Ernest Skalski: To jest kampania!

15.03.2019

Władza obraca w ustach gorący kartofel, jakim jest zakaz handlu w niedziele. Nie jest to moje zmartwienie. Patrzę na to z nadzieją i schadenfreude.

Jeśli konsekwentnie będzie zmierzać do siedmiu tylko handlowych niedziel w roku, wkurwiać się będzie coraz więcej wyborców. Teraz już 36 procent nie chce zakazu w żadną niedzielę, a tylko 19 chce zakazu we wszystkie.

Jeśli władza, wzorem Orbana, całkowicie zrezygnuje z zakazu, to na dobre obrazi się jakaś część z tych dziewiętnastu, lecz co ważniejsze, wszyscy zobaczą, że władza słaba, niepewna, niepoważna. Groźne. Szczególnie dla władzy, która miała być twarda i której zależy, by się jej bano.

Trzecia opcja: zatrzymujemy reformę na tym etapie, na jakim jest, celem podjęcia badań, analiz, konsultacji. Władza naraża się wszystkim i wszystkie złe skutki dla siebie kumuluje. Tak źle, a tak niedobrze.

Analogia z życiem rodzinnym. Zapomni o rocznicy ślubu: no, tego mi tylko było potrzeba! Przyniesie kwiaty: wydaje mu się, że tym wszystko przykryje! Te sytuacje oznaczają, że układ przeszedł już jakiś punkt krytyczny, że nastąpiło przesilenie, że wszystko szkodzi i prawie nic nie pomaga.

Lody ruszyły? Wody odeszły?

Jakiś czas temu, już za PiS, pisałem, że do takiego przesilenia w układzie władza kontra opozycja na pewno dojdzie. Lecz nie wiadomo, kiedy.

– Ja nie skazuję ludzi na śmierć – mówi sędzia w starej angielskiej anegdocie – to już zrobił Bóg. Ja tylko wyznaczam termin. Podobnie jest z każdym wyrokiem historii. Czy ten termin nadchodzi?

Koalicja Eu. – 35, Zjednoczona Pr. – 33. Procent, rzecz jasna. Sondaż solidnej firmy Kantar Millward Brown, założonej przez p. Jakuba Bierzyńskiego. Twierdzi on, że w sondażach przeważnie nieco zawyżone jest poparcie dla władzy i zaniżone – dla opozycji. Więc może jest jeszcze lepiej. Ale różnica – dwa procent – mieści się w błędzie statystycznym. W każdym bądź razie, po bardzo długim okresie, to opozycja ma przewagę, a rządząca prawica może dywagować względem cyferek, podważać wyniki, kwestionować prognozy. Ale trynd jest trynd. Obrócił się, panowie sędziowie przysięgli!

Pamiętamy, że bogatemu diabeł dzieci kołysze, a biednemu: wiatr w oczy, nóż w plecy, ch… w d… i kromka nasmarowaną stroną pada na ziemię.

Uważałbym, że już zamieniliśmy się — władza kontra opozycja — rolami, gdyby nie notowania pozostałych partii. Wiosna – 11, Kukiz – 7, Lewica Razem – 4, ultraprawicowy Korwin i inni – 3. Apologeci Biedronia twierdzą, że skoro PiS już nie ma jednoznacznej przewagi, to nie ma co im zarzucać, że przekreślają szanse opozycji, bo może je nawet wzmacniają.

Ostatnia w kategorii prawd księdza profesora Tischnera!

Gdyby Wiosna nie była powstała, to by nie zabrała pięciu procent głosów Platformie – z 27 do 22. Z tych paru procent nowych chętnych do głosowania, których partia Biedronia przyciągnęła, coś by na pewno kapnęło Koalicji Europejskiej. Coś jeszcze jako premia za jeszcze większą koalicję. Na stan posiadania PiS nie miałoby to wpływu, a przewaga nad nim KE wynosiłaby nie dwa, ale sześć – siedem procent i wtedy nie byłoby wątpliwości, kto prowadzi w kampanii do PE i zmierza do sukcesu w wyborach parlamentarnych.

Uwaga na lewą flankę

Teraz te wątpliwości są i największe zagrożenie dla Koalicji Europejskiej stanowi lewica obyczajowa – LO – bardzo szeroko rozumiana. Ta szeroka skala to nie tylko Biedroń – to programowo – lecz okazyjnie objęła ona i prezydenta Trzaskowskiego z jego kartą LGBT. Nie wiadomo, ile na tym Kaczyński ugra, ale fakt, że z szeregów opozycji dostał do ręki broń.

„Mogę się tylko zdumiewać, że wielu wciąż sądzi, że żyjemy w normalnych czasach. Pewne spory, jak choćby o związki partnerskie, można toczyć, ale w demokratycznym państwie prawa. A do tego trzeba wygrać wybory” – to wypowiedź („Polityka” nr.38/2018) Barbary Nowackiej, uzasadniającej swój akces do Koalicji – wówczas – Obywatelskiej. – „…chcąc realizować postępowe hasła, trzeba w pierwszej kolejności odsunąć PiS

Barbara Nowacka jest z tych polityków lewicy, którzy poszli po rozum do głowy i okazało się, że mieli tam po co iść. Drugi taki to może Sławomir Sierakowski. Więcej takich nie zauważam, choć pewne są.

Na pakiet celów LO składa się wiele elementów. Część z nich jest skierowana bezpośrednio przeciw pozycjom Kościoła. Oddzielenie go od państwa, w pierwszym rzędzie materialne, w tym finansowe. Lecz również natury politycznej i obrzędowej. Wyprowadzenie religii ze szkół. Druga grupa to cele obyczajowe. Wszystko związane z LGBT, plus aborcja na żądanie. To też oznacza ostry konflikt z Kościołem.

