2018-07-09
W porannej audycji redaktora Grzegorza Sroczyńskiego w TOK FM gościem był prezes PLL LOT – naszej flagowej firmy lotniczej. Redaktor Sroczyński jest dobrym dziennikarzem, jego rozmowy z zaproszonymi do studia gośćmi to prawdziwe rozmowy o autentycznych problemach.
Prezes Polskich Linii Lotniczych LOT zaproszony został w celu wyjaśnienia narastających konfliktów pomiędzy zarządem a związkami zawodowymi działającymi w LOT. Na pierwszy ogląd – banalna sprawa, takie konflikty są wpisane w istotę zarządzania firmą znajdującą się w trudnej sytuacji. LOT jest w takiej sytuacji; prezes barwnie opowiadał jak to udało się wyciągnąć LOT z zapaści finansowej i wejść na ścieżkę wzrostu. Wzrostu wszystkiego. Wymagało to, jak mówił prezes, restrukturyzacji zatrudnienia i generalnego cięcia kosztów wszędzie, gdzie tylko się dało.
Prawie pełen sukces.
Rozmowa red. Sroczyńskiego, jak zawsze perfekcyjnie przygotowanego od strony faktograficznej do rozmowy, pozwoliła na zobaczenie jeszcze innej twarzy prezesa zarządu PLL LOT – zatrudnionego jako jednoosobowa firma do świadczenia usług zarządczych, nie będącego pracownikiem PLL LOT, a będącego pracownikiem swojej, jednoosobowej firmy.
Prezes bardzo ostro protestował przeciwko używaniu przez red Sroczyńskiego powszechnie używanej nazwy „umowy śmieciowe” na których pracuje prezes firmy PLL LOT i cały personel latający, piloci, nawigatorzy, mechanicy i cały personel pokładowy – stewardesy i stewardzi. Zdaniem prezesa, określenie to obraża tych wszystkich ludzi, ludzi jego zdaniem, przedsiębiorczych – co to biorą swoje sprawy w swoje ręce i wcale nie chcą pracy na etacie.
Zupełnie inaczej wypowiadały się przedstawicielki związku zawodowego działającego w jego firmie, które były gośćmi redaktora Sroczyńskiego w takiej samej audycji tydzień wcześniej. Zdaniem tych kobiet, działaczek związkowych organizujących akcję strajkową, śmieciowe umowy są klęską dla pracowników, zmuszanych przez zarząd firmy do tej formy zatrudnienia i stwarzają one realne zagrożenia dla bezpieczeństwa lotów pasażerom PLL LOT.
Powody, dla których jest właśnie tak, są proste – pracownicy na samozatrudnieniu zarabiają tylko wtedy, gdy wylatają duże ilości godzin bez względu na swój stan zdrowia; stewardesy wprost mówiły, że ta forma śmieciowej umowy o pracę to najlepszy środek antykoncepcyjny, jako że ciąża, z mocy przepisów o bezpieczeństwie lotów odsuwa je od pracy nie dając innych możliwości. Piloci podejmują obowiązki nawet gdy są chorzy i przemęczeni, a personel pokładowy, stewardesy, mają obowiązek, obok podawania posiłków i napojów w długich, wielogodzinnych lotach transatlantyckich, czyszczenia samolotowych toalet, bo firmy nie stać na zatrudnienie osoby do tych zadań.
Sprawa czyszczenia samolotowych toalet (a jest naprawdę co czyścić: ponad 200 pasażerów, turbulencje, wiele godzin – nawet 10– w powietrzu, choroby lokomocyjne i co tam jeszcze chcecie, na przykład niska kultura osobista wielu pasażerów) stała się ważnym wątkiem rozmowy redaktora z prezesem. Prezes przedstawił się jako ten, który, gdy jest na pokładzie „swojego” samolotu, bierze rękawice, środki czyszczące, na przykład wrzątek, i osobiście sprząta toaletę. Prezes mówił to z takim zapałem, miał w głosie taki entuzjazm, jakby sprawiało mu to autentyczną przyjemność. Mówiąc to, podkreślał, że robił to wielokrotnie aby dać przykład tym stewardesom, które, gdy nie miały tego w zakresie obowiązków, tego nie robiły – a gdy im to wpisano, nie są z tego zadowolone; a tym bardziej szczęśliwe. Zdaniem prezesa – powinny, powinny również dlatego, że firma szukać musi oszczędności i nie stać jej na zatrudnienie na takich liniach dodatkowych osób obsługi.
