Telewizja pokazała (459)

28.08.2018

…a PIRS opisał

Prawo prawem, a POPiS–owska sprawiedliwość musi być po ich stronie.

Podobno prawo nie działa wstecz, ale nie w Polsce. Kolejne rządy – najpierw PO, potem PiS – cofnęły świadczenia emerytalne i rentowe osobom które pracowały w służbach PRL. Nie było to poparte żadnym procesem sądowym, który wykazałby, że osoby te dopuściły się jakichś zbrodni. Ta mściwa paczka pozbawiła świadczeń także ludzi, którzy pracowali tam przez jeden dzień, a nawet takich, co pracowali w stołówkach czy w garażach. Część funkcjonariuszy byłej Milicji Obywatelskiej została po roku 1989 pozytywnie zweryfikowana i pracowali w policji. Ale teraz obowiązują inne prawa i to wszystko się nie liczy.

Ta mściwość nie zatrzymała się na pracownikach organów ścigania PRL. Teraz opisano, jak niepełnosprawnemu sparaliżowanemu 63-letniemu inwalidzie zmniejszono o połowę rentę, którą otrzymywał po ojcu, który w latach 1950–54 pracował w więzieniu w Kielcach. Otrzymał pismo w którym wyjaśniono, że jego ojciec „pełnił służbę na rzecz ustroju totalitarnego”.

Mściwość zaciemnia ograniczone umysły ekip „solidarnościowych”. Stąd wezwania do zburzenia Pałacu Kultury, bo to „dar narodów Związku Radzieckiego”. Stąd zmiany nazw ulic, usuwanie pomników żołnierzy poległych w czasie wyzwalania Polski, chęć pognębienia wszystkiego, co można powiązać z lewicą (na przykład próby zabrania emerytur kombatantom walczącym w 1936 r. w Hiszpanii przeciw faszystom), zapowiedź usuwania „niesłusznych” zmarłych z grobów i przenoszenia ich szczątków na inne cmentarze.

Nienawiść zdaje się być nieodłączna od polskiego katolicyzmu, w każdym razie nikt z duchownych nie potępił takich działań.

* * *

Rząd pani Szydło wprowadził dwa lata temu nowe zasady wynagradzania szefów spółek państwowych i komunalnych. Zamiast umów o pracę wprowadzono kontrakty menadżerskie. Miało to pomóc w „urynkowieniu” wynagrodzenia i zapowiadano, że przyniesie oszczędności. W praktyce to wygląda tak, że szefowie spółek rozwiązali dotychczasowe umowy i podpisali nowe, na nowych zasadach. I mimo że nie zmieniali przecież miejsca pracy, to pobrali wysokie odprawy, bo „rozwiązanie umowy nastąpiło z przyczyn, które nie leżą po stronie pracownika”. Głośny był przypadek prezesa PKO BP, który zmieniając formę zatrudnienia w tym samym banku wziął 798 tys. zł ekwiwalentu za 70 dni urlopu.  

* * *

Niedawno zaczepiły mnie na ulicy miłe panie z ruchu antyszczepionkowego, zachęcając abym podpisał petycję o umożliwienie rodzicom decydowania o tym, czy ich dzieci mają być zaszczepione.

To są takie sprawy, nad którymi człowiek się specjalnie nie zastanawia i dopiero gdy dojdzie do konfrontacji zaczyna ważyć racje.

Faktycznie, czasem zdarza się, że szczepionka podziała niewłaściwie na szczepione dziecko – bądź to z powodu jakiejś wady tej szczepionki bądź nadmiernego uczulenia dziecka. Sam spotkałem takie drastyczne przypadki. Ale to jest problem kontroli warunków szczepień, a nie argument za ich odrzuceniem.

A co z rozprzestrzenianiem się chorób z powodu niezaszczepienia? Panie argumentowały, że nawet jeśli ich dziecko zachoruje z powodu niezaszczepienia to pozostałe dzieci – zaszczepione – nie zachorują. (A pozostałe niezaszczepione?)

Nie przekonały mnie.

