Zbigniew Szczypiński: O polityce i politykach7 min czytania

()

 

 

2018-06-09.

Co tam Panie w polityce? Politycy trzymają się mocno!

Niech taka mała parafraza znanego wszystkim tekstu mistrza Stanisława będzie wstępem do przeglądu polskich polityków i uprawianej przez nich polityki.

Właśnie zakończyła się procedura parlamentarna kuriozalnej ustawy, zmniejszającej poselskie i senatorskie uposażenie o 20%. Posłowie i senatorowie rządzącej większości, bez entuzjazmu ale karnie, zagłosowali za tym, aby zmniejszyć im wynagrodzenie za pracę, za pełnienie mandatu posła i senatora RP.

To kuriozalna sytuacja – gdyby suma ich poborów była tak znaczna, że zmniejszenie jej o jedną piątą dawałaby kwotę ważącą w budżecie Państwa, a potrzeby byłyby tak wielkie i tak nagłe, to mógłbym to zrozumieć. Mało – taka postawa wybrańców narodu zasługiwałaby na szacunek i uznanie. Mało – wtedy wszyscy tacy, co nie zagłosowaliby za tym, słusznie by nazwani być mogli niegodnymi mandatu.

Tak nie jest. Ci co zagłosowali, zrobili to ze strachu przed prezesem rządzącej partii, co chce być Prezesem Polski (i dla swojego żelaznego elektoratu nim jest).

Czego bali się posłowie i senatorowie Zjednoczonej Prawicy? Bali się, że prezes nie wyrazi zgody na ponowne ich kandydowanie z list partyjnych. Strach przed utratą aprobaty prezesa, strach przed utratą uzyskanego mandatu, strach przed zmierzeniem się ze swoimi wyborcami bez pieczątki partyjnej spowodował, że zjedli tę żabę.

To koniec ich politycznej kariery. Dla wszystkich tych posłów i senatorów, nawet dla tych, którzy (a nawet w obozie Zjednoczonej Prawicy są tacy) wykazywali kompetencje i społeczną wrażliwość, którzy spełniali kryteria fachowości i uczciwości, dla nich także.

Koniec! Gra się skończyła, maski opadły, został tylko wstyd i pogarda.

Jeżeli dla tak małej sprawy, dla paru tysięcy złotych poselskiego czy senatorskiego uposażenia wszyscy, powtarzam wszyscy, posłowie i senatorowie obozu Zjednoczonej Prawicy ugięli się przed wolą czy kaprysem jednego człowieka to, w moich oczach, stracili prawo do pełnienia tych funkcji.

Mam pełną świadomość tego, że w obowiązujących zasadach wybierania posłów (zwłaszcza posłów) ukryta jest władza prezesów partii, zatwierdzających listy wyborcze. W wyborach do Senatu – w znacząco mniejszym stopniu. Ale tak w pierwszym, jak drugim przypadku, każdy kandydujący daje swoje nazwisko; to od niego – i tylko od niego – zależy, czy chce brać udział w tej grze. Jak dotąd, nie słyszałem aby kogoś, zmuszano do startowania w wyborach, jak dotąd…

Nie wiem co zrobi Pan Prezydent, może ustawy nie podpisać, może podpisać, może przesłać do Trybunału, zobaczymy co zrobi…

To jest dobry moment aby zastanowić się nad kilkoma ważnymi, jak sądzę, sprawami.

  • Czym jest polityka w Polsce? Teraz, w 2018 roku.
  • Kim są polscy politycy?
  • I co z tego wynika, dla nas, polskich obywateli, tu i teraz?

Tekst jest publicystyczny, a więc oceny będą skrótowe i gorące, tak gorące jak postawione pytania.

Polityka w Polsce jest walką o władzę – to normalne. Ale polska polityka nie jest walką o władzę w imię dobra wspólnego. To nienormalne.

Polscy politycy (w ogromnej większości) nie ubiegają się o możliwość rządzenia, o wpływ na rządzących. Ubiegają się o bycie obecnym na scenie publicznej. Bycie obecnym jest ważne. Przy rządach jednego człowieka wspomaganego przez słynną panią Basię liczy się obecność, nawet w kuluarach, nawet na korytarzach prowadzących do pani Basi; a nawet – obok tych korytarzy. Bycie obecnym na scenie publicznej postrzegane jest jako szansa na uzyskanie innych, materialnych najczęściej, korzyści.

