Marek Jastrząb: Zaślubiny z tragedią

15.03.2019

W kwestiach sposobu rozumienia naszej apolityczności zdania są rozmaite. Kiedy czytam je, przychodzi mi do głowy, że obecna sytuacja z gadaniem po próżnicy pasuje do sytuacji polskiego społeczeństwa tak ostro przedstawionej w dramacie Wyspiańskiego – WESELE.

Wtedy, a był to początek ubiegłego wieku, wtedy też nie potrafiliśmy ustalić, o jaką Polskę nam idzie. Co przedstawiciel jakiegoś środowiska, np. chłop lub sprzedajna figura zwana dziennikarzem, głosili prawdy objawione, jakby uwzięli się, by choć przez chwilę mieć rację. I żeby było bardziej groteskowo, każdy z tamtych wizjonerów uważał się za patriotę.

Demagogiczne ksiuty ze spróchniałych czasów wyrażały narodową apatię. Mistrz podsumował je chocholim tańcem. Tańcem, który miał być przestrogą. Ostrzeżeniem przed pustosłowiem.

Ale falsyfikaty, wzniosłe i tandetne, triumfują do dziś; do teraz dramat jest aktualny, a chocholi pląs trwa nadal trwa.

Banał w publicystyce

W każdym moim felietonowym tekście o zaniku kultury nie tylko chodzi o literaturę, ale o powszechne stępienie ludzkiej wrażliwości. Obniżenie jej poziomu. Sprawa dotyczy powszechnego odbioru sztuki, a więc filmu, kompozycji muzycznych, malarstwa i długo by wymieniać, czego jeszcze. To zaś przekłada się na percepcję rzeczywistości) – każdy jest banalny, ponieważ jego zadanie polega na zasygnalizowaniu zjawiska, a nie na prezentowaniu recept; od tego są poradniki, analizy, dociekania z konkluzjami w tle.

Na publicystykę patrzeć można różnie. Według mnie liczy się ZASYGNALIZOWANIE problemu, bo nie pisze się na wagę. Przy czytaniu tekstu musi istnieć myślowa współpraca pomiędzy jego autorem a odbiorcą. Współpraca, a nie zgoda, ponieważ utwór musi być polemiczny. Zatem naładowany emocjami: kontrowersyjny i często irytujący czytelnika.

Autor

Jest jednoosobowy. Indywidualistą jest, a to oznacza, że pisze inaczej, niż kolega po klawiaturze, Wielmożny Pan Stabilny. Trudno go pomylić z Wielce Szanownym Panem Przechrztą – Konserwatystą, który ulega modzie na infantylizm i swoim rozklekotanym piórem udowadnia, że nie wie o czym, co i dla kogo pisze.

Jak rysownika po kresce, tak jego po układzie zdań,  po ich szyku, strukturze i rozłożeniu akcentów poznaje się od razu. Od pierwszej linijki tekstu wiadomo, kto bazgrze. Natomiast obecnie prym wiedzie jednakowość w wyrażaniu myśli, Ostrożna  tendencja do jej ujednolicania. W efekcie twórczość Obywatela Patałacha niczym się nie różni od twórczości Obywatela Epigona.

Są twórcy i są kopiści żywiący się ich dokonaniami. Zwani przepisywaczami  cudzych pojęć, mają się za autorów. I choćbyś pożarł tysiąc fakultetów, to nie przekonasz ignoranta, że co pisze, to dziesiąta woda po kisielu. Nie nawrócisz go na pisanie odważne, bo jest przyzwyczajony do niewychylactwa; gremialne wyrażanie myśli, jest jego identyfikatorem.

Przykładowy skryba siedzi nad kartą papieru i rzęzi piórem wzdychając politycznie poprawnie WOW!

Poza paroma frazesami w rodzaju: chcemy do ukochanej UE myśmy przyszłością narodu, tylko zapożyczone WOW nadaje się do publikacji. Bo jest to sposób sprawdzony, bezpieczny, wolny od żłobienia sądowych ławek, sposób gwarantujący  tromtadracką bezkarność  i chodzenie po grząskich tematach bez narażenia się na poranną wizytę kominiarek.

Pojedyncze WOW jest do strawienia, lecz jeśli milion autorów zachwyca się lub psioczy tak samo, trzeba się zastanowić nad losem biednych drzew.

avatar

Marek Jastrząb

Pisarz, publicysta

Zbiór publicystyki Autora w Bibliotece Studia Opinii

do pobrania w formacie pdf

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com