2018-07-27.
Byłem w czwartek 26 lipca 2018 przed pałacem prezydenta. To nie był wieczór ani przełomowy, ani historyczny. Ot kolejna próba wyrażenia niezgody na to, co jest.
Zgromadziliśmy się tuż po podpisaniu przez głowę państwa ustawy niszczącej ostatecznie marzenia o niezależnych sądach. Wsłuchiwałem się w historie osiemnastu osób, które opowiadały – dlaczego przyszły protestować i co je oburza w zachowaniu prezydenta RP. Myślałem podobnie i pewnie kilka tysięcy osób, które nagradzały brawami wszystkie wystąpienia też myślało podobnie. Niektóre były oburzone, inne próbowały rozumieć racje człowieka, który przestał spełniać pokładane w nim nadzieje. Były to głosy przeważnie ludzi młodych, zabrało głos nawet jedno dziecko, które zebrało największe brawa. Wszystko to było poruszające z jednej strony, ale też budzące bezsilną wściekłość. Dlaczego władza postanowiła zniszczyć to państwo, które z takim trudne buduje demokrację? Trudno dociec.
Próby nakreślenia psychologicznych portretów głównych „bohaterów” tego wieczoru zawodzą. Jarosław Kaczyński, Andrzej Duda, parlamentarzyści, dziennikarze „narodowych i niepokornych” mediów sprawiają wrażenie jakby pojawili się z innej planety. A jednak to oni mają stabilny elektorat, policję, wojsko, a teraz nawet sądy. Więc jednak są stąd, z tego kraju. Owszem są przekonani, że stanowią jego najlepszą cząstkę. Dla mnie to cząstka dziwna, odrażająca. Nie potrafię pojąć jak można rezygnować z tego, co jest istotą człowieczeństwa.
Czytam też komentarze z różnych mediów polskich i zagranicznych. I nic. Jestem coraz głupszy, a raczej coraz mniej rozumiem.
A jednak dobra energia, uśmiechy, życzliwość zgromadzonych daje jakąś wątłą nadzieję, że nie wszystko stracone. Że większość z nas pozostanie sobą i nadal będzie dobrze myśleć o świecie. Może to ta energia zmieni ten świat?
Okaże się to już niebawem przy urnach wyborczych. Pojawiają się ludzie chętni do zmiany, oby pojawiło się ich jak najwięcej i oby ta zmiana nie była już ani dobrą, ani lepszą.
Marzy mi się powrót do normalności.
Stanisław Obirek


„A jednak to oni mają stabilny elektorat, policję, wojsko, a teraz nawet sądy. ” Kolejny raz warto powtarzać, że PiS wybrało 18% uprawnionych do głosowania. Ich elektorat nie przekracza 30% bioracych udział w wyborach. Policję, wojsko mają na zasadach rządzącej większości. Sądów zdecydowanie nie mają, a raczej w środowisku sędziowskim panuje determ inacjha na rzecz zachowania niezawisłości.
Pisowcy nabroili tyle, ze zbliżamy sie do przesilenia i właśnie teraz nie wolno pozwolić sobie na beznadzieje i bezsilność. Ostatnie wystąpienie JK wskazywało na to, że jest to człowiek bardzo poważnie chory; dużo poważniej niż sie oficjalnie podaje. Buńczuczne zapowiedzi, tromtadracja, wymachiwaniue szbelką skończy sie tak jak z ustawą o IPN. Uszy po sobie i chodu….do mysiej dziury.
To niszczenie dorobku III RP jest ciężką chorobą tego społeczeństwa, chorobą mającą swoje źródła w historii Polski i poważne przyczyny także w elitach III RP. Nie ucieknbiemy od odpowiedzi i od odpowiedzialności dlaczego obok nas istnieje Polska autorytarna, prymitywna i chamska, gotowa z zawiści zgnoić rodaków, Polska „…dziwna, odrażająca”. Płacimy cenę za iluzję równowagi społecznej, iluzję nowoczesnego społeczeństwa europejskiego, iluzję KRK jako kościoła chrześcijańskiego i wiele innych iluzji. Nie zmienimy niczego uciekając w iluzje i zamykając oczy na konieczność rozwiązywania wielu, zasadniczych problemów. A jaka zmiana nastąpi przy urnach wyborczych zależy także i przede wszystkim od nas samych, en bloc.
Ależ ja własnie o tym piszę, że „jaka zmiana nastąpi przy urnach wyborczych zależy także i przede wszystkim od nas samych, en bloc”. I pisząc o dobrej energii protestujących wyrażam swój niepoprawny optymizm! Bo mimi napinania min rządząca ekipa jest już przegrana.
Nie zróbmy jednak błędu lekceważąc ranionego rekina.
