Telewizja pokazała (551)

17.10.2019

Olga Tokarczuk otrzymała nagrodę Nobla z literatury. Szwedzka akademia nagrodziła ją:

Za narracyjną wyobraźnię, która wraz z encyklopedyczną pasją reprezentuje przekraczanie granic jako form życia.

Przeczytałem to uzasadnienie pięć razy i nie udało mi się ani go zrozumieć ani zapamiętać.

* * *

Generał Wesley Clark, były dowódca połączonych sił zbrojnych NATO w Europie, wspomina 1994 rok, kiedy zaczęły się rzezie Tutsi w Rwandzie. Był wtedy dyrektorem ds. planów strategicznych i polityki Kolegium Połączonych Szefów Sztabów. Na prośbę ówczesnej ambasador USA przy ONZ, Madeleine Albright, przygotował i przedstawił plan wojskowy mający na celu powstrzymać to ludobójstwo. Pisze:

Ale nikogo to nie interesowało. Wszędzie słyszeliśmy to samo: „Czy naprawdę wierzycie, że Kongres zgodzi się na wydanie dwóch miliardów dolarów po to, aby wysłać 20 tys. żołnierzy gdzieś w serce Afryki?”.

Generał do dziś nie może się z tym pogodzić.

Dziwne kryteria mają państwa. Kiedy w wyniku zamachu na World Trade Center zginęło kilka tysięcy Amerykanów, USA wywołały wojnę, zajęły Afganistan, zniszczyły Irak i przyczyniły się do wzrostu terroryzmu na świecie, z którym w ten dziwny sposób miały walczyć. A samych żołnierzy USA w tych walkach zginęło więcej niż ludzi w World Trade Center.

A najgorsze, że państwa mają twarze, które boją się utracić i aby ich nie stracić, wolą poświęcić tysiące czyichś żywotów.

* * *

Paweł Kasprzak niestety nie wszedł do senatu. Prezentuje on ideę, dla której warto głosować – demokratyzację naszego systemu wyborczego, aby m.in. zmieniło się to, że kandydatów na posłów wyłaniają wierchuszki partyjne, często wbrew wyborcom, a ci kandydaci – tacy jak np. Kazimierz Ujazdowski – odmawiają zmierzenia się w debacie przedwyborczej z konkurentami.

Przed wyborami wszyscy powtarzali, że wystarczy zagłosować, żeby zmienić to, co złe w Polsce. Wciąż popełniamy błąd sądząc, że wszystko zmieni się samo, prawie automatycznie. Wydaje mi się, że potrzebna byłaby debata o wadach, jakie widzimy i sposobie ich usunięcia, rozpowszechnienie postulatów przedstawianych przez Obywateli RP i Pawła Kasprzaka. Jeżeli nic się nie zmieni w naszym systemie politycznym to będziemy mieli wciąż mieszanie tej samej herbaty w szklance.

* * *

KGHM Polska Miedź S.A. zorganizowała plebiscyt „Ambasador Polski 2019”. Za pośrednictwem Internetu każdy mógł zgłosić kandydata do trzech kategorii: Ambasador Nauki Polskiej, Ambasador Polskiego Sportu, Ambasador Kultury Polskiej. Dodatkowo przyznano nagrody specjalne – Ambasador Codzienności, nagroda publiczności oraz Ambasador Biznesu.

Prezes firmy Marcin Chludziński, podczas gali finałowej powiedział:

Przez Plebiscyt „Ambasador Polski” chcemy wyróżnić Polaków, którzy swoim talentem, pasją i codzienną, ciężką pracą kreują i wzmacniają za granicą wizerunek Polski jako nowoczesnego, szybko rozwijającego kraju o dużym potencjale.

Nagroda publiczności trafiła do Andrzeja Bargiela – pierwszego człowieka, który zjechał na nartach ze szczytu K2. Cud, że nie przyznano mu tego tytułu pośmiertnie, wtedy jeszcze lepiej wzmocniłby wizerunek Polski.

Można byłoby odznaczyć jeszcze jednego rekordzistę – sześć lat temu podano, że mieszkaniec Alfredówki na Podkarpaciu miał prawie 14 promili alkoholu we krwi i przeżył. Na Zachodzie uważają, że powyżej 4,5 promila człowiekowi grozi śmierć.

