2018-04-06.
O
d kilku dni media światowe żyją „wyłączeniem ogni piekielnych” przez papieża Franciszka. Watykan w panice prostuje, że nic z tego, co napisał Eugenio Scalfarni nie może być przypisane papieżowi. Dodać trzeba, że to robi każdorazowo po publikacji przez redaktora-założyciela dziennika La Repubblica rozmów z papieżem.
Jednak znacznie ciekawszy jest fakt, że sam Franciszek jakoś nie kwapi się by „przypisane mu przez Scalfari’ego” słowa prostować. No więc powstaje pytanie: co tak naprawdę papież powiedział i jakie to ma w ogóle znaczenie?
Mimo podeszłego wieku (Scalfari ma 94 lata), dziennikarz cieszy się znakomitą pamięcią i, jak twierdzi, wiernie przytacza słowa swego rozmówcy. Co ciekawe, spotkanie w Wielką Środę 27 marca odbyło się z inicjatywy Franciszka w Casa Santa Marta, już po raz piąty. Jeśli wierzyć zapewnieniem Scalfariego, spotykają się dość często na przyjacielskie pogawędki. Otóż tym razem miał powiedzieć: „Ci, którzy okażą skruchę, otrzymają wybaczenie i zajmą miejsce pośród kontemplujących Boga. Natomiast ci, którzy nie wyrażą żalu, nie będą mogli otrzymać przebaczenia – znikną. Piekło nie istnieje, istnieje unicestwienie grzesznych dusz”. Tak jak po poprzednich „sprawozdaniach” z rozmów powstał wielki rejwach.
Zbliżony do Watykanu portal Vatican Insider zajął się sprawą dokładnie piórem/klawiaturą Andrea Tronielli’ego, który 5 kwietnia opublikował esej „Słowa Franciszka o piekle – wieczna otchłań samotności”. Cytuje w nich wielokrotne wzmianki o piekle w publicznych wystąpieniach Franciszka. Żadna z nich nie wyklucza również zdania wypowiedzianego w rozmowie ze Scalfarim. Jeśli komuś wiara w piekło jest potrzebna, proszę bardzo, zdaje się mówić Franciszek. Mnie wystarcza wiara w Boże miłosierdzie. Dziw, że dla wielu katolików to przeświadczenie jest heretyckie
Co ciekawe – bardzo podobnie nie tak dawno na temat diabła wypowiadał się obecny generał jezuitów, co naturalnie z ogromnym oburzeniem zostało odnotowane przez prawicowe media w Polsce (poza Polską zresztą również). Przypomnijmy. Ojciec Arturo Sosa Abascal powiedział dziennikarzowi „El Mundo”: „Chrześcijanie wierzą, że zostaliśmy stworzeni na wzór i podobieństwo Boga, a Bóg jest wolny, ale On zawsze wybiera czynienie dobra, bo cały jest dobrocią (…). Stworzyliśmy sobie symboliczne figury, takie jak diabeł, żeby symbolizowały zło. Również kondycja społeczna może reprezentować tę postać, ponieważ są ludzie działający na rzecz zła, ponieważ znajdują się w środowisku, w którym trudno jest postępować inaczej”. Całkiem przytomne stwierdzenia.
Przed laty francuski myśliciel Jean-Paul Sartre w dramacie Przy drzwiach zamkniętych napisał, że „piekło to inni”. Biorąc pod uwagę jego filozoficzne stanowisko, że życie to absurd itd. – można go zrozumieć. Jednak znaczenie bliższe rzeczywistości i doświadczenia wydaje się twierdzenie, że piekłem człowiek staje się sam dla siebie, a przy okazji również dla innych. Oburzenie, jakie domniemane słowa papieża Franciszka wywołały w kręgach konserwatywnych katolików, można tłumaczyć zakorzenieniem ich religijnych przeświadczeń bardziej w egzystencjalistycznej filozofii Sartre’a niż w Ewangelii.
Dziennikarz Andrew Brown na łamach brytyjskiego „The Guardian”, zastanawiając się nad znaczeniem słów Franciszka doszedł do wniosku, że tak naprawdę w metaforach wieczności, piekła i nieba chodzi o stan naszych umysłów.
Sądząc po reakcjach niektórych polskich katolików dochodzę do wniosku, że ich stan umysłu w istocie wskazuje na głęboko zakorzenione w nich istnienie piekła. Z rajem trudno coś powiedzieć, bo są zajęci przede wszystkim lokowaniem bliźnich w piekle. Sami zapewne marzą o polskim niebie, bez innych…
Ciekaw jestem jak się zachowają, gdy odkryją, że to inni są w niebie, a ich dusze, jak sugeruje papież Franciszek mówiąc, że ci, którzy nie wyrażą żalu, nie będą mogli otrzymać przebaczenia – znikną”.
Tak więc nie chodzi o wolność czynienia zła, ale o radość z czynienia dobra.
