15.02.2019

Tylko jeszcze większa władza!
Coraz trudniej dostrzec różnicę pomiędzy tym, co polityczne a tym, co kryminalne w polskiej polityce.
Pomiędzy poziomem subtelnych opowieści (czasem mniej subtelnych, czasem bardziej), analiz socjologicznych czy politologicznych, albo odniesień historycznych, a „twardą” polityką, prowadzoną przez bezwzględnych zimnych graczy, musi być zawsze różnica. Mniejsza, większa, ale zawsze. To nigdy i nigdzie nie jest śliczny obrazek i prosta opowieść dla dzieci i młodzieży.
Ale jest gdzieś granica. Jak nie ma innych norm czy standardów, to niech będzie to przynajmniej granica estetyczna, granica zwykłej, ludzkiej przyzwoitości.
Zgoda — jeżeli chcemy oprzeć cały gmach i wszystkie zasady postępowania polityków na poczuciu przyzwoitości, to łatwo wpaść we własne sidła. Rozpiętość ocen — tego, co jeszcze przyzwoite, a co już przekracza granice, jest duża; w różnych grupach społecznych będzie przy tym różnie.
Kodeksy moralne budowane na fundamentach różnych religii mają chyba słaby fundament – dwa tysiące lat chrześcijaństwa, w tym tysiąc na ziemiach polskich, nie dają podstaw do wielkiego optymizmu. Przykazania swoje, a jest, jak jest i nic nie wskazuje, że będzie lepiej.
Sprawa taśm z nagraniami, na których każdy może usłyszeć te same słowa, dotyczące tych samych problemów, związanych z budową dwóch bliźniaczych wież – pomników bliźniaków, zapamiętanych kiedyś jako sympatyczne dzieciaki, co to kradną czy chcą ukraść księżyc i takich, co w dorosłym już życiu wywarli i wywierają istotny wpływ na nas wszystkich, zaprząta od tygodni uwagę opinii publicznej. Ta sprawa ma swoją dynamikę. Jej rytm wyznaczają kolejne publikacje taśm, nagranych przez czującego się oszukanym zagranicznego biznesmena i różne, niekiedy bardzo spektakularne, posunięcia organów państwa – jak prokuratura, służby specjalne czy osobiście premier.
Nie mam tu niczego nowego do dodania. Żadnych nowych nagrań, żadnych nowych dowodów. Jako zwykły odbiorca medialnych doniesień śledzę z uwagą wszystko, co wiąże się ze sprawą określaną niekiedy jako afera Kaczyńskiego. Posła Kaczyńskiego, który nie pełniąc żadnej państwowej funkcji w państwie ani w Sejmie, będąc jedynie prezesem jednej z partii, tworzących blok Zjednoczonej Prawicy, rządzącej Polską od 2015 roku … jest poza prawem, ponad prawem i kontroluje wszystko i wszystkich. Nawet wtedy, gdy sprawa dotyczy oskarżenia go o oszustwo. To zupełnie tak jak w pamiętanej scenie w trakcie debaty sejmowej, gdy poseł Kaczyński wszedł na mównicę i poinformował marszałka, że będzie przemawiał bez żadnego trybu.
I co się stało?
Nic się nie stało, marszałek nie wyrzucił posła Kaczyńskiego z mównicy sejmowej, nie wyłączył mu nawet mikrofonu. Może i dobrze, bo nie usłyszelibyśmy wtedy wypowiedzi o mordach zdradzieckich i oskarżeń pod adresem opozycji, że zamordowała mu brata…
Ten spektakl trwa już trzy lata. Jeszcze nie wszystkie narzędzia sprawowania władzy są w rękach prezesa, jeszcze nie wszystkie media pełnią przewidzianą dla nich rolę. Tylko dlatego jesteśmy świadkami tego spektaklu, ukazującego uwikłanie ludzi władzy w zdobywanie pieniędzy, potrzebnych do dalszego rządzenia.
Dla Jarosława Kaczyńskiego najwyższym dobrem (czyli bogactwem) jest władza. Pieniądze są tylko środkiem do jej uzyskania i posiadania. Dlatego mit o biednym pośle, co skromnie żyje, nie ma bogactw, ani nawet konta w banku – to zwykła „ściema”. Dobrem najwyższym jest dla niego władza, ona daje bowiem więcej niż największe nawet pieniądze. Dla utrzymania władzy prezes zrobi wszystko, przekroczy każdą granicę.
Jaką zresztą granicę? Przecież to on sam wyznacza granice…
Co dla mnie nowe w tej aferze, to udział „zaginionego księdza” z gdańskiej parafii. Księdza, o którym kuria mówi, że nie wie, co się z nim od lat dzieje, a on w tym czasie … zasiada w radzie fundacji Jarosława Kaczyńskiego. Czy to była jakaś tajna misja? Czy fakt zasiadania w radzie fundacji, która jest właścicielem spółki Srebrna, która to spółka miała wybudować te dwie słynne wieże, nie był powszechnie znany? Czy Jarosław Kaczyński, przyjmując do rady swojej fundacji księdza Sawicza, nie wiedział, że on właściwie przestał być księdzem? W jakim stopniu fakt bycia wykonawcą woli zmarłego abp. Gocłowskiego był znaczący w tej nominacji? Czy 50 tysięcy złotych dla księdza Sawicza to naturalny sposób na dostarczenie mu potrzebnych środków do życia (członkostwo w radzie fundacji nie wiąże się bowiem z żadnymi gratyfikacjami)?
Takich pytań można mieć wiele.
Jedno jest pewne – w tej walce nie użyto jeszcze wielu narzędzi; niekiedy ostatecznych, jakie ma do dyspozycji władza. Każda władza, a władza dążąca do władzy absolutnej w szczególności.

Zbigniew Szczypiński
Polski socjolog i polityk. Założyciel i wieloletni prezes Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.
