Krzysztof Łoziński: No i po wyborach

15.10.2019

Największa warszawska demonstracja KOD. 250 tys. ludzi na Placu Piłsudskiego.
Fot. Krzysztof Łoziński

Opozycja odbiła Senat, PiS utrzymał samodzielną większość w Sejmie.

PiS nie powiększył jednak stanu posiadania w Sejmie, nie osiągnął wymarzonej większości konstytucyjnej ani większości pozwalającej odrzucać weto prezydenta (co może mieć znaczenie za pół roku).

Większość w Senacie jest bardzo krucha, a PiS będzie starał się kogoś przekupić, zaszantażować, przekabacić. Po tej partii spodziewać się można wszystkiego, ale nie uczciwości i przestrzegania prawa. Ta partia już dawno przekształciła się w mafię, w zorganizowaną grupę przestępczą. Niby ma prawo w nazwie, ale w czasie kampanii wyborczej nie wykonała kilku wyroków sądów, przed którymi przegrała w trybie wyborczym. To nowy etap zagrywek: niewykonywanie wyroków sądów.

Wybory raczej nie były sfałszowane (tak mi się wydaje, ale co się wyda po latach, to zobaczymy), ale nie były uczciwe. Nie były uczciwe, bo partia rządząca miała do wyłącznej dyspozycji media publiczne, a to potężna tuba propagandowa. Podobno na propagandę partyjną w mediach publicznych PiS przeznaczył miliard złotych, oczywiście nie swoich, tylko podatników i spółek skarbu państwa.

Poza tym PiS intensywnie przekupywał wyborców rozdawaniem pieniędzy i to znów nie swoich. Partie opozycyjne nie miały takiej możliwości, bo dostępu do takiej kasy zwyczajnie nie mają.

Nie bez znaczenia była też propaganda propisowska płynąca z wielu kościołów.

Wynik osiągnięty w takich warunkach przez opozycję graniczy z cudem. Nasuwa mi się analogia do wyborów prezydenckich na Ukrainie w 1999 roku, które opisywałem dla Gazety Wyborczej. Kandydował Leonid Kuczma i komunista Petro Symonenko, występujący jako kandydat całej antykuczmowskiej opozycji. Wybory nie były sfałszowane, ale Kuczma miał do dyspozycji prawie 100% mediów i pieniądze państwa. No i już było pozamiatane.

Dlatego mówię: co by nie narzekać na opozycję w naszych wyborach, to jak na tak nieuczciwą grę drugiej strony, osiągnęła bardzo dobry wynik. Nie udało się całkiem zatrzymać parcia PiS-u do całkowitego opanowania państwa, ale może da się ten marsz do brunatnej dyktatury trochę spowolnić.

A teraz wnioski:

Trzeba zrobić wszystko, by nie doszło do skłócenia opozycji i do rozbicia jedności w Senacie. Dla ugrupowań demokratycznych właśni pieniacze i ekscentrycy mogą być groźniejsi niż ataki przeciwnika. Jeśli opozycja zapomni o tym, że najważniejszy jest wspólny cel powstrzymania dewastacji państwa, i zacznie walczyć między sobą, to PiS to skrzętnie wykorzysta.

Trzeba wbić wszystkim posłom i senatorom opozycji, że mają być obecni, choćby byli chorzy, na kacu, mieli ślub córki itp. Pamiętajcie, że z drugiej strony jest zorganizowana, zdyscyplinowana mafia, w której nikt nie ma indywidualnych pomysłów, a wszyscy posłusznie wykonują przekaz dnia od Prezesa. Tam, gdy trzeba, nikt się nie wyłamie, nie weźmie dnia wolnego ani urlopu.

Opozycja w sumie zdobyła więcej głosów niż PiS, ale na skutek metody D’Hondta PiS ma więcej posłów. To dlatego, że opozycja nie tworzyła jednego komitetu wyborczego. Ale taka jedność, jak w wyborach europejskich (w prawdzie bez lewicy) jest bardzo trudna nie tylko od strony ambicji polityków. Trzeba więc na przyszłość albo wymyślić taką metodę utworzenia koalicji, by partie ją tworzące nie traciły tożsamości i by wyborcy mogli głosować każdy na swoich, ale w ramach koalicji. By nie było takiej sytuacji, że ktoś nie zagłosuje na koalicję, bo oprócz jego opcji, jest w niej też ktoś, kogo nie lubi. Albo popracować nad mentalnością wyborców, ale to bardzo trudne.

I na koniec wnioski osobiste:

Od lat ostrzegałem przed PiS-em. Zawsze moje ostrzeżenia były lekceważone a później okazywało się, że jest jeszcze gorzej, niż przewidywałem. Nie lubię argumentu „a nie mówiłem”, ale tu jest on prawdziwy. Od wielu lat ostrzegałem, że samo istnienie mediów publicznych jest niebezpieczne dla demokracji. Wszyscy na mnie wsiedli, poczynając od tuzów kultury na czele z Wajdą. Padały argumenty, że media publiczne są we wszystkich krajach, że BBC też jest publiczne i tak dalej. No i co z tego? Mamy to, co mamy: największą szczekaczkę świata. Istną Niagarę goebbelsowskiej propagandy.

I refleksja końcowa:

Sukces jak zwykle ma wielu ojców, ale czasem z wyjątkiem prawdziwego. Wszyscy natychmiast zapomnieli o wielomiesięcznej pracy ludzi z KOD-u nad politykami, o setkach rozmów z politykami, o jednoczeniu ich niemal na siłę. Wszyscy natychmiast zapomnieli o wielkim ruchu opozycji obywatelskiej, który zaczął się od KOD-u.

Puk, puk… Politycy… to my, wyborcy.
Puk, puk… to my odwaliliśmy najcięższą robotę…

Krzysztof Łoziński

Emeryt

Ur. 16 lipca 1948 r., aktywista wydarzeń marca 68., uczestnik strajków sierpnia 80., działacz Solidarności lat 80-81 i Solidarności w podziemiu, były więzień polityczny, inicjator powołania KOD

Autor o sobie

P.S. Orban właśnie przegrał wybory samorządowe w Budapeszcie. Koło fortuny zaczyna się odwracać.

Print Friendly, PDF & Email

4 komentarze

  1. PK 2019-10-28
  2. Yac Min 2019-10-28
  3. Obirek 2019-10-28
  4. Marek 2019-10-28
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com