Zbigniew Szczypiński: Zostało 100 dni

Mamy w naszej tradycji literackiej różne figury przedstawiające czy to Polskę, czy to Ojczyznę, czy to nasz kraj po prostu. Od wielkich, romantycznych konstrukcji typu „przedmurze chrześcijaństwa”, poprzez akcentowanie, że to przede wszystkim wielki zbiorowy obowiązek do szyderczej frazy ze skumbriami w tomacie – „chcieliście Polski, no to ją macie”.

Od czterech lat przez Polskę przetacza się „dobra zmiana” – rządy ekipy, która w wyniku wyborów uzyskała większość w Sejmie, Senacie i która ma „swojego” prezydenta.

Od czterech lat Polską kieruje jednoosobowo prezes partii rządzącej, niepełniący żadnego stanowiska państwowego ani parlamentarnego. Od czterech lat partia prezesa demoluje systemowo państwo polskie, zasłaniając się mandatem, uzyskanym w wyborach i twierdząc, że tym, co robi – wypełnia wolę wyborców.

Nawet jeżeli tak jest, to trzeba pamiętać, że na rządzących głosowało mniej niż dwadzieścia procent obywateli mających bierne prawa wyborcze, a ostatnie zapętlenia w sprawie afery podsłuchowej i listów skazanego Marka Falenty do najważniejszych osób w państwie pozwalają na zasadne postawienie pytania o legalność tamtych wyborów w ogóle.

Legitymizacja władzy obecnej władzy jest słaba. Kompetencje jej urzędników – premiera, ministrów, prezesów urzędów – weryfikuje codzienność i wyroki unijnych trybunałów. Ilość deliktów konstytucyjnych popełnionych przez urzędującego prezydenta jest imponująca.

I co?

I nic!

Skończyły się masowe protesty w obronie Trybunału Konstytucyjnego, Trybunału, którego inicjały TK można teraz, po przyznaniu się prezesa wszystkich prezesów do bliskiej znajomości z Julią Przyłębską, pełniącą aktualnie obowiązki, odczytać jako Trybunał Kaczyńskiego. Walkę o wolne sądy i niezawisłość sędziowską prowadzą teraz sędziowie w Polsce i sędziowie TSUE w Luksemburgu.

Telewizja Kurskiego codziennie i jawnie łamie prawo a jej prezes całkowicie ignoruje wszystkie raporty, mówiące o nieprzestrzeganiu standardów rzetelności dziennikarskiej. Patrząc na minę prezesa Jacka Kurskiego, filmowanego wraz z nową towarzyszką życia na różnych telewizyjnych imprezach, mamy pewność – prezes publicznej telewizji ma się świetnie i żadne popiskiwania opozycji żądającej jego odwołania nie zostaną wysłuchane.

Minister Sprawiedliwości i Prokurator Generalny w jednej osobie – Zbigniew Ziobro po kompromitacji, jaką była jego publiczna zapowiedź skierowania pozwu przeciwko swoim profesorom z UJ za przygotowaną przez nich opinię prawną dotyczącą zmian w Kodeksie Karnym i równie publiczne wycofanie się z tego absurdalnego pomysłu po skarceniu go przez prezesa wszystkich prezesów, znalazł nowy sposób na sukces.

Nowy TK (Trybunał Kaczyńskiego) uznał za niekonstytucyjne przepisy, na mocy których sądy wszystkich instancji, z Sądem Najwyższym włącznie, skazywały rzemieślnika za odmowę wykonania usługi wydrukowania materiałów informacyjnych dla organizacji LGBT. TK rozpatrywał tę sprawę na wniosek Zbigniewa Ziobry i Trybunał przyznał mu rację, otwierając tym samym drogę do nowego polskiego piekła – nowych aktów nietolerancji w przestrzeni publicznej.

Za parę miesięcy TSUE wyda wyrok w sprawie legalności  nowej izby dyscyplinarnej Sądu Najwyższego i trybu wyborów nowej Krajowej Rady Sadownictwa. Wypowiedzi wysokich przedstawicieli władz wobec stanowiska sekretarza TSUE pokazują, gdzie rządzący mają władze Unii Europejskiej i jak ewentualnie niekorzystny wyrok tego trybunału przedstawią swojemu elektoratowi. Wszystko to razem ukazuje dobitnie, z jaką władzą mamy do czynienia, czego możemy się spodziewać po rządzących.

