Ernest Skalski: Szanowny Panie PIRS,

 02.07.2019 

Piszę do pana, ponieważ wśród autorów Studia pan najbardziej wyraziście i konsekwentnie reprezentuje stanowisko, z którym się zdecydowanie nie zgadzam. I które – dodam – mnie cokolwiek zadziwia.

Z licznych pana tekstów wynika, że władzę PiS ocenia pan wręcz skrajnie negatywnie, podobnie jak inni piszący w SO, natomiast gotów pan jest zaakceptować dalsze jej trwanie i przekonuje do tego innych. Bo źle pan ocenia Platformę Obywatelską.

Jednocześnie dziękuję panu, że zechciał pan poświęcić moim poglądom odrębny tekst. „Źle, dobrze, byle z nazwiskiem (Wańkowicz) – Rewanżuję się więc tym samym, żerując na pańskim tekście. U mnie on kursywą.

Autor – czyli, ja, e.s. – mówi w gruncie rzeczy to samo co Giertych i jemu podobni – żadnych skrętów w lewo. Ale to, co traktuje się jako skręt w lewo, to jest skromne przypomnienie o tym, że jesteśmy w Europie w XXI w., gdzie pewne rzeczy są już normalnością.

W którym miejscu Europy od Atlantyku do Uralu są normalnością? W Czarnogórze, w Rykach? A nawet w laickiej od pokoleń Francji, z kulturą, na którą przemożny wpływ okazali; Rabelais, markiz de Sade, Saganka i „Histoire d’O” możliwe są wielotysięczne demonstracje w obronie tradycyjnej rodziny.

PiS, owszem, rządzi i w miasteczku Wilanów i w Rykach, a także w Końskich, Sieradzu i Kościerzynie. I w tej Polsce, powiatowej i gminnej znajdują się jego rezerwy wyborcze. To ludzie, którzy przeważnie nie głosują, lecz gotowi są ruszyć do urn w poczuciu zagrożenia; utratą beneficjów dawanych przez PiS, oraz utratą ich tożsamości, na którą składa się m.in. wpojony od pokoleń ład obyczajowy. Ład, którego obrońcą jest PiS. Ci ludzie zapewnili Kaczyńskiemu sukces w wyborach do PE i mogą zapewnić zwycięstwo w parlamentarnych.

PiS-owi — pisze pan — nie potrzeba pretekstów, żeby oskarżać przeciwników o najgorsze rzeczy. Jeśli ktoś chce psa uderzyć, to zawsze kij znajdzie.

Te kije mają różną skuteczność. Kaczyński jako obrońca wolności w Internecie jest niezbyt przekonujący, gdyż jego wyborców ta wolność akurat mało obchodzi. Natomiast uczestnicy parad z cipą na kiju i z parodią mszy stanowią dla nich widome zagrożenie.

Za chwilę się z panem zgodzę, w sprawie niektórych faktów: Weźmy związki partnerskie… postawienie tego postulatu grozi tym, że PiS rozdmucha sprawę, głosząc, że to spisek homoseksualistów, którzy chcą tego, żeby móc adaptować dzieci (w domyśle: pedofile)… Sondaż w lutym wykazał, że za związkami partnerskimi osób homoseksualnych jest 56% wyborców.

Wyborcy PO, o czym pisałem (TP 516), w 74% są za przeniesieniem nauki religii ze szkół do parafii. W innych „wrażliwych” sprawach jest podobnie.

Koniec zgody.

Rzecz w tym, że większość wyborców jest za takimi rozwiązaniami, które określa się „skrętem w lewo”.

Pan raczy żartować. Jaka większość? 45,38 procent dla  PIS-u i 38,47 dla Koalicji Europejskiej!

