Telewizja pokazała (529)

11.07.2019

Jacek Majchrowski, prezydent Krakowa:

Tragedią klasy politycznej, nie tylko burmistrzów czy prezydentów, jest to, że kiedy tym ludziom się kończy kadencja, to zastanawiają się, czy załapią się, by zostać wojewodą, prezydentem, posłem, senatorem, bo w przeciwnym razie nie ma z czego żyć.

Czym to skutkuje, wiadomo. Idą na każdy kompromis, potrafią się ześwinić, zmieniać partie, tłumacząc, że przekonań nie zmienili, tylko ich partia się zmieniła. To śmieszne. Ludzie, którzy są w polityce, powinni mieć oparcie w zawodzie. […]

Uważam, że PiS zyskał tylu zwolenników i doszedł do władzy dlatego, że był partią, która pokazywała konkretny program. Możemy się z nim zgadzać lub nie, ale były to konkretne rozwiązania. Wygrać można stworzeniem tak samo konkretnego programu, a nie odnoszeniem się wyłącznie do tego, co robi PiS. Na razie takiego programu nie widzę.

* * *

Co pewien czas czytamy czy słyszymy komentarze zdarzeń, które w opinii komentujących wołają o pomstę do nieba. Wydaje się, że te zdarzenia poruszą ludzi, którzy tłumnie wyjdą na ulice i będą protestować, domagać się, jednym słowem starać się zmienić to, co złe w dobre. Tak bywa czasem we Francji. Nie oceniamy jednak we właściwy sposób ludzi, a szczególnie rodaków – wiele rzeczy świadomie lub podświadomie akceptują i jeśli nawet coś ich oburza to nie do tego stopnia, żeby aktywnie reagować.

Jedną z tych rzeczy jest stosunek do władzy. Szkoda, że nikt nie przeprowadził badań socjologicznych, które by pokazały, jak ludzie oceniają konkretne działania czy wypowiedzi przedstawicieli władzy. Odnosi się wrażenie, że uważają, iż władzy więcej wolno.

Nie tylko władzy świeckiej, ale i Kościołowi. W Dużym Formacie opis dość typowej sytuacji – wikary molestował dziewczynki, z jedną miał nawet dziecko. Wiedział o tym proboszcz, wiedzieli rodzice. Co zrobili rodzice? Zgłosili sprawę proboszczowi, a on obiecał porozmawiać z wikarym. Nic to nie dało, widać to siła wyższa. Czy tak powinni reagować świadomi obywatele?

Poza tym ludzie szybko zapominają, co polityk robił, co mówił, co obiecywał. Odbywa się jakiś spektakl polityczny i często ważniejsze jest co i jak polityk mówi niż czy to jest prawda albo czy jego obietnice dadzą się zrealizować, a przede wszystkim czy to, co chce zrealizować, jest potrzebne. Wałęsa przed wyborami obiecywał każdemu 100 milionów zł (starych), żeby każdy został biznesmenem, obiecywał puścić kombinatorów w skarpetkach. Kaczyński za poprzednich rządów obiecywał 3 miliony mieszkań. Tusk zapowiadał likwidację sklepów z dopalaczami. Można by sporządzić listę obietnic kolejnych polityków – praktycznie żadna z nich nie została zrealizowana. To nie tyle świadczy źle o politykach ile o wyborcach, którym można wcisnąć każdy kit i władza często może robić to, co chce, nawet jeśli prawo na to nie pozwala. A po krótkim czasie wszyscy zapominają o ekscesach władz.

I wreszcie nie doceniamy roli propagandy. Wszystkie gromy, jakie padały w mediach niepisowskich na działania rządu, nie dotarły do zwolenników PiS. Nawet tam, gdzie działania niektórych ministrów były ewidentnie złe i widoczne dla wszystkich, zwolennicy PiS popierali tych ministrów, przykładem pani Zalewska, którą przecież ktoś wybrał do europarlamentu.

C:\Users\Piotr\Pictures\Saved Pictures\PiS b.jpg

* * *

Wiktor Jerofiejew, rosyjski pisarz i publicysta:

Zagranica uważa, że to Putin jest przyczyną nieszczęść Rosji, ale Putin jest większym liberałem niż cztery piąte mieszkańców kraju. Władza to problem w pewnym sensie drugorzędny. Największym problemem Rosji są Rosjanie. Rok 2014 stanowił papierek lakmusowy – przyłączenie Krymu po raz kolejny pokazało, jak antydemokratyczna, antyzachodnia i antyliberalna jest większość Rosjan. Nie ma się co temu dziwić, bo w Rosji nie ma żadnej tzw. kultury politycznej. Są tylko uprzedzenia i symbole. Polityka nigdy nie była dla mas. Robili ją car albo komuniści.