Liczba przypadków łamania prawa, naruszeń Konstytucji po stronie rządzących jest tak wielka, że ich motywacja do wygrania nadchodzących wyborów musi być też wielka. Tak wielka, jak strach przed rozliczeniem ich za popełnione przestępstwa. Tu jest prosta zależność – wiemy, ile nabroiliśmy; wiemy, że musimy wygrać.

A jak jest po drugiej stronie?

Tu nie ma prostej zależności, tu nie ma tak prostych rachunków. Kierownictwa opozycyjnych partii politycznych myślą o swoich pozycjach w tych partiach, o ich utrzymaniu na politycznej scenie. Perspektywa rozwiązywania problemów, związanych z decyzjami obecnie rządzących nie jest tak silnie motywująca do wyborczego wysiłku, jak strach przed odpowiedzialnością w obozie władzy.

Do wyborów zostało trochę ponad 100 dni. Zaczynają się wakacje – trudny czas na mobilizacje wielkich mas. Aparaty partyjne będą zajmować się sobą – tu prowadzone są referenda, tam trwa spór o przywództwo. Zanim te wszystkie wyborcze klocki zostaną uzgodnione, czas minie. Nie będzie go wystarczająco dużo, aby przedstawić nawet najlepsze pomysły i treści w kampanii wyborczej.

Uważam, że nie treści a sposób ich prezentacji będzie decydujący o mobilizacji opozycyjnego wobec rządzących elektoratu. Jest on wystarczająco liczny, aby wygrać te wybory. Trzeba, aby ruszyli wszyscy, którzy nie są twardym jądrem PiS-u; wszyscy, którzy nie dali się sprowadzić do roli klienta w wyborczym sklepie; wszyscy myślący o swoim życiu w perspektywie szerszej niż najbliższy miesiąc; którzy wiedzą, że zmiany klimatu i technologii będą decydujące o przyszłości. Trzeba, aby ruszyli ci, którzy pojmują, że nie wystarczą pielgrzymki i zawierzenia Polski Matce Boskiej, że nie wystarczą modlitwy o deszcz czy brak deszczu, że żadne łańcuchy żywego różańca nie zapewnią Polsce bezpieczeństwa na granicach, że ważniejsza jest wiedza niż wiara.

To do tych ludzi trzeba kierować podstawowy przekaz wyborczy.

I na koniec nawiązanie do wstępu, do roli wielkiej literatury w kształtowaniu wspólnego przeżycia czasu i miejsca przez wielkie społeczności.

Mamy naprawdę przełomowe dni. Od tego, co zdarzy się w najbliższych miesiącach, zależeć będzie los nas wszystkich, niezależnie od tego, po której stronie tego sporu się znajdują.

Oczekiwałbym od ludzi kultury, aby nie tylko tworzyli prześmiewcze kabarety, demaskatorskie filmy, obrazoburcze piosenki czy pieśni – potrzebne są wielkie dzieła wielkiej literatury, wielkie spektakle, a nie kolejne odczytanie starej klasyki w duchu modnego gender study czy innego LGBT.

O dramatycznym geście Piotra Szczęsnego zapomnieli wszyscy – nie chodzi o powtarzanie takich tragicznych czynów, ale o skalę napięcia, o wielką mobilizację ludzi myślących.

Nie dajmy sobie wmówić, że jest nas mniejszość. Bo tak nie jest !

Nic nie jest przesądzone. W skomplikowanej grze  politycznej, w której udział bierze wielu aktorów, w grze, toczącej się nie tylko na krajowej scenie — nic nigdy nie jest przesądzone.

Mamy jeszcze wystarczająco dużo czasu, aby wykreować wydarzenia i ludzi, którzy zogniskują energię, wyzwolą emocje i zapewnią zwycięstwo.

To jest możliwe!

Zbigniew Szczypiński

Polski socjolog i polityk


Ur. 11 sierpnia 1939 w Gdyni – poseł Unii Pracy na Sejm II kadencji. Działał w pierwszej „Solidarności”. Po ponownej legalizacji związku, od 1991 kierował Ośrodkiem Badań Społecznych w zarządzie regionu NSZZ „Solidarność” w Gdańsku.

Przewodniczący Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.
Więcej w Wikipedii

Zbigniew Szczypiński

Print Friendly, PDF & Email

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com