Nie ma sensu zajmować się tutaj tym, kto ma sprzątać samolotowe toalety – czy można przypisać to jako obowiązek dla zarządu firmy, a zwłaszcza jej prezesa, czy znaleźć jakieś inne, bardziej racjonalne rozwiązanie. Piszę o tym dlatego, aby wybrzmiało to, co teraz nastąpi. W emocjonalnej rozmowie redaktora z prezesem padły konkretne, mierzalne kwoty obrazujące wysokość uposażeń personelu latającego i prezesa firmy.
Prezes, mówiąc o swoim wielkim zaangażowaniu w poprawianiu kondycji finansowej firmy PLL LOT, jako przykład tego zaangażowania podawał siebie jako sprzątacza samolotowych toalet. Przyznał jednocześnie, że jego wynagrodzenie jako pracownika zewnętrznej, jednoosobowej firmy świadczącej usługi zarządcze wynosi 15 krotność średniej wynagrodzenia w firmie, co daje mu, jak to szybko wyliczył redaktor Sroczyński, 41 tysięcy miesięcznie na rękę. Prezes przyznał, że nie wie dokładnie ile to jest, bo nie ma czasu sprawdzać co mu tam wpływa na konto, ale to taka chyba kwota. Rozmówcy zgodzili się, że to jest godna płaca. Też tak uważam.
Ale problem robi się dopiero wtedy, gdy doliczymy kwotę ponad dwóch i pół miliona złotych jaką Rada Nadzorcza, działając w imieniu właściciela – to znaczy nas wszystkich obywateli RP, przyznała zarządowi za, jak sam to określił, wykonanie nakreślonych zadań. Prezes za żadne skarby nie chciał się zgodzić na określenie, że to jest premia czy nagroda, nie padła też z jego strony żadna propozycja jak nazwać te pieniądze. Które, jak przyznaje, otrzymał w kwocie dla niego ponad miliona złotych.
I tu jest sens całej tej sprawy. Na prostą i oczywistą w świetle trudnej sytuacji finansowej LOT–u uwagę redaktora Sroczyńskiego, że zarząd i jego prezes mógł zrzec się tych pieniędzy dla dobra firmy, dla przykładu, dla okazania swojego firmowego patriotyzmu – prezes zamilkł. Nie miał nic do powiedzenia poza oskarżaniem redaktora o populizm.
Naprawdę to jest populizm?
Czy prezes firmy w trudnej sytuacji, mający godną płacę (15 krotność średniej w swojej firmie) nie może zrzec się tych dodatkowych pieniędzy, które dają mu w efekcie łączne dochody na poziomie 100 tysięcy miesięcznie choćby po to, aby było za co zatrudnić osoby do czyszczenia samolotowych toalet w transatlantyckich rejsach na jakich tak zależy PLL LOT?
Bazując na swoim niemałym doświadczeniu z zatrudnianiem i ocenianiem wyższych kadr menedżerskich w Polsce odpowiadam – prezes tego nie mógł zrobić, bo prezes nie jest pracownikiem PLL LOT. Prezes, będący rozmówcą redaktora Sroczyńskiego, pracuje we własnej firmie, a interesy tej firmy nie muszą się pokrywać z interesami firmy, którą aktualnie zarządza. Taka jest brutalna prawda o systemie zatrudniania szefów firm w takich konstrukcjach prawnych, poczynając od historycznych już kontraktów menedżerskich przez wszystkie inne formy samozatrudnienia.
Zaczęło się od tego, że stwarzało to szansę na ucieczkę od sztywnych taryfikatorów branżowych (kto to jeszcze pamięta), od możliwości niepłacenia i tak spłaszczonych i niskich podatków od wynagrodzeń – daniny na rzecz wspólnoty, po wszystkie skomplikowane konstrukcje umów w spółkach z udziałem kapitałów zagranicznych i czego tam jeszcze chcecie.
Prawdziwy patriotyzm zakładowy nie powstanie w oparciu o kontrakty i umowy firma – firma To zupełnie nie to, to nie ta bajka, nie ta rzeczywistość.
Firma PLL LOT jest nadal w kłopotach, przy takiej motywacji jej szefa szansa na wyjście z tych kłopotów wydaje się mała.
Zbigniew Szczypiński
Gdańsk

Zupełnie sie nie zgadzam z Autorem. Redaktor Sroczyński, był dość średnio przygotowany faktograficznie i występował wyłącznie z perspektywy personelu latajacego LOTu. Z uporem maniaka upominał się o etaty, zamiast „umów śmieciowych”, sugerując wyższość etatu nad samozatrudnieniem. Redaktor Sroczyński od dawna głosi takie „prawdy objawione” jako zdeklarowany przeciwnik liberalizmu. Dodajmy – przeciwnik ideologiczny, nie dysponujący żadnymi, racjonalnymi argumentami przeciow liberalizmowi. Nawiasem mówiąc umowami śmieciowymi nazwał umowy B2B, czyli umowy o tzw. samozatrudnieniu. W nosie miał najważniejszą dla każdej firmy cechę jej działalności – rentowność. Bez rentowności nie ma szans na przetrwanie firmy ani na jej rozwój. Rozmowę zdominowało przepychanie się słowne na temat sprzątania toalet w samolotach oraz populistyczne sugerowanie prezesowi, że zbyt dużo zarabia. Sugerowanie przez Autora, że prezes LOT powinien zrezygnować z premii jest bardzo populistyczne. Można rezygnować, gdy firma jest na skraju upadłości i taki gest pozwala ją uratować.
