17.09.2018

Szanowni PT Polemiści: Gdyby nie głęboki szacunek, żywiony przeze mnie do Panów (panie jakoś nie polemizowały), wrodzona delikatność i pewne przywiązanie do bywalców naszego portalu, to tekst nosiłby tytuł:
ARYTMETYKA DURNIU!
Moja delikatność jest odpowiedzią na delikatność mych dyskutantów. A bywa inaczej. Po moim tekście w „Gazecie Wyborczej”:
Maciek_Trybuszewski: Idiotyczny artykuł zasłużonego – dobre i to – przecież dziennikarza. Pan Skalski nie tylko wyznaje dyktaturę sondaży, ale też najwyraźniej na starość przestał rozumieć demokrację. Każdy ma prawo wystartować w wyborach, zaprezentować swoje poglądy i liczyć na sukces.
Czas odejść z zawodu dziennikarza.Reksiofafik: No więc ja, panie Skalski, wybieram Razem, bo się zgadzam z prospołecznymi postulatami tej partii i cenię szczere zaangażowanie związanych z nią osób – jakże odmienne od postawy karierowiczów z PiS i PO. Pan to w ogóle rozumie?
Pana Maćka T. uspokajam tą drogą, że z zawodu już raczej niezadługo odejdę. Reksiofafik niechby wiedział, że ja to rozumiem. Czemu chcę dać wyraz w tym co poniżej napiszę. W naszej tu dyskusji; merytorycznej i uprzejmej.
„…procenty, ulubiona pasja naszego redaktora Skalskiego…” Miło być waszym redaktorem, panowie, sed magis amica… me ulubione procenty, to tylko te we właściwych napojach. A z szeroko rozumianą matematyką miałem pod górkę, jeszcze w dalekich szkolnych latach i dziś tabliczka mnożenia w smartfonie to dla mnie wszystko. Nieobce mi są duszy szlachetne porywy, wiem, że polityka to równanie z wieloma niewiadomymi czy gra w której jest wiele zmiennych – terminy pamiętam! Zdaję sobie sprawę na jakim koniu jeździ łaska wyborców, wiem że zawsze może się objawić deus ex machina, że ten się śmieje… i takie różne.
Jednakże, w przeciwieństwie do wznioślejszych ode mnie publicystów, nie mogę zapomnieć, że o nocnej godzinie zamykają się drzwi lokali wyborczych, wysypują się papiery z urn i członkowie komisji, patrząc sobie wzajemnie na ręce, skrupulatnie liczą; kto, na co i na kogo. A najciekawsze jest potem, kiedy pracują komputery Państwowej Komisji Wyborczej. Jak ostatnio po wyborach parlamentarnych trzy lata temu. Voila!
| Partia | Proc. głosów | Proc. mandatów | Mandaty |
| PiS (Zj.Pr.) | 37,58 | 51,09 | 235 |
| PO | 24.09 | 30,00 | 138 |
| Kukiz | 8,81 | 9,13 | 42 |
| N | 7,60 | 6,07 | 28 |
| Zj.Lew. | 7.55 | 0 | 0 |
| PSL | 5,13 | 3,48 | 16 |
| Korwin | 4,76 | 0 | 0 |
| Razem | 3,62 | 0 | 0 |
| 10 innych | 0,87 | 0,22 | 1* |
(*mniejszość niemiecka)
N.B. Kukiz miał o 1,21 proc. więcej głosów niż PSL i dostał o 50 procent mandatów więcej. Ciekawostka? Nie. D’Hondt
Pominęliście, szlachetni panowie, te nużące cyfry? Wróćcie do nich jeśli chcecie poważnie dyskutować i skupcie się na następnych.
Wrześniowe badanie CBOS, procenty poparcia: PiS – 43, PO – 18, Kukiz – 7, PSL i SLD po 4, N – 3, inne – 2 i niezdecydowani – 16.
CBOS jeszcze po rządami Jaruzelskiego pracował na władzę –– i to mu zostało. Pan Jakub Bierzyński, założyciel i współwłaściciel największej sondażowni Kantar Millward Brown poinformował, że część ankietowanych zawsze skrywa swoje poparcie dla opozycji i fałszywie popiera rząd. Więc może bardziej wiarygodne będą procenty sierpniowego sondażu IBRIS: PiS – 38, PO – 25, SLD – 8, Kukiz – 6, PSL – 5, N – 4, Razem – 2, Korwin – 1, reszta – 1, niezdecydowani – 8.
Grosz do grosza
Dane – te i inne – są niepełne, płynne, ale jak nie kombinować –– wychodzi, że po trzech latach burzliwych rządów, PiS dysponuje takim samym poparciem jak to, które mu dało władzę w roku 2015. I odebrać mu ją może tylko i wyłącznie podmiot, który w wyborach zdobędzie więcej chociażby tylko o jeden głos. Czyli mogłaby to być jedynie koalicja wyborcza partii realnie opozycyjnych: PO, .N, SLD, PSL. Plus to z radykalnej lewicy, co się ewentualnie dołączy, tak jak ostrożnie robi to Barbara Nowacka z jej Inicjatywą Polską.
Lecz jeśli by wynik wyborów był zgodny z sondażem CBOS, to nawet tak zjednoczona opozycja, z 29 procentami nie miałaby szans. Jeśli by zaś wyszło tak jak przewidział IBRIS, to koalicja opozycji miałaby 42 procent głosów, PiS z przystawkami 38, ale i z Kukizem – 46. Przy płynności danych i zmienności sytuacji, można by mówić o szansie. Ale tylko o szansie, na odsunięcie od władzy PiS. Jednakże koalicji tej nie ma i lewica, en masse, robi co może by jej nie było.
Kraj nasz – pisałem, piszę i pisać będę – przechodził większe nieszczęścia niż władza PiS, ale ona jest jego największym nieszczęściem w drugiej połowie drugiej dekady XXI wieku. Na długo psuje Polskę i Polaków, niszczy i osłabia naszą pozycję w Europie, naraża nasze bezpieczeństwo pod wieloma względami. Dla opozycji, nie całej niestety, najważniejszym zadaniem jest odsunięcie partii Kaczyńskiego od władzy. I nie chodzi o żadne obalanie – co kto przez to rozumie – PiS, lecz o to, żeby w wyniku wyborów straciło ono większość parlamentarną, nawet pozostając największą partią, lecz w opozycji.
Nie widzę w naszej witrynie i w tej naszej dyskusji zwolenników PiS. Opozycjonista w opozycjonistę. Ale czy dla wszystkich nas odsunięcie od władzy PiS jest tym zadaniem nadrzędnym, takim jakim interes klienta jest dla jego adwokata, który ma podejmować czynności tylko w tym interesie.
Pisze pan Zbigniew Szczypiński; „Wiem też, że bez czegoś nowego na polskiej scenie politycznej przegrana PiS i zamiana na Platformę nie jest tym czego nam potrzeba. Grzegorz Schetyna zastępujący Jarosława Kaczyńskiego to nie jest to czego oczekują, jak sądzę Polacy, a przynajmniej ja.”
Z całym szacunkiem, Panie Zbigniewie, czy Panu się tak tylko powiedziało/napisało w ferworze dyskusji, czy też w pełnym przekonaniu, zupełnie świadomie, woli Pan żeby przy władzy został Jarosław Kaczyński niżby miał ją przejąć Grzegorz Schetyna?
W pierwszym przypadku – ferwor – byłbym zobowiązany, za ważenie słów i precyzję w wypowiedziach, kiedy mówimy o egzystencjalnych problemach – przepraszam za patos – Narodu. W drugim: nie masz zgody! Różnimy się zasadniczo w tej najważniejszej sprawie. Powiem więcej: publiczne wypowiadanie się w tej materii, teraz, kiedy trwa nieustanna kampania, decydująca o być lub nie być demokracji, to nie jest akademicka dyskusja. To jest oddziaływanie na rzeczywistość. I zaczyna mi wyglądać, że działamy w przeciwstawnych kierunkach. Ale nie obrażamy się na siebie. Dyskutujemy dalej. Przy czym nie będę Pana przekonywał, że PiS jest zły, bo pan to wie i dawał Pan temu wyraz na piśmie.
Pozwolę sobie natomiast powiedzieć, co bym odpowiedział na Pana miejscu. A mianowicie, że nie jest istotne czego pan, z Polakami, oczekuje, bo bez TEGO CZEGOŚ NOWEGO – Biedroń? – przegranej Kaczyńskiego nie będzie.
