Krzysztof Łoziński: Nagłe olśnienie?

21.08.2019

Nagle wszyscy się obudzili: PiS kłamie! A kiedy PiS nie kłamał?

Jesienią 2015 roku opublikowaliśmy „Raport gęgaczy”, książkę o kłamstwach i manipulacjach PiS (autorzy: Piotr Rachtan, Krzysztof Łoziński, Waldemar Kuczyński, Sławomir Popowski, Paweł Wimmer, Marcin Makowiecki i Antoni Miklaszewski). Opisaliśmy w niej kilkaset kłamstw polityków PiS, w tym polityków ze ścisłego kierownictwa tej partii. Opisaliśmy metody zorganizowanego kłamstwa, jako głównego narzędzia uprawiania polityki przez to środowisko.

To, co w tej chwili jest sensacją w mediach – organizowanie hejtu, oszczerstw, pomówień wobec sędziów przez czołowych polityków PiS, a nawet przez opanowane przez tę partię urzędy państwowe, nie jest niczym nowym. To środowisko stosuje te metody od lat. Przypomnę, że jeszcze za rządów AWS, Lech Kaczyński i Zbigniew Ziobro, jako minister i wiceminister sprawiedliwości, zakładali „teczki” i zbierali „haki” na innych polityków. I działo się to też na terenie ministerstwa. Przypomnę, jak już dawno to środowisko posługiwało się zorganizowanym kłamstwem dla swoich celów.

Pamiętacie państwo aferę „inwigilacji prawicy” przez służby państwa polskiego? Ostatecznie po paru latach sprawa trafiła do sądu i okazało się, że tej inwigilacji w ogóle nie było. Ale wcześniej przez parę lat systematycznie oczerniano konkurencję polityczną.

Przypomnijmy sobie jak PiS dochodził do władzy. Pamiętacie „Polskę w ruinie”, rzekomą „prywatyzację lasów” przez PO, „ukrytą opcję niemiecką” na Śląsku? PiS od zawsze manipulował opinią publiczną za pomocą zorganizowanego kłamstwa.

Przypomnę tylko jeden szczegół: jak organizowano kłamstwo o prywatyzacji lasów. Najpierw, na długo przed wyborami, w wiejskich sklepach, u fryzjerów, w przychodniach, pojawiły się listy poparcia dla wniosku o referendum przeciw prywatyzacji lasów państwowych. To nie szkodzi, że nikt tej prywatyzacji nie planował, a te listy nie miały żadnej wartości, bo nie zawierały adresów i numerów PESEL. Wniosek z tymi listami o takie referendum nigdy nie został złożony. Ludzie to podpisywali w dobrej wierze, nie wiedząc dobrze o co chodzi. Dopiero dużo później pojawiło się jedno z głównych kłamstw PiS-u w kampanii wyborczej: PO chce prywatyzować lasy, lasy będą ogradzane, dzieci nie będą mogły do lasu wejść, bo las będzie prywatny, i tak dalej.

Gdy wreszcie, po miesiącach milczenia, premier Ewa Kopacz otwarcie powiedziała do telewizji, że nikt z rządu ani z PO prywatyzacji lasów nie planował, na konferencji prasowej PiS, 19 sierpnia 2015 r., Marcin Mastalerek oświadczył: „skoro dwa i pół miliona ludzi się podpisało (pod wnioskiem o referendum), to coś w tym musi być”. Zauważmy sposób argumentacji: skoro udało się nam okłamać 2,5 miliona ludzi, to znaczy, że kłamstwo jest prawdą.

Dwa lata później pojawiły się przecieki, że PiS zamówił wcześniej ekspertyzę, wycenę, ile można zarobić na wycięciu wszystkich lasów i sprzedaniu tarcicy.

To jest przykład tej samej metody, która wyszła na jaw obecnie: starannie zaplanowanego z dużym wyprzedzeniem kłamstwa w celu osiągnięcia konkretnego celu.