Dla tych wierzących w wybory , polecam całkiem prawdopodobną teorie dr M.Migalskiego : Chociażby wybory 2019 roku zostaną nieuznane, bo kluby „Gazety Polskiej” oraz posłowie PiS-u wezwą swoich zwolenników do pisania protestów. Pism w tej sprawie przyjdzie 3 mln i SN orzeknie, że co prawda koalicja PO-Nowoczesnej wygrała wybory, ale nie zamknięto o odpowiedniej porze dwóch lokali albo w ogłoszeniu była nieprawdziwa informacja o wykształceniu kandydata i to mogło wprowadzić obywateli w błąd i wpłynąć na przebieg głosowania, zatem wybory trzeba powtórzyć.
Nie przesądzałbym wagi wyborów (choć naturalnie są ważne) znacznie istotniejsza jest jakość debaty publicznej. A ta nie może się koncentrować tylko na PiS, nawet jeśli to ranny rekin. Takie spojrzenie (przypominam, że dr Migalski swego czasu był związany z tym obozem) zawęża perspektywę.
Główny problem Polaków sprowadza się do braku poważnej debaty o przyszłości. Co dalej, co po PiSie? Od 3 lat główna partia opozycji parlamentarnej nie proponuje nic w zamian oprócz powrotu do prawnego „status quo ante”. Deklaracja naprawy instytucji zniszczonych przez PiS jest ważna, ale dalece nie wystarczajaca. Naprawiamy czy naprawiając radykalnie wzmacniamy i uodporniamy na przyszłe zakusy autorytarnych polityków? Nadal nie mamy poważnej, całościowej diagnozy dlaczego PiS ma takie poparcie jak miał i ma nadal. Cząstkowe badania Gduli czy inne przyczynkarskie studia nie dają obrazu całosci. A jeżeli nie ma diagnozy, nie ma takze możliwych scenariuszy pozytywnych. Pragmatycznie warto sie zgodzic z ojcami założycielami SO, że nie ma czasu na spory – wobec śmiertelnego zagrożenia musimy się skupić wokół wielkiej koalicji PO + pozostałe partie opozycyjne aby odsunać PiS od władzy. Ale co dalej? PO za czasów Tuska i obecnie Schewtyny nie słucha nikogo i niczego a swiat polskich uczonych ma w głębokim poważaniu. Zabetonowanie sceny politycznej między PiS i PO jest dla Polski zabójcze. PO, nawet jesli wygra nie jest żadnym rozwiązaniem bo po jej miałkiuch i konserwatywnych rządach nastapiłaby jeszcze większa recydywa PiS. Moim zdaniem SO jest miejscem gdzie taka poważna debata powinna sie toczyć. Jej wnioski powinny być batem na przyszłych rządzących po odsunięciu PiSu aby nie sknocili możliwości dokonania zasadniczych zmian w Polsce. Punktem wyjścia jest aktywizacja polityczna następnych pokoleń czyli dziejszych 30 i 40 latków, bo nasza sejmowa polityka stacza sie szybko w otchłań gerontokracji i to nierzadko dosłownie i w przenosni pijanej. Czas aby obywatele rp, akcja demokratyczna i czarny protest zaczeły wyłaniać konstruktywne siły polityczne a nie tylko siły demonstrujące niezadowolenia na ulicach.
Protest, o którym pisze prof. Obirek, obejrzałem na FB. Bardzo mnie ucieszyła obecność młodych ludzi (z wyjątkiem tej dziesięciolatki, po cóż taki chwyt rodem z reklamy serka topionego w plastrach) i nieobecność starców. Mam nadzieję, że młode pokolenie dorasta do poważnej dyskusji o państwie: czy jest ono nam potrzebne i do czego, bo na pewno nie do świętowania zwycięstwa nad komunizmem i kaczyzmem. Podzielam zdanie @Slawek, że wygrana PO w jej obecnym kształcie ideowym i personalnym, to rozwiązanie na krótką metę. Czas skończyć z organizowaniem wyobraźni politycznej Polaków na odwołaniach do powstań, IIRP, PRL, JPII, „Solidarności” itd. To ważny element pamięci wspólnej, ale tylko pamięci. To się nijak ma do wyzwań współczesności. Za rogiem czai się sztuczna inteligencja, a u nas ekscytacja powstaniem warszawskim i bandziorami napadającymi na sklep GS w 1947 r.
Też tak myślę i bardzo mnie uciszyło, że organizatorzy pomyśleli o różnych sposobach „bratania” np. podawanie sobie długopisów. Tym sposobem zawarłem znajomość z sąsiadami, przeważnie młodymi, którzy mi podawali rzeczone długopisy, a ja podawałem innym. Podobnie ze światełkami, które dostałem i odchodząc „przekazałem”. Te drobne gesty tworzyły to, co nazwałem dobrą energią. Myślę, że Wyjszyc ma rację postulując bardziej konstruktywny dyskurs. Podpisuję się pod tym postulatem.
W temacie…. Warto przeczytać…. !
https://wiadomo.co/prof-ireneusz-krzeminski-bez-poparcia-kosciola-nie-byloby-rozwalania-demokracji/