2018-07-05.
Powiedzieć, że zapiekliło się w polskiej polityce, to nic nie powiedzieć. Powiedzieć, że „zapiekliło się” to za mało, bo spadamy na samo dno piekła, o którym wiemy, że wybrukowane jest dobrymi chęciami.
Jarosław Kaczyński konsekwentnie realizuje swój plan zbudowania państwa, w którym będzie mógł rządzić wiecznie. Nawet wtedy, gdy go już zabraknie, bo umrze (każdy kiedyś umrze). Stanowczość i konsekwencja, z jaką to robi, może nawet budzić podziw. Szacunek nie, bo szacunek mogą budzić rzeczy dobre. To, co robi prezes, w mojej ocenie jest złe, bardzo złe.
Po przejęciu mediów publicznych i przekształceniu ich w tubę propagandową rządu, po zniszczeniu Trybunału Konstytucyjnego jako organu orzekającego o zgodności z Konstytucją uchwalanego przez Parlament prawa, przejęciu Krajowej Rady Sądownictwa i wymianie przez ministra i prokuratora generalnego kilkudziesięciu niewygodnych dla niego prezesów sądów powszechnych – centrum władzy, zlokalizowane w siedzibie rządzącego ugrupowania przy ulicy Nowogrodzkiej w Warszawie, rozpoczęło przejmowanie Sądu Najwyższego. Sąd Najwyższy jest ważny: Sąd Najwyższy orzeka o wyniku wyborów a jego I Prezes jest, zgodnie z Konstytucją, przewodniczącym Trybunału Stanu.
Te dwa powody wystarczą, aby zrozumieć determinację rządzących do przejęcia kontroli nad Sądem Najwyższym.
Nie będę powtarzał wszystkich argumentów obecnych w przestrzeni medialnej, argumentów urzędników Kancelarii Prezydenta mówiących w jego imieniu, że I Prezes Sądu Najwyższego prof. Małgorzata Gersdorf nie jest już prezesem, bo przeszła w stan spoczynku, a Sądem Najwyższym kieruje wyznaczony przez Prezydenta sędzia Sądu Najwyższego Józef Iwulski i zupełnie jednoznacznych oświadczeń zarówno prof. Małgorzaty Gersdorf , jak i sędziego Iwulskiego, że jest całkowicie inaczej.
Słuchanie tego, co mówi władza i jej przedstawiciele jest trudne do wytrzymania, to obraża inteligencję myślącego człowieka. Warto zapamiętać kto to mówi — to może być i to będzie przydatne w przyszłości, gdy nastąpi przesilenie i przyjdzie czas rozliczenia.
No właśnie, czas rozliczania, czas naprawy państwa, zepsutego pod hasłem naprawy, wstawania z kolan, podnoszenia dumnie głowy i mówienia, że jesteśmy dumnym narodem i nikt nie będzie nas pouczał (to premier Morawiecki do posłów w europarlamencie), czas naprawy stosunków z Unią Europejską, a nie tylko z Izraelem czy Stanami Zjednoczonymi.
Duża praca do wykonania przed tymi, którzy będą musieli posprzątać po ekipie „dobrej zmiany”.
Teraz jest pora wakacji. To nie jest najlepszy czas do mobilizowania wielkich rzesz ludzi. Sąd Najwyższy wszedł w stan zamętu. Można przypuszczać, że Andrzej Duda, autor ustawy o reformie Sadu Najwyższego, nie odpuści. Jego miękkie stanowisko w dniu wejścia ustawy mogło być podyktowane względami czysto politycznymi – „zapieklenie” w drzwiach Sądu Najwyższego i próba siłowego zatrzymania sędzi Gesdorff, przy obecności wielu widzów, mediów, w tym wielu ze świata, byłoby klęską wizerunkową. Zwłaszcza że zbiegłoby się to z wystąpieniem premiera Morawieckiego w Parlamencie Europejskim w Strasburgu. To wystąpienie, całkowicie potwierdzające wszystkie oceny premiera jako esencji niekompetencji i braku wiedzy o faktach, byłoby jeszcze większą kompromitacją niż było.
Ale to już za nami. A co przed nami ?
Teraz zaczną się normalne dni rządowej młócki, urabiania opinii pisowskiego elektoratu o tym, jak to „ulica i zagranica” szkodzą Polsce, jak broni się ta złodziejska, postkomunistyczna kasta sędziowska, której nikt nie kontroluje, nikt nie rozliczył. Rządzący mają wszystkie narzędzia państwa, mają nieograniczone możliwości wydawania publicznych pieniędzy na swoje akcje, mają policję i prokuraturę, mają kościelne ambony i wysokich urzędników kościelnej hierarchii (działającej tak jak działa, przy biernej postawie Franciszka w Rzymie), swoją telewizję i swoje radio (dawniej publiczne).
I mają czas. Dużo czasu.
Strona społeczna tego wszystkiego nie ma. Ma jedynie przekonanie, że to, co robi, jest bardzo ważne.
Kto wygra tę walkę o przyszłość Polski?
Przedwczoraj, pod Sądem w Gdańsku było 800 osób, przyszedł Wałęsa, zapowiadał na dzień następny wyjazd do Warszawy. Wałęsa jako obrońca demokracji i sądów źle mi się kojarzy, ale trudno – liczą się każde ręce na pokładzie.
Tak naprawdę wszystko zależy od nas, obywateli. Nie wiele trzeba, trzeba być!
Zbigniew Szczypiński
Gdańsk
