Telewizja pokazała (558)

21.11.2019

Co pewien czas pojawiają się nowe wiadomości dotyczące Mariana Banasia. Okazuje się, że kiedy był wiceministrem i ministrem finansów korzystał ze służbowej kawalerki w Warszawie, choć jest właścicielem mieszkania w stolicy. Swoje mieszkanie wynajmował (i wynajmuje) odpłatnie.

Dalej nie wiadomo jak Banaś dorobił się swego majątku, ale widać że się starał. Przypomina się anegdota. Rozmawia ze sobą dwóch Żydów. Jeden z nich – mełamed (nauczyciel w chederze) – mówi:

– Jak bym był Rotszyldem to bym był od niego bogatszy.

– Jak to możliwe?

– Dodatkowo dawałbym jeszcze lekcje.

* * *

Zmarł abp Juliusz Paetz. Aktywny homoseksualista, uwodzący kleryków. Rzecz była znana, ale nie przeszkodziła mu w karierze, a sądząc z książki Frédérica Martela „Sodoma. Hipokryzja i władza w Watykanie” – mogła mu nawet pomóc. Osoby w Kościele, które chciały sprawę nagłośnić, zostały zmuszone do odejścia lub zamilknięcia. Pisma do papieża Jana Pawła II nie odniosły skutku. Dopiero wizyta u papieża jego wieloletniej przyjaciółki spowodowała, że Paetza odsunięto i zakazano mu brania udziału w publicznych nabożeństwach, zachęcając do życia w odosobnieniu.

Nic to nie dało, pamiętamy go m.in. uczestniczącego w nabożeństwie, w którym udział wziął prezydent Komorowski. Nikt nie zareagował na zachowanie arcybiskupa sprzeczne z nakazami Watykanu.

Teraz gdy zmarł, chciano go pochować w katedrze i dopiero głośne protesty sprawiły, że został pochowany w grobie rodzinnym. Szkoda, że nabożeństwa nie odprawił ks. prof. Oko, który z dużym zaangażowaniem potępiał homoseksualizm, z dużym smakiem odnosząc się do praktyk homoseksualnych – ale u świeckich. Może nie słyszał o arcybiskupie Paetzu?

Prof. Obirek krytykuje działania metropolity poznańskiego, przemilczanie sprawy Paetza i brak przeproszenia teraz ofiar arcybiskupa. Pisze, że to jest stała praktyka, bo

To samo wydarzyło się 5 września 2005 roku, gdy na mszy pogrzebowej za innego arcybiskupa i notorycznego drapieżnika seksualnego, bp Szkodoń, jak pisała prasa „Nie odniósł się do stawianych zmarłemu duchownemu zarzutów pedofilii. Zaznaczył jednak, że Wesołowski do swojej śmierci był duchownym i codziennie odprawiał mszę.

Na koniec swego artykułu prof. Obirek pisze:

Tak oto katolicyzm polski traci wszelką wiarygodność.

To polski katolicyzm miał wiarygodność i dopiero teraz ją utracił, bo metropolita nie przeprosił ofiar?

* * *

Co jest takiego atrakcyjnego w zabijaniu zwierząt, że parlament jest ostoją dla myśliwych? Jest ich przecież w końcu mało, ale wywalczają dla siebie zdumiewające przywileje. A to okazuje się, że mogą polować bardzo blisko siedzib ludzkich, mimo że co pewien czas dochodzi do ostrzelania domów. A to mogą polować na czyimś terenie i to właściciel terenu musi udowodnić w sądzie, że ma przekonania, które nie pozwalają zabijać zwierząt, a wtedy sąd może zakazać polowania na jego terenie. A to dopuszczają udział w polowaniach małych dzieci, które są świadkami ranienia, zabijania, obdzierania ze skóry zwierząt itp. Jeśli nawet protesty powodują cofnięcie niektórych przywilejów to za pewien czas znowu są przywracane.

Trudno uwierzyć w bajki myśliwych o konieczności zabijania nadmiaru zwierząt. Nadmiar bierze się z dokarmiania przez myśliwych zwierząt – i tylko tych, na które myśliwi polują. Więcej – niektóre zwierzęta są hodowane tylko po to, żeby myśliwi mogli sobie do nich postrzelać. Tak było z polowaniami (?!) na bażanty hodowane tylko dla myśliwych i wypuszczane z klatek tuż przed polowaniem (brał w tym udział minister Szyszko).