Politycy tej partii zawsze zbierali haki, kwity, zakładali teczki i planowali kampanie kłamstwa. To jest typowe działanie zorganizowanej grupy przestępczej. Zorganizowanej, bo w tych kampaniach bierze udział szereg współpracujących ze sobą osób. W przypadku kampanii przeciw sędziom bierze w niej udział: Fundacja Narodowa, Ministerstwo Sprawiedliwości, prezydent, premier, telewizja publiczna, liczna prasowa szczujnia, i na końcu farma trolli i hejterski portal internetowy. I to wszystko jest zorganizowane, zaplanowane, role podzielone.

Co ciekawe, politycy PiS potrafią posuwać się nawet do tak zwanego kłamstwa w żywe oczy.

Oto przykład, fragment debaty podczas kampanii wyborczej w 2007 roku:

Aleksander Kwaśniewski do Jarosława Kaczyńskiego: „[…] ja panu powiem, że to jest dla mnie zdumiewające, bo bardziej zdemoralizowanej ekipy rządowej to ja jeszcze nie widziałem. Jeżeli oskarżonymi czy podejrzanymi są minister spraw wewnętrznych w pańskim rządzie, szef CBŚ w pańskim rządzie, prezes największej firmy ubezpieczeniowej, którego pan mianował, minister sportu, szef Centralnego Ośrodka Sportu” (Kwaśniewski zapomniał o podejrzanym komendancie głównym policji, wicepremierze z 7 prawomocnymi wyrokami i ministrach zamawiających piwo gestem heil Hitler). Na to Kaczyński: „To jest najlepszy dowód, że my jesteśmy pierwszym uczciwym rządem”.

Znaczna liczba przestępców lub podejrzanych o przestępstwo w rządzie PiS jest dowodem na jego uczciwość, i już!

Kampania przeciw sędziom nie jest pierwszym takim zorganizowanym działaniem. Przypomnę po raz kolejny (bo warto to przypominać przy każdej okazji) zorganizowaną kampanię kłamstwa wobec Jana Widackiego, bo widać tu właśnie działanie zorganizowanej grupy przestępczej – współpracę polityków, podporządkowanej politycznie prokuratury, służby więziennej i skorumpowanych mediów.

Jarosław Kaczyński, bez żadnych podstaw nazywał Jana Widackiego „kwintesencją układu”. PiS starał się znaleźć urojony, nieistniejący w rzeczywistości „układ”, a dyspozycyjna politycznie prokuratura, podległa ministrowi Ziobrze, dostała niezwykłego zapału i na podstawie wysoce niewiarygodnych „dowodów” fałszywie oskarżyła prof. Jana Widackiego. Proces trwał 6 lat i skończył się uniewinnieniem. W międzyczasie działy się istne cuda w stylu IV RP.

Jan Widacki, adwokat, został oskarżony o podżeganie do fałszywych zeznań Sławomira Ratajczyka — kryminalisty siedzącego w więzieniu w Białymstoku (Jan Widacki mieszka w Krakowie). Ratajczyk ni stąd, ni zowąd, zeznaje, że Widacki nakłaniał go do fałszywych zeznań na korzyść Danielaka („Malizny”). Wcześniej wysyła list do posła Zbigniewa Wassermana, gdzie sugeruje to samo.

Dla każdego doświadczonego prokuratora powinno być jasne, że Ratajczyk zwyczajnie kombinuje i nie ma na ten fakt żadnych dowodów. Ale nie prokuratura, która na licznych odprawach słyszała od Kaczyńskiego, że Widacki to „kwintesencja układu” (tak w czasie rozprawy zeznał Janusz Kaczmarek). Następnie Ratajczyka odwiedza w areszcie Dorota Kania – dziennikarka „Gazety Polskiej”. Zostawia mu kopię swojego artykułu. Zeznanie Ratajczyka pokrywa się później z treścią tego tekstu. Ciekawe, że wizyta Kani w areszcie nie jest odnotowana. Mało tego, Kania chwaliła się, że nagrała rozmowę z Ratajczykiem, a wiadomo, że do aresztu nie wolno wnosić sprzętu nagrywającego. List Ratajczyka wychodzi z oddziału dla niebezpiecznych osadzonych bez żadnego odnotowania w ewidencji. Dociera do Sejmu, również nieodnotowany w żadnej ewidencji. Ratajczyk przyznał później, że wprawdzie on ten list pisał, ale — jak się wyraził — nie on był jego autorem. Czyli — zgodnie z jego wersją — list był podyktowany. Tak mówił na rozprawie. Nie wiadomo, jak list dotarł do Wassermana, który jedną kopię dał obrońcom Dochnala, a drugą Dorocie Kani.

