Telewizja pokazała (495)

09.02.2019

Polska niewiele się zmienia pod pewnymi względami.

Na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach obok siebie znajdują się groby Jacka Kuronia i Ryszarda Kuklińskiego. Do niedawna o wiele więcej kwiatów i zniczów było przy tym drugim grobie.

Nienawiść zawsze łatwo było wywołać i podkręcić. Szaleństwo oskarżeń wobec prezydenta Narutowicza było ogromne, a uzasadnieniem było to, że jego wybór poparli m.in. posłowie mniejszości narodowych. Polski katolicyzm nie lubił żadnych obcych, szczególnie wyznawców innej religii, bliźni to tylko nasi, a w polskiej demokracji mniejszości nie mają dużo do gadania. Tomasz Jastrun przypomniał, co Narutowicz mówił do Piłsudskiego kilka dni przed zamachem:

Ma pan rację, to nie jest Europa. Ci ludzie lepiej się czuli pod tym, kto karki im deptał i bił po pysku.

Dalej Tomasz Jastrun pisze:

17 lat po egzekucji mordercy pierwszego prezydenta RP Melchior Wańkowicz był na Powązkach, napisał: „Grób na Powązkach spiętrzony gnijącymi kwiatami. Naręcza kwiatów, tony kwiatów. To tu pochowano zabójcę Prezydenta. Wtedy zrozumiałem, że istnieje jeszcze straszniejsza rzecz niż błoto, niż plwocina, które przecież mogą być silniejsze nad stal: to ta zgniła woń hołdu dla obłąkania, dla zbrodni”.

A na grobie Niewiadomskiego nadal są świeże kwiaty.

* * *

Zbigniew Hołdys:

Nienawiść to jest gaz wojenny jak iperyt, to nie jest parę słów bluzgu, jakaś „kurwa” czy „chuj” rzucone podczas kłótni – to jest bezustannie cieknący kran pogardy w każdej decyzji, w poniewieraniu całymi grupami społecznymi, deptaniu historii, w lekceważeniu minuty ciszy, w stawianiu pomników przemocą, w uchwalaniu dokumentów wbrew woli pokrzywdzonych, by ich rzucić na kolana. To zakłamanie prawdy i bezustanne oszczerstwa rzucane przez będące w rękach władzy media. To wyzywanie posłów od idiotów. Zjawisko bez limitu.

* * *

Reportaż w telewizji ujawnił obrzydliwą prawdę: zabija się chore krowy, a ich mięso (także padłych sztuk) sprzedaje, o czym konsumenci nie wiedzą. A mamy niezliczone ilości urzędów kontrolnych, które jakoś nie dostrzegły problemu. Kontrole u nas urządza się po tym, kiedy zostanie ujawniony ich brak i złe tego skutki. Ministerstwo utrzymuje, że to był tylko wyjątek, ale przecież, zanim dziennikarze sfilmowali ten proceder, to on już dawno wystąpił. Teraz w Libiążu znaleziono na polu wyrzucone kawałki wieprzowiny, wołowiny i drobiu, a także gotowe produkty mięsne.

Ciekawe co się stało z zabitymi dzikami, jakoś nie słyszało się o ich utylizacji.

* * *

Setna rocznica zakończenia I Wojny Światowej skłania do pomyślenia o jej wybuchu. Kilka miesięcy przed wybuchem propaganda prowojenna sprawiła, że zwiędły silne ruchy pacyfistyczne w krajach szykujących się do wojny, a pacyfiści stali się zwolennikami wojny. To sprawdzona i opisana procedura: przeciwników przedstawia się jako zdegenerowanych oprawców, którzy tylko czyhają, aby nas wymordować, nie mają ludzkich uczuć itd., jednym słowem są to ludzie znacznie gorszego sortu niż my.

Po wszystkich stronach pojawili się kapłani, którzy błogosławili żołnierzy udających się na front, błogosławili broń, która będzie użyta w walce i wznosili modły o zwycięstwo swojego narodu i państwa. Po chrześcijańsku.

