2018-03-30.
Czas jakiś temu komentowałem na łamach Studia Opinii zakup kolekcji Czartoryskich przez ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego Piotra Glińskiego, będącego dodatkowo wicepremierem rządu „dobrej zmiany”.
Wyrażałem zdziwienie co do zasadności samej transakcji zakupu dzieł sztuki, przekazanych dawno już temu narodowi polskiemu przez fundatorkę księżnę Czartoryską. Kolekcja Czartoryskich zawiera między innymi znany obraz Leonarda „Dama z łasiczką” i wiele innych dzieł sztuki, obrazów, rzeźb i przedmiotów znajdujących się w Polsce i podlegających polskiemu prawu wyraźnie zakazującemu wywożenia jakichkolwiek eksponatów poza granice Polski.
Minister Gliński wydał 100 milionów euro aby nabyć kolekcję, która była naszą własnością, która była w naszym władaniu.
Transakcja miała charakter wydarzenia, odbywała się w świetle kamer, strony wygłosiły kuriozalne w swej treści oświadczenia. Adam Czartoryski (przypomnę – tytuły szlacheckie zniosło państwo polskie po odzyskaniu niepodległości w latach dwudziestych ubiegłego wieku, wychodząc z słusznego założenia, że szlachectwo może wynikać z zasług i pracy, a nie z urodzenia) wygłosił orację w dialekcie niewątpliwie polskim, przypominającym jednak do złudzenia język angielski, inkasując niebagatelną kwotę pół miliarda złotych. Oświadczył, że ta transakcja to dar dla narodu polskiego.
Przedstawiciel dawnego rodu polskiej arystokracji w jawny sposób zakpił sobie z rodaków i polskiego ministra, płacącego hojną ręką za dzieła sztuki kupowane przez jego przodków w latach, w których porządek społeczny i zasobność arystokracji wynikała wyłącznie z zawłaszczania efektów pracy poddanych. To polscy chłopi – zniewoleni w porządku pańszczyźnianym, czyniącym z nich niewolników – swoją pracą dostarczali pieniędzy swoim panom. Ród Czartoryskich nie miał żadnych innych źródeł, z których mógł czerpać swoje bogactwa. Zarządca fundacji Czartoryskich, a właściwie jej likwidator(fundacja po otrzymaniu kapitałów uzyskanych ze sprzedaży kolekcji ministrowi Glińskiemu przeniosła swoją działalność i uzyskane pieniądze do innej fundacji zarejestrowanej w Luksemburgu), w rozmowie radiowej wyjaśniał, że kolekcja obrazów to dowód geniuszu któregoś z Czartoryskich, który w trakcie swoich pobytów w Italii kupował te obrazy.
Pobyt w Italii i zakup tych dziel sztuki dokonane zostały za pieniądze, wypracowane przez tysiące niewolników Czartoryskich, których z tej pańszczyźnianej niewoli wyzwoliły nie polskie władze, a zaborcy. Różni zaborcy w różnym czasie. Decyzje te nigdy nie były decyzjami polskich właścicieli, a właśnie rządów państw zaborczych, pod władzą których byliśmy przez ponad sto lat.
Gorzka prawda, ale prawda!
Minister Piotr Gliński wydał nasze pieniądze na zakup kolekcji, która była nasza. Adam Czartoryski przyjął te pieniądze, mówiąc jednocześnie, że daruje kolekcję nam Polakom, a gdy już wszedł w ich posiadanie – wyprowadził je do Luksemburga, bo tam prawo jest łaskawsze dla takich podmiotów.
To, co pachniało aferą w trakcie transakcji – okazało się teraz aferą prawdziwą
Czy będą jakieś jej skutki? Czy prokuratura, podległa panu Zbyszkowi, podejmie jakieś kroki?
I na koniec – tym wszystkim, którzy w takich sytuacjach wyciągają jako argument hasło o „świętym prawie własności” powiem krótko – jeżeli ktoś mi mówi, że każda własność jest święta – to odpowiadam: każda własność pochodzi z kradzieży. Jednej krańcowości odpowiada druga krańcowość, a prawda jest gdzieś po środku. Prawda tworzy się bowiem w procesie uzgodnień społecznych.
Szkoda, że profesor Piotr Gliński stał się politykiem, a więc człowiekiem, którego nie obowiązuje myślenie. Może czas na refleksję albo na sankcję.
Zbigniew Szczypiński
Gdańsk

o to to to to właśnie, podobnie każda własność intelektualna należy do nauczycieli, wiadomo, tylko których ?
@PK – a towar macany należy do macadora (napis, który znalazłem kiedyś w sklepie, przy pieczywie). Więc należy mu za macanie zapłacić tym towarem, czy też kazać mu zapłacić za to pomacanie ? A własność jak się ma do własności ? (Eigentum do Eigenschaft). Masz sporego IQtasa ale zwykle się do ciebie nie odzywam, by nie wymieniać paru zdań na gorsze. By się np. nie sprzeczać czy doktor jest doctus itp. (ten nauczyciel). A tytułowy temat jest poważny i zasługuje na komentarz dłuższy niż mój czas w tej chwili. Więc „nie płacz, kiedy odjadę” (Marino Marini).