Sprawa wolności decydowania przez rodziców o wszystkim, co dotyczy ich dzieci jest źle postawiona. Szczepienia to sprawdzony dorobek ludzkości. Równie dobrze rodzice mogliby decydować o tym, czy ich dzieci będą chodzić do szkoły czy nie, albo wychodzić na ulice, gdzie niektórzy kierowcy pojazdów stanowią zagrożenie.

Istnieje wiele wyznań religijnych, gdzie wyznawcy nie uznają interwencji lekarza, gdyż wierzą, że jeśli Bóg zechce to chorego uleczy. Jednym z takich wyznań są Christian Scientists (Stowarzyszenie Chrześcijańskiej Nauki). Tom Lehrer, opisując parędziesiąt lat temu napiętą sytuację polityczną, która groziła wojną, powiedział, że ludzie poczuli się wtedy jak Christian Scientist with appendicitis, czyli wyznawca CS, który dowiedział się, że ma zapalenie wyrostka robaczkowego.

Nie chciałbym być w skórze rodzica przeciwnika szczepienia, który dowiaduje się, że jego dziecko zachorowało na jakąś niebezpieczną chorobę, której mogło zapobiec szczepienie.

* * *

Media nie mogą narzekać – obecna władza dostarcza co chwila rozrywek.

Prezydent Duda pojechał do Australii, żeby kupić używane korwety. Tuż przedtem dowiedział się, że premier nie zamierza ich kupować, więc zrobił dobrą minę do złej gry i tylko spotkał się z Polonią i odznaczył parę osób. Odznaczył m.in. człowieka, który jest działaczem Klubu Gazety Polskiej Sydney im. Żołnierzy Niezłomnych. Człowiek ten o działaczach organizujących protesty przeciw wizycie prezydenta Dudy napisał: „KODziarze, czarne wdowy, feministki i inne pedalstwa już się przygotowują do POwitania” i życzył im, żeby przejechał ich samochód.

Warto przelecieć z 40 kolegami 15.000 km żeby odznaczyć wybitnych Polaków.

W studio TVN24 dyskusja fachowców – wysokich dowódców marynarki wojennej. Jeden tłumaczył, że do zakupu fregat warto wrócić, bo ich obecność na Bałtyku pozwoli zamknąć krąg obrony Polski. Drugi, kontradmirał, wyjaśniał, że fregaty nie nadają się na Bałtyk, i że oni z kolegami wymyślili cztery łatwe sposoby ich zatopienia, a Rosjanie wymyślą na pewno więcej (ale dlaczego Rosjanie – czy Szwedów i Finów nie stać na wymyślenie czegoś?).

Premier Morawiecki powiedział, że nic nie wie o zakazie kupna fregat – to nie on. Ale czy premierowi jeszcze można wierzyć, skoro kłamie w tylu sprawach i chwali się swoimi sukcesami których nie było? Pojawiło się na ten temat mnóstwo memów – poniżej trzy.

W każdym razie media mają używanie, oczywiście te niezależne, bo oficjalne chwalą sukcesy premiera i prezydenta.

* * *

Moja wiedza o „praktycznym” katolicyzmie posiada spore luki. Próbowałem się na przykład dowiedzieć, czy kłamstwo jest poważnym grzechem, ale z wypowiedzi różnych księży w Internecie wynikało, że może być, ale nie musi – wszystko zależy od wielu okoliczności. W judaizmie te sprawy są prostsze: grzech to grzech i koniec. A w buddyzmie w ogóle nie ma pojęcia grzechu – jeśli ktoś postępuje niewłaściwie, to tworzy złą karmę, a to utrudnia bądź opóźnia uzyskanie oświecenia.

Jak właściwie wygląda pomoc duchowa niesiona przez spowiednika prezydentowi czy premierowi? Prezydent Wałęsa bardzo o to dbał i zabierał swego spowiednika ks. Cebulę nawet na ważne międzynarodowe spotkania polityczne. Ciekawe jak to wyglądało – czy Cebula oceniał decyzje podejmowane przez wysokich urzędników NATO, czy tylko stosunek Wałęsy do tych decyzji?

