Zbigniew Szczypiński: Jaka ma być Polska ?

23.11.2019

O tym, co na krajowej politycznej scenie się dzieje można mówić na dwa sposoby. Można, tak jak najczęściej to widać, mówić i pisać w formie komentarza oceniającego, podając własne warianty decyzji podejmowanych przez aktualnych aktorów politycznej sceny. Można też, „olewając bieżączkę” mierzyć się z rzeczywistymi problemami, przed jakimi stoi kraj, niezależnie od tego, kto rządzi.

Pamiętając o skali uzależnienia bieżących decyzji politycznych, nawet tych najbardziej fundamentalnych, od fanaberii jednego małego człowieka będącego prezesem rządzącego ugrupowania — warto, odrywając się na chwile od bieżących wydarzeń, pochylić się nad takim problemem: jaki jest system podatkowy w Polsce i jakie są jego filozoficzne i polityczne uzasadnienia.

To nie są jakieś tam fanaberie czy akademickie problemy. To są, moim zdaniem, najbardziej podstawowe problemy, od których rozwiązania zależeć będzie przyszłość kraju i ludzi, tworzących jego społeczeństwo czy naród, jak chcą niektórzy.

Niech pretekstem do tych rozważań będzie spór o zniesienie limitu 30-ktotności w płaceniu składek na ZUS. Był „pisowski” projekt, rządowy projekt zgłoszony jak zawsze jako poselski po to tylko, aby uniknąć przewidzianej prawem trudnej ścieżki legislacyjnej – z konsultacjami międzyresortowymi, z dyskusją na forum dialogu społecznego i wielu jeszcze innymi, określonymi w prawie, rygorami. Projekt, zgłoszony jako poselski, to szybka piłka.

Rząd „dobrej zmiany” wielokrotnie stosował ten manewr – zawsze skutecznie. Tym razem zacięło się. Jarosław Gowin i jego ugrupowanie, walcząc o swoją pozycję w koalicji Zjednoczonej Prawicy, postawili weto i projekt upadł. Dyskusja skupiała się przede wszystkim na tych grach i kruczkach prawnych, kto kogo i dlaczego — a nie na tym, co było sednem sprawy. Jest więcej niż oczywiste, że rząd zgłosił ten projekt tylko dlatego, że potrzebuje pieniędzy na spełnienie obietnic wyborczych i na nowe „prezenty od Jarka” przed wyborami prezydenckimi. To było tak grubymi nićmi szyte, że nawet różni prawicowi publicyści mówili wprost o tym, po co i dlaczego rząd chce znieść zasadę, na której najlepiej zarabiający korzystali i – jak na razie – korzystać będą.

Nic o tych gierkach, nic o kuchni władzy i grach sejmowych. Przyjrzyjmy się porządkowi prawnemu, na którym opiera się system podatkowy, system, od którego zależy wszystko to co może państwo. Każde państwo a państwo dobrobytu w szczególności.

Mamy obecnie niesłychanie uproszczony system pobierania podatków od wynagrodzeń. Na początku procesu transformacji — pamiętam — były trzy skale podatkowe. Pamiętam też, że w moim ugrupowaniu, w Unii Pracy, w Sejmie II Kadencji, stawialiśmy tezę o zwiększeniu liczby tych progów do 6-8, tak jak miało to wtedy miejsce w krajach skandynawskich, uznawanych przez wszystkich za najlepsze miejsce do życia.

Nie chce mi się przypominać wszystkich kłótni i wojen – skończyło się jak skończyło – mamy dwa progi, a w praktyce jeden. Mamy system, w którym prezes firmy — państwowej — dzięki wprowadzeniu takiego rozwiązania jak kontrakt menedżerski płacił i płaci podatek mniejszy niż jego sekretarka. I wszystko zgodnie z polskim prawem.

W Polsce nie ma rozwiązań charakteryzujących kraje dobrobytu, nie ma wielu progów podatkowych, nie ma wystarczająco wysokiej kwoty wolnej od opodatkowania. W Polsce od nawet głodowych emerytur i rent państwo pobiera podatek – to czysty absurd i rażąca niesprawiedliwość.

