Sławek: Quo vadis ecclesiae?

21.05.2019

W mieście, którego nazwiska nie powiem,
Nic to albowiem do rzeczy nie przyda;
W mieście, ponieważ zbiór pustek tak zowiem,
W godnym siedlisku i chłopa i Żyda,
W mieście — gród, ziemstwo trzymało, albowiem
Stare zamczysko, pustoty ohyda –
Było trzy karczmy, bram cztery ułomki,
Klasztorów dziewięć i gdzieniegdzie domki.

Te słowa w 1778 roku opublikował biskup Ignacy Krasicki, jak go wówczas nazywano – książę poetów polskich.  MONACHOMACHIA, Pieśń pierwsza, 3 zwrotka,   Minęło prawie 250 lat, a Polacy mają coraz większy problem z Kościołem rzymsko-katolickim (KRK).

1. Paradoks XXI wieku – wielki sukces przyczyną upadku.   

Po szczęśliwym pokojowym rozstaniu się z komunizmem przy Okrągłym Stole KRK zyskał w III RP uprzywilejowaną pozycję. W uznaniu zasług Kościoła w walce z komuną przywrócono religię do szkół publicznych (w roku szkolnym 1990/1991) oraz zawarto konkordat z Watykanem (1993). Kościół odzyskał majątki skonfiskowane uprzednio przez komunistów a tam, gdzie było to niemożliwe „wynegocjował” nad wyraz hojne rekompensaty majątkowe (Komisja Majątkowa).

W wyniku wielu rozmaitych procesów w okresie 1989 – 2019 KRK uzyskał  w Polsce niesłychanie silną pozycję ustrojową, realnie dużo silniejszą niż wynikałoby to z Konstytucji III RP, oraz umowy prawnej z Watykanem. Urzędnicy Kościoła, przede wszystkim hierarchowie (biskupi) oraz większość księży mają de facto (niekoniecznie de iure) status osób usytuowanych ponad państwem polskim i ponad prawem polskim, a jedyne ograniczenia prawne, którym podlegają, wynikają z prawa kanonicznego, egzekwowanego przez państwo Watykan.

Taka pozycja urzędników Kościoła, pominąwszy głęboką demoralizację tej grupy zawodowej, powodowała i powoduje jeszcze co najmniej jeden skutek fatalny dla państwa i społeczeństwa polskiego. To niczym nieskrępowane dążenie do państwa teokratycznego i chęci podporządkowania sobie wszystkich obywateli naszej ojczyzny. Niepomny wielowiekowych doświadczeń KRK brnie w Polsce w sojusz ołtarza z tronem, choć cała historia europejska wskazuje, że najczęściej kończyło się to dla Kościoła katastrofą. 

2. Społeczna nauka Kościoła.

Kościół wymógł na państwie polskim tzw. kompromis aborcyjny (1993 r.), a pod tym eufemizmem kryje się jedna z najbardziej restrykcyjnych regulacji prawnych, obowiązujących w Europie, której skutki były, są i długo jeszcze pozostaną fatalne dla życia zbiorowego. Prawie całkowitemu zakazowi usuwania ciąży, towarzyszy gigantyczna skala podziemia aborcyjnego w Polsce oraz tzw. turystyki aborcyjnej. Zlokalizowane u naszych sąsiadów, często tuż przy granicach z RP kliniki aborcyjne, na skalę masową dokonują usuwania ciąży tych Polek, które stać na przyzwoite warunki dokonywania takich zabiegów. Niewiele gorsze warunki oferują gabinety ginekologiczne w Polsce.

Najgorzej mają te Polki, które z powodu sytuacji materialnej nie mogą sobie pozwolić na takie zabiegi. Tutaj mamy mnóstwo przypadków sztucznych poronień, domorosłych akuszerek, stosowania zabobonów, czarów i guseł, które oprócz powikłań medycznych niosą często tragedie rodzinne, trwałe kalectwa czy śmierć młodych kobiet.