Na poziomie państwa politykiem jest każdy, powtarzam, każdy poseł i senator. Wybory parlamentarne meblują scenę polityczna, powoływany jest premier i zatwierdzany zgłaszany przez niego rząd. Po każdych wyborach parlamentarnych rozpoczyna się normalna gra polityczna pomiędzy rządzącymi a opozycją, która najczęściej uzyskuje więcej głosów w wyborach niż partia rządząca, ale dzięki przyjętym wcześniej regułom przeliczania głosów na mandaty ma ich mniej niż zwycięska partia. To normalne, takie są reguły demokracji parlamentarnej.

W Polsce, w 2018 roku, te reguły przestają obowiązywać. Sejm, jego władze a zwłaszcza Marszałek Sejmu (wg obowiązującej Konstytucji – druga osoba w państwie), praktyczne likwiduje te reguły. Zmiany w regulaminie sejmowym, uprawnienia, jakie sobie nadaje Marszałek Sejmu, zmieniają demokrację parlamentarną w atrapę. Sejm, jako maszynka do głosowania, do zatwierdzania woli politycznej Prezesa, nie jest prawdziwym ośrodkiem władzy ustawodawczej – jest jego atrapą.

Tak jak atrapą stał się Trybunał Konstytucyjny!

Może to gorzka prawda, ale jeżeli tak jest (a jest) to płace posłów i senatorów powinny zostać zredukowane nie o 20% a do 20% obecnej kwoty. Nie ma za co płacić: nie ma obrad, nie ma dyskusji parlamentarnej, nie ma innych projektów niż pochodzące z obozu rządzącego (najczęściej zgłaszane jako projekty poselskie – w ten sposób obchodzi się obowiązek odbycia konsultacji i uzgodnień międzyresortowych). Za chwilę Prezes ogłosi, że tak jak w Chinach, parlament będzie zbierał się jedynie na uroczystych sesjach, raz do roku a może raz na kilka lat. Czemu nie, kto mu zabroni?

Czy tak się stanie? Nie wiem, wiem jednak, że tak się stać może. Do takich gorzkich refleksji skłania mnie doświadczenie z przeszłości i ogląd teraźniejszości. Wsłuchiwanie się w to, co mówi na przykład Jarosław Gowin, pozujący na inteligenta (może nawet na intelektualistę) z Krakowa. Minister Gowin, autor ustawy, którą nazywa Konstytucją dla Nauki, omawiając zamieszenie wokół niej, zamieszanie w samym obozie rządzącym, którego jest członkiem, nie potrafi zobaczyć swoich celów ministra od nauki w świetle tego co wyrabia pan Zbyszek, minister sprawiedliwości. Mimo że sam Gowin pełnił takie samo stanowisko w rządzie Donalda Tuska.

Jak może minister Gowin nie rozumieć tego, że nawet najlepiej pomyślane i przekonsultowane ze środowiskiem akademickim reformy realizowane będą w państwie, w którym zlikwidowany został trójpodział władz, że absolutna władza, to władza politycznej pieczątki i tego, kto taką pieczątką włada. Kto jak kto, ale Jarosław Gowin, były minister sprawiedliwości, nie może tego nie dostrzegać.

A to, że jako poseł, zagłosował za kuriozalną decyzją swojego znacznie ważniejszego imiennika, stawia go w tym samym szeregu innych wybitnych posłów PiS, takich jak poseł Pięta. Czy jeszcze wybitniejszy poseł, o którym obecnie głośno z powodu kłamstwa, opakowanego w honor przodków, co to pełniąc też funkcje z wyboru, zrzekali się pobierania wynagrodzenia za mandat. Poseł mówił, że nie będzie pobierał wynagrodzenia poselskiego, bo ma własną firmę… ale pobierał wynagrodzenie ,bo firma nie przynosiła dochodów. Oto próbka honoru posła partii rządzącej, znanego z akcji bezpośredniej wyrywania telefonów z rąk posłanki partii opozycyjnej filmującej sejmowe scenki, świadczące o gorszących praktykach sejmowych władz.

Poseł, polityk, w społecznej opinii Polaków, znajduje się na najniższych poziomach skali społecznego poważania i prestiżu. W ostatnich latach, w systematycznie prowadzonych badaniach opinii społecznej, notujemy stały spadek, na samo dno skali ocen. I nie było tu żadnej kampanii zohydzającej zawód polityka, jak miało to miejsce, za nasze, publiczne pieniądze, wobec sędziów. Politycy sami zapracowali na taką ocenę.

Tym bardziej gorący jest fakt, ze są tacy politycy, o których znacząca część społeczeństwa woła – „Jarosław – Polskę zbaw”

Jak długo jeszcze?

Zbigniew Szczypiński

Gdańsk

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

One Response

  1. Mr E 11.06.2018