Typy w rodzaju nieżyjącego ministra środowiska Szyszki bezczelnie tłumaczą, że to Pan Bóg w Biblii powiedział, że daje ludziom Ziemię we władanie i mogą sobie robić z nią co chcą. I tłumaczą, że przecież jadamy mięso, więc skąd te protesty. Szkoda słów.

Ale dlaczego posłowie ulegają tej dziwnej grupie ludzi, zamiłowanej w zabijaniu? W obecnym parlamencie posłowie wybrali Urszulę Pasławską (PSL-Kukiz’15) na szefową sejmowej komisji ochrony środowiska, zasobów naturalnych i leśnictwa. Jest ona zapaloną myśliwą, przeciwniczką zakazu hodowli zwierząt futerkowych i zakazu udziału dzieci w polowaniach. Poparli ją m.in. Zieloni i Lewica. To obrzydliwe, kiedy w imię jakichś układów rezygnuje się ze swoich priorytetów moralnych. Podobnie postąpił Kaczyński, który najpierw sprzeciwił się hodowli zwierząt futerkowych, ale pod wpływem nacisków (?) lobby hodowców przed wyborami zmienił zdanie.

W senacie szefem podobnej komisji został także myśliwy, Zdzisław Pupa.

Polityka to handel i to kosztem najsłabszych.

* * *

Mamy w kraju nowe kategorie zbrodni: zbrodnie komunistyczne i zbrodnie przeciwko ludzkości. Taką zbrodnią, popełnioną w czasach PRL, było usunięcie z wojska oficera za to, że potajemnie wziął ślub kościelny. Za tę zbrodnię ścigano gen. Kiszczaka.

Swego czasu oskarżono byłego majora SB najpierw o zbrodnię komunistyczną, którą, potem gdy się przedawniała, przekwalifikowano na zbrodnię ludobójstwa. Tą zbrodnią był ZAMIAR podania działaczce Solidarności Annie Walentynowicz furosemidu, który jest lekiem moczopędnym, co miało utrudnić jej spotkania z ówczesną opozycją w Radomiu. IPN uznał furosemid za lek niebezpieczny, jednak sąd nie podzielił tego poglądu (teraz furosemid jest dostępny w aptekach bez recepty). Proces trwał kilkanaście lat.

Teraz zapadł wyrok dwóch lat więzienia za popełnienie zbrodni komunistycznej i zbrodni przeciw ludzkości przez generałów Ciastonia i Sasina. Ciekaw byłem, czy odkryto jak ci generałowie wyrzucali z samolotów przeciwników politycznych czy mordowali ich w kazamatach, jak to robił uwielbiany przez naszą prawicę gen. Pinochet. Otóż nie – popełnili jeszcze ohydniejsze zbrodnie, mianowicie powoływali do wojska uczestników strajków przeciwko ówczesnej władzy.

Myślę, że teraz powinni zadrżeć Ludwik Dorn, Zbigniew Ziobro i parę innych osób. Toż Ludwik Dorn, jeszcze jako minister spraw wewnętrznych w rządzie PiS, otwarcie groził strajkującym lekarzom powołaniem w kamasze. A Ziobro niedawno przeniósł na niższe stanowisko i daleko od domu – sędziego, który wydał niekorzystny dla ludzi jego obozu wyrok. A ile prześladowań spotyka ludzi ze strony pisowskiej władzy.

Proponuję, aby tego rodzaju czyny uznać za zbrodnię komunistyczną i zbrodnię przeciw ludzkości. Ostatecznie to nie ideologia jest ważna, ale czyny. Albo wprowadzić nową kategorię przestępstw, równoważną komunistycznej i zbrodni przeciw ludzkości: zbrodnia pisowska.

* * *

Czasem odnoszę wrażenie, że ludzie nie potrafią zrobić niczego dobrego z własnej inicjatywy, ale jak już robią to muszą jakoś wytłumaczyć swoje pozytywne działania, podobnie jak w Polsce trzeba tłumaczyć się, że się nie pije alkoholu.