Bóg sprawiedliwie stanął po wszystkich stronach frontu, choć pod koniec okazało się, że sprzyjał bardziej jednej stronie.

C:\Users\Piotr\Pictures\Saved Pictures\I Wojna Światowa.jpg

* * *

Narzeka się ostatnio na prokuraturę, ale kiedy to była ona w porządku? Pięć lat temu prokuratura zajmowała się Macierewiczem, który był szefem komisji do spraw Wojskowych Służb Informacyjnych, przyczynił się do ich rozwiązania i opublikował raport, w którym ujawnił dane agentów wywiadu, podał czym i kiedy się zajmowali, szkalując ich przy okazji – rzecz bez precedensu. Agenci oddawali sprawy do sądu i wygrywali odszkodowania. Pisałem wtedy:

Pan Macierewicz, publikując swój raport w sprawie WSI, podał kłamliwe informacje o agentach wywiadu wojskowego, bo chciał „świadomie wywołać ich negatywny odbiór w oczach opinii publicznej”, stwierdziła prokuratura. Ale „mógł uważać, że pisze prawdę”, co trudno wykazać.

Prokuratura uważa też, że Macierewicz nie był funkcjonariuszem publicznym, bo nie dostawał pensji za pracę w komisji, a z komisją weryfikacyjną „nie łączył go stosunek pracy”. Raport komisji Macierewicza ogłoszony w Dzienniku Ustaw to w ocenie prokuratury „dokument analityczno-ocenny, bez waloru jednoznacznie rozstrzygającego”.

Żyjemy w dziwnym kraju. Dokumenty nieurzędowe mają klauzulę tajności, sądy w oparciu o skargi na te dokumenty zasądzają kary, a ministerstwo płaci. Pozatym, jakk to wspaniale brzmi: „mógł uważać, że mówi prawdę” i już wszystko usprawiedliwione.

Było to ze strony prokuratury swoiste domniemanie prawdy.

Podobnie sąd wydał wyrok w sprawie pomówienia Aleksandra Kwaśniewskiego o kontakty z rosyjskim agentem. Dziennikarze ówczesnego „Życia Warszawy” i sam redaktor naczelny Tomasz Wołek podali fałszywe dane, jakoby Kwaśniewski spędził wakacje w tym samym domu wczasowym co agent, grał z nim w tenisa itd. Przytoczono relacje świadków (którzy okazali się znanymi kłamcami). Niby w tym nie ma nic zdrożnego spotkać kogoś na urlopie, nawet agenta, ale przylepia się pewne g… do człowieka. Kwaśniewski wykazał, że w opisywanym czasie był za granicą, przedstawił na to dowody, ale Wołek nie odpuszczał. Sąd stwierdził, że teksty gazety przedstawiły nieprawdę, ale uniewinnił dziennikarzy, bo „dołożyli wszelkich starań i rzetelnie poszukiwali dowodów”.

Podałem też przykład stosowania domniemania kłamstwa:

Co ciekawe, prokuratorzy, szczególnie z IPN, w razie potrzeby stosują odwrotne twierdzenia: domniemanie kłamstwa.

Parę lat temu (opisywała to Polityka) pewien Polak – obywatel francuski – sądził się z IPN. Człowiek ten wyemigrował do Francji parędziesiąt lat wcześniej. Tam znalazł pracę w firmach, które handlowały ze Wschodem, w tym i z Polską w czasach PRL. Kiedy był w Polsce, polski wywiad chciał go skaperować, ale on odmówił, co zostało odnotowane w jego aktach. Mimo to IPN go oskarżył, że był agentem polskiego wywiadu.

Sprawa ciągnęła się aż do Sądu Najwyższego, bo IPN nie chciał odpuścić, a argumentował to tak: owszem, w aktach odnotowano, że ten człowiek odmówił współpracy, ale mógł przecież ustnie wyrazić zgodę.