I na takich podstawach ścigano i sądzono uczciwego człowieka przez 6 lat, przy okazji opluwając go w mediach. Sąd nie znalazł żadnych dowodów na prawdziwość oskarżenia. A swoją drogą istnym curiosum jest poseł przekazujący list bandziora obrońcom innego oskarżonego bandziora i dziennikarce PiS-owskiej szczujni.

Wcześniej miała miejsce „afera bilbordowa”, czyli kłamstwo Jacka Kurskiego na temat rzekomego nielegalnego finansowania PO przez firmy ubezpieczeniowe. Jak wykazało postępowanie prokuratorskie i sądowe nic takiego nie miało miejsca.

Kolejna sprawa to rzekome pobicie aktorki Anny Cugier-Kotki (rzekomo przez bojówkę PO), na które brak jakichkolwiek dowodów, łącznie ze śladami obrażeń, których nie stwierdzono. Brak świadków, brak obrażeń, brak potwierdzających to nagrań monitoringu, a zeznania zainteresowanej nie trzymają się kupy. Po czasie sama aktorka zeznała, że została specjalnie zatrudniona przez Jacka Kurskiego do odegrania tej roli.

Jak już jesteśmy przy pobiciach to rzekomo jeden z „obrońców krzyża” miał zostać pobity pod krzyżem na Krakowskim Przedmieściu i wskutek tego pobicia umrzeć. Prokuratura sprawę zbadała i stwierdziła, że śmierć nastąpiła z przyczyn naturalnych, a żadnego pobicia nie było.

Warto przy okazji przypomnieć, że część tak zwanych „obrońców krzyża”, to byli zatrudnieni do tej roli aktorzy. Gdy później członkowie działającej w Polsce organizacji opozycji kazachskiej zorganizowali demonstrację przeciw Nursułtanowi Nazarbajewowi, jako kontrmanifestanci pojawili się, no któż by? „Obrońcy krzyża” zatrudnieni tym razem przez ambasadę Nazarbajewa.

Na początku 2011 roku PiS oskarżył państwo o rzekomą „inwigilację Lecha i Marii Kaczyńskich”. Prokuratura sprawę zbadała i stwierdziła, że żadnej inwigilacji nie było.

Przypomnijmy też próby sfabrykowania nieistniejących przestępstw i nawet fałszowania w tym celu dokumentów (afera gruntowa, afera hazardowa, afera Weroniki Marczuk-Pazury, rzekomy dom Jolanty Kwaśniewskiej w Kazimierzu…).

To jest po prostu stała metoda działania. Zorganizowane kłamstwo.

Wspomnę jeszcze tak zwaną Komisję Macierewicza, a później Podkomisję Smoleńską. Zatrudniono grupę szarlatanów, sowicie im płacąc, by „udowodnili” kłamstwo, że w Smoleńsku był zamach zorganizowany przez Rosję wspólnie z PO. Mimo upływu 9 lat komisja ta żadnych (poza kompletnymi bzdurami) dowodów na zamach nie znalazła, ale w międzyczasie odsunięto od śledztwa prawdziwych fachowców.

Gdy po ponad roku ujawniłem, że szef tej komisji dr inżynier budownictwa lądowego, Wiesław Binienda, nie jest „profesorem fizyki” (nie jest profesorem niczego, a fizyki nawet nie studiował), ani „ekspertem NASA” (nigdy w NASA nie pracował), nie jest „dziekanem na Uniwersytecie w Acron”, tylko pracuje w college’u przy Uniwersytecie w Acron, wylała się na mnie fala kloacznego hejtu. Fala wyraźnie przez kogoś organizowana.

Zorganizowanego kłamstwa nie wolno lekceważyć. Zorganizowana kampania kłamstwa i hejtu wobec Pawła Adamowicza doprowadziła do morderstwa. W tej chwili taka kampania prowadzona jest wobec Aleksandry Dulkiewicz. Używane jest to samo kłamstwo, które w 1970 roku aplikowano żołnierzom, by strzelali do robotników w Gdańsku. Tak samo, jak wtedy głosi się, że mieszkańcy Gdańska „chcą do Niemiec”.