Jak to wygląda teraz? Czy pan prezydent wymienia głośno swoje kłamstwa i szczerze żałuje? A może ksiądz spowiednik przychodzi z prasą i czyta co wstydliwsze kawałki wystąpień prezydenta, patrząc wymownie na pana Dudę? Czy premier i prezydent w ogóle odróżniają kłamstwo od działalności politycznej? Czy dostają rozgrzeszenie i jakąś pokutę?

* * *

Dawno już nie widziałem „Biesów” Dostojewskiego, ale mam wrażenie, że ich akcja rozgrywa się od wielu lat na arenie międzynarodowej i w wielu krajach. Są grupy ludzi, finansowanych przez państwa i partie polityczne, których zadaniem jest sianie niepokojów, rozpowszechnianie fałszywych informacji, skłócanie. Tym się zajmują służby specjalne, ale także politycy i duchowni. Dobrą ilustracją takich działań były wybory prezydenckie w USA i wypowiedzi oraz działania Trumpa – wcześniejsze i obecne; widzieliśmy to z daleka, więc bez uprzedzeń.

Ale i na naszym podwórku dzieje się coś podobnego. Kłamstwo przestało być czymś wstydliwym, czymś co dyskredytuje polityka. Wylewa się to codziennie z mediów, zarówno w kraju jak i za granicą. Ludzie stają się pobudzeni, podejrzliwi, czują się zagrożeni i gotowi byliby zniszczyć tych którzy w ich mniemaniu czynią zło. W sytuacji zagrożenia normy moralne i prawne ulegają zawieszeniu i gotowi bylibyśmy użyć wszelkich środków żeby usunąć tych którzy nam w naszym mniemaniu zagrażają.

Będziemy mieli nasilenie diabelskich sztuczek, bo zbliżają się wybory. Najdurniejsze oskarżenia będą bezkarne – zwolennicy uwierzą, a o to chodzi. Pawłowicz wykrzykuje najgorsze kłamstwa i potwarze i ludzie już się do tego przyzwyczaili – taki folklor.

Działanie służb – swoich i obcych – nie jest zbyt widoczne, ale nie ma wątpliwości, że działają i próbują sterować życiem politycznym naszego kraju. Tomasz Piątek u Elizy Michalik w Superstacji mówił ciekawe rzeczy o swojej nowej książce poświęconej działalności Macierewicza (ukaże się na jesieni) i jego związkach z różnymi agentami, a przy okazji o działaniach różnych służb w związku z „aferą taśmową”. Polecam, choć odradzam oglądanie przed snem:

http://www.superstacja.tv/program/nie–ma–zartow–tomasz–piatek,6802485/

* * *

Jak bumerang powraca problem pedofilii w Kościele. Wychodzą na jaw straszne nadużycia księży, ukrywanie ich przez ich przełożonych, którym to nie przeszkodziło w karierze. Nic się poza gadaniem nie zmienia.

Pięć lat temu pisałem:

Pedofilia stanowi dla księży tajemnicę. Były generał ojców michalitów przyczyn szukał w gorącym klimacie Dominikany.

Chwała Bogu, że u nas klimat zimniejszy, więc takie przypadki się nie zdarzają.

Dominikanin o. Tasiemski wyraził pogląd, że Zmiana miejsca powoduje kruchość człowieka.

(Czyżby to była zawoalowana krytyka pielgrzymek papieża?).

Abp Józef Michalik znalazł inną przyczynę pedofilii księży:

Słyszymy nieraz, że to często wyzwala się ta niewłaściwa postawa, czy nadużycie, kiedy dziecko szuka miłości. Ono lgnie, ono szuka. I zagubi się samo i jeszcze tego drugiego człowieka wciąga.

Biedni księża wciągnięci w grzech pedofilii przez dzieci. Szczęście, że ci zagubieni księża są już pełnoletni. Może należałoby zrobić dla nich kurs jak unikać szukających miłości dzieci?

Rzecznik Episkopatu tłumaczy że abp Michalik, kiedy się wypowiada, to „są to często porwane myśli, które nie mają zakończenia”.

Pytany o liczbę przypadków pedofilii w Kościele, rzecznik udzielił wyczerpującej odpowiedzi: Dla dzieci, które zostały odarte z godności, naprawdę nie jest ważne, ilu jest sprawców.