Głównym argumentem za przyjęciem uchodźców w Polsce (do czego zresztą nie doszło) było to, że kiedyś inne kraje przyjęły polskich uchodźców i udzieliły im bezinteresownej pomocy. Jakoś nikomu nie wpadło do głowy, żeby po prostu udzielić pomocy tym którzy jej potrzebują. Wydaje się, że gdyby nie było Ewangelii i przekonania o boskości Jezusa to nie byłoby żadnych podstaw do wybaczania krzywd, do miłości i tolerancji. Zresztą te szlachetne cechy są głównie wymieniane jako pożądane, ale rzadko występują w praktyce.

Samo bezinteresowne czynienie dobra nie jest popularne. Politycy nie apelują do dobrych cech ludzi, raczej starają się wzbudzić u nich podejrzenia i niechęć do tych, których określają jako wrogów lub przynajmniej źle nam życzących.

Wydawało się, że u buddystów jest inaczej, tym bardziej że nie znają oni pojęcia grzechu – jeżeli ktoś postępuje niewłaściwie, szkodząc innym, to utrudnia sobie osiągnięcie celu, jakim jest oświecenie. Z podziwem czytałem o tybetańskich mnichach – więźniach Chińczyków – którzy – mimo tortur – starali się nie żywić nienawiści do swoich prześladowców. Teraz okazało się, że natura ludzka jest często silniejsza od szlachetnych przekonań. W Birmie prześladuje się muzułmańską mniejszość etniczną Rohingjów, mają miejsce zabójstwa, palenie domów, wypędzenia, a biorą w tym udział także ludzie uważający się za buddystów.

Widocznie nie wystarczy nazwać się chrześcijaninem czy buddystą jeśli nie przestrzega się nakazów swojej religii.

* * *

Rosjanie mają takie powiedzenie o kimś, kto zapowiada niemożliwe rzeczy, jakich dokona – że on idzie przed postępem (впереди прогресса). Kimś takim jest u nas premier Morawiecki. Zapowiedział na początku rządów wyprodukowanie do końca pierwszej kadencji miliona samochodów elektrycznych, ale chyba prace nad konstrukcją jeszcze się nie rozpoczęły. Miały być wybudowane setki tysięcy mieszkań – skończyło się na kilkuset. Miano posadzić do końca roku 500 mln drzew, ale chyba jeszcze nie zaczęto sadzenia. Teraz obiecał położenie kilku tysięcy kilometrów szyn kolejowych – ktoś obliczył, że to wymaga położenia ponad 6 km szyn dziennie.

Niestety, kiedyś pan Morawiecki trafnie zauważył, że naród jest głupi i można mu wcisnąć każdy kit. Większość cieszy się z optymistycznych zapowiedzi i nie przypomina sobie, że takich zapowiedzi niezrealizowanych było już wiele.

* * *

W mediach od wielu dni mamy reportaż o tym, jak polskie służby ocaliły tygrysy, które miały być przewiezione do Rosji w podejrzanym transporcie. Jeden tygrys padł, jednego zoperowano, zajęły się nimi pracownice Zoo. W Rosji, jak się sugeruje, prawdopodobnie tygrysy zostałyby przeznaczone „na części”, jako że preparaty z tygrysów są cenione na dalekim Wschodzie.

Przesyłka była podejrzana, nie zgadzały się dane w papierach, nawet płeć tygrysów, zwierzęta były przewożone w ciasnych klatkach i źle traktowane. Zatrzymano właściciela transportu i oskarżono o złe traktowanie zwierząt.

Zanim wypowiemy wojnę przemytnikom, a może i Rosji, warto zauważyć, że nasze służby graniczne wpuściły ten transport z Czech do Polski i chciały przepuścić do Białorusi, ale służby białoruskie zauważyły braki tego transportu i nie wpuściły. Transport utknął na granicy i dopiero po paru dniach ktoś się u nas tym zainteresował.

Trzeba jednak być wyrozumiałym. Prawdopodobnie nasze służby nie mają jeszcze instrukcji, jak postępować kiedy pojawia się transport zwierząt z fałszywymi dokumentami i nieodpowiedni dla przewożonych zwierząt. Jak się opracuje instrukcję, to będą wiedzieli. Podobnie jak polscy biskupi, którzy wciąż czekają na instrukcję, jak postępować kiedy okaże się, że ksiądz zgwałcił dziecko. Musi być tam podana teologiczna wykładnia, bo to, co zwykłemu cywilowi wydaje się przestępstwem, może okazać się zbłąkaniem wartościowego człowieka, którego Bóg tak doświadcza i prowadzi po krętych drogach do nieba.

