Jacek Pałasiński: To nie jest kraj dla mądrych ludzi

21.08.2019

Obraz zawierający tekst

Opis wygenerowany automatycznie

Jak niewiele było trzeba, by hasło działaczy pierwszej Solidarności „Inteligencja wyp…lać” stało się narodowym mottem. Tak, mamy flagę biało-czerwoną, orła za godło, a teraz też mamy narodowe motto. 

Mamy też narodowy sport: plucie na elity.

Bo elity mają „przywileje”, tworzą „układ” i nie przyjmują w poczet „swoich” byle kogo. Np. nie przyjęły swojego czasu kilku pokręconych gości, którzy dziś zajmują poczesne stanowiska partyjno-państwowe. No i pasztet gotowy.

A niezależnie od personalnych uprzedzeń czy zemst, być inteligentem, być kimś z elity, to prawdziwa gehenna. Popatrzmy: przede wszystkim trzeba być pracowitym i dużo się uczyć, ćwiczyć umysł, ćwiczyć pamięć. A kiedy ćwiczy się umysł i pamięć, poznaje się hierarchie moralne i etyczne i zyskuje świadomość, że sama wiedza bez etyki jest guzik warta. Trzeba jasnego planu na życie i dużej dyscypliny w jego realizacji.

Ślęczenie nad książkami, wizyty w bibliotekach, muzeach, teatrach i salach koncertowych są czasochłonne, a to oznacza, że ma się znacznie mniej albo w ogóle się nie ma czasu na rozrywki, będące solą życia ludzi bez elitarnych ambicji. Nie ma się np. czasu na bibki z kolegami, na wielogodzinne leczenie kaca po przechlaniu, na posuwanie nieprzytomnych od alkoholu dam, czyli na wszystko to, co oczerniacze elit uważają za przyjemność. Nie ma się czasu na robienie pieniędzy. Innymi słowy, droga do członkostwa w elitach jest długa, uciążliwa, często nudna i wyprana z przyjemności.

A gdy się już tę drogę przejdzie, zdobędzie prawdziwe wyższe wykształcenie, to wtedy… Wtedy dostaje się na ogół marnie płatny etat państwowy i twarde, pamiętające Gomułkę krzesło w nieremontowanym od dziesięcioleci, pozbawionym klimatyzacji i godnego tej nazwy ogrzewania gmaszysku, gdzie jedyną radością jest obcowanie z ludźmi, których się niekoniecznie lubi, ale z którymi można znaleźć wspólny język. No bo nagle okazuje się, że nowo upieczony inteligent nie potrafi już komunikować się z pozostałą częścią narodu, która wykształcenia i mądrości nie traktowała jako życiowego priorytetu.

Inteligent używa innego języka, niby też polskiego, ale trochę greckiego, łacińskiego i francuskiego, demosowi nieznanego. Och, żargon inteligenta jest demosowi nienawistny, więc odium spada i na język i na mówiącego. Inteligent używa języka precyzyjnie i jest w stanie zawrzeć w słowach swoją myśl. Co z tego, skoro za tą myślą inni nie nadążają i wpadają w zachwyt, dopiero gdy słyszą pozbawiony jakiejkolwiek myśli, przepełniony nienawiścią bełkot tego, którego elity w młodości nie uznały za „swojego”!…

Świat cały jest inteligentowi wrogi: nastawiony na schlebianie niewykształconym i niezapracowanym masom świadom, że złotówka nie-inteligenta jest tyle samo warta, co złotówka inteligenta, a nie-inteligentów jest więcej i na dodatek jest im znacznie łatwiej tę złotówkę z kieszeni wyrwać. W telewizji nie znajdą dla siebie programu, z radiowych głośników sączyć się będzie – w najlepszym wypadku – pitu-pitu, a częściej „buc-buc”, powodujące u inteligenta zdumienie: jak z własnej woli człowiek może robić sobie taką przykrość, jak może znajdować przyjemność poddawania się czemuś, zbliżonemu do alarmu samochodowego? Muzeom i teatrom poruczono misję „pozyskania mas”, (zastąpienia szkoły), więc inteligent rzadko znajdzie w nich coś dla siebie, bo się uczył.

Inteligent mieszka w ciasnym, starym, zagraconym mieszkaniu, otoczony niechęcią sąsiadów, zwłaszcza gdy odwiedzą go inni inteligenci . Ci bardziej przedsiębiorczy będą mieli gdzieś jakieś pogierkowskie drewniane ni to domki, ni szałasy na działkach, gdzie, choć się łaszą, będą znienawidzeni przez miejscowych. Będą wyszydzani, marginalizowani i pogardzani. Przez „naród”, przez partie polityczne („inteligencja to najwyżej 1% głosów, szkoda dla niej czasu” – powiedział kiedyś Donald Tusk). Media będą robiły wokół nich złą atmosferę, będą przypisywały im winy, których nie popełnili. Wynajęci „dziennikarze”, realizujący „prawdziwą demokrację”, „wolę ludu”, czy coś w tym rodzaju, napiszą książki o łajdactwach ich rodziców, a choćby i rodzice łajdactw nie popełniali, to i tak im się oberwie.

Inteligencja będzie miała swoje pięć minut, gdy trzeba będzie odzyskać niepodległość, utraconą z winy nie-inteligentów, lub gdy trzeba będzie wyprowadzić kraj z kryzysu, w który nie-inteligenci go wpędzili, ale i przez te pięć minut będą nieustannie słyszeli, że „muszą odejść”.

A kiedy już inteligenci odzyskają dla kraju niepodległość, kraj ustabilizują i wyprowadzą na prostą i racjonalną drogę, naród wybierze sobie rząd, który inteligencję („łże-elity”) będzie programowo gnębił, uciszał, prześladował i piętnował, jako wroga. Sam niezbyt mądry i z pewnością niezbyt wykształcony, będzie płacił publicznymi pieniędzmi nie za wiedzę, ale za jej brak, nie za wykonaną dla społeczeństwa pracę, ale za nic nierobienie.

Takie oto są dzisiaj „przywileje” elit. 

Nie, to nie jest kraj dla mądrych ludzi…

Ale jest jedno ponure pocieszenie. Liderzy walki z elitami posyłają swoje dzieci do kosztownych, prywatnych, elitarnych szkół. 

W klatkach schodowych większości polskich blokowisk wisi napis: „Za szkody wyrządzone przez dzieci odpowiadają rodzice”. Nic bardziej fałszywego: jest na odwrót!

Jacek Pałasiński

Print Friendly, PDF & Email

8 komentarzy

  1. slawek 2019-10-28
  2. Krzysztof Łoziński 2019-10-28
  3. Andrzej Tomana 2019-10-28
  4. wejszyc 2019-10-28
  5. PK 2019-10-28
  6. Andrzej Goryński 2019-10-28
  7. Marek 2019-10-28
  8. Marek 2019-10-28
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com