Zbigniew Szczypiński: O zastosowaniach sztucznej inteligencji do politycznych wyborów

31.05.2019

Jak nazywa się ta witryna? Nazywa się Studio Opinii, a jeżeli tak, to przedstawię swoją opinię na temat zakończonych w niedzielę wyborów do Parlamentu Europejskiego.

Jest czymś naturalnym, że po tak wyraźnym zwycięstwie rządzących, w wyborach europejskich, w których rządzący zawsze przegrywali, pełno jest prób wyjaśnienia przyczyn tego wydarzenia, wskazania winnych, określenia metod i sposobów na „odegranie się” w nadchodzących wyborach październikowych.

Na naszej stronie wiszą aktualnie takie teksty. Pełne danych i wielkości dotyczących tego, jak i kto, a przede wszystkim, gdzie, głosował w tych wyborach. Możemy przeczytać naprawdę interesujące propozycje i rady dotyczące tego, jak zorganizować sztab wyborczy, kogo powołać do grona ekspertów – ludzi znających się na społecznych mechanizmach i emocjach rządzących ludzkim zachowaniem. Jak, krótko mówiąc, ograć PiS w październikowych wyborach. To są ważne i potrzebne głosy, pytanie tylko, czy dotrą do polityków, do tych którzy są reżyserami tych widowisk… Czas pokaże !

Od precyzyjnych wyliczeń, analizy tego, co już było i już nigdy się nie powtórzy (już nigdy nie powtórzą się wybory z 26 czerwca 2019 roku) wolę prezentację takich opinii, które syntetyzują, które proponują zmianę myślenia o tym teatrze, jakim są każde wybory. Wybory rozumiane jako jednorazowe wyrażenie woli, podjęcie decyzji w bardzo skomplikowanych sprawach dotyczących funkcjonowania państwa, a nawet więcej – Europy. Przez ludzi, którzy w ogromnej swej większości nie mają ani wiedzy, ani nawet chęci zajmowania się takimi sprawami.

Czytając wszystkie analizy, wsłuchując się pilnie we wszystkie głosy poważnych ludzi, których pełno w tym gorącym powyborczym czasie, zastanawiam się, czy można na poważnie używać argumentów typu – ten wynik to kara za pogardzanie prostym człowiekiem z polskiej prowincji, człowiekiem, który dostał prezent od Jarosława Kaczyńskiego w postaci pieniędzy do ręki i wyraził swą wdzięczność przy urnie, wrzucając kartkę ze znaczkiem X na liście odpowiedniej partii. A co miał jako alternatywę? Walkę o zagrożony model proceduralnej demokracji, jakim jest trójpodział władz opisany przez Monteskiusza i Locke’a w czasach Oświecenia, walkę z zaborem publicznych mediów przez rządzącą partię i uczynienie z nich swojej tuby propagandowej, walkę ze zdemolowaniem Trybunału Konstytucyjnego i Sądu Najwyższego i nagminnym obsadzaniem przez „swoich” wszystkich intratnych stanowisk w spółkach skarbu państwa i instytucjach państwowych?

To wszystko są śmiertelnie poważne sprawy, ale żeby je rozumieć potrzeba wysiłku, przede wszystkim umysłowego. A to jest trudne. Dla bardzo wielu — po prostu niemożliwe.

Profesor Marcin Król sformułował najprostszą opowieść na temat tego, kto wygrywa wybory, rozumiane jako wyrażanie swojej woli poprzez kartkę wyborczą: trzeba mieć albo pieniądze, albo seksapil.

PiS miał i ma pieniądze; a czy KE miała i czy ma seksapil?

No teraz puenta – żeby nie wpaść w pułapkę takich samych opowieści o przyczynach porażki i udzielania porad tym, co aktualnie są na politycznej scenie.

Nie wiem, jaki będzie wynik wyborów październikowych w Polsce, nie wiem, jak będzie wyglądać europejski parlament i władze UE jesienią tego roku. Wiem jedno – w perspektywie roku 2050 musi nastąpić zasadnicza zmiana systemu podejmowania kluczowych decyzji w wielkich organizacjach. Takich jak państwa narodowe, czy w takich superstrukturach, jak UE.

Utrzymywanie dotychczasowego modelu, w którym to „suweren” przywoływany raz na kilka lat do urny wyborczej — przywoływany nie nakazem, choćby administracyjnym, a wabiony i kuszony przez sztaby specjalistów od politycznego marketingu — idzie i wrzuca kartkę do urny, a od tego zależy los jego kraju. A czasem i los całego świata (patrz wybór Donalda Trumpa na prezydenta Stanów Zjednoczonych AP). Taki system jest nonsensem i modelem nie do utrzymania, jeżeli świat ma przetrwać.

Kto powinien pojawić się na scenie? Nie nowy model czy algorytm liczenia głosów i przekładania ich ilości na liczbę mandatów, nie nowe zdefiniowanie limitu wydatków na kampanie czy inne takie drobiazgi – to musi być zmiana zasadnicza. A imię jej to maszyna decyzyjna, sztuczna inteligencja tej wydolności, jaką dziś nawet trudno sobie wyobrazić. Trudność wyobrażenia sobie tego, jakie będą możliwości tej sztucznej inteligencji, wynika z tempa rozwoju tego, co mamy obecnie. Horyzont 2050 to trzydzieści lat; a proszę sobie przypomnieć, gdzie byliśmy trzydzieści lat temu, jakie było nasycenie środków i urządzeń, które skłonni jesteśmy nazywać sztuczną inteligencją.

Nie będę się silił na podawanie recept czy patentów jak to ma działać – byłoby to zaprzeczeniem postawionej tezy o potrzebie zastąpienia ludzkich, emocjonalnych decyzji przez maszynę właśnie. Tylko dla przykładu podam, że w wyborach na prezydenta kraju — w krajach, w których są takie wybory — wybór kandydatów na stanowisko prezydenta powinien mieć dotychczasowy przebieg. Niech walczą ludzie, środowiska, partie, ugrupowania, grupy etniczne, kulturowe czy jakie tam jeszcze się zgłoszą. Wybór spośród zgłoszonych i zarejestrowanych kandydatów osoby, która obejmie władze, należeć będzie jednak do maszyny.

To sztuczna inteligencja, na zimno, bez emocji, przeanalizuje wszystkie uwarunkowania, zewnętrzne, wewnętrzne, pochodne od potencjału i cech charakteru kandydata, jego słabych i mocnych stron – wszystkich czynników, które sztuczna inteligencja określi i wyznaczy. Ten wybór nie będzie podlegał już żadnej dalszej procedurze. Gdyby miało być inaczej, wymagałoby to zbudowania jeszcze wyższej sztucznej inteligencji niż ta podejmująca decyzję o zwycięzcy. A to już by był drugi grzybek w barszczu, co — jak wiemy — jest niesmaczne.

To tylko przykład, wszystkie inne zastosowania tych rozwiązań, rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji zostaną określone już w tamtych warunkach, tych za trzydzieści lat.

Szkoda, że tego nie zobaczę.

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com