Ernest Skalski: PiS for ever?

27.05.2019

Niekoniecznie, ale druga kadencja PiS jest bardziej prawdopodobna niż cokolwiek innego. Tu, w naszym niewielkim kółku dyskusyjnym, nie musimy robić dobrej miny do złej gry.

Gdy frekwencja osiągnęła 32 procent, już czułem, że nie jest dobrze. Najwyższa była w Małopolsce, wczesnym popołudniem, po południowych mszach. To już mówiło samo za siebie. Od dawna sądziłem, że ta mniej więcej połowa elektoratu, która stale olewa wybory, to bogoojczyźniana, konserwatywna rezerwa PiS.

Pisałem, tuż obok, w „Bomba w górę!”, że w elektoracie, wbrew złudzeniom, NIE-PiS nie jest większy niż PiS. A gdy się elektorat poszerzył, to niegłosujący nie polecieli głosować na Biedronia tylko na Kaczyńskiego. Swoich wyborców Biedroń podebrał Koalicji.

Co skłoniło część apatycznej połowy do poparcia Kaczyńskiego. Przypuszczam, że wiele rzeczy po trochu. To, że dawał i obiecywał. Można było mówić, że ten argument już się wyczerpał. Dla kogo tak, a dla kogo nie bardzo.

No i straszył. Nauczaniem maluchów masturbacji, euro, cenzurą w Internecie i czym tam jeszcze. Ci, którzy wiedzieli, że to głupie i tak by na niego nie głosowali. A niechby na każdym takim strachu zarobił po półtora procenta i wystarczyło. On wiedział, że wszyscy są za byciem w Unii, więc usłyszeli, że on też i to jak najbardziej i wystarczyło.

Ale on wiedział również, że sprawy samej UE, tak naprawdę, mało kogo obchodzą. Dlatego straszył tym, czego ludzie się boją, a dawał i obiecywał to, czego ludzie chcą. Zaś Koalicja postępowała logicznie. Wybory są europejskie, to mówimy, Wielki Wybór, a o krajowe konkrety będziemy się spierać potem.

Wiadomo mi skądinąd, że do kierownictwa koalicji dotarła i taka notatka, którą w istotnej części przytaczam:

Reakcja arcybiskupów jest wreszcie właściwym zastosowaniem techniki damage control. Przyznać się, przeprosić, obiecać ukaranie, zadośćuczynienie. To rozbraja czy przynajmniej osłabia ataki. Ludzie lubią być dobrzy, rozumiejący, wybaczający. Dalsze ataki na KRK mogą być gorzej odbierane, co utrudni pójście za ciosem szeroko rozumianej lewicy, ale i Kaczyński, jako defensor ecclesiae et fidei, będzie miał trudniej.

 Już więc nie byłoby wskazane powtarzanie, że dopadniemy, ukarzemy pedofilów, w parafiach, etc.

 Spadek notowań KE, wywołany przez strajk nauczycieli, mija. Szanse są znów wyrównane, ale konieczna jest walka o każdy procent. Wszystkich nas, tak naprawdę, mniej obchodzi skład PE niż ranking KE i PiS przed wyborami jesienią. Strona, która w maju uzyska mandatów o 1-3 więcej, odtrąbi triumf, a logiczne tłumaczenia drugiej, że to nie takie ważne, nie przyjmą się. I dlatego w kampanii od problemów stricte europejskich zdecydowanie ważniejsze są krajowe.

Możemy sobie logicznie twierdzić, że problemy podejmowane przez Kaczyńskiego są niepoważne, nie mają związku z rzeczywistością — euro — a rozdawnictwo wyczerpuje moc sprawczą etc. Dla kogo wyczerpuje, to wyczerpuje, kogo śmieszy, to śmieszy… Nie chodzi tu o odbiór wyborców „Wilanowa”, lecz „Ryków”, których mobilizuje prezes. A oni widzą, że on ma stale coś nowego do powiedzenia, działa, stara się, mówi o zrozumiałych konkretach. I jest tym, który już dał, daje i zapowiada, że da. Jest wiarygodny w dawaniu i ostrzeganiu, że opozycja zabierze.

Widać, że PiS już gra o władzę nad Polską, a KE działa etapami, systematycznie. Z trudem, zdecydowanie za późno, zmontowana, na słabo nośnej europejskości, czeka na 26 maja, by się zastanowić co dalej. Wiele by dało gromkie zapewnienie, że Koalicja jest na te i na jesienne wybory i – ważne! – na realizację postulatów po zwycięstwie. A nie, aby się tylko przepchać, dorwać, nachapać. 

W sprawach europejskich, po obu stronach, możliwe są tylko stwierdzenia ogólne. Nie można rzucić konkretu, który by ludziom coś dawał. A jeśli już coś o UE, to konkret ma Kaczyński; krowy i świnie plus. W „Rykach” nie ma znaczenia, że to iluzja. 

Żeby wygrać wybory europejskie, trzeba — natychmiast, oczywiście — głośno przedstawić pozytywne projekty na kraj. Coś, co się konkretnie zrobi! KE coś tam mówiła po trochu, ale w odbiorze społecznym nie funkcjonuje żaden spójny, konkretny program.

Wydaje się, że to, czego KE nie zrobiła przed tymi wyborami, powinna zrobić przed jesiennymi i to im szybciej, tym lepiej. Jakby się to znalazło w jakiejś deklaracji 4 czerwca, byłoby bardzo dobrze. Ale niczego takiego nie będzie i oby moje słowa się zamieniły w g.

Na forach już się zaczęły potępieńcze spory. Wywalić Schetynę, bo bez charyzmy. Jakby do następnych wyborów były cztery lata, to byłby czas na dyskusję, przegrupowanie i tak dalej. Lecz do wyborów są miesiące.