Tymczasem rozmówca Sroczyńskiego, prezes LOT, jest wystarczajaco niesympatycznym arogantem, pewnym siebie i nieznoszącym sprzeciwu „menedżerem” typu – po trupach do celu. Można było zaatakować go i pokonać z wielu innych, bardziej wrażliwych apektów działalności tej linii lotniczej. Np. LOT odwołuje wiele lotów i pasażerowie zostają na lodzie do tego stopnia, że skrót nazwy LOT sarkastycznie rozwijany jest jako Late Or Tomorrow. Brak poruszenia przez prowadzącego rozmowę takich czułych, miękkich i niechlubnych aspektów działania LOTu spowodowało, że prezes wychodził z rozmowy jako ten dzielny uzdrowiciel firmy a nie jako niekompetetntny, pisowski nominat partyjny golący kasę nieproporcjonalną do swoich zasług.
Redaktorowi Smoczyńskiemu ideologiczne przekonanie o jedynej własnej racji zwykle przeszkadza w zbadaniu problemu.
W tej audycji musiał spodziewać się, że ważny przedstawiciel d.zmiany będzie prowadził narrację zwycięską i wzmożoną. Prowadzący powinien umieć zweryfikować te 'sukcesy” ekonomiczne LOT-u, a to pole poddał zupełnie. Trudno przydać mu walorów dobrego dziennikarza, także i w tym wypadku.
Nb. Poprzedni atak przypuszczony na Kongres Kobiet bez rozmowy z firmą zatrudniającą mobbowane kobiety ze służb porządkowych, a więc z główną winowajczynią zaistniałego konfliktu, też nie buduje pozycji dobrego dziennikarza. Ideolo ponad wszystko, a przy tym redaktor lubi o to właśnie oskarżać innych.
@JUREG – miałem bardzo podobne wrażenia z tego ataku na Kongres Kobiet. Takim nierzetelnym dziennikarstwem nie da się rozmawiać o istotnych problemach społecznych.
Do Sławka i Jurega ! Nie jest w moim zwyczaju „wchodzić” w dyskusję po swoim tekście ale…
Czytając wszystkie te wpisy nie mogę zrozumieć ich autorów. Nie będę spierał się o redaktora Sroczyńskiego, każdy może mieć tu własne oceny (dla mnie to bardzo dobry dziennikarz a patrząc na to co dzieje się w polskim dziennikarstwie – wybitny). Tekst jest nie o tym czy redaktor Sroczyński to dobry czy zły dziennikarz. Chciałem napisać o tym, czy duża firma, działająca w sferze usług, w sferze transportu lotniczego, tam gdzie występuje zagrożenie katastrofą lotniczą, może mieć załogę składającą się z autonomicznych podmiotów zatrudnionych we własnych firmach i jako te firmy świadczące usługi na rzecz PLL LOT.
Pomijam uwagi – wynikające z zaślepienia autorów skrajnym liberalizmem gospodarczym, które pozwala im na formułowanie swoich ocen dotyczących przewagi samozatrudnienia nad umową o pracę,( a swoją drogą, jako wyznawcy liberalizmu, dlaczego Panowie nie postrzegacie łamania wolności tych pracowników, którzy nie chcą tej formy samozatrudnienia a chcą umowy o pracę,- czy nie jest to łamanie ich wolności ?)
Zostawmy spory ideologiczne. Wszystko co wiem na temat zarządzania, systemów organizacyjnych których głównym celem, jak to przy systemach zwykle, jest trwanie – to cel główny, ale i rozwój. Rozwój systemu (każdego systemu, firma to tylko przykład systemu) jest drugim z najważniejszych celów.
Jeżeli szefem firmy zostaje człowiek, traktujący ją jako obiekt swoich działań, jeżeli jest „na zewnątrz” firmy i doprowadza do tego, ze wszyscy najważniejsi ludzi dla funkcjonowania firmy, dla realizacji jej zadań, zadań wpisanych w jej misję są również „na zewnątrz”, co oznacza, że ich identyfikacja z firmą jest rzeczowa a nie osobowa, to w przypadku takiej firmy jaką jest przewoźnik powietrzny, a takim jest PLL LOT, wypadek, katastrofa to tylko kwestia czasu. Złośliwe, ale i prawdziwe, odczytanie co znaczy w języku angielskim skrót LOT jest tego odbiciem, jak dotąd w świadomości, w języku a nie w realu -i oby tak zostało.
