Telewizja pokazała (540)13 min czytania

()

29.08.2019

Dzięki premierowi Mazowieckiemu miałem wrażenie, że wróciły moje młode lata. Wtedy doganialiśmy Zachód i za parę lat mieliśmy go nawet przegonić. Ale Zachód nie chciał się zatrzymać i poczekać na nas.

Premier powiedział:

Chcemy zaangażować się w kolejnych latach w to, co jest dla Polski najważniejsze — budowanie poziomu życia takiego albo jeszcze lepszego, jaki jest w państwach Europy Zachodniej. To jest nasz cel, to jest dzisiaj nasz punkt odniesienia, ale ja wierzę, że za dekadę lub dwie w stosunku do niektórych państw przeskoczymy tamten poziom życia i będziemy lepiej, piękniej żyli i mieli również dużo więcej wolności.

Dlaczego my musimy być lepsi od najlepszych? Czy nie wystarczyłoby, gdybyśmy zbliżyli się do nich? I jak uzyskamy więcej wolności? Przypomina mi się hymn Związku Radzieckiego, gdzie śpiewano: – Ja drugoj takoj strany nie znaju, gdie tak wolno dyszyt czeławiek.

C:\Users\Piotr\Pictures\Saved Pictures\naród i władza.jpg

* * *

Sprawa wiceministra sprawiedliwości Piebiaka i gangu sędziów-hejterów. Zdumiewa lekkomyślność wiceministra – korespondencja z panią, która na jego zlecenie i z dostawą jego materiałów szkalowała sędziów Iustitii. I do tego dochodzi reakcja rzecznika dyscyplinarnego, który zamiast zająć się sprawą, zajmuje się sprawdzaniem, czy informacje szkalujące szefa Iustitii są prawdziwe.

Premier po przyjęciu dymisji Piebiaka powiedział, że to zamyka sprawę. Zapewne innej kary nie będzie, a gdyby nawet podległa Ziobrze prokuratura oskarżyła Piebiaka to zawsze prezydent może go ułaskawić zanim w ogóle dojdzie do skazania.

Z opublikowanych treści korespondencji między wiceministrem i autorką szkalujących wpisów wynika, że w sprawę zamieszany jest Ziobro. Powinien zaraz polecieć ze stanowiska albo przynajmniej zostać zawieszony. Nic podobnego się nie zdarzy. Należy sądzić, że zebrał dużo haków na kolegów i w razie usunięcia go mógłby zrobić im krzywdę. Kto wie jakie taśmy by się odnalazły i co by nagle odkryli dziennikarze śledczy.

Coraz częściej w mediach mówi się o stosunkach mafijnych – politycy PiS i ci, co im sprzyjają są poza zasięgiem wymiaru sprawiedliwości, wyroki sądów nie są wykonywane przez organa państwa, prześladuje się sędziów, wyraźnie popiera się bojówkarzy narodowców a ściga tych co pokojowo przeciw nim protestują itd.

SLD zgłosił sprawę do prokuratury, ale nie wiadomo czy i kiedy sprawa ruszy – najpierw Ziobro musi wyznaczyć prokuratora, który potem zbada czy jest on winny. To nie są jakieś panie protestujące przeciw marszowi narodowców – wtedy się je szybko aresztuje, sprawdza ich komputery itd.

Za poprzednich rządów PiS Ziobro był zamieszany w pewną sprawę, ale kiedy prokuratura chciała zbadać jego komputer, to okazało się, że on tak nieszczęśliwie upadł, że uległ zniszczeniu i nie można było odzyskać zapisanych tam danych. Zapewne teraz też w ministerstwie sprawiedliwości wymieni się stare komputery na nowe, a tam nie będzie śladu korespondencji np. między Piebiakiem i Ziobrą.

* * *

Abp Gądecki:

Tak postąpiono z bł. Jerzym Popiełuszką, którego najpierw usiłowano zniesławić przy pomocy kłamstw i prowokacji, a gdy to się nie powiodło, związano go i wrzucono do Wisły. Coś podobnego dzieje się teraz z arcybiskupem Jędraszewskim.

Po takiej wypowiedzi spodziewałbym się masowych odejść z Kościoła. Ale nieograniczone są możliwości łykania bzdur przez wiernych.

