JS: Prymasów dwóch

Zdanie odrębne

28.05.2019

Kościół w Polsce w ciągu ostatnich paru lat zmaga się z problemem dwuwładzy. Skutek tego jest taki, że „lud boży” mniej słucha hierarchów, którzy – nota bene – nie mają wiele do powiedzenia, a więcej księdza-biznesmena, legitymującego się stopniem doktora.  

Nominalny prymas, który rezyduje w Gnieźnie, od paru dni zapowiadał odczytanie z ambon listu pasterskiego w sprawie pedofilii. Ale uprzedził go realny prymas toruński, który kilkanaście godzin wcześniej, podczas apelu z „duchowej stolicy Polski” rzucił mocne słowa: „Nieraz potop nas zalewa – i teraz nas zalewa potop […], który powodują przeróżne organizacje antyewangelizacyjne – z tymi strasznym sprawami, o których słyszymy codziennie wśród polityków, wśród tak zwanych dziennikarzy […]. Chcą utopić naszą wiarę, chcą utopić zaufanie do Kościoła”. I dalej: „To poniewieranie kapłanów dlatego, że jakiś znalazł się – może zasłabł, może mu się coś z sercem zrobiło, może z głową. I to, że upadł, że zgrzeszył, nawet najgorzej – nie znaczy, że wszyscy są tacy kapłani. Dziękujemy za kapłanów i kochajcie kapłanów. Jak chcieli zniszczyć Kościół, zniszczyć wiarę, chociażby w XX wieku, to uderzali w kapłanów. Tak zrobił Hitler, tak zrobił Stalin, a teraz idzie na nas marksizm”. Apeluje też o „rycerzy na nasze czasy”, by mieć „moc organizować antyrewolucję tego zła, które idzie na nas”. Retoryka, frazeologia, składnia – są oryginalne; zresztą wszystko to można przeczytać, a nawet odsłuchać… Wszak rzecz dzieje się aktualnie, po emisji filmu braci Sekielskich o pedofilii w polskim Kościele.

W związku tym biskupi skierowali list do wiernych, w którym  czytamy: „W ostatnim czasie wspólnota Kościoła w Polsce wstrząsana jest kolejnymi bolesnymi informacjami o wykorzystywaniu seksualnym dzieci i młodzieży przez niektórych duchownych. Przestępstwa te są źródłem głębokiego cierpienia osób  pokrzywdzonych. Nie ma słów, aby wyrazić nasz wstyd z powodu skandali seksualnych z udziałem duchownych. Są one powodem wielkiego zgorszenia i domagają się całkowitego potępienia, a także wyciągnięcia surowych konsekwencji wobec przestępców oraz wobec osób skrywających takie czyny. […] Przestępstwa te ‚przysłoniły blask Ewangelii takim mrokiem, jakiego nie znały nawet wieki prześladowań’”. I dalej: „Przyznajemy, że jako pasterze Kościoła nie uczyniliśmy wszystkiego, aby zapobiec krzywdom. […] skandale seksualne z udziałem duchownych stają się ciężką próbą wiary i powodem wielkiego zgorszenia”.

Według toruńskiego samozwańca jakiś kapłan może ‚zasłabł’, coś mu się zrobiło ‚z głową’, ‚upadł’, ‚zgrzeszył’ – i z tego błahego powodu nieistniejący  marksiści uderzają w Kościół; jak Hitler czy Stalin… Biskupi z sakrą, a wśród nich prymas, zanim powiedzą o grzechu, mówią o mroku, jakiego „nie znały wieki prześladowań”, o cierpieniach i krzywdach najmłodszych, którzy ani nie umieją, ani nie mogą się bronić…

 Kto ma rację? Duchowny, który relatywizuje przestępstwo, sprowadzając je do grzechu, czy hierarchowie, którzy – być może – zrozumieli, że trzeba zacząć mówić o przestępstwach, a dopiero później o ich grzesznej stronie. Jeśli „lud boży” i Kościół instytucjonalny w rozliczaniu pedofilii pozostaną wyłącznie na płaszczyźnie grzesznej, nic się nie zmieni. Pedofile i ich poplecznicy zawsze są w stanie udzielić sobie – nawzajem rozgrzeszenia.  Większość z nich z powodu wieku, stanu zdrowia tudzież  zasług w przeszłości nie poniesie odpowiedzialności prawnej. Ta, jak wiadomo, jest funkcją państwa, które zrobi wszystko, albo wiele, by nie karać duchownych wspierających aktualną władzę.

Grzeszność – domena moralności i religii bez prawa jest bezradna; prawo – bez religii i moralności jest co najwyżej bezduszne. Można grzeszyć i nie być za to pociąganym do odpowiedzialności prawnej; można też być winnym albo skazanym przez prawo, nie mając poczucia grzechu. Takie stanowisko bliskie jest duchownym, którzy relatywizują krzywdy ofiar księży-pedofilów, okazując wyrozumiałość sprawcom przestępstw wobec małoletnich. Stanowiska takiego zdają się nie podzielać biskupi, którzy – jak nikt inny – powinni wiedzieć, że testament, czyli zakon to pojęcia z zakresu prawa oznaczające zbiory norm –   kiedyś surowo egzekwowanych (vide potop!). Z biegiem czasu przybrały one formę grzechu, podpadającego pod łagodniejszą kategorię – odpuszczenia.

Obaj prymasi mają nad sobą władzę zwierzchnią; gnieźnieński podlega papieżowi w Rzymie; toruński – politykowi z Nowogrodzkiej. Który z nich w najbliższym czasie przejmie „rząd dusz”? Może to zadecydować o kształcie polskiego Kościoła.

                                                                                                        J S         

PS. W podkarpackim mieście, skąd to piszę, w żadnej parafii nie odczytano listu biskupów. A kuria poznańska podobno odmówiła prokuraturze wglądu w dokumenty byłego księdza-pedofila – z powodu „tajemnicy zawodowej”…

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com