To tym miał być ten tekst – skoro nie udało mi się wcześniej to może teraz
Pozdrawiam Slawka i Jurega serdecznie, bez ideologicznych kontekstow
@ ZBYSZEK123 – warto czytać dokładnie rzeczy komentowane. Uwagi Autora przyjmuję z pokorą i dźwięcznością, zwłaszcza zaś dźwięcznością ze śmiechu. Szczególnie jestem dźwięczny za uwagę o rzekomo także moim stanie zaślepienia „…skrajnym liberalizmem gospodarczym,” gdzie rzekomo głoszę przewagę „… samozatrudnienia nad umową o pracę”, oraz nie rozumiem „… łamania wolności tych pracowników, którzy nie chcą tej formy samozatrudnienia a chcą umowy o pracę”.
Po kolei parę wyjaśnień:
– nie jestem zwolennikiem żadnej skrajności, w tym także skrajnego liberalizmu; różnica miedzy mną a panem Sroczyńskim w wypowiedziach o liberaliźmie polega na tym, że nie oceniam liberalizmu ideologicznie a pragmatycznie; pragmatyzm podpowiada, że wszyscy rzetelni krytycy liberalizmu (merytoryczni, naukowi) mają wiele racji a ich rozumowanie grzęźnie we wnioskach – nie umieją zaproponować niczego w zamian co byłoby równie efektywne i spójne; ergo – nie ma spójnej i efektywnej alternatywy liberalizmu; właśnie ćwiczymy eskperyment trumpizmu jako przykład złudzeń ekonomicznych i nieszczęścia czekają nas srogie,
– pan Sroczyński w komentowanym wywiadzie nagminnie posługiwał się pojęciem „umowy śmieciowe” które dotyczą umów o dzieło i umów zlecenia, natomiast nie odnoszą sie do umów tzw. samozatrudnienia, czyli umów z opłacanym ZUSem; historia tych wszystkich umów w Polsce stoi na głowie, w wyniku braku reform ZUSu, systemu opieki zdrowotnej oraz systemu emerytalnego, co powoduje, że m.in. koszty ZUSu uczyniły działalność LOTu nierentowną,
– zapaść ekonomiczna była tak wielka, że LOT powinien dawno splajtowac i UE warunkowo zgodziła się na pomoc publiczną państwa polskiego pod warunkjiem restrukturyzacji kosztów, co LOTowi sie udało; nie tylko w wyniku działania obecnego zarządu,
– konflikt miedzy wolnością pracowników domagających się etatów a umowami samozatrudnienia polega z grubsza na tym, że za ich wolność i komfort pracy nie ma kto płacić – państwo nie może a rynek nie toleruje takich kosztów pod rygorem upadłości; zatem pytanie o wolność jest retoryczne – albo wolność i plajta , albo perspektywa długoterminowego zatrudnienia na umowach samozatrudnienia,
– wreszcie Autor nie rozumie, że samozatrudnienie nie ma wpływu na ryzyko katastrof, bo umowy B2B wymagają respektowania wszystkich procedur bezpieczeństwa IATA, przez wszystkie podmioty zaangażowane a pilot, stewardessa, czy personel techniczny to odrębne podmioty gospodarcze związane umowami i procedurami IATA i LOTu,
– identyfikacja osobowa czy rzeczowa to są pojecia z zakresu teorii organizacji czy wręcz socjologii organizacji sprzed +/- 50 lat i odnoszą się do wiedzy historycznej o wielkich organizacjach; w świecie współczesnym większość organizacji zaprojektowana jest na integrację pozioma i zadaniową.
– chciałbym aby ten skrót LOT był teoretyczny, alke niestety nie jest: http://wyborcza.pl/7,155287,23613177,loty-lot-u-masowo-odwolywane-i-opoznione-samoloty-sie-posypaly.html?disableRedirects=true#mBoxNajcz
Reasumując – nie pisałem nigdzie, że pan Sroczyński jest kiepskim dziennikarzem; owszem napisałem że w sprawie liberalizmu jest uprzedzony ideologicznie i sciga tę doktrynę za grzechy prawdziwe a jeszcze bardziej za urojone. Niestety ideologia rzutuje na rzetelność ocen rzeczywistości tam, gdzie brak dobrej woli i /lub brak wiedzy dziennikarza każe mu szukać przejawów liberalizmu.
Dziękuję za pozdrowienia i pozdrawiam Autora wzajemnie bez żadnych ideologicznych konotacji.