21.07.2019

Kilka dni temu białostocki abp Tadeusz Wojda wydał osobliwe oświadczenie zaopatrzone w magiczne non possumus. Myślałem, że się sprzeciwia mowie nienawiści, korupcji polityków, albo niechęci wobec uchodźców. Jak wiadomo, te przymioty dość często są wytykane jego podwładnym. Wiadomo przecież, że jest człowiekiem światowym i na wielu salonach się obracał. Znalazł się w Białymstoku zesłany niemal z Watykanu, gdzie robił błyskotliwą karierę jako podsekretarz Kongregacji ds. Ewangelizacji Narodów w latach 2012-2017. Miałem nadzieję, że właśnie ten światły duchowny wprowadzi nowego ducha do tej, niegdyś wielokulturowej, wieloetnicznej i wieloreligijnej metropolii. Nic tylko przekładać rzymskie i światowe doświadczenia na polski grunt.
Nic z tego, owo non possumus dotyczyło pierwszego Marszu Równości, który mimo dramatycznego apelu metropolity się odbył w sobotę 20 lipca 2019.
Był to pierwszy marsz i mieszkańcy Białegostoku zapamiętają go na długo. Relacje medialne są bogate w szczegóły, więc ich oszczędzę, zwrócę jednak uwagę na poetycki reportaż Jacka Dehnela, który brał udział w tym wydarzeniu, a wrażenie opisał na swoim fb (nie mam, więc czytałem na portalu ogólnodostępnym, któremu pisarz uprzystępnił swój tekst opatrzony adnotacją: Powyższy tekst Jacka Dehnela ukazał się dziś na jego profilu na Facebooku. Tekst publikujemy za zgodą autora. Na prośbę autora honorarium za niniejszy tekst przekażemy na organizację przyszłorocznego Marszu Równości w Białymstoku).
Myślę, że Henryk Sienkiewicz nie powstydziłby się opisu tych doprawdy dramatycznych wydarzeń. Jednak Dehnelowi udało się uchwycić głębię (dość jednak płytkich) portretów psychologicznych bandziorów, którzy próbowali marsz zakłócić.
I jak najsłuszniej zwrócił uwagę na główne źródło inspiracji – właśnie abpa Wojdy.
Pisze Dehnel na portalu Onet.pl:
Katedra jest przecież bijącym źródłem tej furii; to stamtąd biskup Wojda rozesłał swój komunikat, że „Non possumus”, że „nie możemy się zgodzić”, żeby marsz przeszedł, żeby wolni obywatele Polski korzystali ze swojego konstytucyjnego prawa. Teraz wszyscy ci panowie Staszkowie i panie Łucje w kretonowych sukienkach, i sebiksy z prawem wilka na koszulkach i w oczach, stoją wzdłuż marszu, biegną, pokazują faki, ten uniwersalny znak pokoju, wylewają z siebie tę homilię wulgaryzmów, to biskup Wojda stoi za tymi lecącymi kamieniami i butelkami, za guzem dziewczyny, która przeczesuje palcami włosy na drugą stronę. Biskup Wojda nie musi rzucać sam, zapewne „brzydzi się przemocą” i „pochyla się z troską”, wystarczy, że ma od tego kibolskie bojówki, które głoszą jego ewangelię.
I ma rację. Pewnie jego reportażu Wojda nie przeczyta i na przyszły roku znowu wyda swoje „non possumus”, uruchamiając potoki nienawiści i wzmacniając już i tak potężne uprzedzenia powierzonych jego opiece owieczek, miast je blokować, mitygować i cywilizować. A po tym, co się stało, mam nadzieję, że choć trochę arcybiskup się zawstydzi, a może nawet przeprosi?
No cóż, to też są rozżarzone węgle, które Kościół gromadzi na swojej głowie.


Taka nienawiść na wezwanie arcybiskupa wystawia temu panu świadectwo wyjątkowego szkodnictwa społecznego. Jeżeli tak chce popularyzować swoją wiarę, a ściślej instytucję na niej żerującą, to wybrał strategię przeciwskuteczną. Skłócanie ludzi jest najgorszą z możliwych metod działania.
Panie Stanisławie,
Abepe jako zawołanie biskupie przyjął słowa: Aby była głoszona Ewangelia.
To głosi!!!
Do abpa Wojdy napisałem list otwarty, który upublicznił onet.pl, pozwalam sobie zwrócić nań uwagę łaskawego Czytelnika: https://wiadomosci.onet.pl/kraj/marsz-rownosci-w-bialymstoku-list-prof-obirka-do-abpa-wojdy/6hg9616
Frederic Martel, Sodoma. Hipokryzja i władza w Watykanie, Warszawa 2019, s. 66: „trzecia reguła Sodomy: im duchowny jest bardziej progejowski, tym mniejsze prawdopodobieństwo, że jest gejem; im większym jest homofobem, tym bardziej prawdopodobne, że jest homoseksualistą”. Pan Profesor o jakiejś teologii w tym liście w Onecie, jakimś papieskim uniwersytecie, nawet Eco się pojawia. Ho, ho… A może to sprawa szofera po prostu? I wyczucia, co się bardziej opłaca? Szofer nie jest groźny dla kariery, przyzwoitość za to jak najbardziej. Może jestem świnią, ale lektura Martela nie pozwala o sobie zapomnieć.
