2018-07-02.
Przed dwoma laty pisałem w SO o tygodniu spędzonym w Amsterdamie: „spędziłem w ‘sercu cywilizacji śmierci’ cały tydzień i wróciłem z nieskrywaną tęsknotą powrotu”. No i udało się: wróciłem i znowu spędziłem w stolicy Holandii tydzień.
Tym razem będę jednak posłuszny wskazaniu amerykańskiego językoznawcy i nie pozwolę innym określać własnej perspektywy postrzegania rzeczywistości, tylko napiszę tak, jak jest. George Lakoff pisał nie tak dawno, że nie powinniśmy pisać o amerykańskiej demokracji nieustannie odnosząc się do człowieka, który ją niszczy, tylko po prostu trzymać się faktów. A te z Donaldem Trumpem nie mają żadnego związku, tak jak i on z nimi. On tworzy swój świat, który przeminie razem z nim. Oby jak najszybciej, chciałoby się dodać.
Przed dwoma laty pisałem o życzliwości ludzi, dyskretnie obecnej religii, równie dyskretnie wycofanej polityce, kanałach, rowerach, o kuchni i muzeach – bo to najbardziej uderzające elementy miejskiego pejzażu. Gdy się przyjeżdża po raz kolejny, ma się ochotę zajrzeć poza tę sugestywną kurtynę. Tak też zrobiłem.
Tym razem moim przewodnikiem okazał się holenderski jezuita i historyk Paul Begheyn. Znamy się od lat i mój pobyt w Amsterdamie był okazją, by odnowić przyjaźń i porozmawiać o wspólnych przyjaciołach jezuitach w Holandii i w Polsce. Tak jak przed dwoma laty spotkaliśmy się z Paulem razem z moją żoną w bardzo znanej restauracji Cafe Luxembourg przy ulicy Spui, w sercu miasta. Rozmawialiśmy przed dwie godziny, najpierw o konferencji poświęconej literaturze hebrajskiej odbywającej się właśnie na tutejszym uniwersytecie, a która była głównym celem naszego przyjazdu, o sytuacji politycznej w obu naszych krajach, o katolicyzmie zaskakująco podobnym przez swój konserwatyzm i lęk przed współczesnością…
Ale przede wszystkim o bogactwie kulturowym jego kraju. Paul jest przede wszystkim historykiem i właśnie przeszłość jest jego pasją, ale też źródłem rozumienia chwili obecnej. Może to zabrzmi zaskakująco, ale mamy bardzo podobne zdanie na temat tego, co się dzieje w katolicyzmie holenderskim i polskim. Podobnie oceniamy też hierarchów obu Kościołów. Nie jest to ocena pochlebna. Pewnie dlatego, że jedni i drudzy (kardynał Utrechtu robi to w sposób znacznie bardziej agresywny niż nadwiślańscy biskupi) krytykują papieża Franciszka, zarzucając mu rozmywanie katolicyzmu. Paul i ja z żoną myślimy, że jest akurat odwrotnie, to Franciszek przywraca mu wiarygodność, a większość biskupów go kompromituje. W każdym razie to Paul Begheyn zwrócił naszą uwagę na kilka rzeczy które stały się dla nas objawieniem.
Zacznę od Ambasady Wolnego Umysłu; chętnym polecam stronę internetową z obszerną informacją:
Embassy overview
The Embassy of the Free Mind is a place where you can find wisdom from all over the world, where images and texts will tell you centuries-old stories created by free thinkers.
do której wybraliśmy się z ciekawością, bo właśnie tradycje wolnościowe nas oboje bardzo interesują. Nie jest łatwo do niej trafić, choć powoli staje się jedną z twarzy Amsterdamu pielęgnującego swoje tradycje otwarcia i tolerancji. Dlatego podaję adres tzw. domu z głowami: Keizersgracht 123.
Budynek wyróżniają nie tylko popiersia, które dały mu nazwę, ale również tradycja sięgająca XVII wieku. Zatrzymywali się w nim m.in. Baruch Spinoza, Jan Komeński (jako emigrant z Polski po potopie szwedzkim), a ja chciałbym wierzyć, że nie omijali go również Bracia Polscy, dla których Amsterdam po ich wyrzuceniu z kraju w 1658 roku stał się jednym z głównych centrów rozkwitu ich myśli. Wszak tutaj właśnie ich wspaniała Biblioteka Braci Polskich została opublikowana. Wspaniały katalog zawierający podstawowe informacje o zbiorach Ambasady Wolnego Umysłu jest dostępny również w języku polskim, gdyż gościło je w 2016 roku krakowskie Colegium Maius Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Liczne pomieszczenia Ambasady Wolnego Umysłu nie są jeszcze jednym muzeum Amsterdamu. To miejsce, gdzie można spędzić cały dzień i z pożytkiem można wracać wielokrotnie. Jego zbiory bowiem nie są martwymi eksponatami, ale zapraszają do studiowania i uważnej lektury. Przypominają, że istnieje alternatywa dla ortodoksyjnej i „jedynie słusznej” wykładni dziejów ludzkiego umysłu. To, co ortodoksyjne chrześcijaństwo odrzuciło, zniszczyło, spaliło i wymordowało tutaj znalazło schronienie. Muszę przyznać, że spędziliśmy w tym miejscu kilka godzin z poczuciem, że to nasz dom.
Naszym kolejnym celem, który wskazał nam Paul był Utrecht. Co tam widzieliśmy i co przeżyliśmy – opowiem następnym razem.
Stanisław Obirek