* * *

Nasze problemy wynikają w dużym stopniu stąd, że od wielu lat debatuje się o tym, jak być dobrym Polakiem, a nie o tym, jak być dobrym człowiekiem. Wzorców dobrego Polaka jest wiele i każdy może sobie jakiś przypasować, ale wiele tych wzorców dopuszcza, aby Polak był marnym człowiekiem, oczywiście w imię jakiegoś wyższego patriotycznego celu.

Dobitnym przykładem jest wzór Polaka-katolika. Polak-katolik nie musi zachowywać się po chrześcijańsku i może liczyć zawsze na wybaczenie, jeśli źle postąpi. Przejmującym przykładem był tu stosunek do przyjęcia uchodźców. W wyniku wojny w Syrii wielu tamtejszych mieszkańców straciło życie, zostało rannych, utracili dorobek życia, wielu uciekło z Syrii. Około 70% Polaków wyrażało współczucie i okazywało chęć przyjęcia uchodźców w Polsce. Nawet Kościół katolicki, na skutek apelu papieża Franciszka wystąpił z inicjatywą, aby każda parafia przyjęła choćby jedną uchodźczą rodzinę. Dużo się też rozpisywano o tym jak w czasie II Wojny Światowej Polacy jako uchodźcy spotkali się na świecie z bezinteresowną pomocą obcych. I wystarczyło parę tygodni agitacji PiS, aby ludzie diametralnie zmienili zdanie. Zaczęli obawiać się, że uchodźcy to terroryści, gwałciciele, a poza tym są to islamiści, a więc według polskiego katolicyzmu – wrogowie. Przez pewien czas rozważano, czy sprowadzić grupę syryjskich chrześcijan, ale i z tego zrezygnowano. Kościół nie nalegał już na przyjęcie uchodźców.

PiS (ale nie tylko ta partia) apeluje do najprostszych instynktów i podsyca obawy Polaków przed zagrożeniem, jakie Unia rzekomo stwarza dla „naszego” narodowego (czytaj: „katolickiego”) wzorca życia.

Udziału Polski w Unii Europejskiej broni się argumentem o funduszach, jakie stamtąd otrzymujemy. Nikt nie zajmuje się propagowaniem wzorca Europejczyka, który nie musi stwarzać nikomu żadnego zagrożenia. Jakoś większość polityków oczekuje, że z czasem zmiany cywilizacyjne doprowadzą do zmiany postawy Polaków, ale na razie oddają pole demagogom. PiS zyskał wiele na rozdawnictwie pieniędzy, ale najwięcej przez apelowanie do oczekiwań i obaw Polaków, i udało mu się przekonać wyborców, że ma dobre intencje a inni wspierają wrogów.

* * *

List Edwarda Kalwińskiego, czytelnika Przeglądu:

Bez przerwy słyszę ostatnio lamenty nad głębokim podziałem naszego społeczeństwa. Według mnie podziału dokonano jeszcze w 1989 r. Przynajmniej ja poczułem wtedy, że jestem po drugiej stronie barykady, ponieważ nie działałem w opozycji i nie należałem do Solidarności. Tymczasem krzyk w sprawie podziału zrobił się dopiero wtedy, gdy ci, którzy nas podzielili, pogryźli się między sobą. A gdzie ja jestem za karę, że urodziłem się w czasie wojny? Cały czas mi się wydaje, że żyłem uczciwie, pracowałem – i to momentami dość ciężko – wychowywałem dzieci. I czego się doczekałem? Gdzie są całe rzesze podobnych mi ludzi, którzy budowali nasz kraj, nie zdając sobie sprawy, że przyjdzie taka ekipa, która wykreśli nas z historii? Czy opozycjonistom kiedykolwiek przyjdzie do głowy refleksja dotycząca ich udziału w kopaniu tych rowów? Może wtedy szybciej dałoby się coś zrobić dla ich zasypywania?

Dodałbym, że wyrazicielem tej politycznej postawy solidarnościowców, którzy przejęli władzę, była w 1999 r. wypowiedź dziennikarki Ewy Milewicz o tym, że lewicy mniej wolno (SLD mniej wolno, bo po szkarlatynie, ciężkiej chorobie, jaką była PRL, obowiązuje kwarantanna). To taka swoista korekta „grubej kreski” i swoiste rozumienie istoty demokracji.

* * *

Jeszcze zanim znane były wszystkie wyniki wyborów, dziennikarze rzucili się do omawiania możliwych ich skutków i dopytywania polityków, którzy przecież nie mieli jeszcze nic do powiedzenia. Gorące dyskusje trwają, a jednym z tematów jest pytanie zadawane wszystkim dyskutantom: czy Grzegorz Schetyna powinien odejść z funkcji szefa Platformy? Przyczyny, które są podawane, są dwie: niższy niż się spodziewano wynik Koalicji Obywatelskiej oraz to, że w swoim rodzinnym Wrocławiu Schetyna otrzymał o około 20 tys. głosów mniej niż kandydatka PiS.