Może Pan jeszcze dodać, że nie powinniśmy przypisywać mocy sprawczej temu co my tu sobie wypisujemy na naszym niszowym portaliku. Zapewne, ale jeszcze nie mamy aż takiej demokracji, w której rząd wygrywa wybory w 97,38 procentach. Historyczne przestawienie zwrotnicy odbywa się za sprawą kilku procent. Efekt motyla, czyli każdy głos, nawet głosik generowany na SO, może przesądzić sprawę.
Chciejstwo…
…to pięknie spolszczone przez Wańkowicza wishful thinking bywa indywidualne i zbiorowe. Ale nawet w tym drugim przypadku lubiłbym, gdyby, tu w SO, każdy z nas mówił za siebie, a nie za Polaków, Panie Zbigniewie.
„Platforma Obywatelska w obecnym wydaniu staje się niewybieralnym molochem” – to pan Pokonos. Ponad dwadzieścia procent Polaków, drodzy panowie, zamierza głosować na Platformę. A jednak! Jak na „… co coraz bardziej widoczny polityczny schyłek tej formacji” – szanowny Panie Pokonos – to jeszcze całkiem, całkiem. Łącznie z pozostałą opozycją miałaby jakąś szansę; powtarzam: szansę, i tylko szansę, na pokonanie PiS. I to bez porównania większą, od szansy, że zaistnieje i rozbłyśnie TO NOWE – Biedroń? – i zmiecie brzydkiego Kaczora. Nie można tego całkowicie wykluczyć, lecz jest to bardzo mało prawdopodobne. Konflikt PiS+Kukiz, z jednej strony, kontra PO+.N+? z drugiej, zajmuje dwie trzecie sceny politycznej i wyraża realny i silny podział w społeczeństwie. Karty są rozdane.
Oczywiście, że funkcjonowanie polityków w tym układzie, po obu stronach, to zarówno idea jak i biznes. Ale przecież Pan – to znowu do pana Zbigniewa – jest socjologiem i wie, że nie wystarczy sama idea i czyjś pomysł na jeszcze lepszy biznes, żeby przeorać duży układ społeczny. Musiałoby nastąpić jakieś nieprzewidziane wydarzenie, wręcz wstrząs, żeby go zburzyć i to szybko – kampania już trwa – po to, aby wymusić nowe rozdanie w polityce oraz pojawienie się – lub nie – męża opatrznościowego z prawdziwego zdarzenia. A tak się w historii składa, że takie wydarzenie to raczej nie manna z nieba, lecz katastrofa.
Oczywiście, historia zna również upadki po poślizgnięciu się na skórce od banana. Ale czy może Pan, Panie Zbigniewie, tę skórkę wymyśleć, skombinować i podłożyć gdzie trzeba, z wiadomym skutkiem? Takie manewry zawsze lepiej wychodzą władzy. Ma narzędzia po temu. Rzuci kolejny kawal kiełbasy wyborczej, oskarży czołowych polityków opozycji o co zechce i niech się, w czasie na kampanię, tłumaczą.
„…sporo dyskutantów na SO – pisze pan Pokonos – uważa, że do wyborców to – chodzi o jednoczenie się opozycji – nie trafi…” My, dyskutanci na PO, możemy się mylić, proszę Pana. 25 procent naszej grupki głosowałoby na Razem, które nie może ostatnio przebić progu dwóch procent.
„…polityka to nie ścisły rachunek” – zdaniem p. Szczypińskiego. Fakt. W polityce czasem, podkreślam: czasem! 12–1 = 0, a 7+2 może się równać – 12. Jeśli na Wyścigach stawia Pan na fuksy, to życzę szczęścia, ale gracz, któremu zależy – raczej wybiera pewniaki.
Pan PIRS; „dziwna matematyka…co może się zmienić…? Wszystko!” Faktycznie może. Ale w polityce taka matematyka, w której dwa razy dwa daje wynik około czterech nie jest dziwna. A czy na to swoje „wszystko” postawi Pan wszystkie swoje pieniądze?
Na dawnych Wyścigach – teraz mi się przypomniały – kursowali faceci, spenie, którzy za parę złotych doradzali ćwokom co i jak mają obstawiać. Bo to może być dosyć złożona procedura. Najsprytniejsi – słyszałem, nie zetknąłem się z nimi – nie brali pieniędzy, tylko prosili o bilety, które polecali klientom. To im zapewniało wiarygodność i pewny dochód, bo obstawiali wszystkie konie w jednej gonitwie. A przypomina mi się ten proceder, kiedy czytam wypowiedzi panów, którzy wiedzą, że tylko zjednoczona koalicja może… wiadomo co, ale żeby Biedronia nie zwalczać i nie potępiać. Bo bardzo, ale to bardzo go chcemy. Jest taki młody, miły i sprawny – faktycznie – a nam potrzeba nowości, bo odżywcza konkurencja i tepe i tede.
To tak nie idzie, panowie. W normalnych, demokratycznych warunkach, owszem. Ale funkcjonujemy w warunkach faktycznego stanu wyjątkowego, z czym przynajmniej w tej dyskusji wszyscy zdają się zgadzać. Nieprzyjaciel w granicach! A za chwilę może się umocnić na długo. I nawet nie ma większej różnicy czy Biedroń uzyska pięć czy osiem procent w parlamentarnych, czy nawet pojawi się ta mityczna zjednoczona lewica z wziętymi z sufitu szesnastoma procentami. I co z tego jeśli ta, niechby nawet wyczarowana waszymi marzeniami lewica, wespół zespół z KO pod wodzą Schetyny, zdobędzie łącznie czterdzieści i więcej procent głosów? Kaczyński zostaje ze swoimi 37 – 38 i z D’Hondtem, nadal rządzi i psuje Polskę z poczuciem jeszcze większej bezkarności.
W tym orwellowskim dwójmyśleniu mieści się też przemożna chęć wylansowania dowolnym kosztem lewicy, potrzebnej, jak na razie głównie intelektualnym lewicowcom. „Robert Biedroń zamiast iść do europarlamentu – pisze w „Polityce” Sławomir Sierakowski – przede wszystkim mógł wystartować w Warszawie, bo to jedyne miejsce gdzie lewica może się w tych wyborach pokazać”. Czyli mógłby jeszcze bardziej osłabić mocno już nadwątlone, głównie przez innych lewicowych kontrkandydatów, szanse kandydata KO. Narazić opozycję na znaczącą i spektakularną porażkę, a stolicę… Pereat Varsovia – vivat sinistra pars!
Tylko skąd wiadomo, że Robert Biedroń to w ogóle lewica?
How may I help you?
Kiedy w przychodni recepcjonistka pyta: „W czym mogę pomóc?” wiem, że nie powinienem zamawiać steku z trzeszczącą skórką i paroma kroplami krwi w środku. Z tym zamówieniem, a nie z prośbą o rezonans magnetyczny, zwracam się kelnera. Mogę go jeszcze spytać czy nie przekłamie mnie aparatura podsłuchująca, lecz to by już była megalomania. Natomiast nie wiem, co mam odpowiedzieć panu Biedroniowi, który w trakcie objazdu czterdziestu miast, zapyta mnie czego sobie od niego życzę. Kelner przynajmniej podaje menu.
Robert Biedroń nie chce już w prezydenty, nie aspiruje do diet w europarlamencie, wie gdzie jest prawdziwa – jeśli bez zwierzchności prezesa – władza i zamierza zostać premierem.
Więc, powiedzmy, że go potraktuję poważnie i poproszę o sprywatyzowanie wszystkich spółek skarbu państwa, szybkie przejście na euro, obniżenie PIT, CIT i VAT do piętnastu procent, przywrócenie swobód gospodarczych do standardu ustawy Rakowski – Wilczek z 1988 roku i oczywiście do zezwolenia na wszelki handel i wszelkie usługi wszędzie i zawsze. Przecież zapowiedział, że będzie słuchał czego ludzie sobie życzą, nie zastrzegając się w jakim zakresie.
Nie słyszałem też aby oprotestowywał śmieciówki, domagał się skrócenia czasu pracy i podniesienia płac, wyższych podatków od lepiej zarabiających, żeby potępiał globalizację i umowy o wolnym handlu, nie wspominając już o propagowaniu podstawowego dochodu czy podstawowej emerytury, na zasadzie czy się stoi, czy się leży…Opinia publiczna nie zna go również jako bojownika o związki partnerskie i małżeństwa jednopłciowe z adopcją dzieci, o aborcję na życzenie, o kwoty i parytety dla kobiet. Doprawdy, wystarczy powszechna świadomość, że jest gejem, aby go do tego wszystkiego przypisać i uważać za człowieka lewicy!?
