Zbigniew Szczypiński: Klientelizm…

2018-07-14.

…polityczny i kleptokracja

[dropcap]N[/dropcap]ic o 550 rocznicy polskiego parlamentaryzmu.

Nie tylko dlatego, że to bardzo umowna liczba lat, która miałyby wyznaczać nasze, polskie dokonania w tej sprawie. Każde święto ma to do siebie, że następnego dnia jest już po święcie, a już jest ten następny, kolejny dzień, w którym „pisowska” rewolucja trwa. Nic się nie skończyło, żadnych symptomów znużenia, zmęczenia, nadal rewolucyjny ogień w oczach armii i kolejne, dla niektórych zaskakujące i trudne do zrozumienia decyzje wodza.

Przykładem takiej decyzji, ogłoszonej przez Jarosława Kaczyńskiego na kuriozalnej co do formy konferencji prasowej, w trakcie trwania obrad Komitetu Politycznego Prawa i Sprawiedliwości, było zakomunikowanie zebranym mediom, że nikt z członków partii, kto zasiada w radach nadzorczych różnych spółek i będący równocześnie radnym samorządowym, nie znajdzie się na listach Prawa i Sprawiedliwości w nadchodzących wyborach do samorządu terytorialnego.

Prezes zakomunikował tę decyzje i na tym zakończyła się ta dziwna konferencja prasowa.

Bezpośrednio po niej pojawiły się różne interpretacje, różne tłumaczenia tego wydarzenia – były i takie, które wyjaśniały, że to był tylko pretekst, aby Kaczyński pokazał się publicznie – że jest, że żyje, że ma się względnie dobrze i trzyma stery swojego ugrupowania twardą ręką. Stoi na lekko osłabionych nogach, kulą podparty – ale rządzi.

Tyle wspomnień, teraz ad rem..

Partia PiS i w ogóle Zjednoczona Prawica prowadzi konsekwentnie proces zawłaszczania państwa w jednym tylko celu – utrzymania raz zdobytej władzy, w wyniku wyborów prezydenckich i parlamentarnych w 2015 roku. Tak się wtedy porobiło, że lewica poszła do wyborów w koalicji. Próg wyborczy dla koalicji wynosił 8 %, zabrakło im mniej niż 0,5 % — lewicy nie ma w Sejmie, a zwycięski obóz Zjednoczonej Prawicy uzyskał większość; ma więcej niż 230 mandatów i pojechało…

Jubileusz 550-lecia polskiego parlamentaryzmu przypadł na czas wygaszania Sejmu jako głównego ośrodka władzy ustawodawczej. Sejm stał się maszynką do głosowania ustaw, wnoszonych najczęściej jako poselskie – bo wtedy nie ma obowiązku konsultacji i uzgodnień międzyresortowych. Marszałek Kuchciński używa swojej władzy do kneblowania debaty i karania opozycyjnych posłów za wszystko – tak, aby całkowicie zanikła rola sejmu jako ośrodka sporów politycznych, ucierania poglądów, wypracowywania kompromisów.

Prawo i Sprawiedliwość ma arytmetyczną większość i przepycha swoje prawo przez Sejm z szybkością charakterystyczną dla krajów, w których rządzi satrapa, wódz czy dyktator (to po następnych wyborach odbywanych pod rządami nowego „pisowskiego” prawa).

Naprawdę – nie ma czego świętować. Naprawdę – ten prezydent i ci marszałkowie nie są tymi, którym przynależy rola gospodarza uroczystości rocznicowych.

Wróćmy do pozornie zaskakującej decyzji Prezesa o niekandydowaniu w wyborach tych, którzy łączą mandat samorządowca i funkcję w radach nadzorczych czy władzach państwowych spółek czy firm. To nie jest mała grupa. W skali kraju to dziesiątki tysięcy ludzi, członków partii albo związanych z nią osób. W politologii nazywa się to klientelizmem. To negatywne zjawisko występuje w każdym czasie, ważna jest skala  – a ta za obecnych rządów „dobrej zmiany” jest wyjątkowo duża.

Gdy zaczynała się rewolucja, gdy po wyborach 2015 znaleźliśmy się po raz pierwszy od transformacji lat 89/90 w sytuacji rządów jednej formacji, formułowałem kilkakrotnie tezę, że PiS z partii kadrowej stanie się partią masową, że będzie tak jak w starym systemie, gdzie PZPR miał, w szczytowych latach trzy miliony członków, a partia była wszędzie. W każdym biurze, fabryce, mieście, dzielnicy, wsi… Wszędzie.

PiS jest nadal partią kadrową, masowy jest układ klientowski, wiązanie ogromnych rzesz ludzi z obozem rządzącym zwykłym interesem ekonomicznym, po prostu pieniędzmi. Oznacza to, że decyzja Prezesa o niemożności znalezienia się na listach wyborczych do samorządu przez tych, którzy zostali wybrani, mają mandat a jednocześnie poszli na dobrze (a nawet bardzo dobrze) płatne stanowiska, obsada których zależy od woli politycznej rządzących jest logiczna i dobrze przemyślana.

W nowych wyborach otworzy się szansa dla tysięcy nowych ludzi – klientów władzy. Zasiądą w samorządach, a po jakimś czasie zajmą miejsca po tych, którzy już się urządzili, zarobili tyle, że są już ustawieni materialnie i mogą się sprawdzić w innych miejscach. Przyglądając się szybkiej rotacji na stanowiskach prezesów dużych spółek skarbu państwa, wysokości ich zarobków, wysokości odpraw wypłacanych odchodzącym ze stanowisk łatwo zrozumieć ten mechanizm. Nie są to jeszcze układy oligarchiczne takie jak w Rosji, czy na Węgrzech, nie ta skala. Jeszcze nie ta skala, jeszcze nie teraz.

Ale gdy zostanie całkowicie zdobyty wymiar sprawiedliwości – tak jak to stało się z jego ważnymi elementami : prokuraturą, Trybunałem Konstytucyjnym, Krajową Radą Sądowniczą, Sądem Najwyższym, sądami powszechnymi, policją, służbami specjalnymi, gdy padną wolne media – to co się stanie ?

Trzeba zgodzić się z Donaldem Tuskiem, który z oddali, z Brukseli, przypomniał dziś starą prawdę – w państwach, w których te wszystkie ośrodki mogące kontrolować rządzących stają się ich łupem rozwija się zawsze kleptokracja – rządy złodziei.

Zbigniew Szczypiński

Gdańsk

Print Friendly, PDF & Email

3 komentarze

  1. narciarz2 2018-07-14
  2. WS 2018-07-15
  3. slawek 2018-07-15
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com