Zbigniew Szczypiński: Co jest ważne w polskiej polityce?

09.12.2018

Powiedzieć, że zapiekliło w polskiej polityce, to właściwie nic nie powiedzieć. 

Co kilka dni mamy spektakularne wydarzenia: a to dwudniowe spotkanie posłów rządzącej partii w Jachrance (rozumiem, że w tym samym ośrodku co dawniej, gdzie spotykali się inni posłowie i działacze innej rządzącej wtedy partii); a to przekraczające wszelkie, nawet obecne, porażające standardy działania organów państwa, jakie zaprezentował minister sprawiedliwości i prokurator generalny pan Zbigniew Ziobro – zatrzymując ekipę KNF sprzed lat po to tylko, aby „przykryć” prawdziwą aferę obecnego KNF; liczne przetasowania sejmowej układanki – rozpad i zniknięcie klubu Nowoczesna, ruchy odśrodkowe w Kukiz 15, podjęta próba (nieskuteczną) rejestracji partii, powiązanej z panem Rydzykiem; „historyczny” moment, w którym Adrian Zandberg w telewizyjnym studiu przyjaźnie rozmawia z przewodniczącym Czarzastym…. mogę tak jeszcze długo, ale nie warto.

No to co warto?

Przede wszystkim warto nie dać się ogłupić, nie dać się zwariować i nie pozwolić sobie wcisnąć opowieści, że to są ważne wydarzenia, że niosą one zapowiedź jakiejś zasadniczej zmiany, która przemebluje polską scenę polityczną.

Tej sceny nie przemebluje młody Robert Biedroń, który właśnie zrezygnował z mandatu samorządowego i buduje swój ogólnopolski projekt na wybory do parlame

ntu europejskiego – zapowiadając, że zrzeknie się również mandatu europosła tak, jak zrobił to z mandatem do samorządu w „swoim” Słupsku. Intuicja podpowiada mi, że stanie tak się tylko w wariancie – mam mandat europosła, ale wynik nowego ugrupowania nie rokuje sukcesu w wyborach parlamentarnych. Wtedy mandat do europarlamentu będzie miał inną wartość, wtedy Robert Biedroń, jak sądzę, zapowie walkę o kształt demokracji w Polsce z Brukseli, a jeżeli towarzyszyć mu tam będzie również jako europarlamentarzysta jego partner życiowy, to walka w Brukseli o demokracje w Polsce będzie jeszcze łatwiejsza.

Przepraszam Roberta Biedronia za ten sarkazm, ale poruszony zostałem informacją, że jego partner ma również wystartować w wyborach do europarlamentu – z list tego nowego ugrupowania. Nie trzeba mieć wielkiej wyobraźni, aby słyszeć już teraz ten jazgot w prawicowych mediach… Kto to wymyślił panie Robercie?

Wariant z mandatem i rokującym dobrze wynikiem nowego ugrupowania daje podstawę do realizacji zrzeczenia się mandatu i walki o fotel premiera polskiego rządu po wyborach parlamentarnych 2019. Tak trzeba mówić o swoich ambicjach do rządzenia nawet wtedy, gdy szanse na fotel premiera są diablo małe. A właściwie żadne. Wielkość ambicji w polityce to coś innego niż w innych dziedzinach naszego życia. Jeśli nie fotel premiera, to walka o wejście do rządu – to też ambitne i nieco bardziej realne cele.

Wszystko to co powyżej – to polityczna futurologia. Rzeczywistość polityczna jaka jest – każdy widzi!

Wracając do tej rzeczywistości chcę bardzo mocno podkreślić, że ostatnie wydarzenia – to co powiedział Prezes Polski w Jachrance, to co zrobił Zbigniew Ziobro w sprawie KNF – są dowodem, że wzmacnia się wartość już znacznie wcześniej sformułowanego hasła – zasady: władzy raz zdobytej nie oddamy nigdy! W miarę jak opozycji i (jeszcze) wolnym mediom oraz w ogóle wszystkim siłom krajowym i europejskim uda się pokazać jeszcze więcej z „kuchni władzy” rządzącej ekipy masom jej klientów – rosnąć będzie w gangu determinacja do obrony zajmowanych pozycji.