Stanisław Obirek

Pomijając realizm eschatologicznych dywagacji wyrażanych przez KK (i inne religie), pamiętać trzeba o pewnej ewolucji doktryn. Jeżeli spojrzy się na nie „od początku” i przyrówna do oficjalnych wypowiedzi KK, to widać zdecydowaną różnicę. Np. piekło, o którym tu mowa: czytając Biblię historycznie (czyli tak jak była ona spisywana) widać wyraźnie, że pierwsze wzmianki dytyczyły tzw. Szeolu, czyli miejsca cieni tych co odchodzą. Miejsca gdzie wszyscy się znajdą po swojej śmierci, gdzie wartość życia nie jest w ogóle odczuwalna. Dopiero w latach po Niewoli Babilońskiej (a w sumie w późnym już okresie dominacji perskiej V-IV wiek przed Chr.) można zauważyć pewne ukierunkowania eschatologiczne w kierunku Szeolu jako miejsca kary (bez większych jednak detali). Większość naukowców widzi tu wpływy perskiego Zaroastranizmu. Również wtedy wkraczają wyraźne elementy dualizmu, który starał się rozwiązać największy dylemat monoteizmu, czyli tzw. teodycei – jak pogodzić istnienie dobrego, miłosiernego Boga z istnieniem zła. Na niebiańskie nagrody trzeba było jeszcze poczekać kilka stuleci, aż do rewolty makabjeskiej (czyli do połowy 2 wieku przed Chr.). Do tego momentu powszechnie uważano, że bożą nagrodę odbiera się tutaj na ziemi w postaci dobrego zdrowia, zamożności, wielodzietności (i urodziwej żony….). Problem ten porusza już księga Hioba, która jednak nie podaje kluczowych rozwiązań w tym zakresie. Dopiero, gdy podczas wspomnianej rebelii machabejskiej umierli za wiarę „sprawiedliwi” – padło pytanie o sprawiedliwość Bożą wobec takiej ofiary. Logicznie sprawiedliwość nakazywałaby równoważną odpłatę za ofiarę tych „sprawiedliwych.” Jeżeli bowiem Bóg jest sprawiedliwy to musi odpłacić życiem za życie. I tu widzimy początki żydowskiej doktryny zmartwychwtania tak faworyzowanej przez zapoczątkowany wówczas nurt faryzejski. Jeszcze w czasach Jezusa nurt ten nie był aż tak dominujący (chociaż popularny wśród ludu, i sam Jezus był zanurzony w tym nurcie), gdyż np. zarządzający Świątynia sadyceusze wyrażali tradycyjny żydowski pogląd o końcu życia tu na ziemi bez eschatologicznych oczekiwań. Po zbużeniu świątyni (70 r. po Chr.) przetrwały tylko dwa nurty judaizmu: ten faryzejski oraz chrześcijaństwo, które wkrótce ewoluowało w bardziej pogańskie sfery, szczególnie prezentowane przez filozofię platońską (dusza jako więzień ciała wyzwalające się wraz ze śmiercią). Reszta szczegółow eschatologii co do – zarówno – nieba jak i piekła, ulegała wpływom ludowych, typowych fantazjomatów jakie przedstawia np. apokryficzna Apokalipsa Piotra. I co ciekawe apokalispa ta została oficjalnie odrzucona przez Kościół (lub nawet wszystkie Kościoły) jako Pismo natchnione. Jednak przedstawione tam wizje piekła do dzisiaj pozostają skutecznym straszakiem wobec „nieprawowiernych” chrześcijan (i to nie tylko z KK, ale wszelkich denominacji….). Oczywiście dzisiaj, gdy te eschatologiczne doktryny piekła/nieba istnieją (i są żywe, i bardzo atrakcyjne) w Kościele od blisko dwóch tysięcy lat, trzeba je jakoś „udowodnić” przy pomocy Pism natchnionych. Stąd wyszukiwanie oderwanych od historycznego kontekstu „rodzynków o obecności szatana np. już w Raju (jako węża) – chociaż samo takie slowo pada po raz pierwszy dopiero we wspomnianej już Księdze Hioba (i to we wcale odmiennej koncepcji!). Póżniej oderwane zupełnie od kontekstu średniowieczne (!) relacje o „upadających anielach” z ksiągi Izajasza z tradycyjną nazwą Lucyfera (o której już nie wielu pamięta, że było to łacińskie określenie Jutrzenki, czyli planety Venus). Itd. itd. Oderwane metodologicznie tego typu „rodzynki” dzisiaj wyraźnie kłócą się nie tylko ze współczesną wiedzą biblijną czy teologiczną, ale nawet ze zdrowym rozsiądkiem i zasadami podstawowej logiki.
Jak nie ma diabła, to kto, „u diabła”, kusi ludzi do grzechu? Bez diabła religia traci całkowicie nie tylko sens ale i urok. Bez diabła wszelkie nieszczęścia (pożary, choroby, powodzie, wojny, głód, itp) musimy przypisywać Bogu, który… wtedy staje się diabłem. Nie ma boga. Jest tylko diabeł. A papież F. jest jego delegatem.
urocze diablice
Pardon, mowa jest o piekle, diabeł to inna para kaloszy.