Nie ma metody na tych panów (i panie), bo oni najpierw decydują kto jest winny lub nie, a potem dopasowują uzasadnienie.

Pięć lat temu pisałem też:

Co by się stało, gdyby któregoś dnia Izrael zniknął z mapy? Czy bliżsi i dalsi jego sąsiedzi w ogóle by to zauważyli? Są tak zajęci wzajemnym zwalczaniem, że chyba już nic innego nie jest ważne. Odpadłby tylko jeden z argumentów wspierania terrorystów. I tylko ci terroryści by to zauważyli, gdyż utraciliby sens istnienia i znaczne pieniądze.

Ciekawe co by było, gdyby zlikwidowano prokuraturę i IPN – czy ktoś by to zauważył?

* * *

„Po owocach ich poznacie” powiedział Jezus.

Tygodnik Sieci przyznaje co roku nagrodę Człowieka Wolności. W 2015 r. został nim Andrzej Duda. W 2016 r. – Jarosław Kaczyński. W 2017 r. – Julia Przyłębska. W 2018 r. – Piotr Gliński. No i co my wiemy o wolności?

* * *

Marek Gajos, były pracownik więziennictwa, były starosta powiatowy w Wołowie:

PiS zawsze stawiał na silne państwo. Co wcale nie oznacza, że skuteczne w walce z przestępczością, tylko surowe i bezwzględne. Takie, w którym nie ma miejsca na wątpliwości. Państwo, którego należy się bać. W takim państwie trudno o skuteczną resocjalizację, bo resocjalizacja zawsze łączy się z zaufaniem, którym trzeba obdarzyć więźnia.

* * *

Stanisław Tym:

Senatorowie Platformy tańczą, gdy PiS im przygrywa. I oto mamy uchwałę o upamiętnieniu prezydenta Pawła Adamowicza ocenzurowaną przez partię rządzącą. Z tekstu wykreślono słowa o „wzorze samorządowca”, potępienie „aktu terroru i nienawiści”, a finałowy koncert Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy nazwano „zgromadzeniem publicznym”. Zdanie o morderstwie dokonanym w dniu dzielenia się dobrem zastąpiono określeniem „zmarł w wyniku ciężkich ran”. Zniknęło też końcowe „cześć jego pamięci”. Nie pytam, dlaczego senatorowie Platformy zgodzili się na taki wstyd, bo nie chcę słyszeć odpowiedzi.

* * *

Jaki jest PiS, każdy widzi i w komentarzach tylko można dodawać kolejne przykłady. Niestety, jaka jest opozycja, też każdy widzi. Nie wyciągnęła żadnych wniosków z przegranej, nie nauczyła się niczego pozytywnego. W takiej sytuacji, jaka zapanowała po przegranych wyborach, należało dać szansę młodym politykom partii opozycyjnych oraz przywódcom ruchów oporu przeciw bezprawnym działaniom władzy, a oni by się łatwiej ze sobą dogadali. Ale bliższa ciału koszula, więc starzy politycy, często umoczeni w różne sprawy, pozostali na widoku i trzymają się wierchuszki władzy. A to z kolei nie pozwala im na żadne zjednoczenie opozycji, bo ważna jest każda indywidualna pozycja. Śmiesznie brzmią zarzuty jednego z polityków Platformy, że Biedroń rozbija opozycję. Jeżeli przez trzy lata nie udało się opozycji już nie tylko zjednoczyć, ale choćby zbliżyć, to mała jest szansa na takie działanie w przyszłości. A nawet jak dojdzie do jakiegoś zbliżenia przed wyborami, to wszyscy będą widzieli, że to takie sztuczne i wymuszone.