* * *

Krytykuje się ostatnio decyzję Trybunału Konstytucyjnego, który przyzwolił na odmowę wykonania usługi, jeśli usługodawca ma opory światopoglądowe. Niedawno @Magdalena przypomniała:

Tuż przed ostatnimi wyborami, 7 października 2015 roku, Trybunał Konstytucyjny w pełnym składzie, pod przewodnictwem ukochanego obecnie przez wszystkich profesora Rzeplińskiego uznał, że wolność sumienia lekarza odmawiającego wykonania świadczenia medycznego nie może być brukana obowiązkiem wskazania pacjentowi innego lekarza, który takie świadczenie wykona.

* * *

C:\Users\Piotr\Pictures\Saved Pictures\Trump i.jpg

* * *

Kiedy przychodzi gorsza władza, z sentymentem wspomina się poprzednią. Ale nie zawsze. Pamiętam skargi na PSL, gdy współrządziło z różnymi koalicjantami i zagarniało wszystkie możliwe stanowiska dla swoich znajomków. Ludzie przyzwyczaili się do tego, że władza zagarnia dla siebie i zmiana władzy to kolejna czystka.

Teraz zwycięskie PiS prowadzi reorganizację Urzędu Marszałkowskiego Województwa Świętokrzyskiego w Kielcach, bo zastąpiło PSL po ostatnich wyborach samorządowych. Poinformowano, że na 850 zatrudnionych jest aż 170 niepotrzebnych stanowisk.

Jak podaje Wirtualna Polska, cytując przedstawiciela nowych władz:

Odkryliśmy grupę kilkunastu urzędników, którzy byli zatrudnieni na tzw. zadaniowym czasie pracy. W praktyce nikt ich nie kontrolował ani nie rozliczał z efektów pracy. Kilku z tych osób nikt nigdy nie widział w urzędzie, a dyrektorzy, pod których podlegali, nie wiedzieli, że tacy pracownicy istnieją.

Najbardziej bulwersujący jest przypadek urzędnika odpowiedzialnego za wyjaśnianie zawiłości procedur przyznawania funduszy unijnych. Nie ma dowodów, aby przez ostatnie dwa lata urzędnik ten w ogóle pojawił się w pracy. Do jego obowiązków należało złożenie raz na rok raportu z przeprowadzonych konsultacji. Jednak w urzędzie nie natrafiono na żaden ślad takiego dokumentu.

Przypomina się Grecja.

* * *

Prognozy wyborcze:

C:\Users\Piotr\Pictures\Saved Pictures\wybory 3.jpg

* * *

Marek Borowski:

PiS publicznie głosi nonsensy, zamiast poszerzać wiedzę społeczeństwa, bazuje na jego niewiedzy, podsyca lęki i zbija na nich polityczny kapitał. Ale my, opozycja, na wszelki wypadek uciekamy od dyskusji. Byle tylko nie dać propagandowego paliwa prezesowi.

* * *

Mark Twain mawiał: Zaczyna się od morderstwa. Stąd już niedaleko do kradzieży. A stamtąd już tylko krok do kłamstwa.

Coś podobnego dzieje się u nas już od wielu lat. Ktoś popełnia poważne przestępstwo czy przekręt, potem okazuje się, że wykorzystał stanowisko do forowania kumpli, a na końcu najgorsze – dowiadujemy się, że dany osobnik należał do komunistycznej organizacji. Tak teraz dzieje się z mgr Julią Przyłębską, prezeską Trybunału Konstytucyjnego i przyjaciółką Kaczyńskiego. Opozycja miała wiele zastrzeżeń do jej działań w Trybunale, a mężowi udowodniono, że był tajnym współpracownikiem bezpieki (ale, jak twierdzi, nic nie robił; podobnie Bill Clinton tłumaczył się, że palił w młodości marihuanę, ale się nie zaciągał). Jej zarzucano niekompetencję i tendencyjne sterowanie działalnością Trybunału. Wszystko to pestka, bo teraz wyciągnięto pani Przyłębskiej poważniejszy zarzut: działała kiedyś w Socjalistycznym Związku Studentów Polskich!

Każdy, kto żył w PRL, niewątpliwie umacniał ten straszny ustrój i właściwie powinien być ukarany. A co dopiero członek organizacji socjalistycznej! Na pewno jednak okaże się, że dzięki kreciej robocie, jaką tam robiła pani Przyłębska, komuna upadła.

* * *

Co się stało z Biedroniem i co będzie z Wiosną?