Czyli diabeł jest, a piekła nie ma?
To gdzie on mieszka? Może piekłem jest Ziemia, na którą trafiliśmy za grzechy naszych odpowiedników w innym świecie?
Polecam wiersz mistrza Różewicza, w nas, w nas i tylko w nas diabeł mieszka (Różewicz pisał o złu, ale to na jedno wychodzi).
>>….diabeł to inna para kaloszy.<<
Poproszę kilka zdań fachowca na temat tych kaloszy..
Z góry dziękuję.
ps.
Jedynym diabłem którego zawsze ceniłem to tryton.
Ma bardzo konkretne brzmienie w muzyce.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Tryton_(muzyka)
Panie Psorze – cóś się Wam ostatnio teologia trzyma w pionie jak pijany płotu. Na szczęście Pan chciał mnie ateistą – więc to nie moje zmartwienie.
Pozdrawiam
Co ma piernik do wiatraka, co ma frak do kamizelki ?
Staś pod kurtką nosił szelki, bo kapelusz był za wielki.
A że kurtka była mała, więc pończocha opadała.
.
Jaki ma sens dopatrywanie się logiki (tzw. Teologia) w bajkach opowiadanych w celu wyzbycia się lęku przed nieuchronnym końcem ? I poszukiwania w nich jakiejś prawdy ? Bo są odwieczne ? Wiek pokrywa przemyślenia naszych myślantów szlachetną patyną, gdy odlewamy je w brązie. Ale tak w rzeczywistości to jest tylko brud.
Ja tam mam szacunek do teologii jako ćwiczenia w myśleniu. Inni wolą psychoanalizę też cenię, ale mniej, jeszcze inni kognitywistykę, też ciekawa. Wszystko zależy czego się człowiek nauczył, ja akurat teologii, ale nie mam nic przeciw by teologiczne balony rozbijać, co też szanowni komentatorzy z gracją robią.
teologia jako ćwiwiczenie w mysleniu??
…..LOL
Psorze – Pan sobie daruje………
Co ja Panu poradzę, że dla Pana to świat „odjechany”, zachęcam do chwili refleksji i dystansu do własnych myśli. Dla Pana teologia to polskie teologiczne badziewo, ale proszę mi wierzyć na Polsce teologia się nie kończy.
Dla Pana teologia to polskie teologiczne badziewo, ale proszę mi wierzyć na Polsce teologia się nie kończy.
A gdzie się kończy teologia??
za słownikiem SJP – potocznie: mężczyzna ograniczony, nieodpowiedzialny, naiwny; głupiec, bałwan, dureń
….teolog……
Panie (sir) Jarku, naprawdę trudno się połapać o co Panu właściwie chodzi w Pana lakonicznych wypowiedziach. Oprócz kilku obraźliwych słów (łacznie z tymi spod budki z piwem…), wyrazistość Pana sądów jest dość mglista. Ale widocznie Pana elekwencja jest adekwatna do erudycji w swych efemerycznych pryncypjach….
(Panie) ……Mieczysławie – to po cholerę otwierasz??
oczywiście – jestem chamem…………
i gdzie mi do Twojego wykształcenia – Mieczysławie……LOL
za SJP – ……efemeryczność «krótkotrwały, szybko przemijający
„Ale widocznie Pana elekwencja jest adekwatna do erudycji w swych efemerycznych pryncypjach” – twoja też……LOL
Ostrzeżenie! Uprzedzam, że obraźliwe i wulgarne komentarze (część usunąłem) spowodują całkowite zablokowanie. Proszę regularnie brać środki uspokajające. Naprawdę, zaczynam mieć dość.
Po ciekawym artykule i znakomitym pierwszym komentarzu obsunęliśmy się tam, dokąd się zwykle obsuwamy, gdy poruszany jest jakiś trudny temat. Pozwolę więc sobie wrócić do ad remu, którym jest piekło. Nie będąc ani specjalistą ani erudytą, przypominam sobie jak przez mgłę którąś z książek Teodora Parnickiego, w której przedstawiono dusze w piekle czekające na werdykt papieża, ze piekła nie ma. Czy może piekło jest, ale nie ma mąk piekielnych, wiec dusze zaraz przestaną się męczyć. Cytuję to z pamięci, którą kiedyś miałem dobrą, choć Parnickiego nigdy nie udało mi się do końca zrozumieć. Podejrzewam, ze on sam tez miał z tym kłopoty.
A druga książka, która się natychmiast nasuwa, to oczywiście Mistrz i Małgorzata. Przedstawione tam piekło, jeśli to było piekło, wygląda zdecydowanie inaczej, niż chcieliby to widzieć Terlikowski i pobratymcy. Niewierząca dusza zostaje ukarana unicestwieniem, zaś nagrody za przyzwoitość udziela Szatan, jeśli to był Szatan, co staje się coraz mniej pewne w miarę czytania. A wszystko na ponad pol wieku przed Franciszkiem. Ciekawe, czy Franciszek czytał Mistrza i Małgorzatę. Panie Profesorze, czy Pan ma jakieś wiadomości na ten temat?