Poza tym opozycja jest bojaźliwa i omija drażliwe tematy, żeby nikomu nie podpaść. Nie chce podpaść Kościołowi, więc głosuje często razem z PiS-em. Nie chce podpaść górnikom, więc zamiast pomyśleć o przyszłości (kopalnie skończą się same za parę lat i warto pomyśleć co zrobić, żeby przestawić gospodarkę i ludzi na nowe tory) – milczy. Nie mówi o żadnych konkretach, jakie by trzeba zrealizować w przyszłości. A co do postulatów niepełnosprawnych, zwolenników związków partnerskich, poluzowania restrykcji aborcyjnych itp. daje jak zwykle znać, że jak wygramy, to się pochylimy nad tymi problemami, jeżeli sytuacja pozwoli. Nikomu opozycja nie chce podpaść i uważa, że sama niechęć do PiS-u skłoni ludzi do głosowania na opozycję. Wątpię.

W tej sytuacji nadzieja tylko w tym, że ktoś nieumoczony w dawne rządy i sprawy, ani nieskompromitowany ostatnio, pojawi się, zaproponuje coś pozytywnego i poderwie elektorat niechętny PiS-owi – szczególnie tych, co dotąd nie znaleźli partii, na którą mogliby głosować. Komentatorzy zresztą łatwo witają każdego kandydata jak zbawcę i przyszłego przywódcę narodu, choć ci kandydaci bardziej przypominają Kukiza i widać, że się nie sprawdzą. Obecnie „ostatnią nadzieją białych” jawi się Robert Biedroń, ale wydaje się, że będzie zwalczany zarówno przez rządzących, jak i przez opozycję, która musi uciułać jakieś minimum poparcia, żeby przeżyć.

Pierwsze komentarze polityków opozycji i dziennikarzy po wystąpieniu Biedronia są krytyczne: szkoda, że nie dołączył do koalicji pod przewodem Platformy – to prezent dla Kaczyńskiego; to fajnie, że coś robi, ale…; jego program jest życzeniowy – najpierw potrzebny jest wzrost gospodarczy, a potem można pomyśleć o wydatkach; zraża sobie elektorat górniczy, mówiąc o likwidacji kopalń; nic nie mówił w swoim wystąpieniu o polityce zagranicznej itd.

Mimowolnie porównujemy to, co mówią komentatorzy z tym, co się dzieje w ich partiach. Czy oni mówią coś o polityce zagranicznej? Czy przypodobując się górnikom, robią dobrze? Za 15 lat i tak kopalnie padną, bo będą nieopłacalne, więc wypadałoby pomyśleć o przyszłości. A opozycja nie przedstawia żadnych konkretów co do zmian, jakie będzie chciała wprowadzić, gdyby wygrała. Z niecierpliwością czekamy na komentarz Gabinetu Cieni, który Platforma powołała kilka lat temu – na pewno opublikuje wynik swoich prac i dowiemy się, czym się różni program Platformy, który zrealizuje po zwycięstwie, od programu partii Wiosna.

Zarzuca się też Biedroniowi, że otwarcie mówi o tym, iż wystartuje do europarlamentu, żeby pociągnąć listę, ale w przypadku wygranej nie przyjmie mandatu. Te zarzuty stawiają mu ludzie, którzy nie widzą nic złego w startowaniu do parlamentu znanych sportowców czy popularnych piosenkarzy.

Sztuczność i fałszywość polityków opozycji pogrąża ich w oczach ludzi myślących. Ale, zdaje się, nie na taki elektorat liczą.

* * *

Ludzie kończą studia, praktykują w swym zawodzie i powoli robią karierę. W Polsce opłaca się bardziej podczepić pod kogoś na wyższym stanowisku. Za Wałęsy miały miejsce szybkie awanse od kapitana do generała i za Macierewicza podobnie. Jeden z kierowców Wałęsy został ministrem, a drugi generałem.

Za rządów Unii Wolności szefem fabryki traktorów Ursus został ginekolog.

Za czasów AWS technik samochodowy został wicepremierem, dozorca ministrem. W PO awansowano często ludzi nie za wiedzę, ale za pozycję w partii, wystarczy wymienić ministrów sprawiedliwości: Czumę i Gowina.