W historii zorganizowane kłamstwo prowadziło do potwornych czynów. Sfabrykowane przez carską ochranę „Księgi mędrców Syjonu” służyły do uzasadniania pogromów Żydów. Kłamstwo stało u źródeł pogromu kieleckiego i wielu podobnych wydarzeń. Kłamstwo służy do szczucia a ci, co biją i zabiją, sami się znajdą. Kwestia czasu.

Na koniec przykład historyczny – do czego mogą służyć zorganizowane kampanie kłamstwa. Rosja Sowiecka 1921:

W 1921 roku Lenin sztucznie wywołał pierwszą wielką falę głodu. Wspierany przez Cerkiew Ogólnorosyjski Komitet Pomocy Głodującym apelował do Międzynarodowego Czerwonego Krzyża i innych organizacji. Wystąpił też z apelem do Lenina. By nie dopuścić do przyjęcia pierwszych statków z zaopatrzeniem wysłanych przez organizacje amerykańskie, Lenin postanowił rozwiązać komitet. 

„Proponuję – pisał Lenin – rozwiązać komitet jeszcze dziś, w piątek 26 sierpnia. Aresztować Propokowicza za wywrotowe wypowiedzi i trzymać przez 3 miesiące w więzieniu. Natychmiast, nawet dziś, usunąć z Moskwy pozostałych członków komitetu. Jutro opublikujemy w pięciu linijkach krótki i suchy komunikat rządowy: Komitet rozwiązano za odmowę współpracy. Przekazać do dzienników dyrektywy w sprawie rozpoczęcia od jutra nieprzebierających w środkach ataków na ludzi z komitetu. Ośmieszać ich wszystkimi sposobami i poniewierać przez dwa miesiące przynajmniej raz w tygodniu”. 
Wkrótce ukazują się artykuły: „Nie można bawić się głodem!” („Prawda”, 30 sierpnia 1921), „Spekulanci na głodzie!” („Komunisticzeskij Trud”, 31 sierpnia 1921), „Komitet Pomocy… Kontrrewolucji!” („Izwiestia”, 30 sierpnia 1921). 

A oto fragment wspomnień jednego z przyjaciół Lenina: „Włodzimierz Iljicz Ulianow miał odwagę otwarcie oświadczyć, iż głód niesie wiele konsekwencji pozytywnych. Niszcząc przestarzałą gospodarkę chłopską — tłumaczył — głód przybliża nas obiektywnie do socjalizmu. Głód niszczy także wiarę nie tylko w cara, ale i w Boga” 

Głód narastał. Wiosną następnego roku Lenin pisał: „[…] W chwili, gdy tyle zagłodzonych istot żywi się ludzkim mięsem, gdy drogi usłane są setkami, tysiącami trupów, teraz i tylko teraz możemy […] skonfiskować majątek Cerkwi ze straszną, bezlitosną energią. […] Możemy w ten sposób zdobyć skarb wartości miliardów rubli w złocie. […] tylko rozpacz wywołana głodem może skłonić masy do postawy wobec nas życzliwej lub przynajmniej neutralnej. […] Im więcej członków reakcyjnego duchowieństwa się rozstrzela tym lepiej dla nas”. (list do Biura Politycznego z 19 marca 1922 r.). Dopiero teraz wyszło na jaw, po co rozpętano głód. 

To oczywiście przykład skrajny, ale konglomerat kłamstwa i cynizmu może nawet do takich rzeczy prowadzić. Pytanie tylko jak nam do tego daleko. Listy Lenina znamy, bo komunizm upadł. Przyjdzie czas, gdy poznamy wewnętrzną korespondencję obecnie rządzących.

avatar

Krzysztof Łoziński

Przewodniczący KOD

Fizyk, alpinista, mistrz sztuk walki. A także dziennikarz i działacz polityczny.

Autor o sobie

W tekście wykorzystałem fragmenty „Raportu gęgaczy” i „Czarnej księgi komunizmu”.

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com