Objedzie czterdzieści miast, spisze życzenia i wybierze do koszyka to, co może mu zapewnić najmocniejsze poparcie. To już nie jest spryciula z Wyścigów. Na pewno ma jakieś swoje preferencje, lecz nie wiadomo czy się z nimi zgadza. Przedstawia się jako polityk do wynajęcia.
Kondotier, który w czasie wojny trzydziestoletniej kombinował – czy bardziej opłaca się mu walczyć pod sztandarami katolika Wallensteina, czy zaciągnąć do protestanta Gustawa Adolfa, musiał mieć wysokie kwalifikacje żołnierskie. Biedroń jakieś kwalifikacje na polityka ma, wraz pomysłem na prawdziwie nowatorski start up w polityce krajowej. I to jest ta nowość, świeżość, odmiana, która tak wielu zachwyca, łącznie z dyskutantami w SO.
Jaka ta jego partia będzie – taka będzie, ale zapewne odtrąbi sukces, jakim będzie jej wejście do Sejmu. Kaczyńskiemu ta mikra, bo obskubana przez D’Hondta frakcja; klub, a może choć tylko koło partii Biedronia, posłuży jako listek figowy. Pokaże demokrację bo poszerzy mu się paleta opozycji w parlamencie, która może sobie tam gadać co chce, bo i tak to nie ma znaczenia. A jak się jeszcze pokłóci między sobą, to lepiej.
Ile ich tam wejdzie, tyle wejdzie, ale lider wejdzie na pewno. Nie będą mu już wymawiać, że zaniedbuje miasto średniej wielkości, żeby brylować w dużej polityce. To brylowanie będzie dlań jego tytułem do kawałka chleba, a pokazał już, że potrafi to robić dobrze. A nie będąc premierem, nie będzie rozliczany z obietnic, którymi będzie zachęcał do głosowania nań po lutym 2019 roku. Żyć nie umierać!
Choćby się ministra rangi nie dosłużył, Co wypił, to wypił, Co użył, to użył! Więc się nie turbuje: Co tam diabłów trzysta! Dalej se posłuje, Ino sobie śwista! (Tadeusz Boy–Żeleński, z kabaretu Zielony Balonik)
Kozioł ofiarny
W Świątyni Jerozolimskiej nawet dwa kozły brały na siebie grzechy ludzi. Jednego zarzynano i ofiarowywano na odkupienie tych grzechów, drugiego wyganiano na pustynię, na pewną śmierć. Na forach i w naszym portalu musi wystarczyć jeden taki kozioł – Platforma. Przy czym, w odróżnieniu od tamtych, nasz koziołek też ma sobie sporo do zarzucenia.
Jeśli ktoś z was, panowie dyskutanci, ma znajomego psychologa, który nie jest zaangażowan politycznie, to poproście, by przejrzał to wszystko, co zostało napisane o PO, choćby tylko w toczonej przez nas dyskusji. Ja mam dwie zaprzyjaźnione panie psycholog. (Nie powstrzymam się od dygresji. Nieznana mi osobiście, pani Zofia Milska–Wrzosińska napisała, że zgodzi się być psycholożką, jeśli jej kolega po fachu nazwie się psycholożkiem.)
Otóż obie moje panie psycholog oświadczyły, że są zaangażowanymi przeciwnikami (ciekawe, że przeciwniczka jakoś łatwiej przechodzi) PiS i trudno im o profesjonalną ocenę tego, na co rzuciły okiem. Lecz tak prywatnie, widzą w tym projekcję jakiś pretensji do siebie ze strony oceniających.
Jako uczony historii, w jak najsłuszniej minionych latach pięćdziesiątych, w niesłusznym miejscu, Państwowym Uniwersytecie Moskiewskim, do dziś nie mogę się pozbyć skojarzeń z Leninem. Był on w carskiej Rosji więcej niż opozycjonistą. Rewolucjonistą zesłanym na Syberię. A w swoich niezliczonych pismach, zdawkowo i od niechcenia pisywał coś złego o caracie, feudalizmie z kapitalizmem. Cała jego furia polemiczna wylewała się na współtowarzyszy w socjaldemokracji i na innych przeciwników cara. (I nie on go – przepraszam, znowu dygresja – obalił. Niemcy go dostarczyli na gotowe i obalił demokratyczny rząd oraz rozegnał demokratycznie wybraną konstytuantę.) Porównuję więc, jeśli chodzi o stopień krytycyzmu, czy wręcz wrogości, to, co pisujemy w SO o Kaczyńskim i PiS z tym, co piszemy o Platformie.
W tym chórze jednak panu Sławkowi oddać muszę, że wychodząc z rozsądnego założenia, iż nic i nikt nie składa się z samych wad, ani z samych zalet, dostrzegł liczne zalety w Grzegorzu Schetynie i przekonywująco to uzasadnił, na faktach.
Kozła ofiarnego można było zgładzić, ale nie upokorzyć. Platformę natomiast chciałoby się widzieć jak cesarza Henryka pod murami Canossy; w worku pokutnym, boso, z głową z głową posypaną popiołem. I jakby z czymś takim, mimo pochwały Schetyny, pan Sławek wystąpił, zarzucając partii brak wewnętrznego, lecz publicznego zarazem, rozliczenia się jej z win popełnionych gdy sprawowała rządy.
Pani RAFA napisała na to, że szuka partii, która by publicznie analizowała swoje klęski, na co uzyskała odpowiedź, z której wynikało, że to rutynowe postępowanie solidnych partii. Pani RAFA uznała odpowiedź za wystarczającą, ja jednak spytam; Szanownie Panie Sławku, czy może pan podać kilka takich rozliczeń? Gdzie, kiedy? Czy może uważa pan taką praktykę za coś tak oczywistego, że nie wyobraża pan sobie, by mogło czegoś takiego nie być? Czynię wszystkich mych PT Polemistów uważnymi, że nie kłamstwo jest największym wrogiem prawdy, ale głębokie przekonanie.
Tu już nawet nie jest dwój lecz zgoła trój, czy nawet czwórmyślenie.
Po pierwsze – tylko zjednoczona koalicja ma szansę odsunąć od władzy ten brzydki PiS.
Po drugie – ponieważ nie chcemy władzy PiS i tylko ta koalicja ma szansę by ją odsunąć, to… popieramy lewicę – jak nie Razem to Biedronia – która tej koalicji uniemożliwi wygraną z PiS.
Po trzecie – ponieważ nie chcemy władzy PiS i tylko ta koalicja ma szansę by ją odsunąć, to… wierzymy, że to Biedroń ją może przegonić.
Po czwarte – ponieważ nie chcemy władzy PiS i tylko ta koalicja ma szansę by ją odsunąć, to… musimy ją obrzydzić, żeby udowodnić, głównie sobie, że nie ma tych szans.
Naprawdę uważacie, drodzy panowie, że to się jakoś trzyma kupy?
W rosyjskim jest wyrażenie: „nie kriwi duszoj”. Tłumaczy się prosto: nie kręć! Ale ta dusza wprowadza coś jakby wymiar eschatologiczny… Może na miejscu i na czasie?

„Kukiz miał o 1,21 proc. więcej głosów niż PSL i dostał o 50 procent mandatów więcej”
.
Przyczepię się. Powinno być: Kukiz dostał o 16 proc. więcej głosów niż Nowoczesna (nie PSL!) i dostał o 50 procent mandatów więcej.
.
8.81 proc. głosów to prawie 16 proc. więcej niż 7.60 proc. głosów.
Wszystkich bardzo gorąco przepraszam. P0pieprzyło mi się i podstawiłem PSL na miejsce, w którym powinna się znajdować Nowoczesna. Dla niej jest to wyliczenie. Powinienem też był dopisać, że Kukiz dostał o 1,21 procent głosów ODDANYCH więcej niż Nowoczesna. Bo w oderwaniu od całości to jest faktycznie 16.
P. dawniej Kuba dziękuję za zwrócenie uwagi i wnikliwe czytanie tekstu.
Ja tam liczyć potrafię i dlatego jestem wściekły, że mój głos w 2015 poszedł na PiS choć wcale na niego nie głosowałem. Teraz zastanowię się dwa razy nim zagłosuję. A przede wszystkim postudiuję cyfry bo to bardzo dobre ćwiczenie również dla ludzi nie zajmujących się matematyką na co dzień. A Panu Ernestowi Skalskiemu jestem wdzięczny, że z taką precyzją mi to po raz kolejny zresztą uświadomił.
