02.10.2019
Wzrost cen, zwolnienie części pracowników oraz zatrudnianie „na czarno” to trzy najbardziej prawdopodobne skutki skokowego podniesienia pensji minimalnej wskazywane przez Polaków. Z kolei płacone podatki jako główne źródło pieniędzy na wypłaty w ramach programu „500 plus” to coraz częstsza odpowiedź udzielana przez badanych, choć nadal stosunkowo najrzadziej przez sympatyków Prawa i Sprawiedliwości — tak wynika z badania przeprowadzonego dla serwisu ciekaweliczby.pl na panelu Ariadna.
Uczestnicy badania zostali poproszeni o zaznaczenie trzech najbardziej prawdopodobnych — według nich — zachowań przedsiębiorcy, który zatrudnia w swojej firmie znaczną część pracowników za pensję minimalną i zostanie zmuszony przez Państwo do skokowego podniesienia tej pensji. Badani najczęściej wskazywali odpowiedzi, że przedsiębiorca: podniesie ceny produktów i usług (53%), zwolni część pracowników (44%) oraz zacznie zatrudniać i płacić „na czarno” (35%). W dalszej kolejności wymieniali, że przedsiębiorca zamknie działalność, bo przestanie mu się opłacać (16%), zmniejszy się po prostu jego zysk (14%) oraz że będzie musiał zapłacić pracownikom więcej i to jego problem, skąd weźmie na to pieniądze (10%).

Odpowiedzi wyborców trzech głównych ugrupowań politycznych ujawniły różnice między nimi, ale pokazały też podobieństwa.
Podniesienie cen produktów i usług, zwolnienie części pracowników, zatrudnianie i płacenie „na czarno” znalazły się na podium odpowiedzi wyborców zarówno Prawa i Sprawiedliwości, Koalicji Obywatelskiej, jak i Lewicy, ale w odmiennej kolejności i z inną intensywnością wskazań.
Zdecydowana większość wyborców Koalicji Obywatelskiej (73%) jako główne następstwo skokowego podniesienia pensji minimalnej wskazała podniesienie cen produktów i usług. Wśród wyborców PiS ta odpowiedź również znalazła się na pierwszym miejscu, ale z mniejszą liczbą wskazań (49%). Z kolei elektorat Lewicy jako najbardziej prawdopodobny efekt wskazywał na zwolnienie części pracowników (51%).

Wiedza Polaków na temat ekonomicznych skutków skokowego podniesienia pensji minimalnej idzie w parze ze wzrostem świadomości na temat źródeł finansowania programu „500 plus”.
W porównaniu do analogicznego badania sprzed 2 lat zmniejszył się odsetek dorosłych Polaków deklarujących brak wiedzy na temat głównego źródła finansowania programu „500 plus” – z 21% do 16% badanych. Jednocześnie z 38% do 44% wzrósł odsetek osób mających świadomość, że program ten jest finansowany z ich podatków. 24% Polaków uważa, że głównym źródłem pieniędzy na wypłaty „500 plus” są podatki płacone przez innych ludzi, 7% – że podatki płacone przez firmy oraz 7% —
że z pieniędzy rządowych (spadek o 5 punktów procentowych).

Wyniki badania pokazują, że w elektoracie Prawa i Sprawiedliwości jest najwięcej osób, które deklarują brak wiedzy na temat źródła finansowania „500 plus” (16%). Wśród wyborców Koalicji Obywatelskiej odsetek takich odpowiedzi wynosi 4%, a wśród Lewicy – 1%. Wyborcy partii opozycyjnych mają świadomość, że „500 plus” jest finansowane głównie z ich podatków (KO – 60%, Lewica – 59%), podczas gdy tę wiedzę posiada jedynie 39% wyborców partii rządzącej. W elektoracie PiS jest też stosunkowo najwięcej osób (15%) błędnie przekonanych, że rząd ma własne pieniądze, z których wypłaca „500 plus”.

Badanie pokazuje, że świadomość ekonomiczna Polaków nieznacznie wzrosła w ciągu ostatnich dwóch lat. Wynika to między innymi z nagłaśniania przez polityków i media tematów gospodarczych w kampanii wyborczej. Może to sprawić, że ludzie nie będą tak łatwo ulegali populistycznym obietnicom wiedząc, że w konsekwencji to oni będą musieli zapłacić za ich realizację z własnych pieniędzy
mówi Alicja Defratyka, autorka projektu ciekaweliczby.pl.
Nota metodologiczna: Badanie przeprowadzone dla serwisu ciekaweliczby.pl na ogólnopolskim panelu badawczym Ariadna. Próba ogólnopolska N=1040 osoby. Kwoty dobrane wg reprezentacji
w populacji Polaków wieku 18 lat i więcej dla płci, wieku i wielkości miejscowości zamieszkania. Termin realizacji: 24 – 27 września 2019 roku. Metoda CAWI.
Ciekaweliczby.pl to autorski projekt edukacyjny przybliżający opinii publicznej warte poznania fakty oparte o konkretne dane liczbowe. Ideą jest prezentowanie danych tak, by każdy mógł łatwo wyciągnąć z nich obiektywne wnioski i krytycznie spojrzeć na otaczającą nas rzeczywistość. To cenna umiejętność w dobie postprawdy, gdy granice między faktem i opinią, prawdą i fałszem, informacją i dezinformacją coraz bardziej się zacierają. Więcej na www.ciekaweliczby.pl oraz na Facebooku
Ariadna to ogólnopolski panel badawczy audytowany przez Organizację Firm Badania Opinii Rynku (OFBOR). Więcej na www.panelariadna.pl

