardziej niż zapewne planowali. Bo ukrytych konfliktów jest bardzo dużo i teraz one „przy okazji” nabierają znaczenia. Rasizm, gigantyczne dysproporcje w wynagrodzeniach, brak powszechnej opieki zdrowotnej, płatna edukacja powyżej szkoły podstawowej i rosnące zadłużenie studentów, ekonomiczny upadek klasy średniej, kontrola posiadania broni palnej to tylko garść przykładów. Do przesilenia dojdzie wcześniej, czy później (podobnie jak w Polsce) i Ameryka będzie testować regułę „co cię nie zabije, to cię wzmocni”. Trump tylko przyspiesza nadejście tego momentu. Podobnie jak Kaczyński w Polsce.
Polityka gabinetu Trumpa ciągle może jeszcze doprowadzić do zmniejszenia deficytu handlowego USA, tendencja jest jednak niekorzystna i bardziej prawdopodobny jest co najwyżej powrót do poziomu deficytu z lat 2013 – 2016, co także dałoby znaczny impuls wzrostowy gospodarce. Część polityki gospodarczej pozostawiająca więcej środków w dyspozycji firm nie prowadziła dotąd to zakładanego przyrostu dochodów pracowniczych i miejsc pracy – efektywnie kierując poważną ich część poprzez rynki finansowe do zasobów firm i nie wyzwalając przy tym antycypowanych mnożników reinwestycyjnych. Deficyt handlowy jako funkcja zagranicznej polityki gospodarczej – zapowiadany protekcjonizm rynku pracy i handlu jest rzeczywiście realizowany, Stanom może przynieść wymierne korzyści, autorem takiej polityki jest w znacznej mierze Peter Navarro. Przy okazji, Navarro jest demokratą, napisał książkę pt. Śmierć przez Chiny, nie zbyt lubi polityki gospodarczej Niemiec patrząc na nią jako na rozgrywającego w UE.
Polityka zagraniczna ? jeszcze trudno powiedzieć, dwie kwestie kluczowe: konflikt arabsko-izrealski i wpływ Chin, kapitałowy i geopolityczny w rejonie Pacyfiku są adresowane dość ryzykownie (z tego względu pojawiła się prawdopodobnie kwestia Korei Płn. , pojawi się zapewne Tajwan, już od pewnego czasu dla amerykanów znaczące pozostają wpływy Chin na rynki australijskie). Rosja ? o tyle ważna, żeby zbytnio nie przeszkadzała i udało się związać ją w miarę wspólnie kontrolowaną polityką surowcową, z puktu widzenia Stanów jest to dość rozsądne.
Konserwayzm polityki surowcowej utrudnia rozwój nauki i innowacyjności energetycznej, rola w polityce klimatycznej załamana . Czy można lepiej ? pewnie można, lecz Demokraci także wiedzą, że bywa to bardzo trudne i rzeczywiście koncertowo przyrżnęli wybory. Wypowiedzi w mediach ? dla wielu interesujące. Zabawa w deklaracje polityczne post factum kiedy i tak nikt nie słucha, nudna.
Potykanie się Amerykanów o własne nogi kapitalnie podsumował Michael Moore na przykład w dokumencie „Where to invade next”, gdzie pokazał jak amerykańskie innowacyjne pomysły zostały twórczo wdrożone w życie i poprawiły życie całych społeczeństw. Ale nie w Ameryce. Tam hołubione są stare dobre rozwiązania, a co nowe to wielu konserwatystom pachnie komunizmem. Stąd się biorą dwie Ameryki. Ta wspaniała, otwarta i inspirująca innych i ta druga, która ma większość w Kongresie – oligarchia białych konserwatywnych mężczyzn. Niemcy nie musiały „odkrywać Ameryki”. Zastosowały gotowe amerykańskie rozwiązania w swojej polityce gospodarczej. Odnoszą sukcesy? Tak, Niemcy dobrze wiedzą już jak ważna jest innowacyjność w gospodarce, a tej nie daje się utrzymać bez inwestowania w rozwój społeczeństwa. To też zdaje się było wcześniej wymyślone i wdrażane w Ameryce, choćby przez Forda. Dzisiaj Republikanie chcą rozwiązać problem deficytu handlowego w sposób, który przywołuje na myśl pomysły sprzed 100 lat. Polityczne schlebianie resentymentom górników z kopalń węgla kamiennego i pracownikom fabryk motoryzacyjnych? Przecież kopalnie i tak są już zamykane od kilku lat z przyczyn ekonomicznych (elektrownie rezygnują z węgla), a amerykańskie koncerny samochodowe od lat przenoszą produkcję zagranicę. To Toyota jest dzisiaj najbardziej amerykańskim producentem samochodów w USA. Ale ludzie tego wszystkiego nie wiedzą, bo w USA jak i w Polsce kultura umysłowa jest umiarkowanie rozwinięta. Dają się więc nabrać na rozmaite proste hasła typu: nielegalni imigranci precz, budujemy mur na granicy, kupujemy tylko amerykańskie produkty. A tymczasem administracja Trumpa wprowadza ulgi podatkowe dla najbogatszych i bierze kurs na izolacjonizm. W domyśle koszty zduszenia deficytu handlowego poniosą ci, którzy i tak już podupadli ekonomicznie i którzy na Trumpa głosowali w nadziei poprawienia sojego życia. Ci ludzie cenią brak zmian, tradycyjne życie i tradycyjne wartości. Taka polityka zapewne utrzyma się przez jakiś czas i może nawet przynieść zmniejszenie deficytu w tym roku ale jest niezwykle ryzykowna społecznie i raczej nie wprowadzi USA jako całości w XXI wiek. Nie da się żyć z zamkniętymi oczami, tzn. nie dostrzegając, że świat wokół się zmienił i cały czas się zmienia.