W Polsce podatki płacą najbiedniejsi, wszyscy. Ich nie stać na wynajęcie firm specjalizujących się w optymalizacji podatkowej – takiego prawnego oszustwa, dzięki któremu bogaci nie płacą albo płacą mniej – i wszystko zgodnie z prawem. Dobrym przykładem takich praktyk było to, co widzieliśmy w reportażu o Marianie Banasiu, ministrze finansów, szefie służb nadzoru finansowego państwa a obecnie urzędującym prezesie Najwyższej Izby Kontroli – jak uzasadniał to, że czynsz za jego kamienice był tak niski, bo „wyrównanie” miało nastąpić przy sprzedaży, od której już nic się nie płaci (po określonym czasie użytkowania)

W Polsce wielkie międzynarodowe korporacje nie płacą podatków albo płacą je zaniżone. Czasem wystarczy telefon z ambasady amerykańskiej a czasem decyzja wysokiego przedstawiciela rządu amerykańskiego, aby Amazon czy Facebook lub Google — mimo że zarabiają, prowadząc swoje interesy w Polsce — podatków nie płaciły.

No cóż – duży może więcej.

Wsłuchiwałem się we wszystkie głosy wokół ustawy o trzydziestokrotności. Ileż tam było troski o przestrzeganie zawartych przez państwo umów (to zwłaszcza w stosunku do zgłoszonego przez Lewicę projektu, w którym wprowadzono minimalną, ale i maksymalną wysokość emerytury wypłacanej przez państwo). Ileż tam było troski o los tych, którzy będą musieli nadal płacić składkę a ona nie podwyższy ich emerytury. Co to za skandal jak tak można!

Przypomnę – mówimy o emeryturach wypłacanych przez państwo, to nie są prywatne fundusze emerytalne czy inne konstrukcje finansowe. Tam można budować podstawy do 30 czy nawet 50, czy 100-tysięcznych emerytur wypłacanych co miesiąc. W systemie państwowym – nie!

Oczywiście, że zamiast tego łamańca z krotnością stawek państwo powinno wprowadzić wyższe opodatkowanie wyższych zarobków. To jest oczywista oczywistość, jak mówi nasz ukochany malutki klasyk. Państwo nie ma innych pieniędzy niż te, które zabierze obywatelom. To jeszcze większa oczywistość. Chodzi o zasady, na których system danin jest oparty.

Słuchałem w telewizji Leszka Balcerowicza – jak łatwo się domyślić ubolewał nad tym, że ktoś chce zabrać pieniądze najlepiej zarabiającym. Najlepiej, bo to przecież najlepiej wykształceni, najbardziej twórczy pracownicy – jak tak można.

Czy dwie słynne już asystentki prezesa NBP Adama Glapińskiego zarabiające po ponad 50 tysięcy miesięcznie to są te najbardziej twórcze i najlepiej wykształcone pracownice Narodowego Banku Polskiego? Czy wszyscy prezesi spółek skarbu państwa, rotujący w ostatnich latach w tempie dwa, trzy razy w roku i otrzymujący, tak jak prezes ORLENU wynagrodzenie w wysokości takiej, że po pierwszej wypłacie (150 tysięcy) byli już zwolnieni z dalszych wpłat na ZUS to są ci, o których państwo ma troszczyć się przede wszystkim?

Takich przykładów mogę mnożyć bez końca. Bez względu na ich liczbę fakt pozostaje faktem, że w systemie emerytalnym, w systemie podatkowym kryje się odpowiedź – jakie ma być państwo. Powtórzę – jakie, a nie czyje jak dramatycznym basem pytał upadający premier Jan Olszewski.

Pytanie — jaka ma być Polska? — jest pytaniem rzeczywistym. To od odpowiedzi na nie zależy kto wygra wybory prezydenckie, a później parlamentarne.

Zbigniew Szczypiński

Polski socjolog i polityk


Ur. 11 sierpnia 1939 w Gdyni – poseł Unii Pracy na Sejm II kadencji. Działał w pierwszej „Solidarności”. Po ponownej legalizacji związku, od 1991 kierował Ośrodkiem Badań Społecznych w zarządzie regionu NSZZ „Solidarność” w Gdańsku.

Przewodniczący Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.
Więcej w Wikipedii

Print Friendly, PDF & Email

2 komentarze

  1. narciarz2 2019-11-24
  2. Mr E 2019-11-24
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com