22.11.2018
To co było domyślne stało się widoczne, to czego można było się tylko domyślać uruchamiając wyobraźnię, bazując na doświadczeniu i intuicji – dzieje się!
Każdy dzień przynosi nowe fakty – dymisję „wybitnego” szefa Komisji Nadzoru Finansowego, który w ciągu zaledwie kilku godzin z pozycji atakującego, zapewniającego, że nie podda się i nie złoży dymisji – przechodzi do defensywy, do całkowitej rezygnacji i składa tę dymisję.
Jego rzeczywisty promotor i mocodawca – prezes Narodowego Banku Polskiego, banku wszystkich banków, składa po tym fakcie kuriozalne oświadczenie do mediów, mówiąc wprost, że jego protegowany, nagrany w rozmowie z jednym z polskich bankierów/banksterów, w trakcie której składa mu jednoznacznie korupcyjną propozycję w formie prostego i oczywistego szantażu – jest człowiekiem o nieposzlakowanej uczciwości, człowiekiem wysokich standardów etycznych, że jest on polskim patriotą.
Czy to da się na trzeźwo zrozumieć?
Chyba że przyjmie się „tamte” standardy, „tamtą” logikę – standardy i logikę obozu władzy, budującego konsekwentnie od trzech lat swoje imperium. Imperium odporne na każdy wstrząs, na każde potknięcie. Mając „narodowe” media, mając wymiar sprawiedliwości, policję i wszystkie służby specjalne, większość w Sejmie, większość w Senacie, posłusznego „własnego” prezydenta, po zbudowaniu układu składającego się z tysięcy ludzi, których pozycja, przypisana im władza i pieniądze zależą od partii (a konkretnie od jakiegoś jej człowieka) – mając wszystkie te instrumenty władzy można było poczuć rzeczywistą siłę i moc.
Tylko poczucie pełnej władzy nad wszystkimi instytucjami państwa, opartej na „swoich” ludziach, zajmujących wszystkie kluczowe stanowiska, można mieć takie poczucie siły, by wygłosić do mediów tak kuriozalne oświadczenie.
W dotychczasowym przedstawieniu nie wystąpił, jak dotąd, główny aktor/reżyser spektaklu politycznego. To, że Jarosław Kaczyński milczy i nie zabiera osobiście głosu jest bardzo znaczące. Jego wystąpienie publiczne mogłoby być odebrane jako przyznanie się do tego, jaką pełni on rolę w państwie. Jarosław Kaczyński, gdy – być może – zabierze w końcu publicznie głos, to będzie to głos zamykający aferę.
O tym, jaki jest pomysł obozu rządzącego na wyjście z tej sytuacji – najlepiej świadczy to, jak o sprawie informują „narodowe” media. W wydaniu głównym Wiadomości, telewizja (kurwizja) – głównym sprawcą nazywała Leszka Czarneckiego – wedle nich bankiera o ciemnej przeszłości, który to doprowadził do zapaści własny bank; a władze państwowe w trosce o prostych ludzi – jego klientów – podejmują obecnie wszelkie starania, by bank nie upadł, a ludzie nie stracili swoich pieniędzy. Przekaz prosty i jasny, wiadomo w nim kto jest dobry, a kto zły. Dobry rząd – zły bankier!
Jeżeli w obozie rządu „dobrej zmiany” ci, którzy są reżyserami rządowej narracji o wydarzeniach ostatnich dni myślą, że nadal obowiązuje zasada, którą sto lat temu sformułował Otto von Bismarck – kanclerz Cesarstwa Niemieckiego, zasada która głosiła (w pewnym takim uproszczeniu) – „że dwóch rzeczy nie należy pokazywać ludowi: jak się robi kiełbasę i jak się robi politykę”. Nie należy tego robić – twierdził Bismarck – dlatego, że lud tego nie zrozumie i straci i sen, i apetyt.
Zgadzając się z ogólną tezą, że robienie polityki to nie jest proces estetyczny i miły chciałbym jednak zwrócić uwagę, że obecny „lud” to nie tamten, często niepiśmienny i nieoświecony, a wykształcony i buszujący w społecznościowych mediach, w sieci. Główne wątki afery związanej z nadzorem finansowym to: łapówka, nepotyzm, zatrudnianie „po znajomości” – taka codzienność zwykłego mieszkańca kraju nad Wisłą. Siła rażenia takiego przekazu jest znacznie większa niż tych związanych z nieprzestrzeganiem trójpodziału władzy czy niezawisłości sędziowskiej. Tamto to zasady i wartości a to, to pieniądze i układy – to zrozumie każdy.
