09.03.2019

Z różnych powodów jestem człowiekiem o cholerycznym usposobieniu i reaguję od razu. Szczególnie gdy spotykam się z niezrozumieniem swoich intencji. Początkowo w sposób spokojny i merytoryczny staram się uzasadniać przyświecające mi racje. Ale gdy po raz któryś z rzędu przekonuję przy pomocy argumentów i po raz kolejny spotykam się z pobłażliwym niezrozumieniem, to wychodzę z nerw. Tak jest w licznych przypadkach podważania dotychczasowych autorytetów: były do wczoraj, a dzisiaj przestały obowiązywać. Zakwestionowane, ośmieszone, zepchnięte do śmietnika z historycznymi kompromitacjami, będą wegetować w naszych ułomnych pamięciach dotąd, dokąd żyjemy: zanim się nie staną ciekawostkami.
Powinienem sprecyzować, kto według mnie jest, a kto nim nie jest. Zawczasu też przepraszam, że mam rację sprzeczną z prawicowymi podglądami. Bo mojej racji nie mają, gdy natykam się na takie oto wypowiedzi: pusty śmiech mnie ogarnia, kiedy widzę, słyszę, a nawet czytam, że polską kulturę reanimować chcą ci, którzy walnie przyczynili się, iż znalazła się ona w stanie zapaści, w stanie krytycznym, by nie powiedzieć, terminalnym, że właściwie już kona na naszych oczach na tyle długo, iż zaczynamy wierzyć, że to prawda obiektywna.
Zdania te wypowiedziała osoba znana ze scen teatralnych: Anna Polony.
Z grona autorytetów wykluczam wszelkich populistów przemalowanych na czarno, czerwono i szaroburo. Nie zgadzam się też na obecność różnego upierzenia manipulatorów od etyki, a czynię to dlatego, że mówimy tu o kulturze i jej naprawie, nie zaś o dalszym jej psuciu.
Ci, co mieli, to już ją spieprzyli, pora więc im dać krzyżyk na drogę. Toteż bądźmy łaskawi skoncentrować się na meritum. A meritum, to radykalne usunięcie z naprawczych działań wszelkich nieudaczników.
Tych, co są entuzjastami złej woli, obsesyjnymi poszukiwaczami urojonego wroga, tych, co niezmiennie i uporczywie stawiają bariery między ludźmi, dzieląc ich na kategorie, tych, co propagują niemożność i marazm, podejrzenia i tworzą faszystowskie listy uprawnionych do dialogu.
Podobne poczynania nie przywiodą nas do wyjścia z impasu, lecz przeciwnie: wrzucą w sam środek bagna wzajemnych zarzutów.
Wracając do baranów: autorytetem z pewnością nie jest dla mnie przypadkowy jegomość z Biura Narzekań, choćby referent Piszczyk, idol krętaczy i pasożytów. Ale z pewnością jest nim facet (lub facetka) wyróżniający/a się niepodważalną fachowością, cieszący/a się prestiżem, odznaczający/a się merytoryczną wiedzą potwierdzoną licznymi dokonaniami. Nielipnym dorobkiem. Profesjonalistka lub fachman z prawdziwego zdarzenia. Ktoś oblatany z rozcinaniem gordyjskich węzłów, problemów z dziedziny, w której odznacza się zawodowstwem.
Podkreślam: tej konkretnej dziedziny. Ponieważ nie można być wyrocznią w każdej; autorytet, to nie kandelabr, który tam świeci, gdzie go postawią.
Autorytetem jest więc dla mnie aktor występujący od lat, lubiany za niejedną stworzoną kreację, mistrz wykonywanego zawodu, na którego spektakle drzwiami i oknami walą tłumy, ktoś, kogo pojawienie się w spektaklu sprawia, że uczestniczę w artystycznym wydarzeniu.
A jeśli na dodatek jest wykładowcą w szkole teatralnej, ma niezły kontakt z młodzieżą, potrafi się z nią dzielić własnym doświadczeniem i przekazywać jej swoje przemyślenia, trzeba mu raczej oddać honory za to, że chce być wystawionym na krytykę ludzi niemających zielonego pojęcia, kim jest i co sobą reprezentuje, niż potępiać go bez dania racji.
Trzeba, lecz nie w naszym piekiełku, gdzie narodowym nawykiem jest zmuszanie uczciwej części społeczeństwa do uczestniczenia w doznaniach przekraczających granice dobrego smaku. Trzeba, lecz nie w naszym piekiełku, w którym do dobrego tonu należy popisywanie się uczoną niewiedzą.
*
Szkody kulturze wyrządzili politycy wszelkich rządzących opcji. Zresztą nie tylko kulturze, bo i nauce, pedagogice, Służbie Zdrowia i wielu innym zaniedbanym dziedzinom. Aż się prosi, by zadedykować im myśl Giovannino Guareschi: Gdyby ludzie mówili tylko o sprawach, na których się znają – na świecie byłoby bardzo cicho.

Marek Jastrząb
Pisarz
Debiutował w 1971 roku na łamach „Faktów i Myśli”. Drukował także w wielu innych czasopismach swoje opowiadania, felietony, eseje, recenzje teatralne i oceny książek. Jego prozatorskie miniatury były wielokrotnie emitowane w Polskim Radiu w Bydgoszczy.
źródła obrazu
- jastrzab: BM