Wolałem wyrazić swój głos sprzeciwu wobec rzekomej potrzeby marginalizowania pozycji Roberta Biedronia (na obecnej scenie politycznej) pod tekstem zachowującego dystans Marka Jastrzębia.
Kryterium podstawowe Redaktora Skalskiego jest – chętnie przyznam – niepodważalne.
Cała opozycja do wyborów MUSI iść razem, czyli jako koalicja!!!
Jeżeli TEGO jeszcze nie uzgodnili, to widać, że to zwykłe “pracany”.
.
To dość żałosny widok, gdy Katarzyna Lubnauer pod rękę z Grzegorzem Schetyną wydają wspólne oświadczenia
Na marginesie: to się nawet jakoś da wytłumaczyć.
ONA straciła organizacyjną sterowność w partii, a On nie bardzo wie, czym jest ta sterowność.
.
Zawrzeć umowę koalicyjną, to nie znaczy, że trzeba zatracić głos własny.
Do tej trupy mają dołączyć kolejni?
NIE
Opozycyjny elektorat to nie zwolennicy PIS-u.
KOALICJA ANTPISU ma prawo, a nawet obowiązek, pięknie się różnić i spierać… i razem iść w wyborach.
.
Wspólnych uzgodnień może być dużo więcej.
Co, to za trudne?
.
Jeżeli wybieram pluralizm, to nie będę dążył do zamordyzmu.
Biedroń to zjawisko, które warto pielęgnować. Może z tego coś jeszcze ciekawego wyrośnie?
Gwarancji dać oczywiście nie mogę.
.
Co do matematyki wyborczej.
To fakt, że premia z nadwyżki głosów w wyborach (w uproszczeniu) daje premię jakby podniesioną do kwadratu.
Jednak bywa, że ilość głosów uzyskiwana przez koalicję może nie dorównywać sumie głosów, jakie by uzyskały te partie startując indywidualnie.
Pamiętajmy: 0 + 0 = 0
Stąd indywidualność i niezależność organizacyjną partie muszą zachować do końca.
.
Różnorodność na drodze do pluralizmu nie jest żadną przeszkodą. Homogeniczna społeczność to żadna społeczność.
Za to Koalicja – proszę bardzo.
Słusznie Pan Redaktor wskazuje na ARYTMETYKĘ stojąc twardo na gruncie „Realpolitik” jednak pozwolę sobie na parę uwag właśnie w tych obszarach. Pozostanę przy konwencji Autora podsumowującego swój artykuł w punktach.
*
Po pierwsze – nikt z komentatorów nie kwestionował konieczności koalicji sił demokratycznych potrzebnej do zwycięstwa w wyborach 2019 r. i pozbawienia władzy PiS. Co najwyżej powątpiewano czy PO jest w stanie osiągnąć znacząco więcej niż dzisiejsza Koalicja Obywatelska (KO) tj. 28% poparcia. Argumentów jest wystarczająco dużo aby nie lekceważyć takiego scenariusza.
*
Po drugie – wyniki sondaży poparcia partii politycznych z sierpnia i września 2018, nawet jeśli pominiemy błędy pomiaru, zawyżone deklaracje głosowania na PiS, przekłamania polityczne np. CBOS, to nie są wyniki, które pozostaną niezmienne przez najbliższy rok do sierpnia – września 2019 r. i wyciąganie z nich jakichkolwiek wniosków komu ewentualnie Biedroń głosów odejmie a komu przysporzy jest przedwczesne i należy do futurologii a więc dziedziny zupełnie pozbawionej realizmu.
*
Po trzecie – popieranie czy nie popieranie Roberta Biedronia nijak się nie ma do Koalicji Obywatelskiej. Otóż Biedroń pojął decyzję o tworzeniu swojego ugrupowania i to jest fakt społeczny z zakresu „Realpolitik”. Nasze głosy w dyskusji są deklaracjami uznania faktów bądź kwestionowania tychże. Ja stoję na stanowisku, że z faktami się nie dyskutuje, wobec czego wyrażam przychylne zainteresowanie tym faktem. Nawet jednak gdybym był przeciwny takiemu zachowaniu Roberta Biedronia to i tak nie miałoby to żadnego wpływu na jego decyzje i działania. Wobec tego prowadzę rozważania jak Koalicja Obywatelska mogłaby na takim fakcie skorzystać, zakładając różne scenariusze od sukcesu do klapy inicjatywy Biedronia.
*
Po czwarte – dzisiejszy skład Koalicji Obywatelskiej tj. Platforma Obywatelska + dwie, powiedzmy sobie dość wątłe politycznie przystawki jest, łagodnie rzecz ujmując, mało zachęcający. Jak na prawie trzyletnie nawoływanie w mediach; także na łamach SO; do zawiązania demokratycznej koalicji antypisowskiej, góra urodziła mysz. Największa partia opozycyjna dysponująca kadrami, pieniędzmi, doświadczonymi liderami, zbudowała zaledwie kadłubową inicjatywę. Wobec takiego obrotu sprawy głosy takie jak Pana Andrzeja Pokonosa, że PO nie jest w stanie wywołać entuzjastycznego poparcia społecznego w wyborach, są niczym więcej jak stwierdzeniem faktu. Przynajmniej stan na sierpień / wrzesień A.D. 2018 tak się prezentuje. Nasze tutejsze na SO, a także w wielu innych mediach, narzekania na PO nie są bezpodstawne. Nie chodzi tylko o to, że PO spotyka się z niezasłużoną zdaniem Pana Redaktora krytyką. Chodzi o to, że my emocjonalnie wymagamy od PO więcej niż od innych, bo PO jest największą i najsilniejszą strukturą i nie ma we współczesnej Polsce większego zmartwienia dla tej partii jak zajęcie się skutecznymi sposobami odsunięcia PiS od władzy. Pamiętam jak na SO po przegranych wyborach 2015 r. Redaktor Bratkowski opublikował gorzki artykuł o tym, że PO nie chciało korzystać z wybitnych umysłów kiedy rządziło i kiedy przegrało wybory też nie chce z nich korzystać. Moim zdaniem ta opinia jest nadal aktualna.
Wymagamy od PO więcej także dlatego, że to tej partii czyli PO przypisujemy główną odpowiedzialność za dojście PiS do władzy. I nieważne czy to prawda czy nie – to emocjonalne obarczanie winą PO za zwycięstwo PiS jest także faktem społecznym i PO musi umieć z tym żyć. Tylko zwycięstwo wyborcze na jesieni 2019 r. pozwoli częściowo zdjąć z PO odium tej odpowiedzialności.
Słuchałem kilka dni temu wywiadu Grzegorza Schetyny w samochodzie „Onet rano” i on wygłosił tam takie zdanie, że politycy muszą mieć grubą skórę po podlegają ostrej krytyce. Jeżeli zaprzestaniemy tej krytyki to efektywność ich działań zmaleje, niestety.
*
Po piąte – w komentarzach pod poprzednim artykułem Pana Redaktora nie spotkałem poglądu, że Robert Biedroń ma szanse samodzielnie zbudować ugrupowanie polityczne zdolne zdobyć więcej głosów niż dzisiejsza KO. Gdyby, co jest mało prawdopodobne, to mu się jednak udało to suma tych dwóch ugrupowań przekraczałaby 56% i tylko kwestią techniczną byłoby jak wykorzystać efekt D’Hondta. Ostrożnie licząc pełen sukces ugrupowania Roberta Biedronia polegać może na zdobyciu 8% do 10% poparcia społecznego, a to wystarczająco interesujący wynik aby o jego udział zabiegała KO. Słyszałem jednak jego wypowiedzi, gdzie potwierdzał swój udział w takiej koalicji, ale racjonalnie najpierw sam musi uzyskać świadomość poparcia nowego ruchu politycznego.
*
Po szóste wreszcie – Pan Redaktor napisał onegdaj dość krytyczny artykuł o lewicy „Lewica Szkodzi” https://studioopinii.pl/archiwa/184213 Tymczasem lewica jest bardzo potrzebna, żeby pokonać PiS, ponieważ PiS jest partią bolszewicką, a więc lewicowo-populistyczną, przebraną dla niepoznaki w strój prawicy obyczajowej, aby ukryć swoje zapędy dyktatorskie. Autentyczna narracja lewicowa może PiSowi podebrać trochę zwolenników. Pani Nowacka już dołączyła do KO i teraz pora na Biedronia. SLD już dawno przestał być autentyczny w swojej lewicowości, jest raczej reprezentantem resentymentów po PRLu, a partia Razem działa tak aby zaprzeczyć znaczeniu swojej nazwy. Warto także pamiętać, że deklarowana przez Biedronia idea ruchu progresywnego może przyciągnąć do niego ludzi, którzy tradycyjnie nie chodzą na wybory a dla takich nowoczesnych, progresywnych idei będą skłonni to uczynić.