Czy „narodowym” mediom wystarczy siły (bo determinacji na pewno) aby przekonać wystarczająco dużą część „suwerena”, że racja jest po stronie rządu, że to wszystko to niecny spisek opozycji i kłamliwych elit – czas pokaże.
Jeżeli nie powstanie komisja śledcza (a nie powstanie) to wszystkie akcje, takie jak komisja obywatelska, obradująca w Sejmie, na oczach publiczności i niezależnych (jeszcze) mediów są dobrym pomysłem, który może pomóc w nadchodzących — a może nawet przyspieszonych – wyborach.
To naprawdę jest walka o wszystko. O miejsce Polski w Europie i świecie, o praworządność i państwo oparte o prawo a nie wolę polityczną, (czytaj wolę jednego, sfrustrowanego starszego pana, podkreślającego, że nie wychował się na podwórku, a na inteligenckim Żoliborzu) państwa, realizującego zasady sprawiedliwości społecznej zapisane w Konstytucji – a nie interesy jednej grupy, nielicznej kadrowo ale obudowanej armią politycznych klientów, państwa otwartego i tolerancyjnego, opartego na wiedzy, a nie wierze…
To naprawdę jest walka o to!
Zbigniew Szczypiński

Mamy nowe pojęcie: licencja politica. Aby było śmieszniej: ta maleńka „większość” przyzwala, aby kłamstwo wręcz funkcjonowało jako prawda i my nie potrafimy tego zdmuchnąć, jak domku tej pierwszej świnki (house of sticks).
>„większość” przyzwala, aby kłamstwo wręcz funkcjonowało jako prawda i my nie potrafimy tego zdmuchnąć,…<
Potrafimy, potrafimy, tylko zawsze zapala się "czerwona lampka" czy to się opłaca..
Glosa maleńka taka – do zestawu instytucji opanowanych przez rządy „dobrej zmiany’ trzeba również dopisać to w jakim trybie i jak szybko przegłosowano kolejną wersję ustawy o Sądzie Najwyższym w której władza wycofała się ze swojego stanowiska dotyczącego kadencji sędziów i prezesa SN. W czasie krótszym niż cztery godziny przez Sejm przeszły trzy czytania projektu nowej ustawy i sejm, jak posłuszna prezesowi maszynka, ustawę przyjął. Polska nie jest już państwem demokracji parlamentarnej a państwem rządzonym dekretami prezesa z Nowogrodzkiej, Sejm nie jest już izbą poselską a zwykłą maszynką do glosowania prawa stanowionego przez poza konstytucyjne grono zbierającego się w biurze jednej z partii politycznej wchodzącej w skład koalicji rządzącej. Jeżeli osiągnęliśmy już taki stan niemający nic wspólnego z demokracją parlamentarną to możliwe są wszystkie dalsze kroki prowadzące wprost do dyktatury i to nawet nie jednej partii a jednego człowieka. Tak sądzę…
Panie Zbyszku, od kiedy wymyślono tzw. dyscyplinę partyjną przy głosowaniach, Polska przestała być państwem demokracji parlamentarnej. PIS tylko twórczo rozwija ten kierunek.
Dorzucę do tego nagminne zgłaszanie projektów ustaw z natury rzeczy w sprawach przypisanych rządowi – jako „poselskie”. Wyłącznie w celu obejścia prawa – to znaczy zasad tworzenia prawa, co samo w sobie jest przestępstwem.
Jeżeli pisowcy blokują powołanie komisji śledczej, to opzycja powinna powołać zespół parlamentarny ds. wyjaśnienia tej afery. Zespół z udziałem ekspertów i mediów tak, aby sprawa była oficcjalnie, jawnie i wszechstronnie analizowana, razem z dziennikarzami śledczymi. Jestem przekonany, że wiele nowych informacji ujrzy światło dzienne.
O powołaniu zespołu poselskiego myślałem już przy którejś z wcześniejszych afer, których ujawnienia i wyjaśnienia pis boi się jak ognia.
Ale: pis dopisywałby swych posłów i popleczników tylu, ilu trzeba by wygrywać głosowania. Okazałoby się też, że nie ma żadnej wolnej sali – włącznie z kaplicą, – a na dodatek marszałek nie wyasygnuje żadnych środków finansowych. Znaleźliby pewnie i inne sposoby obstrukcji, lecz próbować trzeba. Komentując je, zawsze można powiedzieć o hipotetycznych przyczynach takich reakcji pisu.