Teraz proszę o chwilę uwagi. Z pana danych wynika, że 26% wyborców PO nie popiera przeniesienia nauki religii ze szkół do parafii. A przecież nie tylko wyborcy PO głosują. Gdyby czekało nas referendum w sprawie związków partnerskich, to byłaby szansa, że one powstaną. Podobnie z referendum w sprawie lokalizacji nauki religii. Piszę; szansa, bo PiS mógłby zmobilizować coś z niegłosującej konserwatywnej rezerwy i d… blada. Ale nas czekają wybory, mające zdecydować, kto będzie rządzić w Polsce i na motywy wyborców składają się różne życzenia i różne niechęci, a ich decyzje będą wypadkową tych wielu wektorów. Związki partnerskie to tylko jeden z elementów i to daleko nie najważniejszy. Jeśli jednak dla kogoś jest to imperatyw przemożny, taki; sine qua non,  to powinien się starać, aby PiS nie pozostał przy władzy, bo wtedy tych związków nie będzie z całą pewnością. Nie ma natomiast pewności czy nie powstanie prawny zakaz wszelkiej aborcji.

A zatem, jeśli zwolennik tych związków i innych wolności obyczajowych, demonstruje, wzmacniając determinację przeciwników tychże wolności, to albo nie rozumie, wypiera ze świadomości, tę prostą zależność, albo bardziej mu zależy na swoim wizerunku bojownika o szlachetne cele niż na przybliżeniu ich realizacji.

PiS nie zniknie, nie zniknie też nacisk skostniałego Kościoła. Okaże się, że nigdy nie będzie można zgłaszać postulatów cywilizacyjnych, bo elektorat się odwróci.

Nigdy nie mów „nigdy”, zapomniał pan, panie PIRS?

Zgłaszać można już teraz. Sam pan to przecież robi. I faktycznie, jak pan przewidział, od opozycji odwraca się — na szczęście — tylko część elektoratu. Ta, która może sprawić, że PiS będzie nadal rządzić, a pana postulaty  zawisną w próżni. PiS, owszem, nie zniknie, lecz może mogłaby zniknąć groźba jego powrotu do władzy na fali świętego oburzenia, jeśli zmniejszy się tego oburzenia skuteczność. Wtedy,  jak pan przewiduje,  nacisk skostniałego Kościoła  nie zniknie, ale nie bardzo będzie miał się do czego odwołać. Bo główna siła oporu to nie kler z hierarchią, lecz nawet nie poglądy, a kulturowe nawyki i wewnętrzne emocje wciąż  jeszcze wielu ludzi.

Dla władzy autorytarnej, czy tylko mocno konserwatywnej, kościół i religia bywają wsparciem. Dla totalitarnej to niebezpieczna konkurencja. Pamiętam czas, w którym totalitarna władza mogła aresztować prymasa, skazywać biskupów, zamykać instytucje i zabierać majątek kościelny, ale w Polsce nie mogła sobie pozwolić na masowy terror wobec proboszczów, zamykanie kościołów, bezczeszczenie obiektów kultu. Prostemu człowiekowi nie można  było przeszkodzić w chrzcinach, ślubach, pogrzebach, w pasterkach, kolędach i rezurekcjach, w pielgrzymkach, procesjach, niedzielnych mszach i majowych nabożeństwach. Nawet nie było odpowiednio wielkiego aparatu represji, z motywacją do poważenia się na coś takiego. W takiej kulturze wyrastał milicjant i szeregowy ubek, więc byłoby ryzykowne nakazać mu dokonanie zamachu na rodziców, rodzeństwo, wujów, kumów i kumpli.

Obserwuję zmiany. Już nie mówię o zapamiętanych z dzieciństwa modlitwach przy kapliczkach w warszawskich podwórkach-studniach. Wojna i okupacja to okres wyjątkowego strachu i napięciu. Ale w czasach radosnej budowy zrębów socjalizmu, przy ofensywie marksizmu-leninizmu, powszechnie żegnano się czy odkrywano głowy, przechodząc czy przejeżdżając koło kościoła. Odruchowo robiono znak krzyża przed rozpoczęciem jedzenia i skokiem do wody. Dominicantes i comunicantes przepełniali kościoły w każdą niedzielę. Księża chodzili w sutannach, nie byliby aprobowani upodobnieni do pastorów. Wszystko to również w miastach, nie tylko na prowincji.

