Stanisław Obirek: Franciszek w Irlandii nazywa rzeczy po imieniu

Caca czyli gówno

26.08.2018

Jak obiecałem Czytelnikom SO – uważnie się przyglądałem wizycie Franciszka w Irlandii w dniach 25-26 sierpnia 2018.

Owszem; już wcześniej czytałem, co o niej pisano, dopytywałem też znajomych Polaków mieszkających w Irlandii, co o niej sądzą. W przeddzień wizyty papieża Franciszka w Irlandii rzecznik Watykanu Grek Burke powiedział, że nadużycia seksualne w Kościele nie będą najważniejszym jej aspektem, choć na pewno papież się do niego ustosunkuje jako „problemu kulturowego”.

Zdaniem rzecznika papież jest świadom sytuacji w jakiej znalazła się Irlandia, a wysłuchawszy wielu ofiar poznał i czuje ich ból. Zapewniał o świadomości konieczności przejścia od słów do czynów, choć jednocześnie ostrożnie dodał, że zmiany nie mogą się dokonać z dnia na dzień. Jednak jak się okazało, papież nie ograniczył się do stwierdzenia „faktu kulturowego”.

Po wysłuchaniu opowieści ośmiu ofiar nadużyć seksualnych Franciszek użył słowa, które wprawiło w zakłopotanie tłumacza i zamiast po prostu powiedzieć: gówno – uciekł się do opisowej formy „to, co widzicie w toalecie”. Myślę, że właśnie dzięki użyciu tego wulgarnego słowa Franciszek oddał istotę sprawy – to jak zachowywali się irlandzcy biskupi, przełożeni zakonni no i sami pedofilscy zbrodniarze w sutannach czy zakonnice dopuszczające się mordów na siłą odbieranych dzieciach i ich młodocianych często matkach, można właśnie określić tylko tym jednym słowem – gówno!

Spotkanie trwało 90 minut i odbyło się w rezydencji nuncjusza w Dublinie, Wśród ofiar była Marie Collins, która jako dziewczynka padła ofiarą księdza-pedofila i na spotkaniu przed przyjazdem papieża mówiła, że ofiary nie potrzebują listów ani słów papieża – bo wiedzą jak było. I dodała, że każde „zgniłe jabłko powinno być wyrzucone z Kościoła”.

Problemem jest, że większość ludzi ofiarom nie wierzy. A teraz jedna z nich miała okazję powtórzyć to samo papieżowi.

Jak wielu – czekam na czyny, ale prawdę powiedziawszy, już ta spontaniczna reakcja jest czynem. Nie dziwota, że niektórzy wściekli na papieża domagają się jego dymisji. Tak zrobił, rozsyłając kilkustronicowy donos nie tylko na poprzedników  papieża Franciszka, ale i jego samego, były nuncjusz w USA i szef watykańskiego centrum komunikacji ks. Dario Vigano, który został zwolniony w marcu przez Franciszka za zatajenie części listu papieża-emeryta (w prasie włoskiej była z tego powodu ogromna debata).

Vigano twierdzi, że Franciszek został przez niego poinformowany już w czerwcu 2013 roku o wszystkich nadużyciach jakich dopuszczał się kardynał McCarrick. Problem polega na tym, że McCarrick został mianowany kardynałem przez Jana Pawła II w 2001 roku. Więc tak naprawdę oskarżenie jest skierowane przeciwko polskiemu papieżowi. Można sądzić, że takich głosów różnych frustratów będzie coraz więcej.

Ciekawie zabrzmiała reakcja premiera Leo Varadkara, który mówił w swym wystąpieniu, że wykorzystywanie nieletnich oraz przemoc, to „mroczny”, pełen „smutku i hańby” rozdział w historii irlandzkiego Kościoła. Dodawał też, że „rany są wciąż otwarte i trzeba wiele zrobić, by zapewnić sprawiedliwość, prawdę i wyleczenie ofiarom”. A zwracając się do Franciszka powiedział: „Ojcze Święty, proszę o wykorzystanie urzędu i wpływu, by dopilnować, aby uczyniono to tutaj w Irlandii i na świecie. Musimy teraz doprowadzić do tego, by przejść od słów do czynów”. Ważne też, że przypomniał, że od czasu wizyty Jana Pawła II w tym kraju w 1979 roku „niektóre wartości się zmieniły, a inne pozostały takie same”. Obawiam się, że w Polsce żaden polityk (no, może Roberta Biedronia byłoby na to stać!) nie odważyłby się czegoś takiego powiedzieć. Co oczywiście nie świadczy najlepiej o naszej klasie politycznej.

Tak więc – to nie jest fakt kulturowy, to opis sytuacji.

I z tą sytuacją Kościół w Irlandii musi się zmierzyć. Pewnie nie tylko w Irlandii, ale również w Polsce, gdzie skala pedofilii w Kościele katolickim wcale nie jest mniejsza, tylko jest starannie ukrywana. Miejmy nadzieję, że tak będzie tylko do czasu, że wreszcie również nad Wisłą pedofile w sutannach i chroniący ich przełożeni, jak i nader spolegliwi wobec nich sędziowie i prokuratorzy, wreszcie staną pod pręgierzem opinii publicznej i poniosą odpowiedzialność za swoje czyny.

