23.10.2018

Trzaskowski wygrał w stolicy nie sprytem, nie hucpą, lecz inteligencją, która nie jest modna.
Zaczął kampanię spokojnie, nie kpiąc z innych, kończył z rozmachem. Grał nie pod publiczkę – jak jego konkurent. Zademonstrował spokój i siłę przekonywania.
Moim zdaniem – wygrała warszawska inteligencja, którą znamy z przedwojnia, a która rozmyła się na skutek burzliwych dziejów.
Tak jak ongi sojusz robotniczo-chłopski był gwarantem systemu peerelowskiego, tak w dzisiejszych czasach między innymi tzw. słoiki, czyli napływowa ludność z wiosek i miasteczek gromadzi w znacznym stopniu elektorat partii zacofania umysłowego.
Trzaskowski ma szansę ustrzec stolicę od głupoty i zadupia, co w przypadku jego głównego konkurenta groziło nam na 100%.
Jerzy Klechta

„słoiki, czyli napływowa ludność z wiosek i miasteczek gromadzi w znacznym stopniu elektorat partii zacofania umysłowego”
Naprawdę? Do tej pory „słoiki” uchodziły za awangardę, najbardziej energicznych, mobilnych i otwartych na zmiany, a ich wyróżnikiem (i to pozytywnym) było to, ze przybyli do stolicy z mniejszych ośrodków. Więc skąd ta pogarda wobec nich?
To w stolicy nie ma już „prawdziwych warszawiaków”, tyle że narodowców/życiowych frustratów/nieudaczników/leni/itd. (niepotrzebne skreślić), z których zwykle wywodzi się wspomniany elektorat? Wyginęli do tego stopnia, że p. Klechta musi się wywnętrzać na „słoikach”?
Nieładnie.
W moim dziale w pracy jest ludnośc napływowa z okolic lubelskiego, z opolskiego, z podlaskiego, z podkarpackiego.
Są też rodowici warszawiacy.
O ile sami rdzenni, że tak powiem, mieszkańcy Warszawy głosowali różnie (PiS, Bezpartyjni, Razem, stowarzyszenia dzielnicowe), o tyle „Słoiki” wszyscy na Koalicję Obywatelską.
Podzielam zdanie Wanogi – nieładnie.
I poza tym wszystkim – niemądrze. Zwłaszcza, że często te „słoiki” wiedzą przed czym i dlaczego uciekały do Warszawy.
Myślę, że do brawurowej porażki Jakiego nie przyczyniła się ta jego przysłowiowa „słoikowatość”, ale to, że jest jaki jest…