Zdaje się, że poszli drogą, którą przedtem poszedł Janusz Palikot. Zamiast konsolidować młodą partię i trzymać się programu, zabrano się za marnie prowadzoną politykę.

Pisałem, że za wcześnie było na startowanie do europarlamentu. Partia dopiero co powstała, nie ma prawie żadnych znanych twarzy, jej program nie zaszczepił się u wyborców – po co takie wybory? Mogła to być okazja do zaprezentowania swego programu i przygotowania startu w jesiennych wyborach do parlamentu. Ale zamiast tego usłyszeliśmy typowo polityczne ogólnikowe hasła: my jesteśmy najlepsi i zrobimy porządek, a nasi przeciwnicy są okropni.

Z tego, co dociera do nas, widać, że popełniono typowe błędy: mianowanie „spadochroniarzy” na kandydatów na europosłów – zamiast miejscowych działaczy, gwiazdorskie wystąpienia Biedronia, gdzie głównym tematem nie był atrakcyjny program partii, ale banalne i puste oświadczenia. W końcu okazało się, że foruje się najbliższych, a Biedroń wbrew obietnicom oddania mandatu może pozostać jednak w europarlamencie.

Co pewien czas ulegamy złudzeniu, że pojawia się polityk i ugrupowanie, które na pierwszym miejscu stawia jakąś ideę i są gotowi dla tej idei poświęcić osobiste cele. Może pojawi się taka partia, która postawi jasne i pozytywne cele, a po zwycięstwie nie rozdrapie stanowisk dla swoich, lecz powoła uznanych fachowców? Ale czy można odpowiedzialne stanowiska powierzyć ludziom, nie mając pewności, że tak jak ja kochają ojczyznę i pragną jej dobra?

* * *

Jedną z cech minionego ustroju było to, że partia rządząca karała surowo „reformatorów”, a pobłażliwie odnosiła się do „twardogłowych”. Te zwyczaje przejął PiS. Bycie tam chamem, znieważanie wszelkich przeciwników politycznych, wygłaszanie idiotyzmów – to jest dobrze widziane przez prezesa. Chodzi o atmosferę wrogości do wszystkich nie-pisowców, aby wierny elektorat nie pomyślał, że można dać sobie luzu, i że inni politycy mogą mieć też jakieś racje. Utrwala to w elektoracie pewną dzikość obyczajów – skoro prezes i posłowie mogą się tak zachowywać publicznie, to znaczy, że i ja mogę.

Strach przed odejściem od takiej postawy (bo prezes ukarze) wykazywali już liczni politycy PiS, szkalując innych polityków krajowych i zagranicznych. Zainicjował to chamstwo Kaczyński, nazywając Polaków niebędących zwolennikami PiS-u — drugim sortem. Odzywka pani poseł (?!) Pawłowicz, że flaga Unii to szmata, nie spotkała się z żadną reakcją jej kolegów. Pani minister Zalewska nie wydusiła z siebie informacji o tym, kto zabił Żydów w Jedwabnem, bo nie znała aktualnej opinii Kaczyńskiego.

Teraz błysnęli chamstwem europosłowie PiS – Zalewska i Waszczykowski. Kiedy odgrywano hymn Unii, wszyscy wstali – oprócz tych dwojga. Ciekawe czy ich koledzy z europarlamentu zdziwią się, kiedy się dowiedzą, że tak się zachowali byli ministrowie dyplomacji i edukacji. Na pociechę można dodać, że po chamsku zachowali się także europosłowie Wielkiej Brytanii, którzy wysłuchali hymnu, stojąc tyłem do orkiestry.

* * *

Nie znam się na ekonomii i moje uwagi mogą przypominać powiedzenie „dziwna chłopu wątroba”.

Ze zdziwieniem obserwowałem po 1989 r. likwidację CPN i rozbicie go na mniejsze firmy. Podobnie PKP nagle podzieliło się na wiele firm, z których jedna zajmowała się szynami, druga taborem kolejowym, inna naprawami itd. Każda z mniejszych firm ma swój zarząd, prezesa i pobiera od innych pieniądze za swoje usługi, co chyba powiększa koszty.

Wydawało mi się, że większe szanse w biznesie mają większe firmy, którym łatwiej konkurować np. z zagranicznymi gigantami, szczególnie kiedy państwo nie będzie mogło ich chronić. Ale takie głosy zostały zakrzyczane argumentami, że dzięki podziałowi na mniejsze firmy poprawi się sprawność działań, a konkurencja tych firm wymusi lepszą jakość usług itp.

Teraz czytam, że jednak większe firmy mają większą szansę konkurując, i nasze firmy z branży paliwowej zaczynają się łączyć. Ciekawe jak wygląda sytuacja w PKP.

