27.10.2019

Jak bardzo kluczowe znaczenie dla naszej przyszłości mają najbliższe wybory — napisano już sporo i szkoda to powtarzać. Jednym zdaniem. Jeśli Kaczyński przegra wybory prezydenckie, to będzie oznaczało zarówno koniec bolszewizowania Państwa, ale co ważniejsze będzie również oznaczało koniec marzeń Kaczyńskiego o Polsce według jego koncepcji. Zabraknie sił, zabraknie czasu, zdrowia i determinacji do kolejnego zebrania sił i kolejnej próby. Dla samej myśli, że Kaczyński odejdzie z polityki zmęczony i przegrany warto te wybory wygrać.
Skoro trzeba je wygrać, to trzeba zrezygnować z tradycyjnego popełniania wszystkich możliwych błędów, skutecznie równoważących wpadki obozu rządzącego. Trzeba przyznać, że opozycja ma pod tym względem niezwykły dar i talent. Leniwe, nieudaczne sztaby wyborcze skutecznie zarżnęły kampanię prezydencką Komorowskiego, jak i ostatnią kampanię do parlamentu. Gdyby nie potykanie się PiS-u o własne nogi i talent do afer równy talentowi opozycji do ich niewykorzystywania, mogłoby być już jak na Węgrzech, a PiS z większością konstytucyjną.
Pierwsza rzecz do zastanowienia. Wspólny kandydat opozycji. Po długich negocjacjach, wojnach, świństwach i przekupstwach wielka Koalicja wyłoni jednego kandydata, z którego zadowolonych będzie 30% negocjujących i 10% wyborców. Wyborcy zagłosują na mniejsze zło albo nie zagłosują wcale.
Do wygrania wojny o prezydenturę NIE JEST potrzebny wspólny kandydat opozycji. Wspólny kandydat jest wręcz szkodliwy.
Jedynym kryterium do uzgodnienia na opozycji jest pakt o nieagresji między kontrkandydatami. Tak by móc po pierwszej turze, bez wstydu za powiedziane wcześniej słowa, wezwać do poparcia tego kandydata, który przeszedł do drugiej tury.
Mnogość kandydatów, w tym obywatelskich może zadziałać tylko i wyłącznie mobilizująco na elektorat opozycyjny. Będą to również pełnowymiarowe prawybory, które wyłonią kandydata najbardziej popularnego. Mobilizacja z pierwszej tury, po apelu własnych kandydatów ma szansę utrzymać się w drugiej turze, szczególnie gdy pokaże, że suma głosów daje wygraną.
Druga sprawa to zmiany przywództwa w Platformie Obywatelskiej. Mówiło się kiedyś, że „nie zmienia się koni w trakcie przechodzenia brodu”. Dlatego czas najwyższy zmienić konie, zanim rozpocznie się kampania. Nie ma też przeciwwskazań, by wybór kandydata Platformy odbył się przez prawybory. Dobrze się to sprawdziło w wypadku pojedynku Sikorski-Komorowski, sprawdzi się i dziś, zajmując w jakiejś części uwagę opinii publicznej i promując kandydata. Tak w skrócie: Platformo, podziękuj Grzegorzowi, wybierz jakiegoś fightera i organizuj prawybory. Teraz. Już, a nie od połowy stycznia.
Sprawa trzecia. PiS już wybrał. Pewnie niełatwo było Kaczyńskiemu namaścić Dudę na drugą kadencję. Politycznie to pragmatyczne, ale Kaczyński chyba już nawet nie podaje ręki Dudzie, demonstrując całym sobą lekceważenie i zależność służbową. Duda więc prowadzi już kampanię. Będzie klęczał, wygłaszał, oświadczał, wetował to co mu każą w świetle fleszy i podpisywał po nocach co sobie zażyczą.
Na pewno nie ma czasu na wielomiesięczne doktoryzacje z wyboru strategii razem czy osobno, kto może a kto powinien i czy wybrać mniejsze zło, czy nie wybrać.
Wbrew pesymistom wybory do parlamentu udało się obronić.
Ale prezydenckie trzeba wygrać.
Jacek Parol

Ano trzeba, bez tego ani rusz. Zaproponowana strategia pragmatyczna i przekonująca. Podpisuję sie oburącz!
Czy politycy czytają Studio Opinii? Czy politycy myślą strategicznie, jasno, i po prostu? Czy politycy się uczą na błędach? Czy politycy słuchają fachowców i doradców?
No właśnie.
Jaką nagrodę będzie miał Schetyna i kilku najwyższych polityków opozycyjnych za wygranie wyborów prezydenckich? Jaką karę za ich przegranie? Jaki maja interes w tym, żeby albo wygrać, albo przegrać? Jeżeli oni się za bardzo nie starali w poprzednich wyborach, to może ślamazarność wynikała z braku motywacji, a brak motywacji z braku interesu? Najwyżsi politycy opozycji będą siedzieć na dokładnie tych samych miejscach w dokładnie tej samej sali, czy wygrają, czy tez przegrają wybory. Będą pobierali dokładnie takie same pensje. To po co oni mają się starać? Dla dobra Ojczyzny? Dla satysfakcji? Satysfakcja napędza Kaczyńskiego i kilku innych fanatyków z jego obozu. Ale opozycja to są głównie zawodowcy. Zawodowo uprawiają politykę. Zawodowo z niej żyją. Uprawianie dowolnego zawodu polega na utrzymywaniu siebie i rodziny z pobieranej pensji, oraz zagwarantowanie sobie i rodzinie tego samego na przyszłość. To jest definicja zawodowstwa. Oni postępują zgodnie z tą definicją. Nic mniej, oraz nic więcej.
Należy popatrzeć na mechanizmy i zastanowić się, czy w mechanizm jest wmontowana nagroda za sukces, czy tez nie jest wmontowana. Moim zdaniem widać jak na dłoni, ze nie jest. Dla najwyższych polityków opozycji „czy się stoi, czy się leży, miejsce w Sejmie się należy”. I dlatego oni leżą. Moim zdaniem, postępują racjonalnie. Po co maja wypruwać z siebie żyły, jeśli koniec końców w ich życiu osobistym i zawodowym nic się od tego nie zmieni ani na skutek porażki, ani na skutek wygranej?