* * *

Suweren, czyli elektorat ma swoje nawyki i zwykle nie kieruje się wiedzą. Stąd taka walka o pierwsze miejsca na listach wyborczych, bo większość wyborców zakreśli tych na pierwszych miejscach, nawet jeśli na dalszych znajdują się wyjątkowo dobrzy kandydaci. Trzeba być dobrze znanym i rozkręcić swoją kampanię, żeby zostać wybranym z dalszych miejsc. Dotąd udawało się to, jak pamiętam, Piotrowi Gadzinowskiemu, który tradycyjnie startował z ostatniego miejsca na liście, o czym informował swoich licznych czytelników i potencjalnych wyborców.

Teraz Eugeniusz Kłopotek ogłosił, że definitywnie odchodzi z polityki, protestując w ten sposób przeciwko pozbawieniu w ostatniej chwili posła PSL Zbigniewa Sosnowskiego pierwszego miejsca na liście w Toruniu i wstawienie na to miejsce posła Pawła Szramki z Kukiz’15, który zdaniem Kłopotka „raczkuje dopiero w polityce”.

Jeśli elektorat docenił dotychczasową działalność Sosnowskiego, to zapewne głosowałby na niego, a nie na nieznanego im posła. Ale elektorat chyba jest słabo zorientowany w działalności posłów, co nie wróży dobrze sprawom publicznym w Polsce. Trzeba być medialnym, często pokazywać się w telewizji i gadać z przekonaniem, nawet jeśli bez sensu, to ludzie powiedzą: dobrze chce, niech porządzi i zagłosują na niego. Ciągle pamiętam, że pani Szydło wykazała się organizacją kampanii prezydenckiej Dudy i została premierką, potem wypowiadała banały płaczliwym głosem, i tak się spodobała, że w wyborach do europarlamentu otrzymała ponad 500 tys. głosów.

* * *

Już gołym okiem widać skutki ocieplenia. Znikają lodowce, coraz wyższe mamy temperatury w stosunku do lat poprzednich. Niedługo tylko politycy PiS na czele z prezydentem będą nas dalej przekonywać, że nic się nie dzieje z klimatem i węgiel to podstawa.

Sytuacja w służbie zdrowia przypomina to, co się dzieje z klimatem. Podobnie do lodowców znikają lekarze i pielęgniarki. Niedawno informowano, że w przychodniach w kilku dzielnicach Warszawy nie ma ani jednego ortopedy. Pacjenci czekają w długich kolejkach na pomoc w SOR, ostatnio jeden w poczekalni czekał pięć dni na przyjęcie do szpitala.

W szpitalach na jednego lekarza i jedną pielęgniarkę przypadało kilkudziesięciu pacjentów. Żeby dostosować się do norm europejskich, zlikwidowano część szpitalnych łóżek. Zamykane są oddziały w szpitalach, bo nie ma lekarzy i trudno ich znaleźć mimo atrakcyjnych ofert finansowych – konkurencją są kraje Zachodu, gdzie i finanse, i warunki pracy są lepsze.

Sytuacja się nie poprawi, bo za mało mamy studentów medycyny, poza tym część pielęgniarek odchodzi na emerytury albo podobnie jak lekarze — wyjeżdżają.

Żadna ekipa rządząca nie umiała dać sobie z tym rady. Jakoś brak woli (i wiedzy?), żeby coś rozsądnego zrobić, być może dlatego, że pozytywne skutki reformy mogą pojawić się dopiero w przyszłości, za rządów innej ekipy, a kłopoty związane z jej wprowadzeniem obciążą ekipę aktualnie rządzącą. Że może być lepiej to widać w wielu krajach. U nas dowiemy się, że jest lepiej, kiedy PiS opanuje wszystkie środki przekazu i NIK.

* * *

PRL przeszkadzała mi tzw. drętwa mowa. Politycy i urzędnicy różnych szczebli wciskali nam swoje komunikaty objaśniające co się dzieje w kraju i na świecie, co jest dobre a co złe. Leciała ta mowa z radia, telewizji, była we wszystkich gazetach, na uroczystościach związanych z różnymi rocznicami. To było jednostajne, nudne i przewidywalne. Z czasem coraz więcej spraw różniło się drastycznie od tego co próbowano objaśnić. Było jak w tym dowcipie o pacjencie, który skarżył się lekarzowi, że coś innego widzi a coś innego słyszy.