Cały ten bagaż zanika, ale nie zniknął całkowicie, nawet w warunkach powszechnej rewolucji obyczajowej. Arcybiskup Gądecki stwierdził jakiś czas temu, że trzy czwarte młodych par żyje ze sobą bez ślubu, przy akceptacji rodziców i nawet dziadków. Większość nominalnych katolików nie liczy się z wymaganiami Kościoła, które przeszkadzają im życiu. Lecz nie widzą potrzeby robienia z tego manifestu. Kulturowe nawyki nakazują wielu z nich solidarność z Kościołem, z wiarą, tam, gdzie to nie narusza ich osobistych interesów. Szczerze się więc mogą oburzać tym, co oburza Kościół, ale nie akceptują frontalnych ataków nań i gotowi są głosować w jego obronie. Ta motywacja dokłada parę procent do motywowania obroną narodowej godności, transferów pieniężnych i pochodnych.

Przeciwnicy PiS — pisze pan — powinni myśleć nie o nieco większym procencie głosów, a o zmianie myślenia wyborców, którzy nie są zorientowani i uświadomienie im pewnych spraw może zmienić ich nastawienie.

Nie obchodzi pana, że ten nieco większy procent głosów przesądzi niebawem, kto wygra wybory i będzie rządzić? A kto ma zmienić, postulowane przez pana, myślenie wyborców, uświadomić im pewne sprawy i może zmienić ich nastawienie, w ciągu około stu dni do wyborów? TVN, „Newsweek”, „Gazeta Wyborcza”, Radio Zet, „Polityka”? Ta zmiana, o którą panu chodzi, to laicyzacja, sekularyzacja. Cywilizacyjny proces w toku, mierzony pokoleniami. Słowa mu towarzyszą, wpływają nań, lecz są częścią, a nie całością i nie są siłą napędową kulturowych przemian, których nie mogą zastąpić.

Wyborcy, w przeciwieństwie do red. Skalskiego, nie cenią najbardziej jedności (co wykazały ostatnie wybory).

Dziesięć – trzy dni przed wyborami 26 maja, PO miała 20 procent poparcia, PSL – 4, SLD – 2, Nowoczesna – 1. Łącznie – 27 procent. Były i nieco lepsze sondaże, ale w żadnym suma głosów nie zbliżała się do realnych 38,47 procent Koalicji Europejskiej w wyborach. A już w miesiąc po nich i po rozpadzie KE, suma głosów na jej niedawne części składowe wynosi od 33,1 do 36,9 procent. W tym ostatnim notowaniu różnica wynosi 1,6 procent. Mało? Arytmetyka wg. D’Hondta małą różnicę w  głosach zamienia w dużą różnicę w mandatach, kiedy z jednej strony jest jedna lista, a z drugiej kilka oddzielnych. Co więc wykazały wybory, panie PIRS?

Kiedy PO rządziła, to nie chciała żadnych zmian, które naraziłyby ją na jakąkolwiek krytykę ze strony PiS i Kościoła. Więcej – sama wprowadzała pewne posunięcia takie jak PiS.

Jakie, konkretnie, posunięcia takie jak PiS? Wymieni pan?

A ja panu wymienię: opóźnienie wieku emerytalnego, skierowanie sześciolatków do szkół, zastąpienie wojska z poboru armią zawodową. Ważne, przełomowe zmiany idące z duchem czasu, odpowiadające wyzwaniom cywilizacji. Dwie pierwsze PiS natychmiast cofnął, więc proszę nie pisać, że PO ma takie poglądy jak wyborcy PiS.

PO gra wciąż w tę samą grę: PiS jest gorszy, więc zaciśnijcie zęby i głosujcie na nas.

Szanujcie zęby, wyborcy! Nie zaciskajcie ich!

i pozwólcie Kaczyńskiemu rządzić co najmniej jeszcze jedną kadencję!

Podsumowanie. Piszę kolejny raz, że pamiętam o wiele straszniejsze nieszczęścia, które spotkały nasz kraj. Lecz teraz, w końcu drugiej dekady XXI wieku, najgorszym nieszczęściem, które może nas spotkać, jest kontynuacja rządów PiS. Dla pana, szanowny panie PIRS, jeszcze większym byłyby rządy PO, z czym pozwalam się sobie nie zgodzić.


Ernest Skalski

Dziennikarz, historyk


Ur. 18 stycznia 1935 r. w Warszawie
Więcej w Wikipedii

Print Friendly, PDF & Email

Jedna odpowiedź

  1. Ro Nos 2019-10-28
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com