*
Na koniec wątek poboczny – rozliczania się partii po przegranych wyborach. Oczywiście to co napisałem w odpowiedzi na pytania @RAFY jest modelem wzorcowym, niejako idealnym tak jak idealnym modelem biurokracji był model Maxa Webera. Życie bywa mniej wzorcowe. W załączeniu przedstawiam listę partii politycznych w kilku krajach, które dość skrupulatnie praktykują demokrację wewnętrzną, zjazdy i osąd opinii publicznej na co dzień, nie tylko po przegranych wyborach. Kolejność krajów nie jest przypadkowa – od najbardziej demokratycznego (co jest równoznaczne z jakością administrowania krajem) do najmniej demokratycznego, choć tutaj różnice są niewielkie i to jest absolutna czołówka. No może jeszcze kolejność uległaby zmianie gdy dodać Norwegię, Szwecję, czy Szwajcarię, ale mnie chodziło o przykłady. Z każdego kraju podałem przykłady partii największych lub najbardziej znanych, aby nie rozdrabniać się w szczegółowych przykładach. Dla każdej partii podałem adres w polskiej edycji wikipedii oraz adres oryginalnej strony internetowej. Aby ułatwić lekturę w wyszukiwarce Google proponuje automatyczne tłumaczenie strony na polski.
Holandia
Partia Ludowa na rzecz Wolności i Demokracji (niderl. Volkspartij voor Vrijheid en Democratie, VVD) https://pl.wikipedia.org/wiki/Partia_Ludowa_na_rzecz_Wolno%C5%9Bci_i_Demokracji https://www.vvd.nl/
Partia Pracy (niderl. Partij van de Arbeid, PvdA) – https://pl.wikipedia.org/wiki/Partia_Pracy_(Holandia) https://www.pvda.nl/
Apel Chrześcijańsko-Demokratyczny (niderl. Christen-Democratisch Appèl, CDA) https://pl.wikipedia.org/wiki/Apel_Chrze%C5%9Bcija%C5%84sko-Demokratyczny https://www.cda.nl/
Dania
Socjaldemokracja Danii, Socialdemokratiet i Danmark https://pl.wikipedia.org/wiki/Socialdemokraterne https://www.socialdemokratiet.dk/default.aspx
Lewica (duń. Venstre) – duńska partia polityczna o profilu liberalnym, działająca od 1870 https://pl.wikipedia.org/wiki/Venstre_(Dania) https://www.venstre.dk/
Duńska Partia Ludowa (duń. DF, Dansk Folkeparti) – nacjonalistyczna partia polityczna powstała w 1995 – odpowiednik PiSu w Danii https://pl.wikipedia.org/wiki/Du%C5%84ska_Partia_Ludowa https://danskfolkeparti.dk/
Niemcy
Unia Chrześcijańsko-Demokratyczna Niemiec, niem. Christlich Demokratische Union Deutschlands (CDU) https://pl.wikipedia.org/wiki/Unia_Chrze%C5%9Bcija%C5%84sko-Demokratyczna_(Niemcy) https://www.cdu.de/
Socjaldemokratyczna Partia Niemiec (niem. Sozialdemokratische Partei Deutschlands, SPD) – https://pl.wikipedia.org/wiki/Socjaldemokratyczna_Partia_Niemiec https://www.spd.de/
Wolna Partia Demokratyczna (niem. Freie Demokratische Partei, FDP) – https://pl.wikipedia.org/wiki/Wolna_Partia_Demokratyczna https://www.liberale.de/
@Red. Ernest Skalski: niestety, stawianie na niemrawą koalicję z wypalonymi politykami na czele to takie samo wróżenie z fusów, jakie niektórzy z nas wykonują stawiając na Roberta Biedronia. Słupki Platformy nadal spadają, Nowoczesna to już dawno margines polityczny na własne życzenie. Jaka to ma być siła przyciągająca dla reszty planktonu politycznego w Polsce?
.
Wprost ponoć zapewnia, że Donald Tusk chce wrócić do polskiej polityki już w przyszłym roku, zakończyć służbę na salonach parlamentu europejskiego przed czasem i organizować szeroką koalicję anty PiS. Dobre i to. Na pewno ma więcej szans na przyciągnięcie polityków i wyborców od obecnej KO.
.
Dlaczego ja i nie tylko ja stawiam na Roberta Biedronia? Ponieważ on w tej chwili w żaden sposób nie zagraża obecnym koteriom politycznym. Dlatego ma czas na sprawdzenie swoich sił, zanim przyjdzie decydować, czy ma występować solo, czy wraz z KO. To wszystko musi się wyjaśnić w nadchodzących miesiącach i wtedy może wrócimy do tych ulubionych przez naszego redaktora Skalskiego procentów. Na dziś to wróżenie z fusów, bo tych procentów zamiast przybywać, ubywa. A to powinno zapalać czerwone lampki u wszystkich, którym leży na sercu wyprowadzenie polskiej polityki z grajdoła Pisowskiego.
Pomysł PIRS-a https://studioopinii.pl/telewizja-pokazala-345, nawoływania prof. Radosława Markowskiego, senatora Marka Borowskiego, posła Adama Szłapki https://www.facebook.com/adamszlapka/videos/1871831622840395/.
Nie, nadal dziennikarze, komentatorzy w mediach, politolodzy, socjologowie bajdurzą o 2 koalicjach demokratów, dywagują o drobnicy lewicowej. Politycy do wspólnej listy wyborczej z najmniejszym wspólnym mianownikiem – demokracji, prawa i Europy – nie doprowadzą. Racja stanu to nie ich interes. Tylko silny nacisk opinii publicznej uświadamiający D’Hondt-ową zasadę przydzielania mandatów może coś zdziałać.
Na wspólnej liście wyborczej demokracja jest największa. ŻADEN głos nie przepadnie. Pójdzie do puli zwycięstwa, a w następnych wolnych wyborach wyłonią się szczegółowe programowe preferencje.
Liczby niby te same widzimy, a wnioski jakby różne:
W 2015 roku PiS miał 37 %,
Kukiz 8.8%
PO 24%
N 7.5%
PSL 5%
SLD (ZLEW) 7.5%
Wspólnie – 44%
Obecnie, w tym łaskawszym sondażu, który zechciał Pan przytoczyć:
PO 25 %
SLD 8%
PSL 5%
N. 4%
Wspólnie 42%
Tymczasem PiS ma większe poparcie niż w dniu wyborów, gdy tej nieistniejącej jeszcze nawet koalicji poparcie spada.
Obracanie się w cały czas tym samym gronie i tasowanie tych samych kart nie pomoże.
To, co może pomóc, to zwiększenie puli głosujących.
Proszę zerknąć na wyniki wyborów w 2005 i wynik PiSu.
Oraz wynik wyborów w 2007 – PiS uzyskał znacznie lepszy wynik, niż 2 lata wcześniej przejmując władze.
Wiec co się zmieniło? Frekwencja!
w 2005 roku około 12 milionów ważnych głosów.
w 2007 roku ponad 15 milionów ważnych głosów! W Warszawie i za granicą brakowało kart do głosowania w lokalach wyborczych. PO wtedy dawała nadzieję, była powiewem świeżości i zebrała premię. Porwała miliony nowych wyborców.
Wyborców, którzy wierzyli w nowocześniejsze, bardziej sprawne, bardziej przychylnie do obywatela nastawione państwo i zerwanie z szaleństwami PiSu.
Dziś PO takiej szansy nie ma.
Nadzieje na zmianę zostały zawiedzione, a nad politykami PiSu i ich bezprawnymi działaniami Platforma rozpostarła parasol ochronny.
Natomiast pojawiają się nowe inicjatywy. Nowe ruchy, kótre mają szansę dotrzeć do tych, co to ostatnio zostali w domach nie wiedząc na kogo głosować. Najgłosniejszym nazwikiem i absolutnie nowym zjawiskiem na scenie politycznej, zdolnym porwać nowych wyborców jest Biedroń.