Proszę mi pozwolić jeszcze raz sformułować moje dialogiczne credo. To prawda, że biskup palnął głupstwo nawołując do bojkotu i do tego przywołując, niezbyt fortunnie, brzemienne w znaczenia historyczne słowa Wyszyńskiego. Jednak niewiele zyskamy na tym jeśli go teraz otorbimy naszym poczuciem wyższości i nie pozostawimy marginesu na możliwość wycofania się, choćby rakiem, ze swojej niefortunnej wypowiedzi. Moim zdaniem mój otwarty list taką możliwość stwarza, czy Wojda z niej skorzysta, śmiem wątpić. Ale stratnym nie będę ja ani on tylko jakość polskiej debaty okopanej w bezpiecznych i wzajemnie się nie komunikujących bańkach informacyjnych. Liczę trochę na tzw. otwartych katolików jak Ignacy Dudkiewicz, który w dzisiejszej Wyborczej skierował kilka trudnych pytań do Gądeckiego. Takich Dudkiewiczów trzeba więcej – gutta cavat lapidem.
Kościół to partia władzy, podobnie, jak kiedyś partia bolszewicka. Ideologia jest drugorzędna. Nawet, jeśli księża się nią posługują, to w praktyce chodzi o kontrolę i decyzje personalne. Z kolei hierarchia to jest Komitet Centralny tej partii. Liczą się zagrywki i rozgrywki personalne oraz „kto kogo”. Przyzwoitość jest tylko narzędziem, a nie samoistną wartością. Drogowskazem jest skuteczność. Jeśli skuteczne będzie szczucie, to hierarcha będzie szczuł. Jeśli opłaca mu się powiedzieć coś przyzwoitego, to wypowie jakieś piękne słowa. A jutro wypowie ich przeciwieństwo. Doktorat nie zabezpiecza hierarchy przed cynizmem. Widać to na przykładzie Jędraszewskiego albo Hosera. Fakt, ze któryś hierarcha był w Watykanie, to jest obciążenie, a nie zaleta. Tam jest jeszcze gorzej. Odwoływanie się do przyzwoitości albo dawanie kredytu zaufania hierarchom, to jest naiwność. Warto oczywiście wskazywać na sprzeczność pomiędzy oficjalną ideologią oraz rzeczywistym działaniem, ale ile razy można powtarzać to samo?
Jeśli Pan Profesor liczy na tzw. poprawę hierarchy, to traci Pan czas. Jedynym, co może ich poprawić i naprawić, jest nacisk z zewnątrz motywowany prawem świeckim i normami kultury europejskiej. Hierarchię Kościoła trzeba traktować jako skansen średniowiecza we współczesnym świecie, a nie grupę zbłąkanych dobrych ludzi, którym chwilowo coś nie wychodzi, bo pobłądzili. Odwoływanie się do ich własnej oficjalnej ideologii i pokazywanie sprzeczności pomiędzy nią i zachowaniem hierarchii jest pozbawione sensu, bo oni tę ideologię mają głęboko gdzieś. Dla hierarchii liczą się kontrola, władza, korzyści materialne, oraz zamienienie otaczającej rzeczywistości w średniowiecze, które jest ich zapleczem intelektualnym oraz sposobem na życie.
Zgoda tylko nacisk zewnętrzny może wpłynąć na biskupów i ten nacisk coraz bardziej zdecydowania się pojawia. Oto najnowszy przykład, który przywołuje GW 26 07, w przeddzień marszu przeciw nienawiści w Białymstoku: „Rodzice osób LGBT piszą do nuncjusza apostolskiego i polskich duchownych: Nigdy wcześniej nie doświadczyliśmy tyle podłości”. A tu początek tego listu: „Zostały przekroczone wszelkie normy moralne, naruszono prawo, podeptano
katechizm Kościoła katolickiego. W imię miłości bliźniego i pod
sztandarami Jezusa Chrystusa użyto przemocy” i jasno sformułowany postulat: „Zostały przekroczone wszelkie normy moralne, naruszono prawo, podeptano
katechizm Kościoła katolickiego. W imię miłości bliźniego i pod
sztandarami Jezusa Chrystusa użyto przemocy”. Nie wiem czy to coś da, ale cieszy, że grono „naiwnikaków” rośnie.
Czasami się zastanawiam czy nie wołłby Pan np takich pokojowych demonstracji :
https://www.youtube.com/watch?v=7lSThRTRSoc&fbclid=IwAR2W6bvc9_Ll5uaYtz9ELawEiGYIWAx47ulSk0kT1hB12ZDdzC5_K9vF3dQ
albo takich:
https://chnnews.pl/ameryka/item/2890-agresywne-feministki-topless-zaatakowaly-modlacych-sie-mezczyzn-rzucaly-kalem-i-butelkami-wideo1.html?fbclid=IwAR2fgtixjB6Mou_j1cMgOJPbFWrbswzc011fUk5NoY6ToMB9XSxnREXjDaI
Powiem szczerze, sytuacja staje się gorąca jak w Hiszpani przed 1936r i wszelakie przejawy walki z nienawiścią która ponoć pochodzi od katolików, przeistoczą się wkrótce w coś podobnego jak w Argentynie a może potem jak Meksyku i Hiszpani ? Ciekawe kto odpowie potem za te wszystkie wyrazy miłości , np takie :
https://uploads.disquscdn.com/images/20e5c9a08aabba8078df6b353dd211ce54cd22b9a02d70cfa441370a35a47799.png