W Warszawie prezes PiS otrzymał o 200 tys. głosów mniej niż Kidawa-Błońska, a PiS, mimo ogromnych pieniędzy i propagandy, utrzymał w Sejmie tylko taki stan posiadania jak przed wyborami. Ale tu nikt nie woła, że prezes powinien odejść.

* * *

Miło byłoby pochwalić się trafnością uwag, ale to, co pisałem nie było wesołe. Pisałem wielokrotnie (np. PIRS: Dlaczego opozycja nic nie może?PIRS: W uzupełnieniu) o wadach opozycji, szczególnie Platformy, o tym, że nie potrafi zrobić tego co mogłoby jej przynieść sukces i w związku z tym staje się partią schyłkową. Teraz znajduję podobne oceny u prof. Andrzeja RychardaPolityce:

— Z partii liczących się w wyborach ta, która mogła im [wyborcom] najlepiej odpowiadać, poniosła bolesną porażkę, bo nie pokazała woli, programu ani przywództwa. Wszystkie inne liczące się partie coś miały – jedni mieli przywódcę, inni mieli program, wolę mieli wszyscy. A PO nie miała.

— To nie jest kwestia przywództwa w PO. Chodzi o to, czy Platforma jest w stanie zachować przywództwo opozycji. Podstawowa kwestia dotyczy tego, czy Platforma ma przyszłość, a nie czy Schetyna ma przyszłość w Platformie. Grzegorz Schetyna nigdy nie postawi pytania, czy PO w obecnej formule może się utrzymać. A moim zdaniem dochodzi do ściany.

— Były przynajmniej dwie dobre okazje do politycznego odbicia. Jedna to fala demonstracji w obronie praworządności. Można było pracować nad nadaniem im formuły politycznej i tam jakaś energia oraz wola były. A Platforma niczego nie zrobiła, żeby tę energię wciągnąć, pokazując, jaki jest związek zmian instytucjonalnych wprowadzanych przez PiS z pogorszeniem sytuacji jednostek. Protesty były rzadką sytuacją, kiedy ludzie dostrzegli ten związek. Można to było skapitalizować. A potem były wybory samorządowe, które PiS – w dominującej narracji – przegrał. I to też nie zostało wykorzystane. Bo zadziałała jakaś dziwna relacja między PO i samorządowcami. Były szanse, ale je zmarnowano.

— Jeśli jest wola i lider, to zawsze istnieje szansa [na poprawę]. Ale w PO nie ma woli ani lidera. (…) Nieobecna obecność Donalda Tuska zamroziła sytuację w PO i zostawiła ją w trwającym kilka lat stanie dziwnego oczekiwania. Tusk zrobił Platformie to, co papież zrobił Kościołowi katolickiemu w Polsce. Zamroził wewnętrzne napięcia i dynamikę. Jest gdzieś tam nasz papież albo nasz Tusk i oni wszystko wyjaśnią. Oczekiwanie na mitycznego Tuska zamykało dyskusję. A teraz PO staje wobec konieczności zmian nieprzygotowana, bo także rękoma Tuska potrafiła skutecznie wycinać wszystkich wyrastających powyżej przeciętnej albo odpychać, jeśli pojawiali się na horyzoncie. Ja ich [rezerw] w PO nie widzę. Natomiast słuchałem polityka PiS, który był dumny z tego, ilu w rządzie jest młodych wiceministrów. Okazało się, że nie są prawdziwe narzekania na krótką ławkę PiS. Tam są młodzi ludzie, pragmatyczni, czasem cyniczni, którzy może nie zawsze opierają się na tych samych fundamentach co Jarosław Kaczyński, ale są. A czy w PO się taki drugi szereg pojawi, tego nie wiem.

Do oceny prof. Rycharda można dodać uwagi Tomasza Zimocha o marnej kampanii w Łodzi. Marne kierownictwo kampanii, brak pomocy ze strony członków PO itd.

* * *

Przeczytałem wyniki sondażu, w którym ponad 60% ankietowanych dobrze ocenia działalność Andrzeja Dudy na stanowisku prezydenta. Mało więc, że ludzie go wybrali, ale w dodatku dalej im się podoba.