To nie jest bowiem walka o władzę – to jest walka o życie, o jego wymiar materialny, a nie tylko kulturowy, wyrażający się dostępem do zaszczytów i tytułów. Ekipa rządząca, cała ekipa, wiele setek tysięcy ludzi wie jedno – utrata władzy przez obóz Zjednoczonej Prawicy to koniec, utrata wszystkiego.

To bardzo silne motywatory do działań, z prawem zgodnych… albo i niezgodnych. Rząd partii noszącej w nazwie słowa Prawo i Sprawiedliwość przez trzy ostatnie lata dał wystarczająco wiele powodów aby każdy, nawet nie bardzo interesujący się polityką człowiek, dowiedział się jak można traktować prawo, jak wiele jest argumentów przemawiających za tym, że to wola ludu jest ważniejsza niż jakaś norma prawna głoszona przez prawników (co to są przestępczą kastą, kradnąca ze sklepów spodnie czy wiertarki). To przecież złodzieje są, co zapewnili sobie bezkarność, prawda?

Na haśle, że trzeba z tym skończyć, że trzeba ukrócić rządy złodziei – Prawo i Sprawiedliwość przejęło Trybunał Konstytucyjny, Krajową Radę Sądownictwa, prokuraturę i przejmuje teraz  sądy. Karząca ręka ludowej sprawiedliwości ma rozpocząć ludowe igrzyska, gdy dla ludu zabraknie chleba, gdy skończą się pieniądze na podarunki dla suwerena, gdy złotousty premier, wspomagany przez samego prezydenta nie będzie już mógł zapowiedzieć żadnego kolejnego prezentu.

Ten czas jest już blisko, ale stawiam dolary przeciw orzechom, że w nadchodzącym roku rząd nie zrobi nikomu krzywdy, nie ogłosi żadnej trudnej reformy, która mogłaby wzburzyć ludzi. Rząd się zaprze, zadłuży, stanie na głowie –  i da. Zrobi to, czego zrobić nie może; ale da, bo ten rząd wszystko może. Jak zechce. Bo chcieć to móc.

To są proste recepty rządzących na utrzymanie władzy. A jakie są nieproste?

Nieproste recepty – to skorzystanie z instrumentów już zdobytych: opanowanego TK, przejmowanego Sądu Najwyższego, posłusznej prokuratury, dyspozycyjnych służb, kierowanych przez zasłużonego towarzysza walk z poprzednim wrażym systemem. Powiem wprost – logika władzy obozu rządzącego jest taka, że gdy będzie trzeba, gdy nie wystarczy dotychczasowych sposobów na kupowanie elektoratu, to spodziewać się można sfałszowania wyniku wyborczego, a w krańcowym przypadku – odwołania ich ważności (konstytucja daje takie możliwości: robi się jakiś mały stan wojenny albo wywołuje jakiś kataklizm na przykład…).

Piszę to w opozycji do temperatury sporów wywoływanych przez polityczną „bieżączkę”, głównie przez fakty (medialne, a nie rzeczywiste) i zdarzenia. Uważam, że poddanie się temu, przyjęcie za rzeczywistość inną niż medialna różnych wydarzeń – sprzyja manipulacji tych, którzy mają w ręku narzędzia i instrumenty państwa. Czyli tych, którzy dziś rządzą. To od nich w największym stopniu zależeć będzie czy w roku wyborczym na polskiej scenie politycznej wystąpią na przykład partie i inne siły polityczne, nawiązujące wprost do autorytarnych faszyzujących wzorów, obecnych już teraz w innych krajach Europy, w tym krajach należących do Unii. Obecna władza ma do czego nawiązać, a hasło – marzenie Jarosława Kaczyńskiego, że w końcu będzie Budapeszt w Warszawie – będzie mogło się ziścić.

Oby nie!

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com