* * *

Podobno wszystkim partiom zależy na centrum, czyli pragną zdobyć wyborców nie-oszołomów, bez skrajnych poglądów. Czy u nas jeszcze jest jakieś centrum? I jakie wyobrażenie o centrum mają politycy?

Teraz właśnie konstytuuje się „racjonalne centrum”, którego rdzeniem ma być PSL. Istotą tego centrum ma być odżegnanie się od współpracy z wszelkimi partiami czy ruchami lewicowymi. Do tego nowego centrum dołączyło trzech posłów. Jednym z nich jest Marek Biernacki, usunięty z PO 1,5 roku temu za złamanie dyscypliny partyjnej w głosowaniach nad projektami dotyczącymi aborcji. Dołączenie SLD do Koalicji Europejskiej to jego zdaniem wielki błąd. Drugim dołączającym do PSL jest poseł PO Jacek Tomczak (poprzednio poseł PiS, który jeszcze kilka lat temu napisał o pierwszym poznańskim Marszu Równości: „Może chodzić o promowanie również takich skłonności jak pedofilia, zoofilia czy nekrofilia”). Dostaną miejsca na listach PSL do parlamentu.

Żeby było śmieszniej, pan Biernacki postuluje utworzenie na opozycji dwóch bloków: centroprawicowego i centrolewicowego. Wypadałoby zdefiniować to centrum, bo jeśli ci panowie i posłowie z PSL są centroprawicowi, to czym się różnią oni od PiS?

Rozumiem, że blok centrolewicowy powinien zacząć od potępienia czasów PRL i złożyć wyznanie wiary w Kościół katolicki oraz odciąć się od wszelkich ruchów walczących o równość praw, związki partnerskie itp.

Dobrze to wróży współpracy po ewentualnym zwycięstwie obecnej opozycji.

* * *

Zbliżają się wybory i z tej okazji PiS przedstawi swoje dokonania. Warto przypomnieć obietnice premiera Morawieckiego, żeby w nawale sukcesów nie zostały zapomniane. Część z nich ostatnio przypomniałem, np. o Centralnym Porcie Lotniczym między Warszawą i Łodzią, gdzie na pewno będą się przesiadać miliony zagranicznych turystów, jak się tylko dowiedzą, że jest taka okazja. To był jeszcze pomysł ministra infrastruktury Grzeszczaka z PO, zgrabnie podjęty przez PiS. Do tego centralnego portu lotniczego miała dowozić podróżnych Kolej Dużych Prędkości (KDP), z pociągami jeżdżącymi z prędkością 300-350 km/godz.

O milionie samochodów elektrycznych w ciągu 10 lat pamiętamy. Na pewno wielu rodaków kupiło już tysiące tych samochodów i spokojnie ładuje akumulatory w setkach nowych stacji.

Zapomnieliśmy trochę o planie rozwinięcia transportu śródlądowego, który poprzez Wisłę-Bug-Prypeć-Dniepr połączyłby Morze Bałtyckie z Morzem Czarnym. Na pewno zgromadzono już pieniądze na ten cel i rozpoczęto prace nad doprowadzeniem do żeglowności rzek. Wprawdzie nie rozmawiano jeszcze na ten temat z Białorusią i Ukrainą, ale one na pewno chętnie dołączą do takiego ambitnego projektu.

Innym śmiałym projektem była budowa wielkich promów, które kursowałyby na Bałtyku. Trzy lata temu pisałem:

To nic, że taki duży prom nie zmieści się w Ystad, niech się Szwedzi martwią. Będzie to okazja dla polskich inżynierów, aby się nauczyć budować takie jednostki. Jak się uczyli dotychczas to widać na okręcie Gawron, który budowano i przerabiano 14 lat, miał być jedną z siedmiu korwet a skończył jako patrolowiec.

Ostatnio Morawiecki obiecał, że jeszcze w tym roku zasadzi się w Polsce 500 mln drzew. Jak wyliczono, gdyby zaraz po przemówieniu Morawieckiego leśnicy zabrali się za robotę, to musieliby do końca roku sadzić 33 drzewa na sekundę.

Zastanawiam się, gdzie by te drzewa sadzono. Tu trzeba docenić działalność Szyszki, który przygotował niejako grunt pod to przedsięwzięcie, wycinając sporą część Puszczy Białowieskiej.

Widać teraz, że warto poprzeć PiS, żeby w następnych latach mogło dokończyć realizację swoich wielkich planów.

C:\Users\Piotr\Pictures\Saved Pictures\Morawiecki 5.jpg

PIRS

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com