GROSZ DO GROSZA
Zgadzam się z Panem, że liczy się każdy głos. Każdy głos wypowiedziany publicznie, każdy komentarz moze kogoś przekonać i zaważyć na wyniku wyborów.
Dlatego nie jestem w stanie zrozumieć, jak Pan może zohydzać inicjatywy mające szanse dać nową nadzieję na lepsze jutro i mogące przede wszystkim zwiększyć frekwencję.
To nie łączenie punkcików procentowych (których się nie da czasami połączyć) może odsunąć PiS od władzy, tylko zwiększenie frekwencji!
Od tasowania tych samych zgranych kart nie staną się one lepsze. Zwłaszcza, że PiS jeszcze chowa atuty w rękawie – w razie zagrożenia wyniku mozna wchłonąć prawicowe kanapy i też zebrać dodatkowe głosy. Tez może dodać grosz do grosza.
Przekonanie dodatkowych wyborców, że warto pójść i oddać ważny głos – to jest i powinien być cel każdego, komu zależy na odsunięciu PiSu od władzy. Ani PO, ani PO i PSL, ani też PO+PSL+N. tego nie potrfaią (inaczej już bysmy mieli odzwierciedlenie w wynikach sondaży).
Może to uczynić Biedroń.
HOUGH
edit:
Biedroń nie jest „nowym” zjawiskiem na scenie, lecz „nowatorskim”.
Widzicie Reksiofafik – macie kłopoty z rozumkiem. Co Wam Red Skalski umiejetnie w słupkach wyliczył.
LOL
Pozdrawiam
Ponieważ mój większy komentarz czeka na moderację spróbuje czegoś krótszego. Właściwie większość, jesli nie wyszycy komentatorzy, zgadza się co do tego, że PiS ma szanse zostac pokonany przez jak najszerszą koalicję partii demokratycznych. Taka koalicja powinna zostać utworzona jeszcze w 2016 r. (Taką proponował KOD, ale zachowania lidera pogrzebały tę inicjatywę.) Tak koalicja była i nadal jest potrzebna nie tyko na wybory parlamentarne 2019 r. Ona była i nadal jest potrzebna aby stawiać tamę bieżącemu demolowaniu państwa polskiego przez PiS. Jeżeli spojrzeć na dzisiejszą Koalicję Obywatelską, to powstała ona zdecydowanie zbyt późno i jest zdecydowanie zbyt słaba. Nie jest szeroką a raczej bardzo wąską koalicją demokratyczną. Zmierzam do tego, że żadna z partii ją tworzących nie stanęła na wysokości zadania. Ponieważ siłą największą a zarazem sprawczą i osią takiej koalicji jest PO, to do niej kierujemy wszystkie zastrzeżenia. PO, od początku praktyki po wyborach 2015 r. nie przyjmowała do wiadomości, że taka koalicja jest wyznacznikiem polskiej racji stanu. Stąd działania PO aby przechytrzyć przyszłych koalicjantów: .N, SLD, PSL i wszystkie te NGoSy które dla takiej koalicji są bardzo ważne. Efekt jest mizerny – przechytrzyli sami siebie.
Gdyby taka koalicja powstała w 2016 roku i konsekwentnie broniła sądownictwa, prawa antyaborcyjnego, lasów, podatków, praw pracowniczych, praw człowieka w tym demonstrowania, racjonalnej polityki zagranicznej, etc. – dzisiaj bylibyśmy w innym punkcie niż jesteśmy. A tak PO zachowywała się i zachowuje jakby nie przyjmowała do wiadomości skali barbarzyństwa PiS i skali zagrożenia racji stanu. Zamiast tego PO od początku działa tak, żeby jej dobro partyjne było na wierzchu. I jest na wierzchu na poziomie 24% tyle średnio pokazują sondaże na rok przed wyborami. Koalicja Obywatelska z udziałem PO ma zaledwie 28% poparcia wykazywanego w sondażach. Blokowanie inicjatywy Roberta Biedronia; gdyby była ona do zablokowania; jest skazywaniem się na porażkę. PO byłaby w takiej porażce najsilniejsza, ale co nam z takiej siły. To właśnie jest fałszywa ARYTMETYKA – zakładanie, że KOalicja Obywatelska w dzisiejszej formie porwie tłumy i zgromadzi poparcie zdolne odebrać władze PiS, nawet jeśli dołączą do niej PSL i SLD. Za późno, za wąsko – słowem za mało entuzjazmu. Bez entuzjazmu PiSu nie pokonamy. W dzisiejszej Polsce na razie tylko Biedroń rokuje uruchomienie takich pokładów entuzjazmu i dlatego nie powinniśmy go zwalczać. Krytykujmy, postulujmy, sugerujmy ale pamietajmy, że sukces Biedronia jest w naszym jak najgłębszym interesie.
Czytając między wierszami teksty Redaktora Skalskiego odnoszę wrażenie, że za nimi stoi następująca, nie wypowiedziana teza: Nie wzbudzajmy entuzjazmu innego niż dla Koalicji Obywatelskiej. I możnaby to popierać, gdyby nie fakt, że taka koalicja w ogóle nie ma szans na jakikolwiek entuzjazm. Nie ma szans z własnej winy i na własną prośbę!
Nie mogę odrzucić natrętnej myśli,
że PO już od dawna oswaja się z rolą pozorowanego oponenta, mając w perspektywie kilka w miarę pewnych kadencji w Parlamencie.
To taka opozycja (z) pełną gębą – trochę poszczeka, ale nie ugryzie. Dwa lata już tak funkcjonuje. Można nawet rzec, że całkowicie jest przewidywalna w swojej indolencji.
PiS ich w takiej roli (za)akceptuje, bo celuje w takiej bałamutnej grze pozorów.
Do takiej „misji” (w obecnej swojej kondycji) PO nadaje się akuratnie. Totalną opozycją już się nazwała, rzekomo powołała rząd cieni, podobno teraz buduje blok Koalicji Obywatelskiej – rzec można: same sukcesy. To wszystko rzekomo jest, ale jakby nie było.
Co jednak najważniejsze: absorbuje uwagę publiczną, rozbudza czcze nadzieje i cementuje scenę polityczną… i dzięki temu walec bez większych przeszkód może dalej się toczyć.
„Tolerancyjna” przewodnia partia takiej bezzębnej opozycji potrzebuje.
Jak by jej nie było, to dokładnie taką musiałaby wymyślić.
.
Tak jedynie mi się wydaje, czy tak właśnie jest?
Jak się pozbyć takich myśli?
… i czy warto?
Jak bardzo złudna jest ARYTMETYKA bieżących sondaży pokazuje dzisiejsza publikacja sondażu KANTAR
Public https://wiadomosci.wp.pl/pis-z-dwukrotna-przewaga-nad-po-najnowszy-sondaz-6296756740368513a
Nie chodzi nawet o to, że PO sporo traci a PiS jeszcze więcej zyskuje. Chodzi o to, że jak wskazywano w dyskusji, bieżące sondaże będą się zmieniać, a istotne są trendy a nie pojedyncze wyniki. Nawiasem mówiąc ten sondaż w ogóle nie uwzględnia Koalicji Obywatelskiej, co także jest zastanawiające.
Z Ernestem zgadzam się w 100%, ale dorzucę to, o czym piszę od dłuższego czasu (a jednocześnie namawiam do tego .N i Plan Petru). Sytuacja jest taka, że państwo Schetyna, Lubnauer, Czarzasty, Kosiniak-Kamysz, Biedroń powinni na kolanach pójść do profesora Matczaka i błagać Go, żeby stanął na czele Zjednoczonej Opozycji (mogłaby się nazywać Polska2031). Nie wykluczam, że mógłby to być także W. Frasyniuk, ale wolałbym Matczaka. Mogę postawić dolary przeciw orzechom, że wtedy byśmy bez trudu wygrali wybory.
Ja też wołałbym Matczaka, ale na razie nic z tego nie wynika. To „wolałbym” przypomina mi rysunek satyryczny Polaków wybierających Chrystusa na króla Polski. Biedny Chrystus nieśmiało mówi, że on jednak wolałby być królem Niemiec.
Znalazłem ten rysynek:
Przy okazji reklamuję mój sen: https://polska2031.wordpress.com/2018/09/18/mialem-sen/. A w poprzednim wpisie wspomniałem Plan Petru, którego bym nie skreślał, bo bardzo ciekawe programy są tam tworzone.
Lewicowych oslow trojanskich nic nie przekona.