* * *

Pamiętają Państwo jak krzyczano, że lewicy mniej wolno w naszym demokratycznym i wolnym kraju? Jak za rządów lewicy rozdmuchiwano afery, albo chociaż podejrzenia afer? Jak lustrowano każdego działacza lewicy?

Nie-lewicy więcej wolno. Wiadomo, mają dobre intencje, a nie popełnia błędów tylko ten kto nic nie robi. Nawet Kaczyńskiego podejrzewa się o dobre intencje, tyle że może jeszcze nie znalazł właściwych metod ich realizacji.

Gdyby to za czasów Leszka Millera okazało się, że na ważne i intratne stanowiska powołuje się rodziny i znajomych polityków, że prezes NIK ma takie podejrzane konszachty, że ktoś z lewicy wygaduje i wyczynia to, co Macierewicz, a posłanka lewicy zachowuje się jak Krystyna Pawłowicz, że zamyka się usta opozycji w czasie debat w sejmie, ograniczając wypowiedzi do minuty itd., itp., to lewica zniknęłaby od samego wrzasku. Bo lewica to samo zło i nawet kiedy robi coś dobrego to na pewno ma ukryte powody i złe zamiary.

Jak więc obalić PiS? Trzeba ogłosić, że to są postkomuniści.

* * *

Za czasów rządów Platformy PiS surowo krytykowało postępowanie Chin wobec swoich mniejszości etnicznych, a także krytykował Platformę za to, że za mało energicznie wytyka Pekinowi jego postępowanie. Platforma, jak zawsze, bojąc się PiS-u starała się dostosować do oskarżeń i nawet premier Tusk jako chyba jedyny ze światowych przywódców nie pojechał na olimpiadę do Pekinu, dając tym samym wyraz swojego krytycznego stosunku do polityki Chin, czego zdaje się nikt nie zauważył.

Od czasu jak rządzi PiS Chiny wypiękniały, nikt im tu nie zarzuca tłamszenia mniejszości narodowych czy w ogóle swoich obywateli, mamy dobre stosunki i handlujemy z Chinami. Ale przecież od tego, że stłucze się termometr gorączka nie spada. Świat przestał się interesować Tybetańczykami i innymi prześladowanymi mniejszościami.

Dawid Warszawski przypomniał w Gazecie Wyborczej, co dzieje się z Ujgurami w Chinach. Mieszka ich tam około 10 milionów, są to wyznawcy islamu. Chiny zajęły się ich „reedukacją” i ponad milion Ujgurów siedzi w obozach reedukacyjnych. Wyburza się ich meczety i cmentarze, niszczy się ich obyczaje. Dawid Warszawski cytuje fragment ujawnionych dokumentów:

Instrukcje, jak odpowiadać powracającym do domu na wakacje studentom, którzy dowiadują się, że rodzina jest w obozie, bo na przykład nie podobała się długość bród ich bliskich czy spódnic, a w domu znaleziono Koran. Trzeba im otóż wyjaśnić, że choć ich bliscy nie popełnili przestępstwa, to „ich myślenie zostało zainfekowane przez niezdrowe myśli. Uwolnienie będzie możliwe dopiero wtedy, gdy ten wirus w ich myśleniu zostanie wypleniony i powrócą do zdrowia” – co zresztą też zależy od tego, jak się zachowają członkowie rodziny pozostający jeszcze na wolności.

C:\Users\Piotr\Pictures\Saved Pictures\Chiny.jpg

* * *

Wysłuchałem znakomitego wystąpienia Adriana Zandberga w sejmie po exposé premiera:

Wypunktował wszystkie draństwa PiS-u, kłamstwa premiera, niespełnione obietnice rządu, zapowiedział działania lewicy itd. I uderzyła mnie jedna rzecz: tylko lewica biła mu brawo, żaden poseł z partii opozycyjnych nie reagował.

Pozytywna wzmianka o wystąpieniu Zandberga znalazła się tylko w Gazecie Stołecznej, Wyborcza nie zdobyła się na zamieszczenie tekstu pani politolog zachwyconej tym wystąpieniem. To jest bardzo smutna prognoza na przyszłość. Przypomina o tym, że cała prawica od 30 lat myśli tylko o pognębieniu lewicy i to był przez wiele lat jedyny program prawicy.

PIRS

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com