Mam problem z takim sformułowaniem prawa własności. Nie, żebym uważała niewolnictwo za wybitne osiągnięcie ludzkości, ale stwierdzenie, że bogactwo będące efektem pracy niewolniczej / pańszczyźnianej jest własnością niewolników nieco mnie przerasta. Prawda, że w starożytności i później to niewolnicy budowali panom pałace, wszelkie nieruchomości, a w końcu grobowce, często tracąc przy okazji życie, ale czy to oznacza, że efekt ich pracy należy do … nie wiem, ich potomków, na zasadzie dziedziczenia ? Prawda, że chłopi pańszczyźniani uprawiali pańską ( ale i KOŚCIELNĄ) ziemię, ale czy z faktu, że takie były czasy wynika ich prawo do majątków ( a więc i zakupionych dzieł sztuki ) byłych właścicieli ziemskich ? Leninem to trąci. Nie wiem też, co powiedziałaby np. Elżbieta II na stwierdzenie, że „szlachectwo może wynikać z zasług i pracy, a nie z urodzenia „, chociaż spora jest lista osób, które za swoje zasługi takie szlachectwo z jej rąk otrzymały.
I wracając do chwili obecnej. Nie wiem oczywiście, jaką naprawdę podszewkę ma „Dama z gronostajem” ( na kilometr zalatuje jakimś krętactwem, a może prościej: głupotą „wydudkanych” ?), ale podpowiedź Pana, że „każda własność pochodzi z kradzieży” nieco mnie zszokowała.
Do Bejka 2015 To nie tak, zdanie (znam autora) mówiące ze każda wlasność pochodzi z kradzieży ustawiłem w opozycji do zdania, że każda własność jest święta. Ani to prawda ani tamto, ale jezeli przejść do tu i teraz to naprawdę nic Czartoryskiemu się nie należy, bo niby dlaczego, dlatego, że urodził się w rodzinie ?
Jezeli to Pani pachnie Leninem to wolę Lenina niż Glinskiego
Pozdrawiam serdecznie
Czy Czartoryskiemu się należało, czy też nie, to może być temat do długich dyskusji przy kominku, albo też jakimś innym meblu i to na długie lata a może i pokolenia. Sam sprzedający przewidując takie dyskusje wyprowadził swoje pieniądze do bezpiecznego portu, rodowa fortuna się powiększyła, potomkowie będą mieli z czego czerpać, co im się z urodzenia należy, a my – NARÓD!!! możemy sobie dyskutować do końca świata i dzień dłużej. Ja bym się rada dowiedziała, ile na tej transakcji zyskał pan minister kultury, bo nie przyjmę do wiadomości, że tak się nie stało.
Dlatego właśnie napisałam o „podszewce” sprawy „Damy z gronostajem”, której po prostu nie znam, a odniosłam się do pojęcia własności, jaką przedstawił nam Autor. Co do Czartoryskich i innych, tego typu rodów, pełna zgoda, no i jeśli chodzi o wybór pomiędzy Leninem a Glińskim, to pozostanie patriotką w aktualnie obowiązującym kolorycie wymagałoby ode mnie sporego wysiłku.
Pozdrawiam równie serdecznie.
Drodzy państwo, spieracie się o niewłaściwy bon mot. Głoszący każda własność jest święta ma na myśli w rzeczywistości moja własność jest święta. Rozszerzenie poglądu wchodzi w grę jedynie wtedy, gdy to nie koliduje z brzmieniem podstawowym. Po uwzględnieniu tej poprawki wszystko staje się prostsze.
Być może na takiej kolekcji Państwo może także zarobić np. wypożyczając obrazy (podobno kolekcję kupiono za ok. 5% wartości rynkowej także razem z prawami do roszczeń wobec wielu dzieł zaginionych, ja np. niektóre obrazy z tej kolekcji, także Leonarda da Vinci, oglądałem kiedyś w Milwaukee Art Museum w amerykańskim stanie Wisconsin). Rozumiałbym, że Ministerstwo Kultury ma teraz wobec kolekcji plany wystawiennicze, zresztą przy okazji kupiło krakowską siedzibę fundacji. W istocie Fundacja miała w swoim statucie zapis o udostępnianiu publicznym zbiorów jednak skupowanie przez państwa dzieł sztuki jest procedurą najzupełniej normalną. Czy były inne powody takiego wykupu ? nawet jeżeli wtedy zrezygnował zarząd a teraz powstały inne fundacje, tego nie wiadomo – trzeba by pewnie poszukać na facebooku albo w maglu, publiczność natomiast może być wykorzystywana do spraw o których nie będzie i tak nigdy miała bladego pojęcia. Autor przedstawia w istocie argumenty Zandberga publikowane w gazetach po transakcji. Ja pozostałbym przy poszanowaniu własności prywatnej natomiast własność intelektualna ma zwykle autorów, nieprawdaż ? i zwykle do nich należy, podobne jak zbiory należały do fundacji Czartoryskich.
Do PK – będę mówił językiem młodszego pokolenia – wszystko zniosę, jajko zniosę ale tego nie zniosę – tego mianowicie aby odsyłać mnie z poglądami do Adriana Zandberga, młodego człowieka z partii Razem (głosowałem w 2015 na partię Razem). Moje poglądy i widzenie świata pochodzą z czasów gdy Zandeberga nie było na świecie, to co mówię teraz mówiłem w tekście jaki wisi na stronie SO z grudnia 2016, z czasów zawierania tej transakcji przez Glińskiego z Czartoryskim – łatwo sprawdzić !
A poza tym na działkach nic się nie dzieje…i
„A na działkach życie toczy się spokojnie… ale ja muszę jeszcze raz pokazać Wam prawdziwą łasiczkę.