Polski Kościół wydaje się akceptować, że nastąpiła pewna głasnost’ i trzeba nieco zmienić język wypowiedzi. Ale wyraźnie nie zanosi się na pierestrojkę.

Teraz przewidziano szkolenie dla księży i zakonników, weźmie w nim udział 40 osób – księży, sióstr i świeckich. Będą potem mieli zadanie przekazać swoją wiedzę 20.000 księży i 10.000 zakonników oraz świeckim. Mają uczulać na problem pedofilii, mówi rzecznik Konferencji Episkopatu.

To praca na wiele lat. Może przydałby się oddzielny kurs dla biskupów, którzy nie raz chronili księży pedofilów przed świeckim wymiarem sprawiedliwości?

Do tego trzeba dodać liczne przypadki znęcania się nad dziećmi, powierzonymi opiece księży i zakonnic.

Słucham wypowiedzi komentatorów, a oni jasno mówią, że tego problemu nie da się szybko zlikwidować, że musi wzrosnąć świadomość księży itp., itd.

Problem dałoby się szybko rozwiązać, bez specjalnych kursów dla księży i ich przełożonych. Należałoby tylko konsekwentnie skazywać za niezgłaszanie przypadków pedofilii prokuraturze i za ukrywanie ich. A duchowny, który popełnił taki grzech, i przełożony, który to ukrywał, powinni być od razu usunięci i pozbawieni święceń. Mielibyśmy wtedy gwałtowny wzrost świadomości, rozumienia i moralności wśród kleru. Bycie księdzem nie jest obowiązkowe, ale jak każdy zawód wymaga przestrzegania przepisów.

Mogliby to wymusić wierni. Tak się jednak nie stanie. Po pierwsze, nie zbudowaliśmy drugiej Irlandii, jak planowano. Irlandia pozbyła się wielu wrednych gorsetów i rozliczyła Kościół za pedofilię. Po drugie, dla przeciętnego katolika ksiądz jest „osobą duchowną”, co tu oznacza, że jest bliżej Boga i od niego zależy zbawienie. Więcej mu wolno. Po trzecie, ciemnota u nas w kraju jest głęboka i rozpowszechniona. Kiedy oskarżono księdza z Tylawy o to, że molestował trzy pokolenia dziewcząt we wsi, bronił go ówczesny biskup Józef Michalik, a wieś była wrogo nastawiona przeciwko osobom, które ujawniły ten proceder.

Bardzo nam daleko do Oświecenia.

Z artykułu Macieja Jarkowca w Gazecie Wyborczej („Katolickie piekło na ziemi”):

W zeszłym roku w TV Republika redaktor naczelny Katolickiej Agencji Informacyjnej Marcin Przeciszewski, powołując się na rozmowy z biskupami, stwierdził, że w każdej polskiej diecezji jest od kilku do kilkunastu pedofilów. Oznaczałoby to kilkuset w całym kraju i prawdopodobnie tysiące ofiar.

Jednak polscy hierarchowie zwyczajowo bagatelizują problem. Utrzymują, że jego skala w Polsce jest znikoma i że wewnętrzne procedury odsuwają niebezpiecznych księży od wiernych. (…)

Komisja do wyjaśniania kościelnych zbrodni przeciw dzieciom w Irlandii powstała, gdy w latach 90. XX wieku pojedyncze wypadki zaczęły opisywać media. Na jej czele stanął sędzia sądu najwyższego Sean Ryan. Podobne instytucje śledcze, w których skład wchodzili przedstawiciele rządu, Kościoła i organów ścigania, powstawały w USA, Australii, Holandii i innych krajach.

W Polsce takie ciało nie zostało powołane i niewiele wskazuje na to, że powstanie w najbliższej przyszłości. Taka komisja dostałaby wgląd w dokumenty kościelne dotyczące przypadków pedofilii. Poznalibyśmy prawdę. Kościół boi się jej jak ognia. Prawda, podobnie jak w Irlandii, mogłaby oznaczać początek końca jego władzy w kraju.

PIRS

Print Friendly, PDF & Email

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com