Zresztą Franciszek już w pierwszym dniu w czasie spotkania z władzami w Dublinie powiedział: Rozważając rzeczywistość osób najbardziej bezbronnych, muszę uznać poważne zgorszenie spowodowane w Irlandii przez wykorzystywanie małoletnich ze strony członków Kościoła odpowiedzialnych za ich ochronę i wychowanie. Dodał też: Nieskuteczność władz kościelnych – biskupów, przełożonych zakonnych, kapłanów i innych – w odpowiednim zareagowaniu na te odrażające przestępstwa słusznie wywołała oburzenie i nadal jest przyczyną cierpienia oraz wstydu dla wspólnoty katolickiej. Powiedział, że w pełni podziela te odczucia.

Ciekawie odniósł się też papież do ostatnich wyborów politycznych i wręcz cywilizacyjnych w Irlandii. Trudno było się spodziewać, że podejdzie do nich z entuzjazmem, jednak dostrzegalny jest szacunek i absolutny brak agresji, co tak niemile drażni w wypowiedziach polskich hierarchów katolickich.

Franciszek powiedział do władz politycznych by Irlandia: „wsłuchując się w polifonię współczesnej debaty polityczno-społecznej, nie zapomniała żywych melodii orędzia chrześcijańskiego, które wspierały ją w przeszłości i by mogły to nadal czynić w przyszłości”. A więc mamy do czynienia z uznaniem pluralizmu kulturowego, co niektórzy nazywają postsekularyzmem. Może to określić jako gotowość do uznania własnych win i jednocześnie otwarcie na wkład ludzi, niepodzielających mojego świata wartości w kształtowanie świata, w którym razem żyjemy.

Za wyraźne nawiązanie do niedawnego referendum, w którym większość Irlandczyków opowiedziała się za liberalizacją przepisów aborcyjnych, miejscowe media uznały słowa papieża o tym, że rozwój „materialistycznej kultury odrzucenia” uczynił ludzi „bardziej obojętnymi wobec ubogich i najbardziej bezbronnych członków rodziny ludzkiej, w tym nienarodzonych, pozbawionych wręcz prawa do życia”. Jednak to znowu opis sytuacji, a nie agresywne potępienie, w którym celują polscy publicyści uznający się za bardziej papieskich od papieża.

Tak więc Franciszek jeszcze kilka godzin pobędzie w Irlandii i wypowie jeszcze sporo słów, ale te najważniejsze powiedział w rozmowie z premierem Varadkarem i z ofiarami nadużyć nie tylko seksualnych. Pewnie nie będzie ich szczędził też biskupom, z którym się spotka w niedzielę po południu. Być może niektórzy pójdą na wcześniejszą emeryturę, jak chroniący księdza-pedofila Philip Boyce. Czy pójdą za tym czyny – i jakie to czyny będą – pozostaje kwestią nadal otwartą.

Ja natomiast na pewno zapamiętam słowo, które w języku włoskiem myliło mi się ze smacznym owocem „caco”. Teraz już wiem, że użyte przez papieża określa jego jednoznaczny stosunek do kościelnych brudów. Mam nadzieję, że wejdzie już na stałe do słownictwa katolickich hierarchów i księży. Dobrze by się stało by je zapamiętali również obrońcy kościelnych pedofili.

Stanisław Obirek

Errata


Mój znakomity kolegi i historyk kościoła zwrócił mi uwagę, że to „nie ten Vigano”. I jestem mu wdzięczny za wskazanie przykrej pomyłki.

Otóż „pogromcą papieży”, jak już media włoskie zdążyły okrzyknąć abpa Carlo Maria Vigano, nie jest skromny ksiądz Dario noszący to samo nazwisko Vigano,  którego obarczyłem odpowiedzialnością za napisanie 11-stronicowego listu oskarżającego najwyższych urzędników watykańskich, w tym papieża Franciszka, o tuszowanie pedofilii w kościele.

Moja pomyłka wzięła się stąd, że akurat w marcu gdy Dario Vigano został zwolniony z funkcji dyrektora mediów watykańskich byłem w Rzymie i właśnie te dwie sprawy skojarzyłem, tzn. oskarżycielski w tonie list i frustrację z utraty stanowiska. Przepraszam księdza Dario Vigano i czytelników Studia Opinii.

Poza tym moja interpretacja pozostaje bez zmian – z dodatkiem, że w istocie w Watykanie ma miejsce brutalna walka o władzę, a były nuncjusz w USA należy do koterii bezlitośnie zwalczającej obecnego papieża. Co gorsza, swoją walkę ubiera w „bezwzględny wymóg sumienia i posłuszeństwa Bogu”, co naturalnie bardzo się podoba naszym nadwiślańskim tropicielom lobby homoseksualnego w Watykanie.

Poza tym, jak mi napisał autor książki „Żeby nie było zgorszenia. Ofiary mają głos” Artur Nowak, najsmutniejsze w tej całej awanturze jest to, że wszyscy dyskutują o oprawcach i walce o władze, a zapominają o ofiarach czyli dzieciach. Papież Franciszek jako pierwszy z taką mocą właśnie o ofiary się upomina i dlatego jest tak bezlitośnie atakowany. Również w Polsce.

Print Friendly, PDF & Email

9 komentarzy

  1. hazelhard 2018-08-26
  2. Obirek 2018-08-26
  3. wejszyc 2018-08-27
  4. Magog 2018-08-28
  5. narciarz2 2018-08-29
  6. Obirek 2018-09-02
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com