Powszechnie się pamięta słowa — nie cytuję — Marszałka, że wygrać i spocząć na laurach – to klęska, a przegrać i podnieść się, to zwycięstwo. Kaczyński nie przegrał, lecz jego przewodnia myśl to: za mało, za mało, za mało.

Piłka po stronie opozycji.

P.S. Pierwszy był Palikot. Na szczęście, w warunkach demokracji, nie zaszkodził. Kolejna łątka jednokadencyjna to Petru. Zaszkodził i to bardzo. Rozłupał Platformę, zmarnował własną partię i dogorywa politycznie. Pomógł mu Zandberg w doprowadzeniu do władzy PiS, ale był i pozostał planktonem politycznym. Teraz swoją szansę zobaczył Biedroń i mamy co mamy.

Całą opozycję mamy, jaką mamy i nie będziemy mieć innej w tym roku. Ale mamy też PiS, o wiele straszniejszy od byle jakiej opozycji. I tyle jest słów na dzień dzisiejszy.

avatar


Ernest Skalski

Dziennikarz, historyk


Ur. 18 stycznia 1935 r. w Warszawie
Więcej w Wikipedii

Ernest Skalski poleca tekst Romana Giertycha

Dlaczego PiS wygrał?

Jest faktem, że w tych wyborach wygrał PiS. Od prawidłowej odpowiedzi na pytanie, dlaczego się tak stało, zależy los następnych lat Polski. Jeżeli teraz postawimy złą diagnozę, to nie znajdziemy recepty na następne wybory parlamentarne i prezydenckie. Szczęściem w nieszczęściu jest to, że z serii wyborczej, która się rozpoczęła wyborami samorządowymi (w których PiS z opozycją zremisował, a nawet per saldo przegrał) wybory europejskie są najmniej ważne. Jest więc czas, aby skorygować kurs.
Moim zdaniem przyczyny porażki są trzy: masowe rozdawnictwo pieniędzy, zamiana TVP w telewizję o charakterze czysto partyjnym oraz gwałtowny skręt w lewo, który się dokonał na opozycji. Ponieważ na pierwsze dwie przyczyny nie możemy nic poradzić, to należy zanalizować przyczynę trzecią.

W moim przekonaniu ta trzecia przyczyna jest zresztą najpoważniejszą przyczyną porażki i ona tłumaczy, dlaczego mobilizacja po stronie PiS była większa niż po stronie opozycyjnej (wystarczy zerknąć gdzie była największa frekwencja)

Od kilku miesięcy propaganda ze strony opozycji skręciła gwałtownie w lewo. 9 marca br. pisałem na tym profilu o koszmarnej pomyłce politycznej, którą zrobił prezydent Trzaskowski, podpisując tzw. kartę LGTB. Abstrahując w tym miejscu od dyskusji o charakterze światopoglądowym lub prawniczym jest faktem, że formułowanie takiego pomysłu, aby przymusowo uczyć dzieci o możliwości zmiany płci, zostało wykorzystane bezwzględnie do zmiany całej narracji wyborczej z problemów PiS związanych z aferami na problem światopoglądowy. Tak PiS zrobił i ta kwestia nie podlega ocenom światopoglądowym, tylko jest faktem. Od tego momentu nie było dnia, aby TVP nie atakowała opozycji za skręt w lewo. Następnie mieliśmy jeszcze bardziej lewicowe prezentacje poglądów wiceprezydenta Rabieja, który mówił o konieczności wprowadzenia związków partnerskich oraz adopcji dzieci przez takie związki. To wówczas Jarosław Kaczyński wypowiedział zdanie: ręce precz od naszych dzieci. Później do tego doszły wypowiedzi niektórych polityków opozycji, które były używane jako potwierdzenie takich lewicowych planów. Wreszcie mieliśmy bezpośrednie uderzenie na Kościół w wykonaniu pana Jażdżewskiego, który postanowił się nagłośnić, wykorzystując rolę prezentera. Na to Kaczyński odpowiedział: kto atakuje Kościół, ten atakuje Polskę. W samej końcówce kampanii, a więc na godziny przed głosowaniem, opozycja z Gdańska dała się wmanewrować w spektakle o charakterze wręcz bluźnierczym na Paradzie Równości w Gdańsku.

Co ciekawe przywódca opozycji — Grzegorz Schetyna zdawał sobie sprawę z konieczności, jak to ujął: utrzymania kotwicy konserwatywnej. Również Donald Tusk w czasie swoich wystąpień ani słowem nie zająknął się o sprawach światopoglądowych. Niestety ci, którzy współtworzyli obraz tej kampanii razem z nimi, nie mieli tego wyczucia. Skutek był taki, że opozycja w przekazie publicznym szła do wyborów z hasłami zbliżonymi do tych, które głosił Janusz Palikot 10 lat temu. Tylko że Palikot walczył o 10%, a opozycja o 50%. Złudzenie, że Polacy tak radykalnie zmienili swoje postawy w ciągu kilku lat, prysło wczoraj jak bańka mydlana.

Czy można to jeszcze odwrócić? Można. Platforma Obywatelska, która jest główną partią opozycji, powinna wrócić do swego programu z czasów, gdy zwyciężała (zresztą on się nie zmienił formalnie do dziś). Generalnie taki zwrot winien sprawy światopoglądowe usunąć z agendy sporu politycznego albo przedstawiać zdywersyfikowane stanowiska. Niech PiS sam sobie próbuje te tematy narzucać. Opozycja ma dość afer PiS, aby o nich mówić od rana do wieczora, a nie próbować przy okazji wyborów prowadzić rewolucję kulturową. Chyba że ktoś woli do końca życia żyć w państwie PiS.

Roman Giertych

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com