Trzeba pamiętać, że tzw. społeczna nauka Kościoła przy okazji sama celowo potęguje skalę tych tragedii, zabraniając stosowania środków antykoncepcyjnych, oraz skutecznie sprzeciwiając się powszechnej, masowej oświacie seksualnej, zwłaszcza w miejscu dla niej naturalnym – w szkołach.  Pogłębia to zupełnie niepotrzebne problemy, które sam Kościół tworzy i potęguje.

Trudno wszystkie te procesy wymuszane przez Kościół określić inaczej jak totalnym wstecznictwem, ciemnogrodem i wynikającą z fałszywej ideologii hipokryzją. Jak spojrzeć w głąb historii Kościół rzymsko-katolicki był i jest spóźniony wobec osiągnięć naukowych i cywilizacyjnych ludzkości, często o kilkaset lat. Do dzisiaj ma problemy z uznaniem tak elementarnych stwierdzeń naukowych, jak prawa ewolucji gatunków, a opóźnienie, z jakim z trudem zaakceptował przewrót kopernikański, wystawia mu świadectwo zwykłej, ludzkiej głupoty na tle chęci obrony „prawdy objawionej”, czyli czegoś oderwanego od rzeczywistości. 

Kolejnym przejawem tej „społecznej nauki Kościoła” jest obrona anachronicznego, paternalistycznego porządku społecznego. Biskupi i Kościół byli de facto przeciwni procesom demokratyzacji w kraju oraz późniejszemu przystąpieniu  Polski do Unii Europejskiej, ale stanowcza postawa społeczeństwa oraz osobista interwencja ówczesnego autorytetu papieża-Polaka JP II zablokowały oficjalny sprzeciw Kościoła lokalnego. 

Na użytek wewnętrzny, powtarzając za JP II ulotną ideę, biskupi polscy sformułowali postulat rechrystianizacji Europy i nie bacząc na to, jak bardzo groteskowo to wygląda, głoszą takie idiotyzmy swoim wiernym. Oczywiście nikt z nich nie wyskoczy z taką brednią za granicą, bo aż tak bardzo nie jest gotów się wygłupić!   

Następnym objawem tego zatęchłego paternalizmu jest sprzeciw wobec konwencji antyprzemocowej, gdzie tradycyjna rola męża w rodzinie jako lokalnego bożka, pana życia i śmierci dosłownie i w przenośni odwołującego się do nieograniczonej niczym przemocy, miała zagwarantować Kościołowi przedłużenie panowania.  Kobieta, zgodnie z tradycją i „nauką” KRK jest istotą nieczystą, drugorzędną i pozbawioną większości praw ludzkich, oraz obarczoną przymusem reprodukcji i wychowania dzieci.

Najlepiej to widać w agresywnej postawie Kościoła wobec wyimaginowanego wroga, którego sama hierarchia i „uczeni” tej instytucji nazwali „filozofią gender”. Badania i studia naukowe nad zmieniającą się rolą człowieka w cywilizacji, w tym nad ewolucją ról kulturowych przedstawicieli poszczególnych płci, Kościół nazywa „filozofią gender”, jako rzekomą bronią wymyśloną przeciw Kościołowi. Za takim stanowiskiem KRK stoi chęć zatrzymania procesów rozwoju cywilizacji, na które to procesy Kościół już dawno utracił wpływ. Owszem, próbuje narzucić swoje wstecznictwo, czym przysparza swoim wiernym nieszczęść, kłopotów i frustracji, niczego naprawdę nie opóźniając.