Takie zdarzenie pozwala bardziej ulgowo potraktować polityków – oni muszą brać pod uwagę opinie i upodobania wyborców i nie mogą, nawet gdyby takie mieli, podzielać publicznie moich poglądów. Może więc i ja powinienem skorygować swoje wymagania i uświadomić sobie, że różnię się w poglądach od tzw. narodu.

Myślę, że na moje poglądy miał pewien wpływ brak wiedzy. O Bogu, a raczej bogach, pierwszy raz usłyszałem czytając jako nastolatek mity greckie i nie bardzo zrozumiałem dość mętne wyjaśnienia mojej mamy. Religią zainteresowałem się jakieś 20 lat później, kiedy przeczytałem o kosmitach. Inżynier Blumrich z NASA przeczytał w Biblii proroctwo Ezechiela i stwierdził, że jego wizja była zapisem obserwacji pojazdu kosmicznego. Przeanalizował tekst i na tej podstawie skonstruował i opatentował oryginalny układ poruszania się pojazdu. To mnie zainteresowało i przeczytałem Biblię, szukając podobnych świadectw kontaktów starożytnych ludzi z kosmitami. Przy okazji zainteresowały mnie opisy stanowiące podstawę trzech monoteistycznych religii. Podszedłem do tego bez żadnych uprzedzeń, bo nie miałem żadnej wiedzy ani doświadczeń w tej materii.

Podobnie było z Wałęsą i Solidarnością. Nie interesowałem się przedtem polityką, podobały mi się idee socjalizmu, choć uważałem działania bolszewików i ich następców za zbrodnie, gdyż w imię szczęścia przyszłych pokoleń mordowali i gnębili swoich współczesnych. Nie zachwyciłem się Wałęsą i mimo że miałem prawo jazdy nie marzyłem – jak Andrzej Wajda – żeby zostać jego kierowcą. Moim zdaniem nie nadawał się na przywódcę, ale okazuje się, że podobał się narodowi i został nawet wybrany na prezydenta. To było przykre uczucie, kiedy czytałem czy słuchałem jego wypowiedzi i gryzłem palce słuchając bełkotu jakim raczył zagranicznych polityków. I mimo tego był wciąż popularny!

Stopniowo zaobserwowałem, że różnię się w swych poglądach i upodobaniach od tzw. ogółu. Nie martwiły mnie porażki polskich sportowców ani nie wprowadzały w euforię ich zwycięstwa. Jest mi zupełnie obojętne czy Kubica będzie jeździł czy nie.

Zaobserwowałem też z pewnym zdziwieniem, że gazety, a także programy telewizyjne nie są przeznaczone dla mnie. No trudno. Życie polityczne u nas (a pewnie i w innych krajach) często zadziwia. Pani Szydło poprowadziła Dudzie skuteczną kampanię prezydencką i została premierką. Ględziła koszmarne rzeczy, a to się tak podobało narodowi, że w wyborach do Europarlamentu uzyskała ponad 500 tys. głosów. Czym to się różni od wyboru Wałęsy na prezydenta? I ona, dyletantka, pouczała prezydenta Macrona, że powinien nabrać politycznego doświadczenia zanim zabierze głos!

Czy jest szansa, żeby ze swoimi argumentami trafić do ludzi? Są dwie metody. Jedna to przedstawiać argumenty i mieć nadzieję na przekonanie ludzi, że katastrofa smoleńska to nie jest wynik spisku, ale typowego u nas bałaganu, że Kaczyński niszczy Polskę itd. To wymagałoby dużo wysiłku, a jak widać z sondaży skutki są raczej marne. Pozostaje druga metoda trafiania do rozumu ludziom, którzy z różnych względów mają do niego dostęp utrudniony.

Kiedyś koło pomnika Dmowskiego przy Al. Ujazdowskich pewien człowiek wynajął słup ogłoszeniowy, gdzie nalepił swoje plakaty, na których cytował antysemickie teksty Dmowskiego, żeby pokazać komu to wystawiono pomnik. Zostawił też miejsce na plakatach, aby przechodnie mogli wpisywać swoje uwagi. Ogromna większość wpisów to były wypowiedzi antysemickie, pełne nienawiści, atakujące Żydów, do których wpisowicze zaliczali wszystkich, włączając w to nie tylko polityków, ale także kardynałów i bodaj papieża. Zastanowiłem się, co by tu napisać, żeby trafiło nawet do takich ludzi, którzy są odporni na wszelkie argumenty. I w końcu napisałem: Dmowski to Żyd.

PIRS

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com