Tu kłania się poziom edukacji szkolnej.
Polacy powinni wreszcie się obudzić. Pakiety ” plus” uśpiły naszą czujność, gdy tymczasem PO i PiS chcą wymusić na nas abyśmy zagłosowali na system dwupartyjny, taki jak w USA. Tam rządzą „we the people”, którzy nie troszczą się o zwykłych obywateli, ale o ludzi biznesu, do kręgu których należą… Polacy przestali myśleć …
POLITYCY PiS I PO OKRADAJĄ POLSKI BUDŻET NA MILIARDY ZŁOTYCH. PIRAMIDY FINANSOWE TO SPOSÓB NA POZYSKIWANIE PIENIĘDZY PRZEZ PARTIE
https://madrapolska.blogspot.com/2019/09/zorganizowana-grupa-przestepcza-czyli.html
https://madrapolska.blogspot.com/2019/09/piramida-finansowa-powiazana-z.htmlet, czyli wyłudzająe
>większość wyborców Koalicji Obywatelskiej (73%) jako główne następstwo
>skokowego podniesienia pensji minimalnej wskazała podniesienie cen produktów i usług.
>Wśród wyborców PiS ta odpowiedź również znalazła się na pierwszym miejscu,
>ale z mniejszą liczbą wskazań (49%). Z kolei elektorat Lewicy jako najbardziej
>prawdopodobny efekt wskazywał na zwolnienie części pracowników (51%).
Przede wszystkim artykuł ukazuje się w kontekście nadchodzących wyborów,
a więc krytyki kierowanej pod adresem obecnie rządzącego PIS. Jednak trochę
trzeźwości nie zaszkodzi. Podniesienie minimalnej płacy ma się bowiem odbywać
w sytuacji z dnia na dzień pogarszającej się sytuacji demograficznej a co za tym idzie
pogłębiającego się braku siły roboczej. Przedsiębiorcy próbują sobie radzić w najrozmaitszy
sposób, niektórzy płacąc poniżej tego co wymaga rynek. Rezultaty są jednak widoczne
już dziś. U jednego z największych producentów w branży żywnościowej, na zapytanie
na ile mogę liczyć na obiecane dostawy, szef produkcji odpowiedział: Szczerze??
Widział pan linię produkcyjną, więc jest jasne, że park maszynowy w zupełności wystarcza.
Ale czy mi jutro ludzie przyjdą do pracy….to zupełnie inna sprawa. Rezultat to niezapowiedziane
przerwy w dostawach. Niby mogliby dodatkowo zmodernizować produkcję, ale przecież
nie zmniejszą załogi o 50-70% bo to i tak nie pozwoli na utrzymanie albo obniżkę cen.
A poza tym wymagałoby dostępu do…..kapitału, co w sytuacji wielu przedsiębiorstw
„rodzinnych” bądź „zrepolonizowanych” jest marzeniem ściętej głowy. Te domorosłe
twory wyrosły na braku towaru/usług w pokomunistycznej Europie wschodniej, nie są
dynamiczne, nie wiedzą co to innowacyjność, nie umieją zdobywać odpowiednich
środków inwestycyjnych, a jedyne co umieją to się użalać „jak żyć panie Prezesie, jak żyć”.
A taka sytuacja jest w Polsce endemiczna. PO tolerowała ją od lat wiedząc o nadchodzącym
braku rąk do pracy a PIS ją nie tylko odziedziczył ale też jak mógł schlebiał „rodzimym”
przedsiębiorstwom, które na otwartym unijnym rynku są skazane i nie mogą poradzić sobie
z brakiem rąk do pracy. W sytuacji kiedy żywność w Niemczech wcale nie jest dużo droższa
od naszej, albo kosztuje tyle samo, podnoszenie cen nie jest opcją dla ogromnej większości
przedsiębiorstw podobnie jak zwolnienia nie są problemem dla zatrudnionych w sytuacji
chronicznego braku ludzi do pracy. Na wielkim europejskim otwartym rynku można oczywiście
uciekać w „jakość” (która kosztuje) ale to bardzo skomplikowana sprawa bo przekonanie
do „polskiej jakości” wcale łatwe ani tanie nie będzie. Bez obcego kapitału z pewnością
nie mogłoby się obyć a Polacy mają problem ze zwracaniem pożyczonych pieniędzy
(np. nie tylko rozliczenie się z przejętego majątku żydowskiego ale sprawa zagranicznych sieci
handlowych, które przecież zainwestowały w Polsce miliardy pożyczonych euro).
Natomiast część ekonomistów, nie tylko rządowych, może wskazywać na możliwość
„dodrukowania” złotówek jako „sprawdzonej” metody na przyrost gospodarczy.
Stąd, między innymi, taki opór przeciw Euro, który nie ogranicza się przecież do zwolenników PISu.
Wystarczy wspomnieć, że taką metodę od dziesięcioleci stosuje…..Szwecja. Bez stałego obniżania
szwedzkiej korony bezrobocie byłoby sporo wyższe. Tyle, że Szwecja to globalny eksporter i jedna
z najbardziej innowacyjnych gospodarek a nie prowincjonalny gracz głównie zależny od swojego
niemieckiego sąsiada.
W sumie, problemem wobec gwałtownie pogarszającej się sytuacji demograficznej nie jest ustawowe podniesienie płacy minimalnej, ale (niewyartykułowana) nadzieja PISu na możliwość ratowania się
poprzez dodruk pieniądza. W sytuacji braku zarówno siły roboczej jak i prywatnego kapitału
inwestycyjnego użycie takiego narzędzia będzie z pewnością „mordercze”.
Gdyby UE rzeczywiście zechciała ukarać Polskę za odwracanie się od wartości europejskich odcięciem
swoich funduszy to skokowy kryzys zacząłby się już następnego dnia po zakręceniu „kurka”.