Stanisław Obirek: Papież Franciszek, czyli zabawa w ciuciubabkę4 min czytania

()

 

2018-06-05.

To już trwa blisko pół roku i wygląda jak kiepski serial bez dramatycznych zwrotów akcji. Tak naprawdę chodzi tylko o jedno – o uratowanie coraz bardziej katastrofalnego wizerunku Kościoła katolickiego w Chile.

Przypominam, co pisałem zaraz po wizycie w styczniu tego roku Franciszka w tym kraju. Otóż w czasie jej trwania ten sam papież, który od początku deklarował zdecydowaną walkę z pedofilią w instytucji, której od 13 marca 2013 przewodzi, bronił mianowanego przez siebie biskupa diecezji Osorno, że wobec niego „padają kalumnie”. A właśnie biskup Barros Madrid jest oskarżany o to, że był wspólnikiem księdza pedofila Fernanda Karadimy i pomagał tuszować jego czyny. Zapewnie nie bez powodu wierni od trzech lat domagają się odwołania biskupa.

Od tamtego czasu niby wiele się zmieniło. Franciszek spotkał się z ofiarami Karadimy, wezwał na dywanik cały chilijski episkopat, który po braterskim upomnieniu wzorcowo podał się do dymisji i… nic.

Życzliwy papieżowi jezuicki tygodnik „America”, napisał ostatnio, że „źródła rzymskie podają, że być może zaakceptuje on dymisję dziesięciu z nich, ale nikt tak naprawdę nie wie ilu I nie wiadomo, kiedy papież podejmie decyzję” (Sources in Rome think he could accept perhaps as many as 10 of them, but nobody knows for sure how many or when the pope will make his decisions known). Jako były jezuita mogę śmiało powiedzieć, że to jezuickie gadanie, z którego nic nie wynika.

Jest to tym bardziej niepokojące, że w kościołach lokalnych, odległych od Rzymu i wyraźnie marginalizowanych przez papieża jak choćby kościół polski, poczucie bezkarności i coraz większa bezczelność kleru wzrasta. Co widać bo absolutnym braku reakcji biskupów na poważnie udokumentowane publikacje i to nawet książkowe jak chociażby Celibat Marcina Wójcika czy Żeby nie było zgorszenia. Ofiary mają głos Artura Nowaka i Małgorzaty Szewczyk-Nowak. Zresztą Artur Nowak regularnie publikuje teksty na ten temat i z nich wyraźne wynika, że polski kościół robi wszystko by problem pedofilii zmarginalizować, a polskie sądy wyraźnie mu w tym pomagają.

No cóż, niechętnie, ale przyznaję, że straciłem serce do papieża Franciszka, a śledząc uważnie jego poczynania od pięciu lat mam wrażenie, że uczestniczę w znanej mi w dzieciństwie zabawę w ciuciubabkę. Niby przyjemna, ale niewiele z niej wynika. Mam wrażenie, że owszem – nie można odmówić argentyńskiemu papieżowi wiele ludzkiego ciepła i dobrej woli, ale tak naprawdę chciałby on wszystkich zadowolić. Jest to nie tylko pragnienie niemożliwe do spełniania, ale praktyczne konsekwencje takiej postawy są groźne i dla samej instytucji i dla tych, którzy próbują traktować z powagą. Muszę więc stwierdzić z ciężkim sercem, że papież zawiódł na wszystkich frontach, a jego „rewolucyjne czy reformatorskie” gesty są połowiczne i obracają się przeciwko niemu.

Dam jeden przykład. Bardzo mnie ucieszyło, że pozbył się z Kurii Rzymskiej trzech bardzo wpływowych kardynałów, którzy nadawali ton poczynaniom tej instytucji. Chodzi o Amerykanina Raymonda Burke, Niemca Gerharda Ludwiga Müllera i ostatnio Włocha Angelo Amato. Ten pierwszy zasłynął tym, że w wyborach prezydenckich 2004 roku odmówił komunii katolickiemu kandydatowi Johnowi Kerry’emu, dlatego, że był zwolennikiem aborcji, dzięki czemu zrobił błyskawiczną karierę w Watykanie (oprócz tego, że miał bardzo konserwatywne poglądy); ten drugi, wierny uczeń Benedykta XVI, od początku nie ukrywał wrogości wobec Franciszka i jego próby liberalizacji dyscypliny kościelnej, a ten trzeci dał się poznać przed laty jako zdecydowany przeciwnik otwarcia teologii na inne religie (zwalczał słynnego Jacques’a Dupuis).

Jednak było to pozbycie SI® na tyle łagodne, że tych dwóch nadal jeździ po świecie i przekonuje, że Franciszek nie ma racji i wspiera konserwatywne skrzydło w kościołach lokalnych (np. w Polsce). Odsunięcie od władzy aroganckich i wrogich papieżowi hierarchów nie jest równoważone promocją ludzi naprawdę sprzyjających jego próbom reformy. Owszem, nie odczuwają wrogiego ostrza rzymskich kongregacji, ale nic nie wskazuje na to by ich otwarte idee znalazły przełożenie na codzienną praktykę lokalnych kościołów. Przypomina to nieco politykę Jana Pawła II, który sam był otwarty na inne religie, a zwłaszcza na judaizm, jednak nie zrobił nic by zmniejszyć siłę rażenia antysemickich i ksenofobicznych poglądów reprezentowanych przez lokalny kler, jak chociażby w Polsce. Stąd poczucie pewności siebie promotorów takich postaci, jak kardynał August Hlond, który głosił otwarcie antysemicie poglądy. Jeśli dojdzie do jego beatyfikacji to będzie to ostateczne przekreślenie wieloletnich wysiłków zerwania z tym wstydliwym i groźnym dziedzictwem kościoła katolickiego.

Takich przykładów jest oczywiście więcej, a wszystkie wskazują na to, że papież Franciszek bawi się w ciuciubabkę i nie zamierza naprawdę zreformować swojej instytucji tylko przydać jej uroku. Mnie te kosmetyczne zabiegi przestały wystarczać i straciłem nadzieję, że coś może się naprawdę zmienić.

Stanisław Obirek

 

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

3 komentarze

  1. Magog 05.06.2018
  2. Magog 07.06.2018
  3. wejszyc 10.06.2018