@RODAKZUSA
Zgadza się. Nas lewicowych osłów trojańskich nic nie przekona. Jesteśmy zbyt durni i tyle. I prosze wziąć to pod uwagę przy budowaniu jakichkolwiek strategii mających na celu odsunięcie PiSu od władzy. Nas, durniów, nie przekonacie do głosowania na platformerskich przyjaciół PiSu. Także Wy – światli rodacy z USA i Polski, potrafiący skutecznie dodawać – wymyślcie strategie wyborcze pozwalające na odsunięcie PiSu od władzy uwzględniając nasz durny ośli upór.
Jest o co walczyć – pewnie z kilkanascie procent – a więc akurat tyle, by udało się wspólnie obalić PiS.
🙂
Ciekawy artykuł Bierzyńskiego. Jak gdyby inny od artykułu pana Ernesta.
http://bierzynski.pl/publikacje/premia-za-jednosc-opozycji-to-mit-bez-poparcia-w-badaniach-wyborcza/
@ Narciarz,
Dziękuje za podlinkowanie tego artykułu. Takie zupełnie inne rzucenia światła na te same dane.
I tez inne wnioski.
@ NARCIARZ2 – różnica między artykułem komentowanym a tekstem Buierzyńskiego, sprowadza sie do tego, że o koalicjach bądź ich braku bedzie trzeba zdecydowac kilka miesięcy przed wyborami do Sejmu, kiedy efekt każdego rozwiązania bedzie łatwiej policzyć, lub policzyć z mniejszym błędem. Dzisiaj, na kilkanaście miesięcy przed wyborami ilość niewiadomych uniemozliwia podejmowanie racjonalnych decyzji.
@ ERNEST SKALSKI
Miło mi, że zwrócił pan redaktor uwagę na moje pytanie, jednak myli się pan sądząc, że „Pani RAFA uznała odpowiedź za wystarczającą”. Było wręcz przeciwnie i dałam temu wyraz.
Odpowiem więc raz jeszcze, i szerzej. Tych kilka zaadresowanych do mnie zdań p. Sławka tylko pozornie były odpowiedzią, zatem odpada rozważanie, czy „wystarczającą”, czy nie. Pozornie, bo czyjeś własne wyobrażenia nie są tym samym co wiedza (nawet gdy chodzi o jej skromny okruszek: jakiś fakt historyczny, jakąś datę, jakiś adres).
Myśmy już zresztą kiedyś z p. Sławkiem przećwiczyli identyczny, od pocżątku do końca, schemat komunikacyjny. P. Sławek podzielił się wtedy innym aspektem swych wyobrażeń o Zachodzie: że mianowicie istnieją żydowskie fundacje wspomagające – wyłącznie, jak wynikalo z kontekstu dyskusji – żydowskich studentów. Też wymigiwał się od rzeczowej odpowiedzi na moje pytanie o choćby jeden konkretny przykład.
A że stypendia bywają bardziej żywotną sprawą niż mechanizmy partyjne – zwłaszcza przy lądowaniu na Zachodzie w połowie studiów, bez pieniędzy i bez koneksji – to, gdybym 50 lat temu znała p. Sławka, bardziej bym jednak nalegała, by mi zdradził jakiś konkret. Zdobywane w pocie czoła stypendia naukowe to żadne mecyje, skoro byle goj mógł się na nie załapać, a takie genetyczne stypendium dostałabym z palcem… no, gdziekolwiek.
Dodam, że ciekawi mnie, już od czasów lektur studenckich, geneza i społeczne funkcjonowanie wyobrażeń. Z lektur tych czerpię na przykład domysły o socjologicznym podłożu niektórych panasławkowych wyobrażeń, którego, jestem pewna, bo mam go za przyzwoitego człowieka, nie jest świadom.
@RAFA – jeżeli sie pani nie zgadza z moimi wpisami to pani dobre prawo. Może pani nawet kwestionować normalne i powszechne praktyki zachodnich partii politycznych, które w formie zjazdów poddają się okresowo (co 2, 3 lub 4 lata, etc.) osądowi swoich członków, a pośrednio opinii publicznej; także w formie demokracji wewnętrznej kontrolowanej sądownie. To wszystko można wyczytać w polskiej wersji wikipedii i/lub w oryginalnych dokumentach tychże partii przytoczonych przeze mnie we wpisie wyżej datowanym 18.09. 2018 r. Jestem w stanie zrozumieć, że podziela pani stwierdzenie Redaktora Skalskiego, że takie moje twierdzenia są gorsze od kłamstwa ponieważ są przeświadczeniem. Pani sympatia do autorytetu Pana Skalskiego ma prawo być silniejsza od faktów – pani sprawa. Kiedy jednak jednak przypisuje mi pani stwierdzenie którego nie wypowiedziałem to jest po prostu niczym nie uprawniona internpretacja czyli kłamstwo: „P. Sławek podzielił się wtedy innym aspektem swych wyobrażeń o Zachodzie: że mianowicie istnieją żydowskie fundacje wspomagające – wyłącznie, jak wynikalo z kontekstu dyskusji – żydowskich studentów.” Niczego takiego nie twierdziłem – mówiłem o tym, że Żydzi przez tysiące lat diaspory wypracowali mechanizmy społeczne wspierające najbardziej utalentowane jednostki w swojej społeczności, co jest szczególnie istotne dla najbiedniejszych, a formy wspracia są bardzo różne, w tym między innymi fundacje. I to wszystko co twierdziłem. Nie mówiłem, że fundacje te wspieraja wszystkich jak leci członków społeczności żydowskiej na świecie, nawet jeżeli poziom zamożności by tego wymagał, ponieważ to zupełnie inne względy decydują o wsparciu.
Jestem pod wrażeniem a zarazem dziękuję za tak pilne śledzenie moich wpisów, z których pani czerpie wiedzę „badacza” zjawiska pt.: „… geneza i społeczne funkcjonowanie wyobrażeń . Z lektur tych czerpię na przykład domysły o socjologicznym podłożu niektórych panasławkowych wyobrażeń, którego, jestem pewna, bo mam go za przyzwoitego człowieka, nie jest świadom.”
Chętnie się dowiem jakie są pani „domysły” o socjologicznym podłożu tych moich wyobrażeń, których ja nie jestem świadom? Podłożu, o którym pani napisała „…jestem pewna”. Chciałem i tak serdecznie pani podziękować, że przy takim poziomie „wyobrażeń”, a więc rzeczy nie mających pokrycia w faktach czyli konfabulacjach, ma mnie pani „za przyzwoitego człowieka” a nie za oszusta. Doprawdy dziekuję za tak uprzejme potraktowanie, droga pani łaskawczynio!
*
Komentując artykuły i opinie komentatorów koncentruję sie na meritum, starannie pomijając wszelkie wątki personalne. Nawet jeśli się z kimś nie zgadzam, nie „śledzę” psychospołecznych uwarunkowań jego poglądów. Nawiasem mówiąc ktokolwiek próbuje występować w roli psychologa czy socjologa na podstawie pojedynczych, pisemnych opinii osoby poddanej „badaniu”, bez znajomości tej osoby, wystawia samemu sobie świadectwo ignorancji na tle braku stosowania elementarnego warsztatu profesjonalnego. To taka mniemanologia zbliżona do pseudo nauk sowietologicznych, nie mająca oparcia w zweryfikowanych narzędziach badawczych. Formułując opinię nawet do głowy mi nie przychodzi, że gdzieś siedzi sobie jakaś pani, która na podstawie np. moich opinii stwierdza jaka jest „geneza i społeczne funkcjonowanie wyobrażeń”, moich wyobrażeń. Ta pani lepiej wie jakie są fakty i prawda merytoryczna, a moje opinie tam wszędzie gdzie nie zgadzają sie z jej stanem wiedzy, są wyłącznie „wyobrażeniami”. Do głowy mi nawet nie przychodzi, że można zadawać pytania „badawcze” w których odpowiedziach szuka się „wyobrażeń”, ponieważ samemu „lepiej się wie” jaka jest prawda. Takie pytania zadawane są w złej wierze a metody badawcze, są pseudo metodami, w dodatku zwyczajnie niegodnymi. To co mnie w pani wpisie najbardziej zaskoczyło to taki ton pobłażliwego protekcjonalizmu. Nie ma pani odwagi, żeby uczciwie przedstawić swój punkt widzenia bezpośrednio we wpisie do mnie, tylko zwaraca się pani do Pana Skalskiego, puszczając do niego oko, że on i pani świetnie wiecie jaka jest prawda, a ja zwyczajnie ulegam wyobrażeniom. To nieznośna i niezwykle małostowa maniera. Rozumiem, że ma pani ochotę swoje kompleksy leczyć traktując innych z góry jak maluczkich spogladając z olimpu na ich miałkość intelektualną, ale obiecuję, że pierwszy i ostatni raz odpowiadam tak kulturalniue. Mam nadzieję, że na tym nasze kontakty sie skończą – bez żalu z mojej strony. Chciałbym wierzyć, że nie zobaczę już żadnych pani wpisów do mnmie i komentarzy na ich temat – nie interesuje mnie rola królika doświadeczalnego w rękach badacza-amatora. Jeżeli jeszcze raz coś takiego wychwycę, moja odpowiedź będzie naprawdę dużo mocniejsza. Proponuję aby pani swoje problemy i kompleksy adresowała i rozwiązywała z daleka od mojej osoby.
