Marek Jastrząb: Ekowrzask

22.06.2019

Niedługo będziemy musieli czekać na upragniony sukces: wkrótce, wysiłkiem wielu układów trawiennych, nasze ukochane Mazury zmienią się w największe szambo w Europie.

Tereny leśne, obfite w zwierzynę, świeże powietrze i ciszę, zostaną wygumkowane z istnienia. Nad jeziorami pojawią się rachityczne bungalowy w stylu zakopiańskim; tubylcy z ciupagami w jednej, a oscypkami kaszubskimi w drugiej ręce urządzą nizinnym ceprom klawą potańcówkę na sztachety.

Mrowie pikników, biwaków, lub innych wyjących imprezek z grillami stanie się powodem ucieczek zwierząt. Zające pochłonięte upojną drzemką pod miedzą, zostaną poddane decybelowym zmorom, a ich sielski spokój zdechnie bez apelacji.

Stare jelenie, pamiętające lepsze czasy, zmuszone do galopu celem ucieczki przed alkoholowymi miłośnikami łona natury (lub jakiegokolwiek łona), rejterując i gubiąc  poroża, gnać będą przez śmieci, gąszcze i chaszcze. Zanim znikną wśród nielicznych drzew i bezkresu polan szukać będą ratunku poza dotychczasowym miejscem swojego leżakowania.

Wkrótce wyniosą się do sąsiednich gmin i województw, ale i w nich znajdą się dobrzy ludzie z pałami, strzelbami, betoniarkami i PiS-owskimi pomysłami na wykończenie Matki Natury.

Wsiąkną w nicość  też zacne szuwary, tataraki, podmokłe siedliska rozćwierkanych i kumkających stworzeń. Na ich miejscu zasadzi się ściernisko pod nowy bank, a bank to będzie okazały, świeżutki, pachnący przekrętami.

W ramach troski o cudowną przyszłość stworzy się kombinat produkujący niekaloryczne powietrze i fabrykę cyjanku dla „późnego wnuka”.

Dla promocyjnych potrzeb naszej turystyki stworzy się odpowiednie prospekty ze zdjęciami chwytającymi za serce przez portfel. Zaprezentuje się w nich zabytkowe widoki na plastikowe Mazury i asfaltowe doliny do gry w golfa. Wreszcie nasza rekreacyjna perła dewizowa dokuśtyka do pozostałych rezerwatów z okolicznościami przyrody i wreszcie dopełznie do Narodowych Pieścidełek.

Nad jeziorkiem postawi się przytulne stacje benzynowe, warsztaty naprawy fiakrów spalinowych oraz myjnie dla wehikułowych „czyścioszków od święta”.

Jeżeli chodzi o wodę, to można ją ściągać bezpośrednio z akwenu. Jeżeli chodzi o ścieki, to nie ma problemu: wszystko, co gnije, cuchnie i jest podobne do padliny, powinno się w nim znaleźć.

Specjalne ekipy bezrobotnych naukowców dowiodły bowiem, iż współczesne organizmy muszą odżywiać się nieczystościami. Wykazały, że co prawda herbata sporządzona z tej wody nadaje się do wylania razem z czajnikiem, niemniej jednak przydaje się do pucowania sztucznych szczęk.

Znowu doładujemy sobie akumulatory tromtadrackim samopoczuciem i kolejny raz udowodnimy całemu światu, że jesteśmy w czołówce państw absurdalnych.

Tłumy ciekawskich zwiedzaczy krajobrazowych zadepczą niedostępne rejony dla draki nazywane kniejami, borami i puszczami, a jakiś błyskotliwy ochroniarz środowiska dostanie premię za dewastacje przyrody i wszystkim zrobi się błogo.

Podsekretarz od ekosystemów wyda instrukcję na temat procedury robienia kupki, a fachman od fetoru tysiąca jezior pozwoli na zażaglówkowanie, obdziałkowanie i zamotorówczenie całego obszaru. Co nagoni nam jeszcze większą hałastrę turystów. Przysporzy satysfakcji, że nie wypadliśmy sroce spod ogona i potrafimy dbać o florcię i faunę.

avatar

Marek Jastrząb

Pisarz, publicysta

Zbiór publicystyki Autora w Bibliotece Studia Opinii

do pobrania w formacie pdf

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com