Przemiany cywilizacyjne i kulturowe idą po myśli LO. Cele, które ona przed sobą stawia, nawet niezależnie od niej i jej narracji, mieszczą się w cywilizacyjnym procesie laicyzacji i sekularyzacji społeczeństwa. To trochę tak jak z żabą, która nogę podstawia, gdy konia kują.

Ogarniam pamięcią już ponad siedemdziesiąt lat i zauważam te zmiany w postawach i zachowaniu wielu ludzi. Ale wielu — nie znaczy wszystkich. A u większości z tych wielu nie odbywa się to drogą nagłej iluminacji, ale stopniowo. I nie obejmuje hurtem wszystkich elementów mieszczących się w pakiecie LO. Na przykład: są ludzie, którzy, owszem, wyprowadziliby naukę religii ze szkół na plebanie, gdyby nie groziło im wożenie dzieci w dwa miejsca zamiast w jedno.

Nieco ponad czterdzieści procent badanych jest za aborcją na życzenie i mniej więcej tyle samo za zachowaniem obecnego stanu prawnego. Około piętnastu procent jest za całkowitym zakazem. Postulat „na życzenie” podzieli tę większość, która jest przeciw zakazowi, co może ułatwić zwycięstwo PiS i utrzymanie groźby całkowitego zakazu.

Uważam się za libertyna obyczajowego, ale wolałbym, żeby prawo nie sankcjonowało oddawania dzieci parom homo. I uważam, że związki partnerskie nie są potrzebne parom heteronormatywnym – ale słowo! – bo już je mają w postaci ślubów cywilnych. To nie znaczy, że odmówię głosowania na partię, mającą w programie te dwa postulaty, jeśli w całościowej ocenie uznam, że ma zdecydowanie więcej wałęsowych plusów dodatnich.

Walczyć, żeby nie wygrać

W sumie to obraz bardzo złożony, zmieniający się i z podziałem na Polskę solidarną i Polskę liberalną, na obóz władzy i opozycję, pokrywa się tylko częściowo. Branie na sztandary postulatów obyczajowych to tworzenie nowych konfliktów, nowych frontów. A praktycznie frontu, który może podzielić uczestników Koalicji Europejskiej. Choćby elektorat PSL, ale nie tylko. Ludność wsi, też się laicyzuje, lecz w mniejszym stopniu niż w dużych miastach i na pewno niecała. A liczy się każdy cholerny procent.

Ludzie LO nie widzą, czy nie chcą widzieć, złożonej rzeczywistości i mechanizmu, który nią kieruje. Znajdują się w swoistej bańce ideowej, przy czym ta bańka jest unoszona na rosnącej fali laicyzacji. To ich coraz bardziej podnieca: „PO przez osiem lat nic nie zrobiła w sprawie związków partnerskich i znowu każą nam czekać!” Z ich punktu widzenia Nowacka zdradziła. Ci ludzie spełniają się, walcząc o postęp obyczajowy i to im wystarcza. Lubią siebie w tej roli. Pożyteczni idioci? Czyi?

Robert Biedroń na pewno nie jest idiotą. To cwany polityk, który na fali laicyzacji wypracowuje sobie własną pozycję, nawet kosztem zastopowania tego procesu przez umożliwienie dalszych rządów PIS. Ci których przemożnie pociąga jego radykalizm obyczajowy, czy choćby „świeżość”, stają się pożytecznymi idiotami Biedronia, a zarazem i Kaczyńskiego.

Sytuacja jest dobra, lecz nie bez wyjścia

Po długim dobrym okresie role się odwróciły. PiS przeszedł do ofensywy z Piątką Kaczyńskiego, zmuszając OPO do lawirowania. Następnie Trzaskowski podał IM narzędzie w postaci nieszczęsnej karty, którą ONI operują jak taranem.

Że to nielogiczne, głupie itd. nie ma żadnego znaczenia. Wyjaśniamy, tłumaczymy i pogrążamy się przez to, bo tak to w opinii publicznej działa. Obrona gejów nie daje efektu, bo oni nie cieszą się powszechną sympatią. Nie są tymi, którym się naprawdę, a nie przez rozum, współczuje. Tolerancja to nie sympatia. A ta, z definicji, obejmuje dzieci.

Kościół ułatwił sytuację, z rozmachem bijąc się w piersi „po wsiech”. Księża arcybiskupi, Gądecki i Jędraszewski wyznawali winy swojego anschtaltu w sposób urągający elementarnym zasadom metody damage control, a o chrześcijańskiej pokorze nie ma nawet co tu wspominać. Bronić więc trzeba dzieci, narażone na zakusy pedofilów i to bronić, atakując Kaczyńskiego i PiS za narażanie dziatwy w interesach wiadomo czyich.

Atak, atak i jeszcze raz atak! Bez wchodzenia w szczegóły, bez dyskusji i zwracania uwagi na ICH tłumaczenia. Mówić swoje. Przechwycić narrację i niech się Kaczyński tłumaczy, że „nie jest prawdą jakoby… ale prawdą jest, że…”. Nie przejmować się naszymi pięknoduchami. Walić z grubej rury, dzień po dniu, posługując się przykładami tego, na co ONI narażają nasze dzieci.

To nie jest dyskusja akademicka. To jest kampania!

avatar


Ernest Skalski

Dziennikarz, historyk


Ur. 18 stycznia 1935 r. w Warszawie
Więcej w Wikipedii

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com