Jakby tego było mało, ludziom, którzy nie mogąc doczekać się własnego potomstwa, korzystają z metod naukowych, Kościół zabrania stosowania metody „In vitro”, uzasadniając to w sposób nawet nie kuriozalny, ale absurdalny – śmiercią zapłodnionych zarodków, upatrując w tym śmierć osoby ludzkiej. Coroczna śmierć setek tysięcy płodów ludzkich w wyniku podziemia i turystyki aborcyjnej, kościelnym hipokrytom nie przeszkadza, mimo iż to bezpośredni skutek ich własnej, okrutnej działalności, a „In vitro” – owszem. Księża i kościelni pożal się boże „uczeni” głoszą przy okazji tak absurdalne argumenty, jak wyimaginowane, niepotwierdzone żadnymi badaniami, choroby psychiczne osób poczętych metodą „In vitro” czy wręcz groźbę, że takie osoby nie dostąpią zbawienia.  Czy można wyobrazić sobie większe idiotyzmy? Oczywiście można, tylko po co?  Ale sam Kościół takie większe idiotyzmy produkuje „na chwałę pana”.

Jednym z takich idiotyzmów jest uznawanie zjawiska homoseksualizmu, powszechnie występującego w przyrodzie, za chorobę. Kościół wbrew powszechnej wiedzy medycznej, wbrew stanowisku światowej organizacji zdrowia, oraz wbrew stanowisku wielu dziesiątek organizacji naukowych na świecie, które homoseksualizm uznają za naturalną orientację seksualną, równoprawną heteroseksualnej, uznaje to zjawisko za chorobę i postuluje jej leczenie. Sam nawet przy pomocy zaprzyjaźnionych lekarzy (trafniej byłoby ich nazwać konowałami) usiłuje „leczyć” takie orientacje, a także odwołuje się do metod bardziej właściwych dla swojej ciemnoty, mianowicie egzorcyzmów. Księża-egzorcyści usiłują „wypędzić szatana” z takich osób, często zresztą przy pomocy tzw. złego dotyku. Zarówno pseudoleczenie jak też egzorcyzmy, oprócz cierpień a często tragedii ludzi im poddanych, nie dają, bo dać nie mogą żadnych, pozytywnych rezultatów.

Prostą konsekwencją tego stanowiska jest sprzeciw Kościoła wobec aktywności osób LGBT oraz zawieraniu sankcjonowanych prawem związków partnerskich. Nawet tak błaha akcja promocyjna, jak namalowanie tęczowej aureoli wizerunkowi matki boskiej częstochowskiej budzi sprzeciw Kościoła i związanych z nim hipokrytów politycznych. Głodnemu chleb na myśli… Tymczasem ta tęczowa aureola mówi nam tylko tyle, że kult matki boskiej mają prawo wyznawać także osoby LGBT. Szczytem hipokryzji tego stanowiska Kościoła hierarchicznego jest fakt, iż sam Kościół, w tym przede wszystkim centrala w Watykanie pełna jest homoseksualnych księży, biskupów, kardynałów, których nawet polscy biskupi wprost nazywają „lawendową mafią”. Istotnym studium socjologicznym tego zjawiska jest niedawno opublikowana w Polsce książka Frederica Martela  „Sodoma. Hipokryzja i władza w Watykanie”.  

Ukształtowany przez wieki i przyjęty jako obowiązek na Soborze Trydenckim celibat jest jednym z głównych, dzisiejszych powodów upadku Kościoła. Dysfunkcjonalność celibatu szybko dostrzegły kościoły protestanckie, doprowadzając do jego zniesienia. Upieranie się KRK przy celibacie przynosi coraz poważniejsze szkody tej instytucji, prowadząc wprost do jej upadku. 

To między innymi zasada celibatu przyciąga do Kościoła trzy rodzaje kleryków. Heteroseksualnych, homoseksualnych oraz pedofilów. Wszyscy oni różnie (nie)radzą sobie z wyrzeczeniem się naturalnego zaspokojenia potrzeb seksualnych. Stąd cała masa nieformalnych związków księży i biskupów z mężczyznami, kobietami, rozmaite kwestie z ich potomstwem, począwszy od nielegalnej aborcji, przez łożenie na wychowanie własnych dzieci a skończywszy na procesie wypierania się ojcostwa. Najpowszechniejszą patologią wynikającą wprost z celibatu jest pedofilia, a ściślej czyny pedofilne. 

Print Friendly, PDF & Email

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com