Marek Jastrząb: Oświatowe cofanie się do przodu

05.11.2019

Każdy przeciętnie rozgarnięty matoł wie, że słuchanie wykładu filozoficznego w porze kolacji wampira, po dniu ciężkiej, przeważnie stresującej i ogłupiającej pracy, z perspektywą ponownego jej podjęcia o siódmej rano, jest co najmniej nieporozumieniem.

Państwowa TV, zajęta szerzeniem wtórnego analfabetyzmu, programy kulturalnie nośne, powiedzmy, historyczne, biografie artystów, ludzi nieszczególnie zasłużonych dla nauki, nadaje w dramatycznie nieoglądalnych godzinach, np. o drugiej nad ranem, gdy nawet karaluch cierpiący na bezsenność zaczyna słodko pochrapywać.

Ale nasze telewizyjne patałachy wolą układać ramówkę w taki sposób, by filmy z Batmanem czy innym magnesem reklamowym znalazły się w pobliżu dobranocki, a filmy o białych plamach księżycowej historii wyświetlano zaraz po trzeciej w nocy. Dziwimy się potem, że tak mało ludzi tak mało wie o dziejach swojej Ojczyzny, a tak wielu z nich orientuje się, jakie barchany nosi Doda… Dziwimy się, że poziom intelektualny naszych pociech urąga społecznym oczekiwaniom.

Dawniej był Dzierżanowski i przegięcie w postaci rosyjskich filmów. Dziś mamy przesadę w postaci nadmiaru filmów amerykańskich. Dawniej szkoły mogły opierać się na programach telewizyjnych dopomagających prowadzeniu lekcji; historia, matematyka, biologia, ćwiczenia z fizyki były okraszone konwersatoriami wybitnych dydaktyków spoza szkoły oraz wzbogacone obrazami mającymi zachęcić uczniów do uczestnictwa w szkolnych zajęciach.

W porannych godzinach najlepsi pedagodzy przekazywali wiedzę o literaturze, teatrze, dramacie. W ramach uprzystępniania młodzieży lektur pokazywano w TVP spektakle teatralne i adaptacje filmowe komentowane przez najlepszych krytyków. W ten sposób przyzwyczajano młodzież do częstszego obcowania z odbiorem co trudniejszych spektakli.

Teraz to wszystko odeszło w przeszłość, a ten, co ośmiela się o tym mówić, uważany jest za komucha (jeżeli bycie komuchem na tym polega, to jestem nim).

Teraz, w opustoszałym szkolnictwie, mamy religijne przepychanki: ucznia, nauczyciela, wszystkowiedzących rodziców; pozostaje sprawą nierozstrzygniętą, która z tych person jest autentycznie najmądrzejsza. Która chce WYMIERNEJ naprawy edukacji, a która baczy, by zachować obecny stan rzeczy. To znaczy, gloryfikuje oświatowe cofanie się do przodu.

Jest za jak największym wprowadzaniem katechetów do szkół i stygmatyzowaniem niechrześcijan, dąży do znacznego ograniczenia (na dobry początek), a zlikwidowania później szkodliwego wpływu etyki na ucznia.

Jego zdaniem etyka i świeckie dylematy są wytworem szatana; rozterki o podłożu zlaicyzowanym, a więc lewackim, zatruwają nieopierzone umysły przyszłych maluczkich. Pokornych i cichych kandydatów na jutrzejszych WIERNYCH. Tak samo, jak nieistotne, bo naukowe zapatrywania na wątpliwości w kwestiach uświadamiania niewinnej dziatwy. Tak samo, jak doprowadzanie do skandalicznego otwierania mózgów młodzieży na różnorodność świata bez strachu.

avatar

Marek Jastrząb

Pisarz, publicysta

Zbiór publicystyki Autora w Bibliotece Studia Opinii

do pobrania w formacie pdf

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com