Ernest Skalski: Uwagi na czasie

15.06.2019

Nigdy nie ubolewałem nad tym, że mniej więcej połowa uprawnionych nie głosuje, lecz polityczna poprawność wstrzymywała mnie od wypowiedzi, że to dobrze.

Tym razem bez cyferek. W roku 2015 PiS jako Zjednoczona Prawica zdobył znacząco mniej głosów niż rozłączone partie demokratyczne, lecz D’Hondt przydzielił Kaczyńskiemu nieco ponad połowę mandatów i pełnię władzy. Jakbyśmy się byli zjednoczyli, to byśmy wygrali, można się było pocieszać. Pod warunkiem, że PiS nie zjednoczyłby się dodatkowo z Kukizem i – a czemu nie? – z Korwinem. Wtedy siły postępu i siły reakcji byłyby wyrównane i piłka w grze.

W wyborach do PE wciąż rozłączona demokracja – KE i Wiosna – zdobyła łącznie tyle samo głosów co konsekwentnie Zjednoczona Prawica. A gdyby do głosów na PiS dodać głosy na Kukiza i na Konfederację, to wyszłoby, że siły reakcji są większe. Okazuje się bowiem, że ta wielka, do czasu pasywna część społeczeństwa to rezerwa konserwatyzmu. PiS ją powołuje pod broń, zjednując transferami i strasząc ich utratą, jeśli by on stracił władzę.

Równie silne jest w tej części społeczeństwa poczucie zagrożenia utratą tożsamości narodowej i naruszeniem ładu moralnego przez europeizację i przez pakiet przemian obyczajowych. Lewica, która jest już głównie obyczajowa, a nie socjalna – patrz; Wiosna z 800 tys. i Razem z 200 tys. – nie dopuszcza do świadomości, że wszelka aktywność na tym polu, nagłaśniana przez PiS, odbierana jest jako to właśnie zagrożenie. Brak tego zrozumienia występuje również w Platformie (Trzaskowski, Rabiej itp.) kojarzonej odruchowo już, z tym zagrożeniem przez aktywnych i potencjalnych zwolenników PiS.

Lewica widzi postępującą laicyzację i sekularyzację, lecz nie chce sobie zdać sprawę, że to cywilizacyjny proces w toku. Obejmuje on różnych ludzi, w różnym czasie i w różnym stopniu. W ludziach, nawet tych już w dużym stoponiu zlaicyzowanych, głęboko tkwią kody kulturowe, sterujące emocjami i odruchami. Filmy Smarzowskiego i Sekielskich przyczyniają się do cywilizacyjnego procesu laicyzacji, lecz o bieżących decyzjach wyborczych, u wielu, decydują odruchy. „Naszych biją!”, nawet jeśli ci nasi niespecjalnie się nam podobają. Poczet biskupów kryjących pedofilów (Gazeta Wyb.) mało kogo dodatkowo skłoni do głosowania przeciw PIS, a w jakiejś grupie wywoła odruch obronny. Wrong, right, my church.

A tu parady równości, jedna za drugą. P…a na kiju w Gdańsku i msza Niemca w Warszawie. To automatycznie obciąża wizerunkowo koalicję wokół PO, lecz przede wszystkim wzmacnia postrzeganie PiS jako obrońcy zagrożonych wartości i dodaje mu głosy.

PO tylko półgębkiem odcina się „od skrajności”, lecz zapewne wielu jej polityków uważa taki event za pożądany.

Opozycja potrzebuje jak najwięcej głosów, by nawiązać, wciąż jeszcze możliwą, równorzędną walkę z PiS, zaś poszerzenie z lewej strony, ew. przez Wiosnę, lub jej część, nie tylko odpycha PSL, lecz wzmaga poczucie zagrożenia u potencjalnego elektoratu PiS. W tym roku Kaczyńskiego poparła czynnie jeszcze tylko niewielka część konserwatywnej rezerwy. Jeśli dojdą kolejne eventy, może on rozpętać histerię, i poparcie to wzrośnie.

 Próbą wyjścia mogłoby być budowanie koalicji z tymi wszystkimi, którzy zgodzą się na program wykluczający szeroko rozumiane kwestie obyczajowe. Patetycznie; kwestie sumienia. Szanujemy poglądy każdego, lecz nie jesteśmy „partiami waszych sumień”, tak jak nie chciał być ich królem Zygmunt August. Desinteressement powinno dotyczyć również pozycji Kościoła, jego stosunków z państwem i wszelkich spraw z nim związanych. Jest konkordat, jest prawo, jest tryb, w którym wszystko można zmieniać – i starczy!

PSL nie ma żadnych postulatów kościółkowych, pro-life itp. Broni się tylko przed lewicowym radykalizmem, więc taka neutralna koncepcja ułatwiłaby mu ew. funkcjonowanie w koalicji.

Zagrożona Wiosna albo przyjmie takie porozumienie, albo nie. Jeśli się rozpadnie, to nawet 2-3 procent jej głosów będzie coś znaczyć. W każdym razie nie należy jej, czy jej ludziom, ułatwiać wejścia, godząc się na cokolwiek z jej/ich repertuaru. Tak kupiony procent może kosztować kilka procent, które przyrosną Kaczyńskiemu.

A co z Wiosny zostanie — przyda się tym, dla których zespół spraw mających być pominiętymi stanowi conditio sine qua non.


Ernest Skalski

Dziennikarz, historyk


Ur. 18 stycznia 1935 r. w Warszawie
Więcej w Wikipedii

Print Friendly, PDF & Email

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com