Obecnie też nie matura, lecz chęć szczera. W radach nadzorczych spółek państwowych zasiada znajoma Kaczyńskiego, a jego sekretarka i były kierowca — w zarządzie spółki „Srebrna” — finansowej podpory partii PiS. Pomocnik z apteki został szefem gabinetu politycznego ministra obrony narodowej i prowadził wykłady dla generałów, a ilu prostych ludzi awansowało do wielkich spółek państwowych, to można poczytać na stronie misiewicze.pl.

Czego powinni się uczyć młodzi ludzie – jak zostać sekretarką, kierowcą, z kim wypić?

* * *

Opowiadano mi, że dawno, dawno temu studentom pierwszego roku Politechniki Warszawskiej Wydziału Elektrycznego, zaraz na początku zajęć zorganizowano wykład, który poprowadził stosunkowo młody naukowiec. Był to student z któregoś starszych roczników, który udawał pracownika uczelni. Wykład był pseudonaukowym bełkotem. Podstawiony student zadawał też pytania, na które prowadzący wykład odpowiadał. Jednym z pytań było, jak odróżnić duży opór elektryczny od małego. Prowadzący wziął w rękę jakieś żelastwo z nawiniętą cewką i powiedział „to jest duży opór”, a następnie wziął mały opornik, który przewyższał wartością oporu ten duży setki razy, i powiedział „to, jak widać, jest mały opór”. Niewielu słuchaczy zorientowało się, że są robieni w konia. Kiedy ktoś ma tytuł i mówi z namaszczeniem, ludzie często potulnie słuchają i łykają bzdury jako coś prawdziwego, mimo że rozum powinien im wskazywać coś odwrotnego.

Ta sytuacja występuje stale w polityce. Macierewicz prezentował swoich „ekspertów”, a oni podnosili stale nowe tematy, uzasadniając, że katastrofa samolotu to wynik zamachu. Ani idiotyzm wyjaśnień „ekspertów”, ani to, że kolejne wersje zamachu przeczyły sobie, ani marna reputacja „ekspertów” – nie przeszkadzały znacznej liczbie ludzi uwierzyć w tę bzdurę. Tym bardziej że wielu polityków i komentatorów z powagą podtrzymywało te wyjaśnienia.

Podobnie jest z oceną czyjejś religijności. Prezydent Duda (jak i wielu innych polityków) stale klęczy w kościołach przed kamerami, robi to z przejęciem, więc duża część narodu uważa, że jest religijny. Nikt w katolickim narodzie nie pamięta, czego nauczał Jezus, zalecając tym, którzy chcą się modlić do Boga, aby czynili to w ukryciu, zamykali się w komorze, bo Bóg i tak wszystko widzi. I nikt nie porównuje czynów takiego polityka z jego religijnością na pokaz. Doprawdy, miał rację towarzysz Stalin, kiedy mówił: „Nie po słowach, a po czynach nas sądźcie”.

* * *

Wiadomość z prasy. Policja zatrzymała pijanego kierowcę (miał 2 promile). Nie miał prawa jazdy. Samochód odholowano na parking policyjny. Po dwóch godzinach policja znowu namierzyła tego samego pijanego kierowcę. Jego ojciec zgłosił się wcześniej na policję, odebrał samochód i przekazał kluczyki pijanemu synowi. Sytuacja ponownie się powtórzyła, a kierowca powiedział, że dalej będzie jeździł.

Policja jest bezradna. A wydawałoby się, że człowiek zagrażający bezpieczeństwu ludzi (pijany kierowca), jak i ten kto mu pomaga w stworzeniu zagrożenia (ojciec kierowcy), powinni być od razu zamknięci i sprawą powinien zająć się prokurator. Ale widocznie nie ma w ludziach tyle rozumu, żeby prawidłowo zareagować.

PIRS

Print Friendly, PDF & Email

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com