Cierpliwość p. Ernesta wydaje się nie ma granic, kłaniam się nisko i przepraszam, że oprócz artykułu przeczytałem także parę fragmentów komentarzy niestety. Jeżeli to nie dociera w zasadzie tutaj, to co dopiero w innych gronach, przeważnie winnych tej przepaści nad którą stoimy, a pis pcha nas naprzód …
@EMWE: cytuję – Jeżeli to nie dociera w zasadzie tutaj, to co dopiero w innych gronach, przeważnie winnych tej przepaści nad którą stoimy, a pis pcha nas naprzód …
Polecam sprawdzić przyczyny tego nie docierania argumentów Redaktora Skalskiego tutaj, przez bardziej wnikliwe przypatrzenie się całej dyskusji. I zastanowienie się, dlaczego PiS doszedł do władzy. Czy dlatego, że był tak dobry, czy może obecna opozycja straciła swoją „wybieralność”. Zwieranie pośladków opozycji bez stworzenia nowego programu otwarcia dla polskiej polityki nie zmiecie PiSu. Opozycja straciła ostatnie trzy lata na bezowocne miotanie się i wyzwiska w stronę PiS. Dla przeciętnego wyborcy to już trefny towar. Opozycja miała szansę, gdyby w pierwszym roku rządów PiS nie zostawiła Kodu kierowanego przez głupca samopas, zajęta wewnętrznymi walkami między sobą. To się mści, i to obciąża obecną opozycję. Nie ździwię się, jak nijaki Jaki stanie u steru rządów w Stolicy… i przed takimi perspektywami trzeba się bronić. (Tylko kto ma to zrobić?! Oto jest pytanie).
Dyskutując kwestie jak najbardziej skutecznie odsunać PiS od władzy, większość komentatorów dowiaduje się, że należy do kategorii „lewicowych osłów trojańskich” lub w najlepszym razie do niegrzecznych dzieci dla których cierpliwość Redaktora Skalskiego nie ma granic. W ten sposób zbliżamy się do sytuacji w której powinniśmy ogłosić dogmat o nieomylności Pana Ernesta. Do rozstrzygnięcia pozostaje jedynie kwestia zakresu owej nieomylności.
Umówmy się, ze nic nie wiemy i niewiele potrafimy przewidzieć. Nasza przyszłość zależy od przypadku. W USA takim przypadkiem był Trump. W Polsce zupełnie nieoczekiwanie zawiódł wujek Komorowski, który nie potrafił wdeptać w ziemię gówniarza. No, to gdzie tu arytmetyka? Ciągle wydarza się coś dziwnego. Ostatnio szwankuje kolano. Ono tez może zmienić historię w zupełnie nieoczekiwanym kierunku.
Jedyne, co jest pewne, to ze Prezes ani nie jest wiecznie żywy, ani nie będzie miał mauzoleum kolo grobu Nieznanego Żołnierza. To tez jest jakieś pocieszenie.
@NARCIARZ2 – długi czas też tak myślałem o PiSie, Dudzie i Trumpie, Brexicie, że każde z tych zdarzeń to przypadek. Trudno zresztą odmówić tym „fenomenom” cech przypadku. Im dłużej przyglądam się tym „przypadkom” tym bardziej jestem przekonany, że te zjawiska są częścią i rezultatem szerszego procesu – ofensywy populizmu, chamstwa i prymitywizmu. Sprytni politycy tacy jak JK, Duda, Trump, Cameron, wspierani jak się wciąż dowiadujemy przez celowe działania Rosji, doszli do władzy na fali zjawisk bedących istotą współczesności. Tymi zjawiskami są globalizacja, rozwój internetu, w tym portali społecznościowych, rozwój komunikacji elektronicznej – smartfony, itp. Te zjawiska z jednej strony wywołują zmiany strukturalne w gospodarce światowej (np. pas rdzy w USA), czy konieczność zmiany zawodu przez miliony ludzi, których miejsca pracy nie wytrzymują konkurencji z daleką Azją. Efektem ubocznym jest względny wzrost zamożności ludzi w świecie zachodnim, przez radykalne obnizenie kosztów produkcji wielu produktów: np. tshirty w stosunku do wczesnych lat 90-tych XX wieku staniały od 50% do 80% średnio. Z dugiej strony zjawiska te spowodowały odrzucanie wszelkich autorytetów, w tym np. autorytetu lekarzy, uczonych, inzynierów, jajogłowych, itp. W rezultacie niesłychanie łatwo narasta popularność wszelkich guseł, zabobonów, przesądów, upowszechnianych do woli i zyskujących szeroki wpływ dzięki taniości a zarazem łatwości masowego upowszechniania w internecie. W rezultacie mamy np. rosnącą popularność ruchów antyszczepionkowych, których straszliwą cenę mogą zapłacić dzieci durnych rodziców, którzy nie mając elementarnej wiedzy i tak „wiedzą lepiej”. Rosnąca popularność wszelkich magów, jasnowidzów i wróżbitów powoduje, że racjonalne myślenie przegrywa z „myśleniem inaczej”.
W Europie wymierają pokolenia pamiętające osobiście okrucieństwa II wojny światowej, mające pamięć historyczną dłuższą niż jedno pokolenie wstecz. Część polityków następnych pokoleń postanowiła zakwestionować projekt UE, patrząc wyjatkowo krótkowzrocznie na swój własny, osobisty interes. Przy okazji wychodzi także na światło dzienne kwestia przyjętych mechanizmów UE, które w obecnej formie są dalekie od doskonałości.
Te wszystkie zjawiska powodują i bedą powodowały zmiany w porządku społecznym i politycznym na świecie, w którym rola przypadku, głupoty, chamstwa, nienawiści, ciemnoty, nieuctwa i prymitywizmu ma i będzie miała coraz wiekszy wpływ na wyniki m.in. wyborów, ustroju i systemu politycznego także w Polsce.
W odniesieniu do “SLAWEK2018-09-26”
.
Tak, to wszystko prawda, a precyzyjniej:prawd wiele – nagromadzonych i jednocześnie dość chaotycznie podanych w skondensowanej formie. To jednocześnie prawdziwe i rozczarująco bezradne.
.
Naiwnie ciągle poszukując klucza, wracam do prześladującej mnie wątpliwości.
Nie tyle mam ochotę polemizować z myślą główną tekstu autorskiego, co z tej myśli ujęciem.
Zjednoczenie opozycji może dotyczyć jedynie zakresu, w którym jest ona zgodna!!!
I tu mam właśnie poważne wątpliwości.
To co opozycją nazywamy nią być nie musi.
Może to jedynie takie inne przypadki “pisu”?
– myślą jedynie o zdobyciu władzy (jak PiS),
– w każdej konkurencyjnej partii widzą śmiertelnego wroga (jak PiS),
– we współpracy nie dostrzegają żadnej wartości dodanej (jak PiS),
– wartości traktują jedynie jak slogany (jak PiS),
– korzyści jedynie dla nich mają wymiar doraźny (jak dla PiSu),
…
Ujmę to tak: w klasycznej arytmetyce 1+1=2, co jedynie oznacza, że lewa strona musi równoważyć prawą.
Można to też rozumieć, że należy szukać przyczyn wywołujących Obserwowany skutek, a nie myśleć marzeniami.
Jest chyba dużo gorzej, niż byśmy sobie tego życzyli Panie Redaktorze Skalski.
.
Tupanie nogą tu nic nie pomoże.
Można to też ująć całkiem inaczej – tak, jak proponuje prof. Bartoś:
http://tadeuszbartos.pl/2018/09/28/nawet-konstytucji-trzeba-umiec-bronic/