Wystąpienia polityków PiS i związanych z nimi księży i dziennikarzy są podobne, ale jeszcze bardziej męczące. Oni robią to z przekonaniem, stwarzają wrażenie, że głęboko wierzą w to co mówią.

Mamy większy dostęp do informacji niż za czasów PRL i najczęściej wiemy, że wciskają nam kłamstwa. W „komunie” kłamstwa były przeznaczone dla wszystkich, dziś – głównie dla zwolenników PiS i niezorientowanych, a tych jest sporo, poza tym duża część społeczeństwa łyka wypowiedzi kleru. I, jak już cytowałem Rogera Ailesa, szefa FOX News: Ludzie nie chcą być informowani. Chcą się czuć informowani.

C:\Users\Piotr\Pictures\Saved Pictures\pis-spisuje-sciaga-z-prlu-jas-fasola.jpg

* * *

Andrzej Koraszewski napisał bardzo trafny komentarz:

Kiedy patrzę na partię, na którą będę głosował, mam mdłości, kiedy się zastanawiam, czy znalazłbym 10 polityków/polityczek (z dowolnych partii politycznych), na których głosowałbym bez tego uczucia obrzydzenia, odpowiadam: nie wiem, mam kłopot, a to nie jest dobre, bo to znaczy, że nawet nie umiem wskazać wzorów. Coś, gdzieś blokuje próby pozytywnego myślenia. Mam wrażenie, że nie tylko ja odczuwam jakieś opory przed pokazywaniem bohaterów pozytywnych. Gdzie tkwi błąd? Nie umiemy mówić czego konkretnie chcemy. W negacji pokazujemy szczegóły, w oczekiwaniach abstrakcję.

Mam ten sam problem.

Szkoda, że nie da się ułożyć jakiegoś statutu polityka, tak szczegółowego, jak są szczegółowe przepisy judaizmu. A i wtedy trzeba by jakiegoś „politycznego rabina”, żeby nam powiedział czy jakaś konkretna sytuacja jest trefna, czy nie.

To problem, z którym zmagają się ludzie nie tylko u nas — jak wyłonić właściwą osobę na odpowiedzialne stanowisko.

Jakie cechy powinien posiadać przywódca? Jak go wyłonić? Odpowiedzi na to pytanie udzielił kiedyś Northcote Parkinson. W książce „Prawo Parkinsona” przedstawił właściwą metodę postępowania przy wyłonieniu premiera Wielkiej Brytanii:

Pierwszy krok w tym procesie – to podjęcie decyzji co do zalet, jakie powinien posiadać prezes Rady Ministrów. Nie muszą one we wszystkich okolicznościach być takie same, ale trzeba je wymienić i zgodzić się na nie. Przypuśćmy, że zalety uważane za zasadnicze to: 1. Energia, 2. Odwaga, 3. Patriotyzm, 4. Doświadczenie, 5. Popularność i 6. Krasomówstwo. Zauważmy teraz, że są to zalety powszechne, o których posiadaniu przekonani są wszyscy możliwi kandydaci. Można je naturalnie zawęzić […] ale nie w ten sposób chcemy ograniczyć rozległość tych zalet. Nie chcemy zastrzegać posiadania jakiejś zalety w specjalnej formie, raczej: każdej z tych zalet w wyjątkowym stopniu.

Innymi słowy, odpowiedni kandydat musi być człowiekiem najenergiczniejszym, najodważniejszym, najbardziej doświadczonym, najpopularniejszym, najbardziej elokwentnym i największym patriotą w kraju. Jeden tylko człowiek może odpowiadać temu opisowi i właśnie od niego oczekujemy oferty. Ogłoszenie musi być więc zredagowane w taki sposób, żeby wykluczyć każdego innego. Powinniśmy zatem użyć mniej więcej następujących sformułowań:

Potrzebny: Prezes Rady Ministrów Rurytanii. Godziny pracy: od 4 rano do 11.59 wieczorem. Kandydaci muszą być przygotowani do stoczenia trzyrundowej walki z aktualnym mistrzem wagi ciężkiej (w przepisowych rękawicach). Wraz z dojściem do wieku emerytalnego (65 lat) kandydaci – w sposób bezbolesny – umrą za swój kraj. Muszą przejść egzamin z procedury parlamentarnej i odpadną, jeśli nie uda im się uzyskać 95% punktów. Odpadną również, jeśli nie uda im się uzyskać 75% głosów w głosowaniu na ich popularność według reguł Gallupa. Wreszcie poprosi się ich, żeby wypróbowali swe zdolności krasomówcze na Kongresie Baptystów. Zadaniem mówców będzie nakłonić obecnych do zatańczenia rock and rolla. Ci, którym się to nie uda, odpadną. Wszyscy kandydaci powinni stawić się 19 września o 11.15 przed południem w Klubie Sportowym (wejście boczne). Rękawice otrzymają, ale muszą przynieść własne pantofle, koszulki i spodenki.

Zwróćmy uwagę, że to ogłoszenie pomija wszelkie kłopoty z podaniami, świadectwami, fotografiami, poleceniami i listami urzędowymi. Jeśli zostało zredagowane poprawnie, zgłosi się tylko jeden kandydat i on będzie mógł objąć stanowisko natychmiast – tak, prawie natychmiast. Lecz co będzie, jeśli nikt się nie zgłosi? Będzie to dowód, że ogłoszenie wymaga poprawek. Widocznie żądaliśmy nieistniejącego ideału. Należy zatem to samo ogłoszenie (nawiasem mówiąc, o dość skromnych rozmiarach) zamieścić powtórnie z małą adiustacją. Wymaganą ilość punktów przy egzaminie można zmniejszyć do 85%, przy 65% głosów w głosowaniu na popularność i tylko dwóch rundach walki przeciw mistrzowi wagi ciężkiej. Oczywiście te warunki można by łagodzić stopniowo, dopóki kandydat się nie zjawi.

Ale przypuśćmy, że zjawi się dwóch, albo nawet trzech kandydatów. Zorientujemy się wtedy, że nie byliśmy dość przezorni. Być może zbyt gwałtownie obniżyliśmy liczbę punktów przy egzaminie – kto wie, może winna ona wynosić 87% przy 66% w głosowaniu na popularność. Jakakolwiek by była tego przyczyna – mamy teraz kłopot. Dwóch, a może trzech kandydatów czeka w poczekalni. Musimy dokonać wyboru i nie możemy tracić na to całego przedpołudnia. Jednym wyjściem byłoby rozpocząć zawody i wyeliminować tych kandydatów, którzy zyskają ostatnie lokaty. Istnieje jednakże szybszy sposób. Przyjmijmy, że wszyscy trzej kandydaci mają wszystkie zalety, które zdefiniowaliśmy już jako zasadnicze. Musimy, wobec tego dodać tylko jedną dodatkową zaletę i przeprowadzić najprostszy z możliwych testów. W tym celu zapytujemy najbliższą młodą damę (sekretarkę czy maszynistkę, to obojętne): „Którego pani by wybrała?”. Ona natychmiast wskaże jednego z kandydatów i w ten sposób zakończy całą sprawę. Zarzucano tej procedurze, że jest równoznaczna z rzucaniem monety lub z inną loterią. Ale w rzeczywistości nie ma w niej nic z loterii. Jest to po prostu – w ostatniej minucie – zwrócenie uwagi na jeszcze jedną zaletę kandydata, której dotychczas nie brano w rachubę: sex-appeal.

* * *

Jeszcze o elektoracie.

Tytuł artykułu na portalu: „Tragiczna burza w Tatrach. Czy dało się uniknąć dramatu?”.

Zanim doszło do wypadków, zaczęła zmieniać się pogoda w Tatrach i widać było, że zbliża się burza. Taterniczka opisuje, że postanowiła zawrócić z drogi do Doliny Pięciu Stawów. Mijała rodziny z przerażonymi dziećmi, a nawet z małymi dziećmi w nosidłach, idące pod górę. Ostrzegała ludzi, żeby nie szli dalej, ale zawrócili – nikt nie posłuchał, nawet powiedziano jej, żeby nie straszyła ludzi. Za godzinę rozpętała się burza. Zginęły cztery osoby, 157 odniosło rany.

C:\Users\Piotr\Pictures\Saved Pictures\mózg.jpg

PIRS

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

One Response

  1. Andrzej Sroczyński 28.10.2019